Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Marian Zacharski - polski superszpieg czy szczęściarz-amator?

43 555  
433   28  
Superszpieg czy pierwszy lepszy młodzik z odrobiną szczęścia?
Dziś przed Państwem historia Mariana Zacharskiego, zgoła inna, niż sam zainteresowany ją przedstawia.



Marian Włodzimierz Zacharski (ur. 15 sierpnia 1951 w Gdyni) – oficer polskiego wywiadu cywilnego w stopniu generała brygady, biznesmen, autor książek z gatunku historii i literatury faktu. Oficer wywiadu w Departamencie I MSW, Szef Zarządu Wywiadu w UOP.

Marian wraz z rodzicami i starszym bratem do 1969 roku mieszkał w Sopocie. Ojciec Wacław, inżynier mechanik, był zasłużonym członkiem partii, nagrodzonym między innymi Złotym Krzyżem Zasługi. W latach sześćdziesiątych pełnił funkcję dyrektora Sopockich Zakładów Przemysłu Maszynowego, które wchodziły w skład Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) – Metalexport. Praca w różnych przedsiębiorstwach należących do tej centrali była niezwykle intratna, ponieważ pozwalała na częste wyjazdy zagraniczne. Karierze tej nie przeszkadzała niezbyt poprawna politycznie przeszłość Wacława: w czasie wojny był żołnierzem Szarych Szeregów i AK, a także uczestnikiem powstania warszawskiego i więźniem Pawiaka. Odpowiednio wcześnie wstąpił jednak do Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), a potem do PZPR.



Tuż po osiągnięciu przez Mariana pełnoletności cała rodzina zameldowała się na zielonym warszawskim Żoliborzu. Marian w 1969 roku dostał się na prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów ożenił się z młodszą o rok Barbarą, stenotypistką i sekretarką. Jako student Marian wyjeżdżał między innymi do Bułgarii i Wielkiej Brytanii, co potem skrupulatnie sprawdzały polskie służby wywiadowcze. Pasjonował się grą w tenisa – była to jego ulubiona rozrywka. Młody adept Temidy specjalizował się w prawie międzynarodowym, myśląc już o przyszłej karierze. Dzięki protekcji ojca tuż po ukończeniu studiów, we wrześniu 1973 roku, otrzymał posadę w Metalexporcie (wcześniej był tam na stażu). Do świetnego stanowiska doszedł upragniony paszport z prawem do wielokrotnego przekraczania granicy, ważny na cały świat.

Zawrotna kariera młodego prawnika

Korowód podróży zagranicznych zaczął się w 1974 roku, a przyspieszył rok później, kiedy Zacharski został zastępcą kierownika działu w biurze eksportu obrabiarek. Okazał się na tyle zdolnym pracownikiem, że w październiku 1976 roku dostał propozycję czteroletniego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych w charakterze zastępcy kierownika działu spółki-córki Polamco (Polish-American Machinery Corporation) z siedzibą w Chicago. Zgodził się bez namysłu. Po trosze dzięki koneksjom rodzinnym, a także dzięki wrodzonym zdolnościom i umiejętności zyskania przychylności zwierzchników (zresztą tajnych współpracowników wywiadu) Zacharski szybko awansował na placówce w Chicago. Już w lutym 1977 roku został mianowany kierownikiem filii Polamco w Los Angeles, specjalizującej się w kontaktach z amerykańskimi producentami obrabiarek. Oczywiście to nie przypadek, że niedaleko znajdowała się słynna Dolina Krzemowa i jedno z największych amerykańskich centrów technologiczno-badawczych – obiekt pożądania komunistycznych służb specjalnych. Po kolejnych kilku miesiącach filię przemianowano na oddział, a kierownika na dyrektora (odbyło się to z inspiracji wywiadu MSW). Kiedy obejmował funkcję kierownika, miał jedynie dwadzieścia sześć lat. W oczach wywiadu stał się łakomym kąskiem i pożądanym obiektem werbunku.

Zacharski na stołeczku w Polamco, Santa Fe Springs w Kalifornii, rok 1977

Wywiad PRL nie zamierzał przepuścić takiej okazji do zwerbowania młodego handlowca – zwłaszcza że pozytywnie o Zacharskim wypowiadał się dyrektor Polamco, w innym wcieleniu – kontakt operacyjny (KO) „Porayski”. Jak przekonywał w piśmie z 11 czerwca 1977 roku swych przełożonych porucznik Zdzisław Jakubczak, inspektor Wydziału III Zarządu VII Departamentu I MSW (zajmującego się przemysłem elektronicznym i elektromaszynowym), „lokalizacja filii [Polamco] stwarza potencjalne możliwości rozszerzenia naszej działalności operacyjnej na zachodnie wybrzeże USA”. Już dwa dni później Jakubczak zadzwonił do przybyłego do kraju Zacharskiego, przedstawił się jako kolega z branży, umówił na spotkanie służbowe. W czasie rozmowy postawił jednak na szczerość: przekonany o czystości ideologicznej kandydata (znał donosy na jego temat przesyłane przez tajnych współpracowników pracujących w Metalexporcie), bez długich wstępów przyznał się, kim jest, i wprost zaproponował współpracę. Jak zapewniał w notatce ze spotkania, Zacharski zgodził się z „pobudek patriotycznych". To zgrabne określenie ukrywało bardziej złożoną prawdę. Obaj wiedzieli, że odmowa doprowadziłaby do zastopowania kariery młodego handlowca. Patriotyzm Zacharskiemu po prostu się opłacał. Trochę wystraszony Marian nie od razu dał się przekonać.

Obraz przestraszonego, choć elokwentnego młodego człowieka, jaki ujawnia raport porucznika Jakubczaka, nie bardzo pasuje do kreacji profesjonalnego superszpiega, stworzonej po latach przez samego Zacharskiego.
Pozostaje faktem, że ów ignorant i amator będzie się bardzo szybko uczył. Porucznik Jakubczak 23 czerwca 1977 roku złożył wniosek o założenie teczki osobowej „kontaktu operacyjnego” (KO) o pseudonimie „Pay” (początkowo opowiadano się za kryptonimem „Pol”). Kategoria ta niewiele różniła się od krajowego „tajnego współpracownika”. Na koniec oficer dokładnie poinstruował „Paya” o zasadach konspiracji, ostrzegł przed działalnością amerykańskiego kontrwywiadu i kazał sporządzać odręczne notatki, które powinny później trafiać do rąk kuriera w Chicago. Trudno to uznać za nawet najbardziej elementarny kurs szpiegowski. Sam Zacharski czuł się bardzo niepewnie, choć zrobił na funkcjonariuszu wywiadu MSW dobre wrażenie. Jakubczak obiecywał dalsze szkolenia (które rzeczywiście odbywały się przy okazji służbowych pobytów Zacharskiego w Polsce), prawda jest jednak taka, że świeżo zwerbowany „Pay”, wracając do Los Angeles pod koniec czerwca 1977 roku, był zupełnie nieprzygotowany do szpiegowskiej pracy. Nie umiał nawet szyfrować wiadomości i tworzyć tajnopisów. Odręczne notatki, które powinien sporządzać, w każdej chwili mogły go skompromitować i doprowadzić do więzienia.

Przeprowadzka do Los Angeles wymagała znalezienia nowego mieszkania. Zacharski w końcu trafił na korzystną ofertę w Playa del Rey – nadmorskiej dzielnicy Los Angeles. Korzystną podwójnie: tak się bowiem złożyło, że został sąsiadem Williama Bella, niespełna sześćdziesięcioletniego inżyniera, od trzydziestu lat pracującego w Hughes Aircraft Corporation. Był to wyspecjalizowany ośrodek technologiczny opracowujący najnowsze i supertajne rozwiązania dla amerykańskiego lotnictwa wojskowego. Doświadczony project manager w dziale radarów firmy Hughes był zmęczony swoją pracą. Przed emeryturą pragnął odłożyć nieco grosza. Przeżywał bardzo trudny okres w życiu: niedawno zmarł w wypadku jego syn, zaraz potem porzuciła go żona. Był coraz poważniej zadłużony, bowiem eksmałżonka domagała się alimentów, a druga żona, poślubiona bardzo szybko po rozwodzie – miała jeszcze większe potrzeby. „Pay”, poznając przypadkowo Bella w apogeum jego osobistych kłopotów, trafił szóstkę na szpiegowskiej loterii. Bell był weteranem II wojny światowej, przeżył atak Japończyków na Pearl Harbor w 1941 roku, był dwukrotnie ranny i – jak sam później przyznawał – w młodości nie raz dawał wyraz przywiązaniu do amerykańskich wartości. Zacharski poznał sąsiada na korcie tenisowym.

Już w początkach znajomości Bell wygadał się sympatycznemu polskiemu sąsiadowi z wielu szczegółów projektowanego w Hughes Corporation ultranowoczesnego systemu radarowego CAWGS (Covert All-Weather Gun System). Projekt czekał na zatwierdzenie, a na jego czele miał stanąć sam Bell.
Był to początek eksploatowania prawdziwej żyły złota. Podczas jednej z partii tenisa stwierdził mimochodem, że Polamco chce nawiązać kontakty handlowe z Hughes Corporation. Czy William nie mógłby mu zatem dostarczyć jakichś danych o firmie i jej pracownikach? Bell, urzeczony swym przyjacielem, przyniósł informacje. W zamian dostał kilka tysięcy dolarów – rzekomo za pośrednictwo w transakcji między Polamco a firmą Hughes.
Było to wytłumaczenie szyte bardzo grubymi nićmi, Bell jednak desperacko potrzebował gotówki. Klamka zapadła. Początkowo Zacharski prosił jedynie o legalne materiały, stopniowo wciągając Bella do współpracy i łamiąc kolejne granice oporu. Z czasem obok dostarczanych przez niego materiałów jawnych znalazły się poufne, a na koniec tajne i ściśle tajne. „Pato” przekazywał je podczas osiedlowych partyjek tenisa czy też – w czasie wspólnych podróży – w przydrożnych knajpach, na bocznych drogach, stacjach benzynowych czy w małomiasteczkowych sklepikach.

W połowie 1978 roku Zacharski wykręcił numer konsula do spraw handlowych PRL w Chicago. Podczas rozmowy stwierdził: „Podejrzewam, że córka ma zapalenie płuc”. Było to hasło, za pomocą którego informował „Sternika”, że właśnie sfotografował pierwszą partię tajnych dokumentów uzyskanych od „Pato”. O wadze informacji oferowanych przez „Pato” wiele pisały media, a także sam Zacharski. „Pay” raczej jednak nie zdobył, co mu się dość powszechnie przypisuje, informacji o systemie obrony przeciwlotniczej Patriot. „Pato” na pewno przekazał niezwykle ważne, szczegółowe dane techniczne dotyczące nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej złożonego z rakiet średniego zasięgu typu ziemia-powietrze o nazwie Hawk. W ręce polskiego wywiadu wpadły też specyfikacje ściśle tajnego oprzyrządowania radarowego dla supertajnych, niewykrywalnych bombowców typu Stealth, a także dla wprowadzanego dopiero w wielkim sekrecie do użytku bombowca strategicznego Rockwell B-l. „Pato” dostarczył również danych podobnego typu dotyczących nienowego już, ale wciąż groźnego myśliwca F-15 Eagle oraz śmiercionośnych rakiet ziemia-ziemia typu Cruise. Wykradł ponadto projekty nowych technologii antyradarowych oraz wyjątkowo cenne dokumenty związane z budową i serwisem sonarów dla atomowych okrętów podwodnych. Dotarł też do kierunków badawczych Pentagonu na lata 1980-1990 i szczegółowych analiz zagrożeń płynących z Układu Warszawskiego. Niektóre z tych materiałów mogły być odtajnione dopiero w 2007 roku.



Niewątpliwie to wszystko stanowiło szpiegowskie Eldorado. Prawdopodobnie zresztą żaden inny agent pracujący dla PRL nie okazał się tak skuteczny jak William Bell. A wszystko dzięki Zacharskiemu. Ogólnie „Pato” dostarczył Polakom, głównie za pośrednictwem Zacharskiego, około dwudziestu pięciu tysięcy stron materiałów, podzielonych na sześćdziesiąt pozycji tematycznych. Waga informacji nie pozostawiała obojętnymi również „przyjaciół radzieckich”, w skrócie PR. Tamtejszy wywiad wojskowy GRU żądał od polskich „przyjaciół” kopii dla siebie. Tak naprawdę to Moskwa była ostatecznym odbiorcą materiałów „Pato”, bo tylko ona potrafiła zrobić z nich właściwy użytek w ramach zimnowojennego wyścigu zbrojeń. Dla polskiego przemysłu zbrojeniowego owe technologie były zdecydowanie nazbyt kosmiczne. Także w sensie szpiegowskim sprawa była zbyt poważna, by pozostawiać ją samym Polakom.

ONZ, skoki narciarskie i Jezioro Genewskie

Wizyty Zacharskiego w konsulacie były czymś oczywistym. Utrzymywały go kontakty służbowe, korzystał też z tutejszego sklepiku, by zakupić po korzystnych cenach alkohol. Takie wizyty nie mogły budzić wyjątkowych podejrzeń, prócz tych najbardziej podstawowych, nakazujących Amerykanom postrzegać każdego dyplomatę i handlowca z bloku wschodniego jako potencjalnego szpiega. System miał swoje wady: spotkania w biurze, w obecności osób trzecich, nie zawsze pozwalały na spokojne przekazanie supertajnej dokumentacji. „Sternik” i „Pay” szukali więc pretekstu do wspólnego wyjścia. Trzeba pamiętać, że przy okazji wizyt w Chicago Zacharski każdorazowo pokonywał 3000 kilometrów w jedną stronę, co nie było zbyt wygodne. Mimo swych słabości praktyka ta była na tyle skuteczna, że wywiad MSW zrezygnował z obmyślanych na początku ryzykownych planów umieszczenia w Los Angeles, do pomocy Zacharskiemu, profesjonalnego oficera wywiadu (pod „przykryciem” nowego pracownika Polamco).

Jedna z wersji planu została zrealizowana. W 1979 roku „Pato”, korzystając z pobytu w Europie, spotkał się dwukrotnie w Innsbrucku z polskimi oficerami, własnoręcznie przekazując porcję tajnych dokumentów. Nowi znajomi poszli obserwować zawody w skokach narciarskich na pobliskiej skoczni. Tam, korzystając z osłony tłumu, dokonali wymiany materiałów na pieniądze. Do wymiany informacji doszło jeszcze raz - wiosną 1981 roku w windzie siedziby ONZ. Następnie panowie przeszli się nad Jezioro Genewskie, przecinając ogrody botaniczne. Nad jeziorem oficer ofiarował „Pato” pieniądze i ustalił miejsce kolejnego spotkania – Mexico City. W tym czasie Bell był już nieustannie śledzony przez FBI, świadome przecieków z Hughes Corporation. Wyjazdy te wiązały się z ewolucją charakteru kontaktów Bella z polskim wywiadem. Mniej więcej do grudnia 1979 roku wyłącznym odbiorcą donosów z Hughes Corporation był Marian Zacharski. Od 1980 roku – w związku z coraz większym ryzykiem dekonspiracji – „Pay” skupił się na przekazywaniu swojemu tenisowemu partnerowi wynagrodzenia i ogólnej koordynacji zadań zlecanych „Pato”. Zacharski nie miał więc – jak sam to sugeruje – monopolu na Bella.

Tymczasem do tej pory w Los Angeles „Pay” przechowywał skopiowane dokumenty dostarczone przez „Pato” na kliszach i taśmach umieszczonych w specjalnym schowku: drewnianej ozdobnej figurce wyobrażającej bajkową królewnę. W celu jej otwarcia należało przekręcić głowę królewny i pochylić ją w dół. Po mniej więcej 30 sekundach trzymania figurki w takiej pozycji trzeba było, wciąż nie zmieniając ułożenia, odkręcić (drugą ręką) głowę i oddzielić ją od korpusu. W środku, pod warstwą gąbki (chroniącej przed odgłosem stukania przy potrząsaniu), umieszczano foliowy woreczek. Nie można go było wyjmować, należało od razu włożyć do niego rolki filmowe. Mieściło się tam do dziesięciu sztuk. Aby zamknąć schowek, Zacharski musiał wziąć korpus figurki do lewej ręki i umieścić go na kolanie w taki sposób, aby wyryte ręce królewny znalazły się na górze, a otwór – w kierunku podłogi. Następnie należało wziąć w prawą dłoń głowę figurki i pod jednym, jedynym odpowiednim kątem (szczegółowo opisanym w instrukcji operacyjnej) wkręcić ją w korpus.
Porucznik Jakubczak ostrzegał Zacharskiego, by nie zdradził żadnemu z domowników prawdziwej natury królewny.

„Pay” znaczy „płać”

Według udostępnionego niedawno arkusza kosztów poniesionych przy prowadzeniu jego sprawy, między 1977 a 1986 rokiem dokonano ponad sto pięćdziesiąt wpłat w złotówkach i ponad dwieście w dolarach i markach. Ich wartość wyniosła odpowiednio 2 500 000 ówczesnych złotych, prawie 12 000 dolarów i ponad 15 000 marek. Nawet wywiad, będący częścią szerszego systemu złowieszczej Służby Bezpieczeństwa MSW, nie potrafił jednak obejść wszystkich ograniczeń gospodarki nakazowo-rozdzielczej: „Pay”, podobnie jak większość jego rodaków, przez wiele lat nie mógł uzyskać od Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przydziału na nowe mieszkanie. Być może zresztą uznawano, że otwarta interwencja krajowych esbeków w sprawie mieszkaniowej będzie wyjątkowo głupią formą dekonspiracji jednego z najcenniejszych agentów wywiadu MSW. Zdecydowana większość wydatków była związana z wykupywaniem tajemnic wojskowych od Williama Bella. „Pato” dostał od Zacharskiego w sumie około 110 000 dolarów w gotówce i równowartość 60 000 dolarów w złotych monetach. W wywiadzie MSW, a także w KGB i GRU nikt nie miał jednak wątpliwości, że była to opłacalna inwestycja. W czerwcu 1979 roku został odznaczony uchwałą Rady Państwa Brązowym Krzyżem Zasługi. Do tej pory przez ponad dwa lata otrzymał bezpośrednio około 1300 dolarów, co nie było dużą sumą, zwłaszcza w porównaniu z pieniędzmi wpompowanymi w „Pato”. W sumie nie były to zbyt wygórowane koszty bardzo ryzykownego obsługiwania Williama Bella „z pozycji nielegalnej”. Zacharskiego nie chronił przecież żaden immunitet.

Wywiad zakładał, że Amerykanie mogli stwierdzić fakt nawiązania relacji Zacharskiego z Bellem i sami zapragnęli ją wykorzystać do własnych celów. To z tego powodu Zacharski wciąż wymyślał różne, coraz mniej wiarygodne preteksty do wręczania „Pato” pożyczek i wyciągania od niego informacji bez otwartego proponowania współpracy z komunistycznym wywiadem.

Zacharski radził sobie jednak nad wyraz dobrze i to nie on doprowadził do wpadki. Jak wspominają śledzący go od pewnego momentu funkcjonariusze FBI, polski handlowiec zorientował się, że jest poddawany obserwacji, i dawał śledzącym do zrozumienia, iż o tym wie, traktując całą sprawę jako niebezpieczną, ale fascynującą grę. Amerykanie też specjalnie nie ukrywali, że śledzą podejrzanego Polaka, licząc na to, iż Zacharski – tak jak niektórzy jego rodacy – wybierze wolność i będzie wiedział, do kogo się zwrócić. Po spotkaniu ze swym podopiecznym w kwietniu 1980 roku „Sternik” oceniał, że „Pay” stał się bardziej spięty niż kiedyś, nie decydował się na brawurowe posunięcia, a także zaczął się częściej skarżyć na nieustanną obserwację swojej osoby, jaką prowadziło FBI.

Zapadał na chorobę wszystkich szpiegów – wszechogarniającą podejrzliwość.

O tym, jak Zacharski wpadł i co się działo potem w następnym odcinku.

Artykuł na podstawie książki "Szpiedzy PRL-u - Bulhak Władyław, Pleskot Patryk, wyd. ZNAK"

"Mówisz, że chcesz ambitny temat? Weź napisz o Zacharskim. Marianie Zacharskim".
Wzięłam więc i napisałam.

Oglądany: 43555x | Komentarzy: 28 | Okejek: 433 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.09

21.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało