Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak się nie dać pogrzebać żywcem - najciekawsze stare metody

47 643  
170   20  
Od tysięcy lat ludzie obawiają się tego, że mogą zostać pogrzebani żywcem. Każdy ujawniony przypadek takiej sytuacji wzbudzał panikę i powodował koszmary tysięcy ludzi. Jak sobie dawniej radzono, nie mając dostępu do nowoczesnej diagnostyki?

#1. Podcinanie tętnic


W 1932, London Evening News opublikował testament właściciela restauracji. Oprócz zwykłych zapisów, można było przeczytać tam, że autor testamentu życzył sobie, aby przed pogrzebem przecięto mu tętnice, a jego śmierć została potwierdzona przez członków „Stowarzyszenia Przeciwko Przedwczesnym Pochówkom”. Jednak żeby być na 100% pewnym, że nie obudzi się w grobie, nakazał również zainstalować w trumnie specjalny dzwonek.
Hans Christian Andersen też obawiał się, że może zostać pogrzebany żywcem i dlatego zawsze gdy musiał nocować poza domem, zostawiał obok łóżka karteczkę „Tak naprawdę to nie umarłem”. Przed śmiercią poprosił przyjaciół, aby upewnili się, że przed wsadzeniem do trumny ktoś podetnie jego tętnice.

#2. Ogień



Nie tylko mężczyźni obawiali się, że mogą się obudzić w grobie. Na początku XX wieku w gazetach można było przeczytać historie o tym, jak po otworzeniu trumien okazywało się, że „zmarli” próbowali się z niej wydostać, drapiąc paznokciami w wieko. W 1924 r. panna Ruby Caroline Aykroyd zażyczyła sobie, aby po jej śmierci podpalono jej paznokcie. Wierzono wtedy, że taki ból byłby nie do zniesienia przez żywą osobę, która na pewno obudziłaby się podczas przeprowadzania testu. Jednak na wszelki wypadek panna Ruby dopisała do swojego testamentu prośbę o kremację.

#3. Dekapitacja



W 1927roku James Mott zostawił bardzo dokładne instrukcje na wypadek swojej śmierci. Po pierwsze, dwóch lekarzy miało go dokładnie zbadać i przeprowadzić serię testów, następnie miano włożyć mu kwas pruski do ust. I w końcu doktorzy mieli dwa wyjścia - albo odciąć mu głowę, albo rozczłonkować jego martwe ciało. Nie był to jedyny głośny przypadek. W 1905 r. doktor Hadwen uszanował życzenia pacjenta i odciął mu głowę po śmierci. Charles Albert Reed zostawił nawet w testamencie 500 dolarów dla lekarza, którzy pozbawi jego zwłoki głowy.

#4. Tajemnicza wiadomość



Pomysłowość ludzi, którzy chcieli się upewnić, że nie zostaną pogrzebani żywcem nie ma granic. W 1790 roku nieboszczyka kładziono w otwartej skrzyni, a ciało przykrywano szklanym panelem, na którym napisano azotanem srebra „NIE ŻYJĘ”. Napis był niewidoczny do momentu, gdy ciało zaczynało się rozkładać. Po pojawieniu się tej wiadomości można było spokojnie urządzać pogrzeb.

#5. Test oddechowy



W 1850 roku w podręczniku medycznym opisano kilka testów oddechowych, które miały pomóc w stwierdzeniu zgonu pacjenta. Mogło to być trzymanie piórka czy lusterka przy ustach i nosie pacjenta albo położenie napełnionej wodą szklanki na jego klatce piersiowej. Ruch piórka, wilgoć na lusterku czy rozlana woda oznaczały, że domniemany denat jeszcze żyje. Niestety, dziś wiemy, że te testy nie dawały 100% pewności.

#6. Ukłucie



Około roku 1900 najpopularniejszą metodą na określenie tego, czy ktoś żyje czy nie, było kłucie. Wierzono, że rana osoby żywej zaczerwieni się i następnie zamknie, a osoby martwej pozostanie otwarta. Zazwyczaj nakłuwano podeszwy stóp albo wbijano igły pod paznokcie - żaden żywy człowiek nie wytrzymałby takiego bólu. Lady Burton i panna Elizabeth Thomas poszły o krok dalej i zażądały od swoich lekarzy, aby po śmierci przebili ich serca długimi igłami.

#7. Serce



Inną popularną wśród zamożnych obywateli metodą było usunięcie serca. W 1834 roku Francis Douce zapłacił lekarzowi 200 gwinei za usunięcie serca po śmierci. Przyjaciel Douce’a zażądał takiej samej procedury, ale dodatkowo chciał, aby jego syn był przy niej obecny. Były przewodniczący Kolegium Medycznego z Filadelfii również zażyczył sobie, aby usunięto mu serce po śmierci. Nawet lekarze nie do końca dowierzali osiągnięciom medycyny i woleli się upewnić, że nie zostaną pogrzebani żywcem.

#8. Zastrzyk



Około 1895 roku lekarze wstrzykiwali zwłokom trujące substancje. Po zastrzyku ze strychniny lub morfiny potencjalnie „nie do końca martwy” nieboszczyk nie miał szans na obudzenie się w trumnie. Takie zastrzyki stosowano już po roku 1800 w bardzo ciężkich przypadkach chorobowych. Nie mówiono wtedy o eutanazji, tak naprawdę w ogóle o tym nie mówiono, ale wielu lekarzy w ten sposób przyspieszało śmierć nieuleczalnie chorych, cierpiących pacjentów.

#9. Chloroform



Członkowie „Stowarzyszenia Przeciwko Przedwczesnym Pochówkom” zaproponowali w 1898 roku, aby do trumny wkładano otwartą buteleczkę z chloroformem. Miało to być alternatywą dla ludzi, którzy nie życzyli sobie, aby ich poćwiartowano, skremowano czy zabalsamowano.

#10. Czekanie na rozkład



Jeśli nie miałeś pieniędzy na to, żeby opłacić doktora, który po śmierci wyrwie ci serce albo obetnie głowę, ale nadal obawiałeś się, że rodzina pochowa cię za szybko, zawsze pozostawał jeden tani i pewny sposób. Ciało leżało w kostnicy do momentu, w którym zaczynał się jego rozkład. Wtedy można było z czystym sumieniem urządzić pochówek.

Oglądany: 47643x | Komentarzy: 20 | Okejek: 170 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.10

23.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało