Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Klątwa Doliny Węży – klasyka kina klasy B

36 692  
124   35  
W 1988 roku swoją premierę miał film „Klątwa Doliny Węży”. Wbrew pozorom, film odniósł bardzo duży sukces. Oto historia dzieła, które mogło być naszą odpowiedzią na serie filmów o Indianie Jonesie.


„Klątwę Doliny Węży” wyreżyserował Marek Piestrak. Film produkcji polsko-radzieckiej miał swoją premierę 3 października 1988 roku. Scenariusz powstał w oparciu o opowiadanie „Hobby doktora Travena”, które napisał Robert Stratton (pod tym pseudonimem ukrywa się Wiesław Górnicki - pisarz i publicysta, który jest także autorem przemówienia gen. Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 roku).

Film zaczyna się od zestrzelenia komandosa Bernarda Travena na pograniczu laotańsko-wietnamskim. W jego ręce trafia tajemniczy manuskrypt. Po wielu latach udaje mu się odnaleźć polskiego profesora Jana Tarnasa, który pomaga mu przetłumaczyć znalezisko. Profesor ujawnia, że jest to mapa prowadząca do tajemniczego artefaktu zaginionej cywilizacji. Wraz z dziennikarką Christine Jaubert, która odkrywa znaczenie manuskryptu, mężczyźni wyruszają do Wietnamu.

Teoretycznie to mógłby być dobry film przygodowy. W „Klątwie” zagrali znani aktorzy (w głównych rolach: Roman Wilhelmi, Krzysztof Kolberger, Ewa Sałacka, ponadto w filmie pojawił się Leon Niemczyk), a sam pomysł na scenariusz wydawał się całkiem dobry. Niestety wyszło źle, a sama „Klątwa Doliny Węży” jest dzisiaj ikoną kina klasy B, filmem tak złym, że aż dobrym.



Co przyczyniło się do fiaska? Część winy przypada samym twórcom - bardzo zły scenariusz oraz absurdy (np. jadowity wąż, który dusi montera, mówiący mnich-niemowa, czarna dziura porywająca Noireta czy też nagłe pojawienie się buddyjskich mnichów mantrujących „Harę Krysznę” w centrum Paryża) tylko bawią widza. Niektórzy zarzucają także drewnianą grę aktorską głównym aktorom, choć ja mam tutaj inne zdanie. Według mnie aktorzy wywiązali się ze swoich zadań - zagrali przeciętnie, ale tragedii jednak nie było. Należy jednak oddać twórcom, że musieli mierzyć się z licznymi problemami, które wymagały improwizacji. Część niepowodzeń wynikała po prostu z pecha.



Kolejna dziwna rzecz w filmie - partyzant podczas strzelania do helikoptera rani kompana Travena. W następnych scenach nie widać jednak śladów po strzałach na śmigłowcu.

Same problemy pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Marek Piestrak w jednym z wywiadów wspomniał, że „Klątwa” miała powstać dwa lata przed filmem „Poszukiwacze zaginionej Arki”. Reżyser miał wątpliwości, czy robić film, ale dzięki namowom, gotowemu scenariuszowi oraz podpisanym umowom z kontrahentami podjął się wyzwania. Przez brak pieniędzy prace rozpoczęto dopiero w 1987 roku, czyli ponad sześć lat po pierwszej części przygód Indiany.

Duże problemy były przy kręceniu zdjęć. Pierwotnie sceny w dżungli miały powstać w Laosie, ale okazało się, że zaczęło brakować pieniędzy i trzeba było zacisnąć pasa. Ekipa przeniosła się do Wietnamu. Tam jednak zamiast dżungli były zarośla. Aby widz miał wrażenie, że bohaterowie są w dżungli, wtykano sztuczne liście przed kamerę. Na helikopter ekipa czekała cały miesiąc. Jak już śmigłowiec trafił na plan, to okazało się, że ma za słabe akumulatory i tylko raz mógł wzbić się w powietrze. Twórcy musieli mierzyć się także z brakiem zabezpieczeń dla aktorów wykonujących niebezpieczne sceny. I tak gdy Ewa Sałacka zwisała z mostu, to mogła liczyć tylko na kaskadera, który miał ją złapać, gdyby nie dała rady dłużej się utrzymać.



Oszczędności najlepiej widać w bardzo słabych efektach specjalnych. Posągi w świątyni strzelały laserem. Co prawda laser nie zawsze wychodził prosto z oczu, ale efekt był. Potwór w grocie miał być ruchliwy i oślizgły. Zamiast tego była sztywna makieta przedstawiająca tasiemca.



Pierwsze miejsce w kategorii „najgorszy efekt specjalny” przypada jednak charakteryzacji Igora Przegrodzkiego, który w filmie przemienia się w monstrum z wielką kulą na czole.



Jak by nie patrzeć film odniósł sukces, aczkolwiek nie do końca taki, jakiego oczekiwali twórcy. Pomimo problemów przy „Klątwie” Marek Piestrak może pochwalić się dwoma rzeczami. Tym pierwszym jest sukces finansowy. Film zgromadził w polskich kinach milion widzów (ciekawe, czy Patrykowi Vedze udało się zgromadzić tylu widzów przy „Botoksie”), a w Związku Radzieckim „Klątwę Doliny Węży” obejrzało 25 milionów widzów. Dzięki tak dużej widowni zwróciły się wszystkie koszta. Co ciekawe, w Wietnamie film uznano za zbyt amerykański - jak ktoś chciał obejrzeć „Klątwę”, to musiał udać się na tajny seans. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w Związku Radzieckim filmów o Indianie Jonesie nie można było oglądać, więc z braku laku obywatele ZSRR oglądali przygody Travena i Tarnasa. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, jak udało się przyciągnąć milion osób do polskich kin. Jeśli wierzyć komentarzom na różnych portalach internetowych, „Klątwa Doliny Węży” uchodziła za obciach już wtedy, kiedy wchodziła na ekrany. Na Filmwebie użytkownik mystic20_2 napisał, że film obejrzał w kinie objazdowym, będąc dzieckiem. Przypuszczam, że to właśnie dzięki kinom objazdowym „Klątwa Doliny Węży” zgromadziła przed ekranami sporo widzów. Być może gdy przyjechało kino objazdowe można było obejrzeć tylko ten film, więc większość osób mając do wyboru skorzystanie z okazji lub odpuszczenie seansu, wybierała to pierwsze…



Drugą rzeczą, którą „może” pochwalić się reżyser jest… tytuł. Od tytułu „Klątwa Doliny Węży” wzięła się nazwa „Węży” - antynagród przyznawanych najgorszym polskim filmom. Kamil Śmiałkowski (jeden z współtwórców antynagrody) stwierdził, że filmów Marka Piestraka nie można porównywać z filmami Żamojdy, Pujszo czy dziełami tegorocznych laureatów. To jest mistrz. To sympatyczny starszy pan, któremu należy się szacunek, bo zrobił kawał dobrej roboty - zabawnej z naszej perspektywy, ale jednak. I pod tą wypowiedzią ja także się podpisuję.

Jeśli ktoś jeszcze nie obejrzał „Klątwy Doliny Węży” (w co wątpię), to może nadrobić zaległości (wbrew pozorom film jest po polsku, tylko napisy są w języku rosyjskim). Dla niecierpliwych bojowników - scena z nagą Ewą Sałacką zaczyna się od 40:26.



Bonus: na portalu ninateka.pl znajduje się 40-minutowe nagranie spotkania z Januszem Królem, który jest odpowiedzialny za efekty specjalne. Rozmowę obejrzycie tutaj.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 36692x | Komentarzy: 35 | Okejek: 124 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało