Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co może pójść nie tak podczas wykonywania wyroku kary śmierci?

70 489  
325   138  
Naciskasz przełącznik i gasisz światło – to wszystko. Co może pójść źle w „humanitarnym” odebraniu komuś życia? Wygląda na to, że sprawa wcale nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, a przestępca skazany na śmierć musi się liczyć z tym, że opuści ten świat w upiornych męczarniach.

Przed wami lista najpopularniejszych metod egzekucji, parę słów o tym, co się z człowiekiem dzieje podczas wykonywania takiego wyroku i co może pójść nie tak.

Rozstrzelanie

Zginąć przez rozstrzelanie nadal można m.in. w Stanach Zjednoczonych, chociaż ta leciwa dość metoda egzekucji największą popularnością cieszyła się w XIX-wiecznej Europie. Zazwyczaj pluton egzekucyjny ustawia się w odległości ok. 6 metrów od unieruchomionego skazańca. Każdy z pięciu (najczęściej) strzelców celuje w serce delikwenta, więc szansa na szybką śmierć jest tu dość spora. No, chyba, że każdy z nich jest partaczem i kule trafią w ciało nieszczęśnika, ale ominą swój główny cel. W takiej sytuacji skazaniec najczęściej umiera w wyniku powolnego wykrwawienia.



Powieszenie

Metoda stara jak świat i bardzo skuteczna – niezależnie od tego, czy będzie tu popełniony błąd w sztuce, skazaniec zawsze ostatecznie dokonuje żywota wisząc na sznurku. Dawniej egzekucję tę wykonywano poprzez wciąganie człowieka na gałąź drzewa za szyję, na której zaciskała się pętla. W takim wypadku przestępca umierał wolno, dusząc się. Dopiero zastosowanie dłuższych sznurów i zrzucanie skazańca z większej wysokości zaczęło dawać właściwy efekt, czyli zerwanie się kręgów szyjnych.



Co może pójść nie tak? W wielu wypadkach, często z winy kata, który np. źle ocenił wagę swojego klienta i niewłaściwie dopasował długość sznura, nie dochodzi do skręcenia karku. Wówczas pechowiec szybko traci przytomność, jego twarz robi się sina, a oczy wychodzą z orbit. Ostatecznie umiera po ok. 4 minutach. Jeśli jednak sznur będzie zbyt długi, a waga skazańca zbyt duża może dojść do zupełnego oderwania się głowy od ciała.
Jest też spora szansa, że wisielec dostanie pośmiertnej erekcji, a nawet i wytrysku! Takie zachowanie ciała zaobserwowano u jednego na trzech mężczyzn skazanych na śmierć przez powieszenie. To najprawdopodobniej efekt uszkodzonego rdzenia kręgowego lub gwałtownej stymulacji móżdżku.

Komora gazowa

W ten sposób można opuścić ten padół rozpaczy w trzech amerykańskich stanach. Delikwent trafia do szczelnego pomieszczenia, gdzie unieruchomiony zostaje na specjalnym krześle. Gazem, który zabija skazańca jest cyjanowodór, najczęściej powstały w wyniku reakcji chemicznej cyjanku potasu z kwasem solnym.



Obecnie bardzo rzadko korzysta się z tej metody, a wiele organizacji broniących praw człowieka słusznie uważa, że egzekucje tego typu są wyjątkowo niehumanitarne. Przede wszystkim – skazaniec czuje bardzo silny ból, który można porównać z uczuciem, które towarzyszy zawałowi serca. Śmierć nie następuje też zbyt szybko. Zanim agonia się skończy, twarz nieszczęśnika robi się purpurowa, a jego oczy wychodzą z orbit. Istnieje też wiele doniesień o nieudanych egzekucjach, gdzie po wykonaniu wyroku, przestępca ciągle jeszcze zipał…

Krzesło elektryczne

Pod koniec XIX wieku wynalazek skonstruowany na bazie pomysłu Thomasa Edisona zaczął wypierać popularną do tamtego momentu szubienicę. Wszyscy bowiem uważali, że zaserwowanie człowiekowi potężnej dawki prądu jest bardziej skuteczne niż stary, dobry sznur na szyi.
Pewne jest jedno – śmierć na krześle elektrycznym niesie ze sobą sporo procedur, których trzeba przestrzegać, aby egzekucja wykonana została prawidłowo. Przede wszystkim trzeba skazańcowi ogolić głowę, bo włosy są dobrym izolatorem. Do nóg więźnia przyczepia się elektrody, a na jego głowę nakłada stalowy hełm. Wcześniej jednak należy umieścić w nim gąbkę namoczoną w słonej wodzie, aby przewodnictwo prądu było jak najlepsze. Jako że skazańcy, po otrzymaniu silnego impulsu elektrycznego, często odgryzali sobie języki, kat zazwyczaj wkłada im w usta drewniany kołek.



2000 V to odpowiednia dawka napięcia, aby momentalnie zabić człowieka. Zazwyczaj jednak pozwala się, aby prąd płynął przez ciało więźnia przez ok. 15 sekund. W tym czasie mózg dosłownie się smaży – podnosi się jego temperatura i dochodzi do uszkodzenia jego struktury białkowej.
W przypadku tej metody źle może pójść bardzo wiele. Dość często zdarza się tak, że skazaniec dosłownie zaczyna się palić, a wiele jest też doniesień o osobach, które przeżyły egzekucję i trzeba ją było powtarzać. W 1984 roku na krześle elektrycznym w Georgii zasiadł morderca - Alpha Otis Stephens. Nie umarł po pierwszej dawce prądu. Zgodnie z procedurą, należy wówczas poczekać parę minut, aż ciało ostygnie. Alpha czekał dwa razy – dopiero za trzecim podejściem udało się go zabić. Jeden ze świadków egzekucji miał ten koszmar skomentować słowami: „Cóż, Stephens był po prostu złym przewodnikiem.”.

Śmiertelny zastrzyk

Zastrzyk trucizny to najczęściej stosowana metoda uśmiercania skazańców w USA. Przestępca przypinany jest do specjalnego łóżka, a w jego ręce umieszcza się wenflon, przez który do ciała pompowane są, w odpowiedniej kolejności, trzy różne preparaty. Pierwszym jest środek usypiający – tiopental. Gdy „pacjent” już śpi, w jego żyły tłoczy się Pavulon – lek blokujący przewodnictwo nerwowo-mięśniowe i w następstwie – zatrzymanie procesu oddychania. Na koniec serwuje się skazańcowi odrobinę chlorku potasu – środek wykorzystywany m.in. przy usypianiu zwierząt. Po tym zastrzyku następuje zatrzymanie akcji serca.



Mimo że wygląda to na idealną metodę, to niestety nie do końca tak jest. Przede wszystkim bardzo często skazańcami są ludzie, którzy zażywali dożylne narkotyki i ich żyły są w kiepskim stanie. Wiele nieudanych egzekucji wniknęło z niewłaściwie umieszczonego wenflonu. Wówczas zastrzyk trafia w tkankę mięśniową powodując bardzo silny ból. Często też niektórzy przestępcy okazują się odporni na działanie tiopentalu, nie tracą świadomości i umierają w męczarniach.

Z punktu widzenia niezawodności, tylko jedna metoda pozbawiania człowieka życia nigdy nie zawiodła. Mowa oczywiście o starej, dobrej gilotynie. Nie ma sposobu, aby spadające z dużej wysokości i ważące 40 kg, ostrze nie urżnęło skazanemu głowy. Raczej nie zdarzało się, aby ktoś po wykonaniu wyroku wstał, otrzepał portki i poprosił o powtórzenie egzekucji.


Oglądany: 70489x | Komentarzy: 138 | Okejek: 325 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.11

19.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało