Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Ciekawostki ze świata literatury: trzy książki, które wstrząsnęły opinią publiczną

49 308  
197   105  
Pierwsi z Was czytają więcej, drudzy mniej, trzeci wcale. Badania Biblioteki Narodowej wykazały, że większość wcale, bo aż 10 mln Polaków nie ma w domu ani jednej książki, a przynajmniej jedną pozycję przeczytało zaledwie 41% rodaków. To najniższy wynik badań czytelnictwa w ogóle.

I cóż, można by sobie rwać włosy z głów, winić system nauczania (całkiem słusznie), brudne i zakurzone biblioteki, które zamiast zachęcać do spaceru między półkami, wprowadzają w stan depresji i przygnębienia (a czasem i lekkiej psychozy, gdy do twoich pleców przyklei się wzrok podstarzałej pani bibliotekarki, która śledzi każdy twój ruch i czyha na najmniejsze potknięcie), czy choćby same ceny książek, windowane przez wydawnictwa, często będące zbyt wysokie na nasz budżet. Ja osobiście nie winię żadnej z tych rzeczy i Polaków w żaden sposób nie usprawiedliwiam. Szkoła? W końcu tacy z nas antysystemowcy, więc i w kwestii literatury powinniśmy wyjść poza schemat. Biblioteki? Zróbmy lepsze, większe, świecące, multimedialne. Tylko że to nie spowoduje wzrostu popytu na książkę, a jedynie euforię tych już czytających. Ceny? A ile wydajecie na pizzę? Dwa piwa w knajpie? Bilet do kina? Otóż dokładnie tyle, ile wydalibyście na książkę.

Jaki jest więc powód? Gdzie upatrywać przyczyny tej polskiej intelektualnej martwoty? Według mnie - w potrzebie. Polacy muszą zacząć odczuwać potrzebę czytania. Dlatego tak ważne jest wbijanie dzieciakom do głów, że książka to nie obowiązek, lecz przyjemność. Źródło wiedzy, satysfakcji, swoista pochylnia do rozwoju i samoświadomości. Wy niestety dziećmi już nie jesteście, Was ciężej ociosać i zmienić Wasz kształt, dlatego postanowiłam upchnąć temat książek w format tak dobrze Wam znany i przez Was lubiany - ciekawostki! Może zaciekawię kogoś, kto wcześniej ciekawy nie był. Byłoby ekstra.

„Buszujący w zbożu”, Jarome David Salinger



"Kombinowałem, że nadałbym się na przykład do obsługi stacji benzynowej, mógłbym pompować benzynę do samochodów. Zresztą było mi wszystko jedno, jaką pracę dostanę. Byle nikt mnie nie znał, bylem ja nawzajem nie znał nikogo. Wymyśliłem sobie na to sposób: będę udawał głuchoniemego. Jako głuchoniemy nie będę musiał prowadzić z nikim głupich rozmów bez sensu. Kto będzie miał do mnie interes, napisze kilka słów na kartce i podsunie mi pod oczy. Prędko się ludziom takie rozmówki sprzykrzą i dadzą mi święty spokój aż do końca życia".

Książka ta została napisana w 1951 roku przez pana Jerome Davida Salingera i od razu wprowadziła spore zamieszanie. Okazała się siedliskiem zła i demoralizacji, przez co bezzwłocznie ją potępiono, a nieszczęsnego Salingera okrzyknięto diabłem wcielonym, co to biedne dzieci perfidnie deprawuje i jeszcze udaje, że wcale nie.

Och, wielkie poruszenie nastąpiło w sielankowym, amerykańskim domostwie, gdzie idylla nagle zamieniła się w koszmar! Lęk przed spaczeniem psychiki dorastającej młodzieży doprowadził do tego, że w latach 1961-1982 Buszujący w zbożu był najbardziej cenzurowaną książką w amerykańskich szkołach średnich i bibliotekach.

Co więc jest takiego kontrowersyjnego w Buszującym w zbożu, że amerykańskie matki rwały włosy z głów, gdy tylko ich pociecha zanadto zbliżyła się do tej ziejącej złem i wypaczonej moralnie książki? Cóż, jest krytyka, bardzo dużo krytyki, krytyki i pogardy.

Wiesz, czym bym chciał być? (...) Wiesz czym? Rozumie się, gdybym mógł, do cholery, naprawdę wybrać, co zechcę.(...) Jestem właśnie strażnik w zbożu.

Mark David Chapman, który w roku 1980 zamordował Johna Lennona, miał przy sobie egzemplarz Buszującego w zbożu, gdy tuż po dokonaniu morderstwa został aresztowany przez policję. Zaś John Hinckley Jr., który w roku 1981 próbował zastrzelić prezydenta Ronalda Reagana, miał obsesję na punkcie tejże książki, chciał nawet zmienić imię i nazwisko na Holden Caulfield.

Ponadto Buszujący w zbożu ma niewielkie szanse na ekranizację. Kiedykolwiek. W 1949 roku do kin trafił film "Moje zwariowane serce", oparty na opowiadaniu Salingera pt. "Uncle Wiggily in Connecticut". Obraz spotkał się z koszmarnym przyjęciem wśród krytyki i widzów. Zdruzgotany pisarz postanowił wówczas, że żadne inne dzieło, które wyszło spod jego pióra, nie trafi nigdy na ekran. W tym Buszujący w zbożu. Salinger zmarł, a prawa do jego twórczości znajdują się od 2008 roku w rękach fundacji jego imienia. Stojące na jej czele osoby zapowiedziały, że wciąż nie ma szans na zekranizowanie dzieł pisarza.

„Lolita”, Vladimir Nabokov



"Lolito, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo. Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w zęby. Lo. Li. To. Na imię miała Lo, po prostu Lo, z samego rana, i metr czterdzieści siedem w jednej skarpetce. W spodniach była Lolą. W szkole – Dolly. W rubrykach – Dolores. Lecz w moich ramionach zawsze była Lolitą".

Bywają książki piękne, bywają książki straszne, bywają i kontrowersyjne. Lolita Nabokova zalicza się do ostatniej grupy, gdyż opowiada o niczym innym, jak o obsesji dojrzałego mężczyzny dwunastoletnią dziewczynką o imieniu Dolores. Tak, skojarzenia macie bardzo słuszne, chodzi o obsesję natury seksualnej. Pierwszoosobowa narracja sprawia, że czytając tę książkę przez cały czas siedzimy w głowie pedofila.

W 1953 roku, gdy książka miała się ku końcowi, Nabokov poświęcał na pisanie 16 godzin dziennie. Prowadził również badania, które miały mu pomóc ukazać temat jak najbardziej realistycznie i obrazowo, w tym celu nie tylko bardzo dużo czytał na temat pedofilii, ale i jeździł szkolnymi autobusami, często odwiedzał szkołę syna i obserwował jego koleżanki. Ostatecznie maszynopis, liczący 450 stron, został ukończony w grudniu 1953 roku. Jak możecie się domyślić, temat był dość problematyczny, w końcu to pedofilia, w dodatku w połowie XX wieku. Nabokov więc trochę trząsł portkami, że ta cała zabawa może mu się odbić czkawką. Postanowił więc wydać Lolitę pod pseudonimem - Vivian Darkbloom. W dodatku wszystkie wydawnictwa, które otrzymały maszynopis, musiały podpisać zobowiązanie, że nie wyjawią, kim jest autor. Wszystkie maszynopisy były również dostarczane do rąk własnych, gdyż wówczas przesyłanie pornografii pocztą groziło więzieniem.

Nabokov pukał do wielu wydawniczych drzwi, ale wszyscy trzaskali mu nimi przed nosem, często zniesmaczeni, ale i odstraszeni ewentualnym więzieniem. Poprosił więc o pomoc agentkę literacką Doussia'e Ergaz. I ta mu pomogła. Znalazła wydawcę chętnego opublikować książkę, który jednak postawił jeden zasadniczy warunek - wyda, ale pod prawdziwym nazwiskiem autora. Nabokov westchnął, podrapał się po brodzie, po czym przystał na ten wymóg, bo już trudno, co ma być, to będzie (dopiero później autor dowiedział się, że wydawnictwo, które skołowała mu koleżanka, specjalizuje się głównie w pornografii).

Książka ukazała się w październiku 1955 roku i rozpętała ogromną burzę w Wielkiej Brytanii. Jedni wołali o pomstę do nieba i żądali wsadzenia Nabokova do kicia, niech tam gnije, zwyrodnialec jeden! Inni wypluwali z siebie ochy i achy, ogłaszając Lolitę najwybitniejszą książką roku. Francuzi coś tam się zaczęli burzyć na początku, ale w końcu wygrała wolność słowa i dzieło Nabokova zaczęło trafiać do kolejnych księgarni i bibliotek. Ameryka zafascynowana europejską burzą wokół książki zwariowała na dzień dobry na jej punkcie, przemycając za ocean ogromne jej ilości. Gdy w końcu nastąpiła oficjalna premiera Lolity w USA, w ciągu pierwszych trzech tygodni sprzedano aż 100 tys. egzemplarzy. Summa summarum Lolita zatrzęsła literackim światkiem w posadach i do dziś uchodzi za jedno z arcydzieł literatury światowej.

W 1962 roku zekranizował ją Stanley Kubrick i ponownie w 1997 Adrian Lyne.

„Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu”, Markiz de Sade



Sadyzm. Zapewne każdy z Was zna to słowo i ma z nim konkretne skojarzenia. Czy wiecie jednak, kim był człowiek, który powołał to słowo do życia? Jeśli nie wiecie, to już wiecie - był nim Markiz de Sade. Od jego nazwiska pochodzi nazwa jednego z najbardziej znanych zaburzeń seksualnych - sadyzmu.

Akcja książki pt. Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu rozgrywa się na przełomie XVI i XVII wieku, podczas panowania Ludwika XIV (to ten, co się nie mył, a nazywali go Słońcem) i opowiada o największej orgii, jaka kiedykolwiek została odnotowana. Dokładnie tak. Najprawdopodobniej orgia ta naprawdę miała miejsce, a Sade był jej czynnym uczestnikiem.

I możecie sobie myśleć, że Was, chlubnych posiadaczy konta na Sadisticu, nic już nie zdziwi. Młodość okraszona przygodami pana i jego słoika, czy dwóch uroczych pań upapranych organiczną czekoladą, już dawno ukształtowała Waszą świadomość seksualną. Cóż, być może. Jednak Sade szybko ten pogląd zrewiduje.

W przypadku książki "Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu" nie mówimy bowiem o tzw. "pikantnym" seksie, rodem z "50 twarzy Graya", ani nawet o wynaturzeniach powszechnie uznawanych za sadystyczne. Sade stworzył bowiem skrajnie obrzydliwe i odrażające obrazy, takie jak tortury, więzienie, ubezwłasnowolnienie, poważne okaleczenia, bicie, palenie, gwałcenie, akty przy użyciu dzieci czy zwierząt. Książka ta jest jednym wielkim zbiorem najbardziej plugawych pomysłów, jakie zdrowemu na umyśle człowiekowi mogłyby przyjść do głowy.
I tak, Sade był niezwykle barwną postacią, szczególnie jak na jego czasy. Jawnie obnoszący się ze swoimi poglądami, wielokrotnie był aresztowany i osądzany. Przez chwilę wisiał nad nim nawet wyrok śmierci, jednak pieniądze, których nigdy mu nie brakowało, szybko od wyroku go uwolniły.

I jak szczerze polecam przeczytanie dwóch poprzednich pozycji z tej niezwykle długiej, trzypunktowej listy, tak w przypadku dzieła Markiza de Sade pragnę Was przestrzec. Bo bez względu na to, jakie będą Wasze pobudki do sięgnięcia po tę pozycję, czy to zwykła ciekawość, czy może szukanie seksualnych inspiracji, musicie liczyć się z tym, że przedstawione tam obrazy wypalą się w Waszej głowie niczym rozżarzone węgle. Pojawią się, zakotwiczą i zostaną tam na zawsze.
8

Oglądany: 49308x | Komentarzy: 105 | Okejek: 197 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

12.11

11.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało