Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Miszmasz historyczny III: perypetie podwodno-nadwodne, część 1

48 104  
272   37  
Okręty podwodne często miały do czynienia z samolotami, i to na różne sposoby. Najczęściej te spotkania jednak źle się dla nich kończyły...

#1. Bomby muszą wybuchnąć...

...ale nie każdy o tym pamięta.
W systemie „wilczych stad” niemieckiej Kriegsmarine ważną rolę grały okręty zaopatrzeniowe, tzw. „mleczne krowy”. Umożliwiały one uzupełnianie zapasów paliwa, amunicji i żywności U-bootów zwalczających aliancką żeglugę, bez konieczności powrotu jednostek bojowych do baz.


U-459 (okręt typ XIV)

24 VII 1943 zbiornikowiec U-459 został zaatakowany przez bombowiec Wellington ze 172. sqn RAF. Załoga natychmiast otworzyła ogień z poczwórnie sprzężonych działek 20 mm, zestrzeliwując samolot; jednak ciężko ranny pilot zdołał skierować maszynę na okręt, uderzając w tył kiosku i niszcząc zabójczą baterię działek. Na tym mogłoby się zajście skończyć, załoga zrzuciła pozostałe na pokładzie szczątki samolotu do wody, pozostały trzy bomby... które dowódca też kazał wyrzucić.


Wellington GR XIV ze 172. sqn RAF, Azory, 1943

Były to bomby głębinowe, bez zapalników uderzeniowych, dlatego nie wybuchły. Na razie. W samolotach patrolowych sens miało nastawianie bomb na małą głębokość, skoro atakowały U-booty idące na powierzchni, właśnie się zanurzające lub idące nie głębiej, niż na głębokości peryskopowej (gdy radary - w samolocie typu Wellington montowane w charakterystycznej "brodzie", widocznej na zdjęciu - były w stanie wykryć podniesiony peryskop).


Brytyjskie bomby głębinowe - tu pod skrzydłem łodzi latającej Short Sunderland

Oczywiście, wyrzucone bomby niemal natychmiast wybuchły, poważnie uszkadzając okręt.
W sumie z tej sytuacji (z bombami na pokładzie) nie było dobrego wyjścia; chyba można by było zabrać bomby do środka i uciekać pod wodę, spodziewając się kolejnych ataków lotniczych, które zresztą po chwili nastąpiły: kolejny Wellington zrzucił na już bezbronny okręt osiem bomb i po chwili dalsze cztery, po czym rozpoczął ostrzał z pokładowych karabinów. Marynarze spuścili na wodę tratwy i opuścili okręt – większość załogi ocalała, rozbitków podjął niszczyciel ORP Orkan.


ORP Orkan

Tytułem dygresji: Orkan poległ przy innym spotkaniu z U-bootami, ale to już temat na osobny artykuł.

#2. Tylko bez paniki

15 V 1941 nowo zbudowany U-570 został obsadzony świeżą załogą z młodym, niedoświadczonym dowódcą i rozpoczął szkolenie. Po jego ukończeniu 24 VIII wyszedł na pierwszy patrol bojowy.


U-570 (typ VIIC), już w brytyjskich rękach - w środkowym planie. przepływa z prawa na lewo

Trzy dni później wynurzającego się U-boota dostrzegł patrolowo-bombowy Lockheed Hudson z 269. sqn RAF.


Lockheed Hudson. Jego wersja cywilna nazywała się L-14 Super Electra, samolot tego typu był używany również przez PLL LOT w latach 30.

Samolot zaszedł okręt od martwego pola widzenia peryskopu i zrzucił salwę bomb; okręt pozostał na powierzchni, załoga wyszła na pokład, wtedy Hudson ostrzelał okręt z broni pokładowej. Mylnie sądząc, że okręt jest stracony (w rzeczywistości można było by bezpiecznie zejść pod wodę), spanikowany dowódca-szczeniak wydał rozkaz poddania się. Wywieszono białą flagę. Hudson pilnował U-boota z powietrza, jednocześnie wzywając wsparcie. Zjawiła się patrolowa Catalina, a po paru godzinach również jednostki nawodne – z początku trawler HMT „Northern Chief”, później i inne jednostki brytyjskie i kanadyjskie. Zdjęły one niemiecką załogę i wzięły okręt na hol. Był to nie tylko jedyny okręt podwodny w historii, który się poddał samolotowi, ale też pierwszy U-boot zdobyty przez Brytyjczyków.



Hudson z 269. sqn RAF

Po niezbędnych naprawach Royal Navy przeprowadziła szereg prób; w szczególności istotne było przekonanie się, że niemieckie okręty podwodne mogą się zanurzać o wiele głębiej, niż sądzono: zanurzenie konstrukcyjne wynosiło 165, uważane za niszczące – 280 metrów, a podówczas używane bomby głębinowe miały zapalniki nastawiane do głębokości 170 metrów – co dzięki tym próbom niezwłocznie skorygowano.


HMS Graph (pierwszy z prawej) w Holy Loch

Po próbach jednostkę, nazwaną HMS Graph i opatrzoną znakiem burtowym N46, skierowano na patrole bojowe. Niestety, wskutek zużycia i oczywistego braku części zamiennych, okręt w roku 1943 został przesunięty do szkolenia, a w 1944 zdecydowano o jego złomowaniu. Zakończył żywot w sposób przynależny U-bootom: holowany do stoczni złomowej zerwał się z holu i zatonął.

#3. ...i bez pośpiechu

Ta historia zaczyna się dużo wcześniej.

Pod koniec I wojny światowej w Wielkiej Brytanii postanowiono zbudować serię podwodnych monitorów, czyli pływających baterii artylerii najcięższej. Zbudowano 3 okręty, każdy uzbrojony przede wszystkim w działo 305 mm (12”), a oprócz tego w działo przeciwlotnicze, karabin maszynowy i 4 torpedy 450 mm. Odpalanie działa miało następować spod wody: na lufie była muszka, w okularze peryskopu bojowego szczerbina, celowało się całym okrętem.


HMS M1

W 1923 roku wszedł w życie traktat waszyngtoński, ograniczający zbrojenia morskie. Jednym z jego postanowień była redukcja maksymalnego kalibru artylerii okrętów podwodnych do 203 mm (8”). Monitory klasy M zdecydowanie ten limit przekraczały.


Detal instalacji 12-calowego działa na okręcie klasy M

W szczególności, na HMS M2 postanowiono w miejscu zdemontowanego działa zainstalować hangar z rozpoznawczym wodnosamolotem (to akurat nie był zupełnie nowy pomysł, już w czasie I wojny światowej istniały tak wyposażone okręty podwodne, a i w II wojnie nie raz do tego pomysłu wracano). Poza hangarem okręt miał na pokładzie startową katapultę oraz dźwig do przejmowania samolotu po wodowaniu. Przebudowany okręt wszedł do służby w roku 1928.


Samolot Parnall Peto na katapulcie HMS M2...


...i po starcie

W ostatnim rejsie, 26 I 1932, postanowiono sprawdzić, jaki jest minimalny czas od wynurzenia do wypuszczenia samolotu w powietrze. Załoga zajęła pozycje, okręt zaczął się wynurzać, dowódca na widok poziomu wody opadającego poniżej krawędzi pomostu kazał otworzyć hangar...
...który był jeszcze zanurzony. Masy wody wtargnęły przez hangar w głąb okrętu, przegłębiając go na rufę i błyskawicznie topiąc z całą załogą. Okręt do dziś leży na głębokości 33 metrów.

Opisywane zdarzenia itp. nie mają nic wspólnego z moimi sympatiami politycznymi ani z propagowaniem takiego czy innego ustroju.

<<< W poprzednim odcinku: lotnicy z różnych stron i trochę pancerki


Oglądany: 48104x | Komentarzy: 37 | Okejek: 272 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało