Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 dowodów na to, że walentynki to od podstaw parszywe święto

54 731  
155   35  
Walentynkowy szał. Połowa facetów kupi kwietny wiecheć, aby żona choć ten jeden raz w roku poczuła się kochana. Druga zaś połowa poświęci czas na stanie w kolejce licząc na to, że jakiś tam goździk i osnuta wokół walentynek atmosfera miłości, romantycznych gestów, przeplatana wręczaniem czekoladowych upominków zagwarantuje im porządne ruch#nko.


Tu chodzi tylko o bzykanie

Pewnie wielu z was oburzy się, że zrównałem całą magię walentynek do ordynarnego rąbania się po krzakach, ale fakty mówią same za siebie. Według statystyk potentata w swej branży - firmy Durex - tego dnia dochodzi do nagłego skoku sprzedaży prezerwatyw. Z półek znika ok. 30% więcej gumek niż w jakikolwiek inny dzień.
To jeszcze nic nie znaczy? Dobra. Według innych statystyk najwięcej testów ciążowych sprzedaje się w marcu, więc jak widać – nie każdy romantyczny walentynkowicz zadaje sobie trud naciągnięcia lateksu na berło.



Nieco ironicznym przypadkiem łączącym ten dzień z niebezpieczeństwami chędożenia przypadkowych osób jest fakt, że penicylina – najskuteczniejszy lek na syfilis - zaprezentowany został światu 14 lutego 1928 roku.

I kasę!

Szacuje się, że mężczyźni wydają dwukrotnie więcej kasy na walentynkowy prezent niż ich drugie połówki. Najczęstszym, poza kwiatami, upominkiem wręczanym paniom są czekoladki. Z jakiegoś powodu faceci, dla osiągnięcia swojego celu, są skłonni zaserwować swojej partnerce nadwagę i próchnicę.
A wiecie czemu akurat czekoladki są tak popularne w ten przeklęty dzień? To zasługa pewnego sprytnego biznesmena, który już 150 lat temu zorientował się, że na walentynkowym owczym pędzie trzepać można niezły hajs. Właściciel fabryki czekolady, Richad Cadbury, w 1868 roku jako pierwszy zaczął produkować pełne słodkości ozdobne pudełka w kształcie serca.



To święto ma wyjątkowo tragiczne korzenie

Święty Walenty to patron zakochanych. Tyle wiemy o tym gościu, ale głęboko wierzymy, że jego historia była równie cieplutka, co komedia romantyczna z Hugh Grantem. Takiego wała! Człowiek, o którym mowa, był chrześcijańskim lekarzem i duchownym żyjącym w III wieku naszej ery w Cesarstwie Rzymskim. Panujący wówczas władca wprowadził dość niesprawiedliwą politykę zabraniającą mężczyznom w wieku 18-37 lat wstępowania w związki małżeńskie. Cesarscy doradcy twierdzili bowiem, że najlepszymi żołnierzami są bezdzietni, młodzi faceci.



Oczywiście cesarski rozkaz wywołał spore oburzenie wśród legionistów.
Walenty, któremu niestraszny był gniew cesarza, w tajemnicy zaczął więc przeprowadzać śluby pomiędzy żołnierzami a ich ukochanymi. Sprawa jednak szybko wyszła na jaw, a gagatek trafił do pierdla. Tam ponoć zakochał się w jakiejś ślepej córce strażnika i z boską pomocą sprawił, że ta odzyskała widzenie. Ludzie zaczęli coś gadać o cudach, których autorem był jakiś chrześcijański więzień. Taki rozgłos nie był za bardzo na rękę władzom, więc postanowiono pozbyć się Walentego. Zanim trafił przed oblicze kata, nieszczęśnik miał napisać miłosny liścik do swej ukochanej. Dzień później - 14 lutego 269 roku - urżnięto mu łeb.

Ale 14 lutego odbywała się też impreza pełna nagich członków, krwi i sado-maso!

Podobnie jak wiele innych współczesnych świąt, tak i walentynki bazują na pogańskich tradycjach. W tym przypadku chodzi o Luperkalię – imprezę organizowaną ku czci Fauna, psotnego, rogatego bożka z dużym libido. Składano wówczas w ofierze sporą liczbę zwierząt. Kapłani rozbierali się do naga i zakładali na siebie ich zakrwawione skóry, a następnie paradowali po ulicach i tłukli przechodniów rzemieniami, co według nich miało zwiększyć płodność wybatożonej osoby. Najczęściej obrywało się młodym, powabnym babeczkom, które same nadstawiały się na ciosy, wierząc w cudowne działanie takiej chłosty.



Romantyczna miłość? To uczucie trwa tylko rok!

E, tam – takie gadanie. Współcześnie walentynki to przecież romantyczne święto, a nie jakieś tam barbarzyńskie bezeceństwa! W takim razie powiedzmy sobie o romantycznej miłości coś więcej.
Głowa w chmurach, motylki w żołądku, rzewne serenady wyśpiewywane pod balkonem, wzwód na zawołanie… Coś takiego jak „romantyczna miłość” to nic innego jak czysto chemiczny proces zachodzący w naszych ciałach.



To też darmowy sposób na wyborne ćpanie! Wszystkie reakcje organizmu, kiedy jesteśmy zakochani, są efektem działania neuroprzekaźnika zwanego fenyloetyloaminą. To bliski kuzyn amfetaminy. Zakochany człowiek mniej śpi, ma więcej energii i czuje to przyjemne mrowienie w brzuchu (fenyloetyloamina silnie pobudza układ trawienny). Do tego dochodzi jeszcze zastrzyk endorfiny, czyli hormonu szczęścia. I jest fajnie. Tak jakoś mniej więcej przez rok. Później równowaga hormonalna wyrównuje się i wracamy do normalnego stanu.

W walentynki doszło do jednego z najkrwawszych gangsterskich porachunków

Al Capone, szef potężnego gangu zajmującego się nielegalnym obrotem spirytusem, miał sporą konkurencję w postaci gangu North Side, na czele którego stał George „Bugs” Moran. Ten ostatni co chwilę zlecał jakiemuś płatnemu zabójcy sprzątnięcie znienawidzonego rywala. W końcu Alowi skończyła się cierpliwość. Podstawił on swego człowieka, aby w dniu 14 lutego 1929 roku sprowadził do jednej z chicagowskich knajp kilku członków North Side pod pretekstem sprzedania im kradzionego alkoholu.
Kiedy sześciu bandytów zjawiło się w wyznaczonym miejscu, chłopaki Ala, którzy wkroczyli do speluny w przebraniu policjantów, ustawili wszystkich pod ścianą i przeorali ich serią z karabinu. Każda z ofiar nafaszerowana została kilkunastoma pociskami.



Do dziś nie wiadomo, czy to na pewno Capone stał za tą masakrą. Według pewnej teorii oprawcami byli prawdziwi policjanci, którzy wcześniej przechwycili 500 skrzynek wypełnionych alkoholem należącym do gangu North Side. Bug miał im wówczas zagrozić podkablowaniem ich przełożonym, którzy dzięki łapówkom byli na każde zawołanie „Bugsa”, więc stróże prawa wzięli sprawiedliwość we własne ręce.
Masakrę w dniu świętego Walentego uważa się za najbardziej krwawą "gangsterską" egzekucję epoki prohibicji.

Walentynki obchodzić nakazał Henryk VIII

W 1537 roku Henryk VIII Tudor, król Anglii, zarządził, że odtąd dzień św. Walentego będzie świętem publicznym, a jego obchody przypadać będą na 14 lutego każdego roku. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie sama osoba władcy. Kto jak kto, ale Henryk VIII wyjątkowo znał się na kobietach i miłości do nich. W swoim życiu sześciokrotnie brał ślub, a na kartach historii zapisały się jego bezceremonialne metody „utylizowania” żon. Jedna została wygnana, inną ścięto mieczem, kolejna (wbrew przedstawionej królowi opinii) okazała się wyjątkowo szpetna, więc Henryk po bardzo krótkim czasie małżeństwa kazał jej czym prędzej spierdzielać z jego dworu. Jeszcze inna wybranka królewskiego serca przyprawiła mu rogi, więc ten pozbył się kompromitującego problemu, skazując ją na śmierć przez obcięcie głowy toporem. Ostatniej nie udało mu się pozbyć, bo kopnął w kalendarz, zanim zdążył się nią znudzić.



I to właśnie taki typ wpadł na pomysł celebrowania dnia zakochanych. To tak, jakby Adolf Hitler ustanowił Międzynarodowy Dzień Czułego Przytulania Żydów.

Oglądany: 54731x | Komentarzy: 35 | Okejek: 155 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało