Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Marian Zacharski - polski superszpieg czy szczęściarz-amator? Część II

31 475  
225   15  
Część pierwsza tutaj.Tymczasem latem 1983 roku podpułkownik Jerzy Koryciński, nisko oceniany pracownik rezydentury wywiadowczej w Sztokholmie, nagle zniknął wraz z całą rodziną. Wkrótce okazało się, że od dłuższego już czasu współpracował z CIA.

W ten prawdopodobnie sposób – choć dowodów brakuje – „wtyczka” CIA zidentyfikowała polskiego superszpiega (czy też podała informacje naprowadzające) i doprowadziła do jego upadku. Po swojej ucieczce ze Szwecji w 1983 roku Koryciński zdradził Amerykanom tożsamość stu piętnastu oficerów wywiadu PRL i dziewięciu „wysokiej rangi agentów” (jak pisano w odpowiednim raporcie komisji powołanej przez wywiad MSW). Był to zdecydowanie homme fatale nie tylko Zacharskiego, lecz także całego wywiadu MSW. W historii wpadki Zacharskiego można odnaleźć jeszcze jeden trop – francuski.

Wiosną 1981 roku, podczas obrad NATO w Brukseli, prezydent François Mitterrand wziął na bok szefa amerykańskiej delegacji i dyskretnie poinformował go, że francuskie służby trafiły na ślad komunistycznego szpiega operującego w Stanach. Tego samego dnia późnym wieczorem zorganizowano naprędce naradę francuskich i amerykańskich funkcjonariuszy wywiadu. Pokazali kilka materiałów, które ich agent („Wiatrew”) wykradł z Moskwy, a które wcześniej Bell wyniósł z Hughes Corporation. Nie chodziło tylko o Korycińskiego – Amerykanie też mieli swojego szpiega w centrali KGB, który posiadał dostęp do informacji przekazywanych przez „Pato”. Nagle więc, jakoś w 1980 roku, trzy niezależne źródła – Koryciński, amerykański i francuski szpieg w Moskwie – przekazały informacje, że gdzieś w Dolinie Krzemowej pracuje zdrajca. Tymczasem William Bell, usilnie nie dopuszczając do siebie myśli o własnej zdradzie i w związku z tym nie stosując się do podstawowych zasad konspiracji, zaczął szastać pieniędzmi. Kupił nowe mieszkanie. Spełniał coraz to nowe zachcianki żony. Jego znajomi zastanawiali się, skąd ta nagła rozrzutność.
„Pato” – a za nim i Zacharski – szybko zbliżali się do przepaści, spychani ku niej z wielu stron.

W połowie czerwca 1981 roku Amerykanie zmusili do współpracy Williama Bella. Został zatrzymany, przez kilka godzin przesłuchiwało go trzech oficerów FBI (wysoce prawdopodobne, że Bell był przesłuchiwany z zastosowaniem substancji psychotropowych) aż do momentu, w którym pękł, przyznał się do winy i zgodził się uczestniczyć w schwytaniu Zacharskiego. „Pato” mógł wybierać między dożywotnim więzieniem (albo i karą śmierci) a zgodą na współdziałanie na rzecz ujęcia Zacharskiego. Decyzja była oczywista, chociaż wiązała się ze zdradą wieloletniego przyjaciela. Kilka dni po zasadniczej rozmowie z FBI Bell poprosił Zacharskiego o spotkanie – nic nadzwyczajnego. Zacharski, wyczuwając zainteresowanie amerykańskich służb swym przyjacielem, od pewnego czasu unikał bliższych kontaktów, nie mógł jednak wprost odmówić wyraźnie sformułowanej propozycji rozmowy. Doszło więc do spotkania. „Pay” nie wiedział, że jego informator występuje już w nowej roli, a pod ubraniem ukrywa aparaturę podsłuchową. W ten sposób Amerykanie zdobyli swój dowód.

Niewiele wcześniej bagaż wracającego z Polski Zacharskiego został gruntownie przeszukany.
„Pay” mocno się zdenerwował, jednak wydawało się, że była to tylko przypadkowa kontrola.
Nie była.

Jak koszmar zastąpił „amerykański sen”

W niedzielę 28 czerwca 1981 roku Marian i Barbara spędzali czas w swym mieszkaniu. Minęła godzina piętnasta.

Nagle przed wejściem dał się słyszeć hałas. Zanim Zacharscy zdążyli odwrócić głowy, do wnętrza wtargnęło kilkunastu mężczyzn i dwie kobiety. Okazali legitymacje FBI. Barbara nawet nie wiedziała, w jaki sposób oddzielono ją od męża. Po chwili wrócił w towarzystwie barczystych funkcjonariuszy i pełnym napięcia głosem oświadczył, że jest aresztowany i musi iść. Dzieci zaczęły płakać, Barbara przytuliła je. Pozostali na miejscu funkcjonariusze zaczęli przeszukiwać mieszkanie. Nie pozwolili jej używać telefonu. Gruntownie przebadali każdy skrawek pomieszczenia. Odrywali nawet materiał z głośników sprzętu audio. Zostali do późnego wieczora i zabrali wszystkie kasety wideo, klisze, kamerę, aparat, projektor, magnetofony, zdjęcia, a także feralną „Królewnę”.

W międzyczasie do Zacharskiej zadzwonił sąsiad Michael Hefron. Spytał, czy wszystko w porządku. Barbara pod okiem funkcjonariuszy nie mogła wiele powiedzieć, po chwili jednak Hefron zapukał do jej drzwi. Udało mu się wynegocjować zabranie dzieci, które przeniosły się do mieszkania Hefrona. Tymczasem w korytarzu zjawili się już pierwsi dziennikarze.
Kiedy dzieci wyszły, Zacharskiej pozwolono zadzwonić. Szybko wykręciła numer konsulatu PRL w Chicago. Udało się odnaleźć dramatyczną depeszę wysłaną tego wieczoru do centrali Ministerstwa Handlu Zagranicznego w Warszawie przez ówczesnego polskiego przedstawiciela handlowego w Chicago Grzegorza Tuderka, skądinąd dziś jednego z najbogatszych Polaków, słynnego „milionera lewicy”:

Chicago, [...] godzina 23.00, natychmiast [...]. 28.06.81 o godzinie 15.00 czasu kalifornijskiego aresztowany został przez FBI dyr. spółki Polamco M. Zacharski. FBI przeprowadziło szczegółową rewizję w domu. Tę informację otrzymałem od żony Barbary ok. godziny 18.00 czasu chicagowskiego. Od sąsiada Amerykanina otrzymałem informację, że Z[acharski] jest oskarżony przez FBI o szpiegostwo. O powyższym natychmiast poinformowałem ambasadora [Romualda] Spasowskiego [tego samego, który za kilka miesięcy wybierze wolność w USA – W.B, P.P.]. W sprawę włączono adwokata spółki, a następnie adwokata wskazanego przez Konsulat Generalny. Z żoną Barbarą jestem w kontakcie, pozostaje z dziećmi u sąsiada pod obserwacją. Nocne wydania dzienników ([stacji telewizyjnych] ABC, NBC, CBS) potwierdziły wiadomość o aresztowaniu ob. M. Z[acharskiego] i obywatela amerykańskiego Williama Bella. W wydaniu dzienników pokazano zdjęcia aresztowanych oraz przebieg konferencji [prasowej] zorganizowanej w tej sprawie w Los Angeles przez FBI.

Po kilku dniach napięcie opadło. Pewnego razu Barbara spotkała się przypadkowo z Ritą, żoną Bella, która nie wyglądała na przejętą z powodu aresztowania męża. Nie przebywała w swym mieszkaniu, kiedy – równolegle do zatrzymania Zacharskiego – zakuwano „Pato” w kajdanki. Rita wprost oświadczyła, że nie zamierza go odwiedzać w więzieniu, a sam Bell zapewne pójdzie na współpracę z FBI.

Tymczasem Barbara w kolejnych tygodniach trzy razy odwiedziła Mariana w areszcie. „Pay” przejmował się losem swej rodziny i prosił żonę, by jak najszybciej wyjechała do Polski.
Tak też się stało. Personelowi chicagowskiej placówki PRL szybko udało się dotrzeć do Barbary, odizolować ją od FBI i w ciągu niecałego miesiąca wysłać wraz z dziećmi do Warszawy, gdzie zaopiekowała się nią (i objęła kontrolą) warszawska centrala wywiadu. Do feralnego 28 czerwca 1981 roku Barbara najpewniej nic nie wiedziała o drugim życiu męża.

„Pay”, zgodnie z instrukcjami wywiadu, konsekwentnie odmawiał przyznania się do winy. Jak pisano w odpowiedniej tajnej depeszy MSZ, „podczas procesu zachowuje się spokojnie i godnie. Nawet prokurator w swoim wystąpieniu podkreślał lojalność Z[acharskiego] wobec Polski”. Mimo to – a raczej właśnie dlatego – został w połowie grudnia 1981 roku skazany na dożywocie i osadzony w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Memphis w stanie Tennessee. Polski wywiad starał się podtrzymywać na duchu przeżywającego trudne chwile szpiega. Wynajęto drogiego amerykańskiego adwokata, jednego z najlepszych w Mieście Aniołów.

Organizowano dla więźnia międzynarodowe rozmowy telefoniczne z żoną. Wspomożono ją materialnie i zaczęto namawiać do pomocy w podtrzymywaniu męża na duchu. Nagle oficerowie wywiadu i polscy dyplomaci w Stanach Zjednoczonych stali się powiernikami rodzinnych spraw Zacharskich, psychologami analizującymi samopoczucie uwięzionego szpiega i jego żony, a także dobrymi przyjaciółmi pomagającymi w załatwieniu mieszkania w Warszawie.
Ogólna pomoc materialna dla rodziny Zacharskich wyniosła w tym czasie prawie pół miliona złotych. Podarowane Barbarze mieszkanie liczyło aż sześć pokoi, czyli mocno ponad PRL-owski standard.

Kondycja psychiczna „Paya” należała do najważniejszych tematów zaszyfrowanych depesz wysyłanych w latach 1982-1985 przez ambasadę PRL w Waszyngtonie do Warszawy. Dostawał upominki. Chuchano na niego i dmuchano. Monitorowano jego samopoczucie ze strachu przed załamaniem, które mogło doprowadzić do zdrady. Dodatkowe obawy budził fakt, że w lipcu 1983 roku, w wieku tylko pięćdziesięciu ośmiu lat, zmarł ojciec Mariana, Wacław. Uroczystości pogrzebowe filmowała zresztą ekipa z SB, udając telewizję publiczną. Agenci FBI otrzymali diametralnie inne zadanie. Od samego momentu aresztowania, oprócz regularnych przesłuchań, wciąż namawiali Zacharskiego – prośbą i groźbą – do przejścia na ich stronę, mamiąc go perspektywą wyjścia na wolność.

Dwukrotnie oferowali mu 250 000 dolarów (według innego źródła: 100 000), dom, dobrze płatną pracę i gwarancję sprowadzenia rodziny w zamian za podpisanie cyrografu. Dlaczego Amerykanom tak zależało na Zacharskim? Nie byli po prostu pewni, co tak naprawdę „Pay” przekazał do Polski i jakie były rzeczywiste rozmiary strat poniesionych w wyniku zdrady Bella. Nie do pogardzenia byłyby również propagandowe korzyści ze złamania polskiego superszpiega. Więzień pozostawał nieugięty. Miesiące jednak mijały, a emocjonalne rezerwy Zacharskiego nie były nieograniczone. Strona polska pragnęła za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której szpieg ostatecznie by się załamał. Dlatego też przekonywano go, że uwolnienie jest tylko kwestią czasu.

Wywiadowczy rynek transferowy

W wyniku długich negocjacji prowadzonych poprzez berlińską kancelarię prawną mecenasa Wolfganga Vogla, Zacharski otrzymał akt łaski i powrócił do Polski. Operacja wymiany obejmująca w sumie 29 osób miała miejsce 11 czerwca 1985 roku o godzinie 13:00 na moście Glienicke.

Operacja wymiany szpiegów na moście Glienicke

Utarło się stwierdzenie, że „Paya” wymieniono aż za dwudziestu pięciu amerykańskich szpiegów złapanych w bloku wschodnim. Rzeczywiście, początkowo liczba ta sięgała dwudziestu pięciu, ale została zredukowana do dwudziestu czterech, a w ostatniej chwili – do dwudziestu trzech (na moście znalazł się znany szermierz, mistrz świata i medalista olimpijski – a przy tym szpieg CIA – Jerzy Pawłowski, w ostatniej chwili zmienił zdanie i nie wsiadł do autobusu, który przewiózł grupkę agentów na drugą stronę rzeki). Co więcej, Zacharski nie był jedyną osobą, która znalazła się po „kapitalistycznej” stronie mostu. Wraz z nim oczekiwało trzech innych komunistycznych szpiegów: Bułgar Penyu B. Kostadinov oraz obywatele NRD Alice Michelson i profesor Alfred Zehe. Proporcja cztery do dwudziestu trzech nadal jednak robi wrażenie. Po przekroczeniu mostu Zacharski wraz z towarzyszami zostali zaproszeni na specjalne przyjęcie w rezydencji ambasadora PRL w Berlinie. Przybył na nie sam Markus Wolf, osławiony szef wschodnioniemieckiej Stasi. Bardzo chwalił „Paya”, stwierdzając, że stanie się on wzorem dla „młodych wywiadowców NRD”.

Co stało się z Williamem Bellem? Choć po wpadce wydawało się, że to jemu dopisało szczęście – dostał przecież tylko osiem lat kary pozbawienia wolności – skończył znacznie gorzej niż „Pay”. Na wolność wyszedł już w 1986 roku – i tak później niż Zacharski. Co ciekawe, wymieniony przed chwilą Markus Wolf, osobiście zaangażowany w akcję wymiany szpiegów, pragnął włączyć do niej również Bella, mimo że przecież poszedł na współpracę z Amerykanami. W sumie nic z tego nie wyszło, zresztą strona polska nie miała wątpliwości, że pomysł jest mało realny. Pobyt w więzieniu – choć krótki – i kolaboracja z FBI – choć wymuszona – stanowiły dla Bella zbyt silne przeżycie i zbyt duży wstrząs. Rozchwiany emocjonalnie, zmagając się z rozbitym życiem osobistym, nie poradził sobie na wolności i pogrążył w nałogu alkoholowym. Zmarł bardzo szybko.

Losy „Paya” potoczyły się zupełnie inaczej. W środowisku służb specjalnych cieszył się niezmiennie dużym poważaniem. Sam Markus Wolf osobiście zapraszał go do złożenia wizyty w Berlinie.

W nagrodę za niezłomność niedługo po powrocie do kraju został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, wręczonym osobiście przez szefa MSZ Czesława Kiszczaka. Stał się bohaterem (jeszcze w czasach, kiedy siedział w więzieniu) licznych prac dyplomowych pisanych w słynnej szkole szpiegów w Starych Kiejkutach. Dla nich i im podobnych w innych krajach „bloku” miał też rzekomo powstać specjalistyczny film „Poznałem go w Los Angeles”.
Niebawem, z inspiracji MSW, Zacharski został również mianowany dyrektorem handlowym Pewexu. Popularne Pewexy, wyjątkowe sklepy zlokalizowane w największych polskich miastach, oferowały niemal wszystko – pod warunkiem, że się miało dolary lub inne twarde waluty (na pewno nie złotówki). Zacharski czuł się na intratnym stanowisku w takiej firmie jak ryba w wodzie.

W przeciwieństwie do dużej części swoich resortowych kolegów, Zacharski nie przestał być aktywny po 1989 roku. Został pozytywnie zweryfikowany w czasach transformacji ustrojowej i zaczął awansować w strukturach Urzędu Ochrony Państwa. Dwa lata później zyskał dodatkowe źródło dochodu, zatrudniając się w firmie Inter-Arms, odpowiedzialnej między innymi za komputeryzację polskich urzędów. Afera, jaka wybuchła wokół tej firmy w 1994 roku, a związana z podejrzanymi kontraktami rządowymi, przyczyniła się do dymisji ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka, którego dobry kolega kierował tym przedsiębiorstwem.

Pawlak nie był jedynym premierem, któremu Zacharski narobił kłopotów. W tym samym 1994 roku jego wywiadowcza kariera sięgnęła zenitu: postkomunistyczny rząd mianował go szefem Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Wybór byłego szpiega wywiadu MSW mocno krytykowali między innymi politycy amerykańscy, w tym sam Zbigniew Brzeziński. Już po kilku dniach, jakie upłynęły od nominacji, Zacharski zgłosił dymisję, a w konsekwencji został doradcą ówczesnego szefa UOP, pułkownika Gromosława Czempińskiego.

Na pocieszenie otrzymał awans generalski, podpisany przez Lecha Wałęsę w ostatnim dniu jego urzędowania jako prezydenta RP. Uwikłanie w tak zwaną aferę „Olina” (oskarżenie nowego premiera Józefa Oleksego o współpracę z rosyjskim wywiadem) doprowadziło do usunięcia świeżo upieczonego generała z UOP. Za tą decyzją stał szef urzędu Zbigniew Siemiątkowski, dzisiaj naukowiec, politolog, specjalizujący się rzecz jasna w problematyce służb specjalnych. Jak przekonuje sam Zacharski, został następnie zmuszony przez Siemiątkowskiego do wyjazdu z Polski, co też uczynił. Podobno zamieszkał w Szwajcarii.

W latach 2009-2010 dawny „Pay” opublikował dwa tomy swoich wspomnień. Autor kreuje się w nich na kolejne wcielenie Jamesa Bonda i, podobnie jak Andrzej Czechowicz, wyraźnie ubarwia początki swych relacji z wywiadem MSW. Sugeruje również, że ma głęboką wiedzę dotyczącą nie tylko niepotwierdzonej oficjalnie agenturalnej przeszłości premiera Oleksego, lecz także wielu innych kompromitujących wydarzeń z czasu transformacji ustrojowej oraz lat dziewięćdziesiątych.

Czy zdradzi kiedyś swoje tajemnice? A może ich istnienie to kolejny element zręcznej autoreklamy? W każdym razie najbardziej znany polski szpieg okazał się równie utalentowany w zdobywaniu tajnych informacji, jak w kreowaniu własnego wizerunku.

Artykuł na podstawie książki "Szpiedzy PRL-u - Bulhak Władyław, Pleskot Patryk, wyd. ZNAK"


Oglądany: 31475x | Komentarzy: 15 | Okejek: 225 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało