Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Przeszedłem szkołę życia - robiłem na ochronie w IKEA Wrocław

105 294  
235   98  
Przeprowadzka do dużego miasta z mojej mieściny niosła ze sobą nadzieje na wielką kasę i szybką karierę zawodową. Najwyraźniej coś po drodze zrobiłem nie tak... zostałem ochroniarzem w IKEA (tak, tego skrótowca nie odmieniamy) Wrocław. Oczywiście nie uwłaczając szanownym kolegom w tym fachu. Tekst będzie długi, raczej bez zdjęć, ale i tak zachęcam do lektury! Rzecz się miała 10 lat temu...


Przeprowadziłem się do Wrocławia. Wynajęta kawalerka, studia na karku – wiadomo, trzeba było znaleźć dobrze płatną pracę. Oczywiście z uwagi na to, iż dojeżdżałem do mojego miasta na studia (tak, mieszkałem we Wrocku, studiowałem u siebie), znalezienie pracy było kłopotliwe z uwagi na elastyczny grafik (co drugi weekend wolne pt. i pon.). Nie każdy pracodawca był łaskawie nastawiony do studentów "dojeżdżaczy". Pracy szukałem więc 4 dni. Zadzwonili z biura ochrony „Pakery” (oczywiście nazwa zmieniona z uwagi na wiadomo co), że za tydzień mogę zacząć. Byłem zachwycony. Pierwsza misja – dostać orzeczenie o niekaralności. Zaczęło się jeżdżenie i załatwianie. Po telefonie, że zaczynam 3 dni szybciej, dopadł mnie strach i ekscytacja wizją pierwszej wypłaty (nie była to moja pierwsza praca, tylko pierwsza we Wro).

Pierwszego dnia nie zapomnę nigdy. Dojeżdżałem darmowym autobusem na Bielany. Ludzi ogrom, jako że wsiadałem na Krzykach (kto mieszka, ten wie), zawsze stałem, bo to ostatni przystanek. Warto dodać, że IKEA była wtedy jeszcze jednopoziomowa. Dostałem się na recepcje (to się chyba tak nazywało...) i poznałem ochroniarza prowadzącego zmianę. Wielki kark. Tzw. lider. Siedziałem tam chwilę przestraszony. Z uwagi na to, że było to dawno, przepraszam za brak branżowego słownictwa, na co uwagę zwróci mi pewnie część szanownego grona użytkowników po fachu (byłym fachu). Wiecie, ilu ochroniarzy pracowało na zmianie w IKEA o powierzchni 30 000 metrów kwadratowych? 4. SZOK. Jeden na recepcji (miejsce, gdzie są wszystkie monitory i siedzi jeden kark obserwujący wszystko i wszystkich), jeden na bramce (miejsce przy drzwiach obrotowych), jeden na kasach (na weekendy było dwóch, rzadko kiedy trzech) oraz jeden w ruchu, czyli bujający się po obiekcie.

Pierwsza kwestia – ubiór. Tak! Będę bujał się po sklepie łapiąc złodziei z zestawem słuchawkowym w uszach i niebieskiej, budzącej respekt koszuli! Niet... przez pierwsze 3 miesiące stałem na bramce. Najnudniejsze miejsce w historii wszystkich branż świata. W pięknej, żółtej, ciasnej koszuli z radiem w ręku (dopiero po kilku miesiącach wprowadzili nam zestawy słuchawkowe). Stałem... 12, czasami 13 godzin. Obszar, po którym mogłem się poruszać to parę metrów kwadratowych. Bez podpierania. Wyprostowany. Jak cholerny manekin. OK. Po kolei!

Druga kwestia – moje obowiązki. Jako nowy pracownik musiałem się nauczyć naprawdę wiele. Poznać plan sklepu – ustawienie działów, wyjścia ewakuacyjne, rozstawienie gaśnic, hydrantów, znać procedury bezpieczeństwa i ewakuacji, rozstawienie kamer i parę innych dziwnych wtedy dla mnie kwestii. Sporo czasu zajęło mi przyswojenie owych zagadnień.

Trzecia kwestia – czym ja się właściwie zajmowałem? Hmm. Dobre pytanie! Najszybciej czas mijał mi parę miesięcy później, kiedy uczciwą i ciężką pracą zasłużyłem na stanowisko pracownika na kasach. Byłem wtedy kimś ważnym, dużo się działo, trzeba było być czujnym i naprawdę łapało się złodziei. A na bramce...? Byłem informatorem. 90% moich czynności polegało na informowaniu klientów, gdzie są toalety, upominanie co wolno wnosić, a czego nie oraz układanie pozostawionych przez klientów wózków. Uwaga – ludzie to ce ha u je. Napiszę o tym drugą część. W tej się skupię na moich obowiązkach.

Okej, a pozostałe 10% czasu? To było rozluźnienie. Czyli przerwa (jedna 30-minutowa, czasami i 15-sto, kiedy był mega ruch) oraz chodzenie z kasjerką trzymającą kasetkę z pieniędzmi. I to było fajne. Dostawałem komunikat od karka zza kamer, że trzeba iść na restaurację (tak, stamtąd wyłaniały się kasjerki) i eskortować je do połowy holu, gdzie czekał już na mnie ochroniarz z kas, który przejmował ową panią. Wówczas ja wracałem na swoje stanowisko i w tym właśnie czasie mnóstwo ludzi robiło coś, co nie powinno wchodząc na sklep z różnymi rzeczami, wózkami, zakupami itd. Ludzi, których nie dasz radę zaobserwować będąc 15 m dalej. Podczas eskorty można było porozmawiać sobie z miłą panią i przede wszystkim rozruszać nogi! Bywało, że pracowałem 4 dni z rzędu (niezgodne z kodeksem pracy) i wtedy moje stopy były tak obolałe, że po prostu ich nie czułem. Podczas prawie 9-miesięcznego stażu w ochronie kupowałem (tak, firma nie zapewniała obuwia) bardzo różne rodzaje obuwia i wypróbowałem sporo różnych wkładek do butów (niektóre naprawdę czaderskie).

Czwarta kwestia – zarobki. Jak na tamte czasy absolutnie nieadekwatne do wykonywanej pracy. Stawka bardzo niska w stosunku do wyrobionych godzin. A praca bardzo stresująca i odpowiedzialna. Tak uważam, bo posmakowałem życia ochroniarza. Nic fajnego. To co było motywujące w tej pracy to fajne kasjerki, hot-dogi za złotówkę, naprawdę zajebiści współpracownicy (o nich też mógłbym napisać osobny art) i odrobinę satysfakcji ze złapania/przyłapania złodzieja. Nie będę się tu rozpisywał o prawach ochroniarza, gdyż ostatni artykuł kolegi Bartlew5 (którego pozdrawiam i który mnie natchnął na napisanie tego arta) wystarczająco temat wyczerpał.
Ilu złapałem złodziei? Żadnego. Przykre? Nie. Nie wynikało to z mojej nieudolności. Z paru innych aspektów.

Piąta kwestia – pierwszego dnia poznałem szefa ochrony. Buca, który odpowiadał za kilka obiektów tej firmy ochroniarskiej. Nie znałem go i nie wiedziałem jak wygląda. Jak go poznałem? Jak na mój pierwszy dzień – fatalnie! Otóż nagle ze sklepu wyszła Pani. Z reklamówką z IKEA. I wyszła ze sklepu. Jak to jest, że dwa razy wyszła ze sklepu? Ano tak, że konstrukcja tego sklepu była tragiczna! Wychodzisz ze sklepu wejściem dla klientów (wychodzisz wchodząc, wchodzisz wychodząc), bo restauracja była na terenie sklepów. Do owej wchodziło stado klientów z zakupami, za które zapłacili na kasach i z nimi musieli wejść znowu na sklep, przejść z 10 m wśród regałów i dostać się na restaurację (regulamin sklepu tego zabrania, ale kto czyta regulamin sklepu...).

Oczywiście prośby o zostawienie toreb w samochodach przed wejściem ponownym do sklepu były puszczane jednym i drugim uchem. I właśnie taka jedna paniula weszła na sklep omijając przy tym moje wszystkie stopnie bezpieczeństwa (bystry wzrok i wzmożona uwaga, hue hue) z zakupami. I wiecie co? Postanowiła wyjść z reklamówką z zakupami akurat kiedy na sklep wchodził owy Pan „E”. Opuściła obiekt przez obrotowe drzwi (nawet sobie nie wyobrażacie, jak wiele ludzi nie potrafi obsługiwać się obrotowymi drzwiami - także o tym napiszę) zostawiając przy mnie Pana „E”. Co powiedział? „Dlaczego pan puścił tę Panią? Przecież wyszła ze sklepu z reklamówką pełną produktów z IKEA, skąd pan wie, czy przechodząc te 10 m nie wrzuciła sobie do reklamówki parę produktów, za które nie zapłaciła?”. Ja milczę. Przerażony. Na co on: „no leć pan za nią i niech pokaże paragon!” Ku8wa... No to lecę! Czerwony jak burak, bezsilny, zupełnie nie wiedząc, co mam robić. Pani była już z 30 m od sklepu na parkingu. Ja za nią lecę i przedstawiam sytuację (bardzo nieudolnie), proszę o paragon i nieorganoleptycznie sprawdzam, co tam ma w tej torbie... oczywiście szanowna Pani wraz z koleżanką mnie wyśmiały, ja udałem, że coś tam sprawdzam i wróciłem na bramkę. On tam ciągle był. Jeszcze mnie zje... skrytykował, że nie wyciągnąłem wszystkich produktów i nie porównałem z paragonem (czasami ludzie wchodzili na sklep z 6 wielkimi niebieskimi torbami wypchanymi pojemnikami) i mnie skarcił... byłem zdołowany i zły. Odechciało mi się pracować. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.

W następnej części opiszę pracę lidera, tego Pana na kasach, paru stałych i wrednych klientów, złodziei, gry pożarowe i grzebanie w 400-litrowej beczce pełnej gnijącego jedzenia z restauracji.

Oglądany: 105294x | Komentarzy: 98 | Okejek: 235 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.09

18.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało