Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Czterech rockowych weteranów, z którymi nie chcielibyście imprezować

91 001  
267   82  
Kto by nie chciał napić się piwka ze swoim największym idolem? Albo nawet i dwóch? Niestety mało komu będzie to dane. Może to i jednak dobrze, bo artyści, szczególnie ci związani ze sceną rockową, często są imprezowymi bestiami, które nie tylko zawstydziłyby każdego śmiertelnika swoim ekscentrycznym podejściem do zabawy, ale i dłuższe balangowanie w ich towarzystwie mogłoby się skończyć dla nas tragicznie.


Keith Moon

Aż trudno uwierzyć, że perkusista The Who dał radę dożyć 32 lat, bo przy jego słabościach do używek i imprezowych ekscesów każdy inny człowiek szybko skończyłby wąchając petunie od spodu. Gość słynął z wybitnej kreatywności. Po zażyciu odpowiedniej ilości wspomagaczy wyobraźni, uatrakcyjnił jedną z własnych imprez urodzinowych efektownym zaparkowaniem luksusowego Rolls Royce’a w hotelowym basenie.



Innym razem, chcąc zamienić parę słów z Johnem Lennonem, wbiegł nago do restauracji, w którym eks-Beatles i Yoko Ono jedli obiad i wesoło zamachał przed nimi swoją fujarką, wywołując oburzenie wybranki Lennonowego serca, która natychmiast wybiegła z knajpy.
Moon był autorem wyśmienitych „pranków”, które nawet dziś byłyby uznane za niesmaczne. Podobno jednym z jego ulubionych numerów było przebieranie się za sędziwego biskupa i wywrzaskiwanie obelżywości w stronę bogobojnych staruszek. Kiedyś wywołał przerażenie wśród mieszkańców Londynu, kiedy to w biały dzień na jednej z głównych ulic miasta ci byli świadkami sceny, gdzie bezbronny duchowny zostaje brutalnie skopany przez „gangsterów” i siłą zaciągnięty do samochodu.



Uważacie, że takie żarty nie stanowią jeszcze przykładu przekraczania granic dobrego smaku? To i tak pikuś przy innym pomyśle Moona. W 1970 roku podpity perkusista wraz ze swoim kumplem Vivem Stanshallem stawił się na zaplanowanej przez firmę fonograficzną sesji zdjęciowej. Panowie przyszli ubrani w niemieckie mundury nazistowskich oficerów, a następnie w tych strojach poszli do knajpy napić się piwa. Pech chciał, że spotkali tam pewnego mocno wkurwionego Niemca, który nie omieszkał skopać im tyłków. Keith i Vivem uznali, że to dobry znak i że numer ten trzeba powtórzyć. Parę dni później w wypożyczonym Mercedesie – kabrioletem odziani w te same mundury muzycy dumnie wjechali do Golders Green – żydowskiej dzielnicy Londynu…
Nadużywający wielu substancji psychoaktywnych Keith Moon wyzionął ducha po jednej z imprez urządzonych przez Paula McCartneya. Artysta, usiłujący wówczas skończyć z alkoholowym nałogiem, nie odmówił sobie kilku kolejek wody ognistej i opił się w sztok. Najwyraźniej dręczony wyrzutami sumienia następnego dnia zażył 32 tabletki środka osłabiającego głód alkoholowy, zapił je gorzałą i poszedł spać. Ze snu już się nie obudził.

Zakk Wylde

Gitarzysta grupy Ozzy’ego Osbourna na tle innych opisanych tu gwiazd jest tylko skromnym alkoholikiem, ale warto o nim wspomnieć, bo człowiek ten byłby dziś martwy, gdyby nie jego uzależnienie. Zakk zawdzięcza swój nałóg nikomu innemu, jak samemu Księciu Ciemności, który to pokazał młodemu, utalentowanemu muzykowi, jak należy imprezować zgodnie z rockowymi standardami.



Po jednym z koncertów Zakk, Ozzy i Robert Trujillo, obecny basista Metalliki, opijali się w hotelu, rozmawiając o wspomnianym wyżej perkusiście The Who, który zasłynął jako pierwszy rockers wyrzucający telewizory przez okna hotelowych pokoi. Rozmowa o Moonie zainspirowała ich do wykonania takiego samego numeru. Panowie wyrwali przytwierdzony do ściany telewizor i zrzucili go z szóstego piętra. Chwilowa radocha kosztowała psotnych artystów majątek – hotel wycenił stratę na… 44 tysiące dolarów! Sharon Osbourne soczyście opierdzieliła Ozzy’ego za ten lekkomyślny czyn. Dostało się również małoletniemu Zakkowi, który za swój udział w przedsięwzięciu musiał z własnej kieszeni zapłacić 10 tysięcy zielonych.



Można powiedzieć, że Ozzy, wprowadzając Wylde’a w świat rockowych balang, nieświadomie uratował go przed przedwczesnym zgonem. Zakk cierpi na genetyczną chorobę, o której dowiedział się stosunkowo niedawno. W jego naczyniach krwionośnych tworzą się skrzepy, które mogą doprowadzić do zatoru naczyń krwionośnych i w konsekwencji – śmierci. Okazuje się, że Zakk już dawno temu mógł być martwy, a życie uratował mu pity w dużych ilościach alkohol, który – jak wiadomo – rozrzedza krew!
Tak czy inaczej – po latach ciągłego opijania się w trupa Wylde ponoć odstawił gorzałę i skłonił się ku równie skutecznej klasycznej medycynie.

Slash

Kudłaty gitarzysta Guns N' Roses również słynął z ekscentrycznych pomysłów podsycanych używkami. I tak na przykład w 1989 roku mieszkańcy Arizony mogli nacieszyć oczy widokiem nagiego, utytłanego krwią artysty, galopującego na złamanie karku uliczkami kurortu golfowego.



W tym czasie gitarzysta był w długim, heroinowym ciągu, podczas którego często zdarzało mu się mieć silne halucynacje. Tym razem dopadły go one pod hotelowym prysznicem. Slashowi wydawało się, że w łazience pojawili się źli obcy z filmu „Predator”, którzy przyszli zapolować na jego osobę. Przerażony muzyk rozbił własnym ciałem szkło kabiny prysznicowej, a następnie poraniony pobiegł do hotelowego lobby, gdzie usiłował zasłonić się przed oprawcami, używając do tego celu jakiejś biednej pokojówki. Ostatecznie schronienie znalazł na zewnątrz, gdzie udało mu się zaszyć w bezpiecznym miejscu, tuż za kosiarką do trawy. Policjanci nie uwierzyli w jego wersję historii z grupą złowrogich predatorów…



Czasem zdarzało mu się też łazić po własnym domu z karabinem maszynowym w dłoniach i strzelać do ścian oraz sufitów, podczas gdy jego dziewczyna spała piętro wyżej. W chacie Slasha często gościł też wieczny imprezowicz Charlie Sheen i znany z Mötley Crüe Nikki Sixx. Ten ostatni prawie zakończył życie w domu Slasha, gdy nieco przesadził z dawką heroiny i trzeba go było reanimować. Zresztą Slashowi też zdarzyło się umrzeć przynajmniej raz, kiedy połączył ze sobą butelkę Jacka Danielsa, nieco kokainy i porcyjkę helupy. Martwego gitarzystę znalazł ówczesny bębniarz Gunsów – Matt Sorum. Dzięki jego przytomności i podjęciu szybkiej reanimacji udało się przywrócić artyście akcję serca.
Muzyk znany też był z tego, że zawsze rezerwował w hotelach kilka pokoi więcej dla wszystkich dziewczyn, z którymi planował się bzykać. Musicie bowiem wiedzieć, że Slash jest też eksseksoholikiem. Podobno opamiętał się, gdy wielu jego kumpli padło ofiarami epidemii AIDS w latach 90.
Na początku obecnego wieku Slash trafił do szpitala w takim stanie, że lekarze nie dawali mu zbyt dużych szans na dotrwanie do sędziwej starości. Slash miał pożyć od 6 dni do maksymalnie 6 tygodni. Słuszną decyzją, która uratowała zniszczonego latami ćpania i picia zaledwie 36-letniego gwiazdora, było wszczepienie mu wówczas rozrusznika serca.

Keith Richards

Nikt nie wie, skąd ten gość pobiera życiową energię, ale istnieją podejrzenia, że w pewnym etapie życia gitarzysta Stonesów po prostu samoczynnie zmumifikował się i w tym momencie spokojnie mógłby służyć za podpałkę do ogniska. Swoją wielka imprezę Keith zaczął już gdzieś na początku lat 60.
W 1967 roku zaniepokojona hałasami policja zrobiła nalot na dom Richardsa. Artysta, będący wówczas na kwasowym haju, otworzył im drzwi i ujrzał… wesołą gromadkę rubasznych, pucułowatych krasnali. Zachwycony tą nieoczekiwaną wizytą zaprosił ich do środka i każdego karzełka z osobna bardzo serdecznie wyściskał. Mimo tak miłego przyjęcia stróże prawa zakuli gospodarza w kajdanki i zawieźli do aresztu.



Innym razem Keith i jego przyjaciel saksofonista Boby Keys wpadli z wizytą do Hugh Hefnera, który urządził w swojej posiadłości potężną balangę. Panowie, zamiast obłapiać cycate króliczki, woleli zamknąć się w toalecie i pobawić w „szwedzki stół”. Rozłożyli przed sobą imponującą ilość wszelkiej maści dragów i oddali się natchnionej konsumpcji. W trakcie degustowania narkotyków artyści jakimś cudem doprowadzili do wybuchu pożaru. Kiedy obsługa wyważyła drzwi ubikacji, Keith nie krył oburzenia faktem, że ktoś śmiał zakłócić jego prywatną imprezę…
W połowie lat 70. muzyk był już narkotykowym weteranem. W 1977 roku podczas pobytu w Kanadzie tamtejsza policja znalazła w jego pokoju hotelowym sporą ilość heroiny. Gitarzyście groziła wówczas bardzo długa odsiadka w pierdlu. Udało mu się uniknąć kary. W ramach pokuty Keith musiał wykonać pracę społeczną, którą był koncert, jaki Stonesi zagrali dla niewidomej publiczności.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Oglądany: 91001x | Komentarzy: 82 | Okejek: 267 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.09

21.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało