Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Cudem ocaleni - Alpiniści, którzy otarli się o śmierć

75 058  
213   86  
Z pozycji siedzenia na miękkiej kanapie, w dobrze nagrzanym mieszkaniu, łatwo jest popisywać się wiedzą na temat wspinaczek w nieludzko surowych warunkach. W miejscach, gdzie ilość tlenu jest tak mała, że każdy najmniejszy ruch kosztuje człowieka wiele energii, a nagły kaprys pogody może zadecydować o tym, czy przez kolejne dekady nie będziemy pełnić obowiązków upiornego pomnika mijanego przez kolejnych śmiałków chcących zdobyć szczyt.


Anatolij Bukriejew i Beck Weathers kontra Everest

Ten człowiek zdobył dziesięć ośmiotysięczników. Zginął w 1997 roku, kiedy usiłował wspiąć się na kolejny. Podczas wchodzenia na południową ścianę położonej w Nepalu Annapurny spotkał się z lawiną, która zakończyła jego dalsze wyzwania.
Kazachski himalaista, o którym mowa, Anatolij Bukriejew, w 1996 roku wziął udział w komercyjnej wyprawie na Everest jako członek ekipy kierowanej przez Scotta Fishera. Ponieważ w tym czasie burze śnieżne uniemożliwiały sprawną wspinaczkę, zgromadzone w obozie grupy czekały na „okienko” pomiędzy nawałnicami. Kiedy nadarzyła się okazja, 33 himalaistów ruszyło na podbój góry. Ponieważ przewodnicy nie zamontowali lin w niektórych niebezpiecznych miejscach, szybko utworzył się korek. To spowolniło wyprawę i wiele osób nie zdążyło dotrzeć na szczyt przed godziną 14. A to najpóźniejsza pora na zdobycie Everestu, jeśli nie chce się wracać w ciemnościach.



Kiedy minęła godzina 15, czekający na szczycie himalaiści zaczęli pospiesznie wracać do obozu, wystraszeni przez zbliżającą się burzę. Dopiero godzinę później na Everest dotarło trzech śmiałków – wspomniany Scott Fischer, drugi organizator wyprawy Rob Hall i jego klient Doug Hansen. Panowie pozostawili nieco niżej innego uczestnika wyprawy – lekarza Becka Weathersa, który zaczął tracić wzrok (Beck przeszedł wcześniej operację oczu i najwyraźniej wysokość niezbyt dobrze mu służyła). Miał on czekać na wracających po zdobyciu szczytu organizatorów.
Niestety, podczas schodzenia Hansenowi skończył się tlen w butli i mężczyzna nie był w stanie poruszać się o własnych siłach. Gdy cała trójka czekała na przybycie ich towarzysza z nową butlą, rozpętała się potężna burza. W międzyczasie na pomoc uwięzionym mężczyznom ruszyli himalaiści z rozbitych poniżej obozów. Warunki pogodowe były jednak fatalne, a widoczność tak słaba, że część ekipy ratunkowej zgubiła się. Na szczęście niektórym udało się dotrzeć z powrotem do obozu.



Anatolij Bukriejew, dowiedziawszy się o sytuacji na szlaku, nie wahał się i ruszył w dość szaloną misję ratowania kogo tylko się da. W porywach wiatru przekraczających 110 km/h, bez butli z tlenem, przy mrozie sięgającym -40 stopni Celsjusza i w całkowitych ciemnościach… W kilku turach udało mu się jednak sprowadzić do obozu trzy osoby.
Zarówno Fischer, jak i Hall oraz Hansen nie przeżyli tej wyprawy. Tymczasem Beck Weathers został odnaleziony przez innego przewodnika, który pomógł mu dotrzeć do znajdującej się w pobliżu grupy himalaistów. W drodze do obozu lekarz stracił jednak przytomność. Ratownicy, którzy ruszyli z pomocą pozostałym ludziom, zabrali do obozu tylko te osoby, których stan zdrowia dawał im szansę na przeżycie. Nieprzytomny Weathers oraz bardzo osłabiona Japonka Yusuko Namba zostali więc pozostawieni na pastwę losu. Następnego dnia kobieta była już martwa, a rodzina lekarza poinformowana została, że ten również zginął podczas próby zdobycia Everestu.
Tymczasem Beck, który przez długi czas trwał w letargu, nieoczekiwanie odzyskał przytomność i doczołgał się do obozu, gdzie otrzymał pomoc. Zorganizowana przez jego żonę ekipa ratunkowa zdołała wylądować helikopterem na wysokości 6000 metrów i zabrać półżywego lekarza do szpitala.



Beck miał tak liczne odmrożenia, że trzeba mu było amputować większość palców ze stóp oraz lewej ręki, prawą dłoń oraz nos.
Podczas feralnej próby wejścia na Everest w 1996 roku zginęło osiem osób.

Joe Simpson kontra Siula Grande

W 1985 roku Joe Simpson i Simon Yates usiłowali jako pierwsi wspiąć się na andyjski szczyt góry Siula Grande od zachodniej strony. Udało się! Niestety, podczas drogi powrotnej na wysokości 6000 metrów pod Simpsonem pękł śnieżny nawis. Joe tak nieszczęśliwie upadł, że pęknięta piszczel wbiła się w kość udową. Simon, który w takiej sytuacji mógł zostawić kumpla i samodzielnie wrócić do bazy, postanowił podjąć wysiłek ratowania swego towarzysza.



W zupełnych ciemnościach panowie mozolnie poruszali się w stronę obozu, gdzie czekał ich znajomy – Richard Hawking.
Yates opuszczał Simpsona na linie po zboczu. Lina miała ok. 50 metrów długości, więc Joe musiał co chwilę znajdywać dobry punkt oparcia, aby czekać na przyjście swojego przyjaciela. Ogromnym problemem był brak widoczności - panowie musieli poruszać się po omacku.
Podczas kolejnego opuszczania Yates zorientował się, że coś jest nie tak – Simpson nie poluzował liny, mimo że już dawno powinien znaleźć dobra pozycję do postoju. Tymczasem kilkadziesiąt metrów niżej biedny Joe wisiał nad przepaścią – spadzista droga skończyła się urwiskiem. Sytuacja była fatalna zarówno dla zupełnie bezradnego Simpsona, jak i Yatesa usiłującego utrzymać ciężar swojego towarzysza, desperacko czekającego, aż ten wreszcie znajdzie oparcie i poluzuje naprężoną linę. Będący już u kresu sił Simon w końcu chwycił za scyzoryk i pozbył się balastu.



Joe runął na dno ustępu. Przeżył jednak ten upadek i po kilku godzinach wołania o pomoc zdecydował się na szalone posunięcie – wiedząc, że nie ma możliwości powrotu na górę, postanowił opuścić się na linie jeszcze głębiej, w głąb jednej ze szczelin. Miejsce, do którego trafił, mogło zostać jego grobem. Stało się jednak inaczej – trafił bowiem na korytarz łączący się z jaskinią, przez którą wyczołgał się na zewnątrz.
Tymczasem Yates, przekonany, że jego towarzysz zginął, wrócił do bazy. Nie wiedział, że Simpson z ogromnym wysiłkiem pełznie w kierunku obozu, co chwilę spadając ze skał, błądząc i wyjąc z bólu. Trwało to trzy dni! Joe jadł śnieg, miał halucynacje z wyczerpania i był o krok od poddania się.
W pewnym momencie półprzytomny, ranny, będący u kresu sił mężczyzna poczuł zapach… moczu. Zorientował się, że dotarł do miejsca, które służyło jemu, Yatesowi i Hawkingowi za prowizoryczny kibel. Wtedy dotarło do niego, że jest już przy obozowisku. Zaczął drzeć się ile sił w płucach. Na szczęście obaj jego przyjaciele byli w swoich namiotach i od razu pobiegli do miejsca, skąd dochodziły rozpaczliwe krzyki.
Joe był w fatalnym stanie, ale dzięki pomocy lekarzy udało się go poskładać do kupy. Tymczasem na Simona rzucili się kanapowi krytycy, zarzucając mu zbyt pochopną decyzję o odcięciu liny i narażeniu kolegi na śmierć. Usta rozjuszonych hejterów zamknął sam Joe, który przyznał, że będąc na miejscu Yatesa, zrobiłby dokładnie to samo.

Reinhold Messner kontra Nanga Parbat

„Naga Góra” pochłonęła życie wielu śmiałków usiłujących ją zdobyć. Słynny ośmiotysięcznik nigdy jednak nie odstraszył himalaistów, którzy za punkt honoru postawili sobie konfrontację z tym położonym w Pakistanie kolosem.
W 1970 roku pochodzący z Włoch bracia Reinhold i Gunther Messnerowie dołączyli do wyprawy na Nanga Parbat.



Szczyt zdobyli późnym popołudniem – co, jak wiadomo, wcale nie wróżyło im dobrych warunków do powrotu. Ponadto Gunther dostał mocno w kość, dopadła go choroba wysokościowa i słaniał się ze zmęczenia. Reinhold wiedział, że w tej sytuacji jedynie dłuższy postój i odpoczynek może uratować jego bratu życie. Messnerowie spędzili więc noc w pobliżu szczytu, a następnego dnia po naradzie uznali, że wygodniejszą drogą powrotu będzie północno-zachodnia flanka Diamir. Problem w tym, że droga ta była zupełnie nieznana, nikt wcześniej nie wspinał się ani nie zbadał tej trasy.



W drodze na dół dystans pomiędzy Reinholdem i Guntherem zwiększył się. Na szczęście dla tego pierwszego. Potężna lawina zwaliła się na Gunthera, a jego brat mógł tylko patrzeć, jak ten znika gdzieś w ogromnej, białej fali przetaczającej się przez zbocze.
Sześć dni później wycieńczony Reinhold dotarł do położonej u zbocza góry wioski. W wyniku odmrożeń amputowano mu siedem palców, co przekreśliło jego szanse na powrót do wspinaczki. Teoretycznie. W praktyce włoski himalaista przez długie lata zdobywał kolejne szczyty, a w 1978 roku ostatecznie rozprawił się z górą, która zabiła mu brata. Samotnie wspiął się wówczas na Nanga Parbat po flance Diamir.
W 2005 roku znaleziono szczątki Gunthera. Dowiedziawszy się o tym, Reinhold osobiście przybył na miejsce, aby złożyć swemu bratu hołd.





Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 75058x | Komentarzy: 86 | Okejek: 213 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało