Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O moim kumplu Szwedzie, który przeszedł na islam

56 383  
176   105  
Czyli trochę o życiu pewnego świeżo upieczonego muzułmanina: pojęcie szczęścia, co na to mama, poszukiwania żony i co tam w Koranie piszczy.


Bez obawy, Szwedzi nie przechodzą chóralnie z ateizmu/niepraktykującego protestantyzmu na islam dla integracji z nową kulturą muzułmańską. Kumpel, o którym dzisiaj opowiem, nie miał również przystawionego karabinu do głowy przy swojej decyzji. Można powiedzieć, że jest ewenementem i raczej nie powinno się go utożsamiać ze wszystkimi Szwedami/muzułmanami. To chyba ja po prostu mam tendencję do obracania się wśród intrygujących ludzi…

Uwaga. W tekście tym nie będzie dokładnego zagłębiania się w rodzaje nurtów islamu czy prawo szariatu. Poza filarami islamu przedstawione będzie, ot, samo życie. I parę cytatów.

Przed poznaniem Tobiasa, głównego bohatera tego artykułu, nie miałam za wiele kontaktów z muzułmanami. Chyba jak większość mieszkańców Szwecji, widywałam ich po prostu czasem na ulicy. Raz jedynie zdarzyło mi się być u jednego w domu. W sumie jest to historia warta opowiedzenia, więc niech posłuży jako wstęp do niniejszego tekstu.

U muzułmanina w domu…

W trakcie studiów standardem w Szwecji jest problem ze znalezieniem pokoju w akademiku, o mieszkaniu nie wspominając. Miałam szczęście mieć chociaż to pierwsze, ale zależało mi na zdobyciu bardziej przytulnego kąta, jakiegoś 2M. Któregoś dnia dostałam cynk o gościu, który chciał zamienić dwupokojowe mieszkanie na pokój akademicki, żeby zaoszczędzić na czynszu. Brzmiało to jak idealny układ.
Odnajduję zainteresowanego na uniwerku. W korytarzu wita mnie facet o bujnej brodzie, ubrany w jakieś bawełniane szaty. No w porządku, myślę. Co tam lubi.
Po potwierdzeniu zainteresowania umawiamy się na spotkanie, aby obejrzeć jego lokum. I tu pojawia się problem. Na początku odbieram wrażenie, że ten szaman wcale nie chce pokazać mi swoich czterech kątów, a przecież w ciemno na nic się nie zamienię. W końcu gościu mówi:
– Mogę pokazać mieszkanie, ale nie możesz przyjść sama.
– Co? Czemu?
– Nie możesz być sama ze mną w moim mieszkaniu.
Już czuję, że będzie z tego niezła akcja.
– Nie ma problemu. Przyjdę z przyjacielem.
Werbuję do tego rekonesansu mojego szwedzkiego kumpla Sebastiana, wzorowego ateistę.
Pojawiamy się z Sebastianem pod wskazanym adresem. Zastajemy mieszkanie w miarę czyste, ale wynika to raczej z ubogości wystroju niż pedantyzmu jego mieszkańca. Właściwie w obydwóch pokojach stoi raptem kilka mebli, wyglądających na dość nowe, jakby koleś dopiero się tu wprowadził. Jedynie opaskudzona spalonym tłuszczem kuchenka udowadnia, że gościu mieszka tu już jakiś czas i nie zna albo nie uznaje Cifu. Ot, przeciętny student, haha. Ale nie ma co wybrzydzać. Mieszkanie jest ogólnie przyzwoite.
Brodacz proponuje odsprzedanie swoich mebli (akademiki i tak są umeblowane). A zwraca się do Sebastiana, którego uznaje za przedstawiciela naszej grupy. Na mnie w ogóle nie patrzy. Próbujemy przerzucić rozmowę z kumpla na mnie, bo w końcu to ja mam ewentualnie tam mieszkać, ale średnio nam to wychodzi.
– To coś chcecie kupić? – męczy dalej Sebastiana.
– Chcemy coś kupić? – pyta Sebastian z kolei mnie, jakbyśmy mieli wprowadzać się tam razem. Jest skonsternowany tą sytuacją, ale jak to typowy Szwed, nie śmie jej komentować. Ja też już wolę nic nie mówić, aby nie odstraszyć mojego potencjalnego dawcy mieszkania. Ta scena mnie właściwie bardziej śmieszy, niż irytuje.
– Stół kuchenny z krzesłami za ile? – zwracam się do gościa.
– Stół kuchenny z krzesłami za 800 SEK – odpowiada Sebastianowi, dalej unikając ze mną kontaktu wzrokowego.
Sebastian patrzy na mnie pytająco. Mnie już nie wiem co bardziej bawi: osobliwe zachowanie gospodarza czy zagubienie Szweda.
– Mogę wziąć stół kuchenny z krzesłami, tyle że za 500 SEK – informuję.
Gościu dalej patrzy na Sebastiana, więc on mówi:
– Stół z krzesłami za 500 SEK?
– 600 SEK – odpowiada brodacz Sebastianowi. Kumpel zerka na mnie, ja przytakuję.
– OK! – mówi z ulgą.
Ponegocjowaliśmy sobie jeszcze trochę w podobnym stylu, ale i tak nie dobiliśmy targu. Gościowi nie spodobał się mój akademik. Jednak cała ta przygoda była warta świeczki, gdyż trochę ubawiłam się kuriozalnym zachowaniem pana w todze. Ponadto uchylił mi on rąbka osobliwej kultury muzułmanów.
Takie to były moje pierwsze kontakty z wyznawcami islamu. Obcowałam również z dwiema wyzwolonymi dziewczynami z Iranu, ale one były po drugiej stronie huśtawki, jeśli chodzi o opinie o religii swojego kraju. Gdy poruszyłam kiedyś ten temat, powiedziały jedynie, że rzygają już tym wszystkim.

Filary islamu

Zanim przejdziemy do Tobiasa, przeróbmy trochę teorii. Jak w każdej religii, wyznawcy mają jakieś obowiązki. U muzułmanów są to filary islamu. W zależności od tego, czy mowa o sunnitach, szyitach czy charydżytach, może być ich różna liczba. Jednak u wszystkich ugrupowań można znaleźć poniższe pięć:
  • Wyznanie wiary (Szahada) – Nie ma bóstwa oprócz Boga jedynego, a Mahomet jest Jego prorokiem
  • Modlitwa (salat) odprawiana 5 razy dziennie z twarzą skierowaną w stronę Mekki
  • Jałmużna (zakat) – oddawanie określonej części dochodów biednym (najczęściej w formie obowiązkowego podatku)
  • Post (saum) – powstrzymywanie się od jedzenia i picia od wschodu do zachodu słońca w ciągu dziewiątego miesiąca roku muzułmańskiego (ramadam)
  • Pielgrzymka do Mekki (hadżdż) – należy ją odbyć co najmniej raz w życiu (jeśli sytuacja materialna na to zezwala).
Do tego dodam jeszcze dżihad, który jest podawany czasem jako nieoficjalny szósty filar i tłumaczony jako codzienna walka z samym sobą (np. przeciwko grzeszeniu), rzadziej jako walka zbrojna.
No dobra, to teraz…

Kim jest Tobias?

Tobiasa nieraz widziałam przelotem, najczęściej z ulotkami przy stoisku kawowym na korytarzu. Udzielał się w unii studenckiej (tamtejszym samorządzie studenckim), więc zawsze gdzieś tam się kręcił po uniwersytecie. Zdążyłam już go poznać na wspólnej grze w piłkę plażową jako jednego z organizatorów. Wtedy niczym szczególnym od reszty się nie wyróżniał. Zwyczajny Szwed, może nie niebieskooki blondyn, ale stuprocentowo biały. A jego krzaczasta broda po prostu nie dała mi do myślenia. Moda na drwala (chociaż może wikinga?) trafiła do Szwecji już dawno temu. A że sama broda bez wąsów? Dopóki sam mi się nie przyznał do swojego wyznania, nie podejrzewałam go o bycie muzułmaninem.
A wszystko zaczęło się w pomieszczeniu lunchowym dla studentów, gdzie można sobie podgrzać i zjeść swój posiłek. Jest to niewielka kuchnia połączona z jadalnią, w szpitalnoszkolnym wystroju. Po trzynastej zwykle siedzi tu raptem kilka osób. I tak się akurat wtedy złożyło, że i ja i Tobias zrobiliśmy sobie późniejszą przerwę na lunch, a ja rozpoznając go po prostu się przysiadłam. I tak się składa, że jeszcze wiele razy spotkamy się w tej kuchniojadalni.
Pierwsze nasze rozmowy to zwykły „small talk”. Jest wesoło, gdyż Tobias to wygadany chłopak z wiecznym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Przypomina mi prezentera pogody. Z początku nawet zastanawiam się, czy jego wesołość i śmiałość to nie objaw niewyspania i opicia się kawami, a może jeszcze i echo imprezy z poprzedniego dnia. Ale człowiek ten na nic nie narzeka. Żadnego zmęczenia, kaca, braku środków do życia, nadmiaru nauki czy marudzenia o ignorancji ludzi prowadzących zajęcia. Łapię się na tym, że to mnie tylko coś nie pasuje, jak chociażby brak mieszkania. On często żartuje i do wszystkiego podchodzi z pozytywnym nastawieniem do życia. Podziwiam jego optymizm i bawią mnie jego małe złośliwości.
– A dzieci masz? – wypala do mnie na którymś lunchu.
– Nie.
– Ale chłopak jest?
– No jest.
– To już czas. Zegar tyka – ostrzega Tobias i śmieje się.
– Jeszcze studiuję, więc nie spieszy mi się do rodzenia dzieci.
– Nie ma na co czekać. Jest chłopak, to musi być i dziecko.
– Może w twoim świecie. W moim tak to nie działa.
– W moim świecie już dawno byłoby małżeństwo – mówi z uśmiechem.
O tym tykającym zegarze to mi jeszcze przypominał kilkukrotnie, właściwie aż do czasu, gdy ukończyłam studia. Stało się to standardową częścią naszej rozmowy, takim elementem wzajemnej udawanej złośliwości, a jednocześnie powitaniem, jeśli dłużej nie wpadaliśmy na siebie na przerwach lunchowych. Coś zamiast "jak leci?". Ja się go pytałam, czy znalazł w końcu żonę, a on, czy jestem już w ciąży. Ale za pierwszym razem był to moment, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o tym "jego świecie".

Jego świat

– Żartujesz! – mówię w odpowiedzi na jego wyznanie. – Ale dlaczego? Dlaczego akurat islam?
– Po prostu najbardziej do mnie to przemówiło.
Przed oczami stanęły mi te wszystkie zasłyszane rygory, których przestrzegają muzułmanie. Żadnego alkoholu, boczku, ciągłe modlenie się… Musiałam go wypytać.
– Ale przecież organizujesz imprezy. I niby nigdy nie pijesz alkoholu?
– Nie, nie piję. Zresztą organizuję głównie siatkówkę.
– Wieprzowiny też nie jesz?
– Nie.
– Modlisz się kilka razy dziennie?
– Tak, pięć razy.
– I rzeczywiście tak tego przestrzegasz?
– Oczywiście! – odpowiada radośnie.
– Urywasz się z zajęć?
– Mam przerwy jak każdy, tylko ja niektóre wykorzystuję do modlitw.
– To gdzie ty się modlisz? Na korytarzu? W sali wykładowej? A może w łazience?
Przyznam, że potem w głowie to już go widziałam i kłaniającego się przy ekspresówce przed autobusem.
– Przecież jest pomieszczenie do modlitwy – odpowiada mi.
Nawet nie wiedziałam, że takie istnieje, ale jak się okazuje, większość uniwerków ma pokój, gdzie można pójść się pomodlić. Mile jest tam widziana każda religia.
– Nie jest dla ciebie męczące takie notoryczne modlenie się?
– Modlitwa to sama przyjemność! – mówi wesoło. – Bardzo lubię moje rozmowy z Bogiem. Dają mi energię, pobudzają mnie do życia.
Nie jest muzułmaninem od dawna, ale zna już podstawy arabskiego i próbuje czytać Koran w oryginale. Chce i musi, jako że recytacja Koranu to część składowa codziennych modlitw, a z racji rytmiczności jest uznawana za jedną ze sztuk pięknych.

Dziecko Boga

– Oddaję moje życie Bogu i wiem, że będzie dobrze – mówi mi. – Jeśli będę przestrzegał Jego zasad i będę dobry, to On mnie wynagrodzi. Będzie kierował moim losem.
– Nie decydując o swoim losie, oddając go Bogu, nie stajesz się wtedy tak trochę… dzieckiem?
– Tak, dokładnie. Jestem dzieckiem Boga. Oddaję Mu siebie, mówię: prowadź mnie. Ja istnieję dla Niego. I gdy On będzie widzieć moje poświęcenie, pomoże mi. Widzę różnicę. Na początku nie było mi łatwo. Nowy porządek dnia, arabski, wyrzeczenia… Ale potem wszystko w moim życiu zaczęło się powoli układać. Studia, praca, moje zdrowie, no wszystko. Bóg się mną opiekuje. Wiem, że nade mną czuwa. Nie muszę się już niczym martwić. Dopóki będę Mu oddany, Bóg sprawi, że będzie dobrze. Jestem szczęśliwy.

Jestem szczęśliwy powtarzał wielokrotnie, zawsze z uśmiechem na twarzy. Obserwator taki jak ja zaczynał być podejrzliwy. Czy to możliwe być cały czas zadowolonym? Można pozazdrościć pogody ducha. Albo domniemywać korzystanie z jakichś wesołych tabletek.
Jeden jedyny raz wyglądał jakby rzeczywiście był na prochach, ale on był wtedy po prostu głodny. Było to w czasie obowiązkowego miesięcznego postu. W ostatnich latach ramadan wypadał w okresie letnim. Latem w Szwecji słońce dość długo potrafi utrzymać się nad horyzontem, dłużej niż w Polsce, więc przerwa między posiłkiem rannym i wieczornym jest wielogodzinna. W czasie postu Tobias był radośnie pobudzony, jak po kilkunastu kawach. Może czuł się trochę jak na haju, może o to w tym chodzi. Takie naturalne prochy. Mówił, że ramadan to wspaniałe oczyszczenie ciała.

– A co na to mama?

– Nie podobało jej się, że zmieniłem wiarę – odpowiada mi Tobias. – Bardzo przeżywała. Mówiła mi: po co ci to? Prosiła, żebym chociaż brody nie zapuszczał, bo mnie na lotniskach będą zatrzymywać. Ale ona nie rozumie, że przecież ta broda nie jest dla mnie, tylko dla Boga.

Prorok sam powiedział: Wyróżniajcie się od ludzi księgi*. Przycinajcie wąsy i zapuśćcie brody. (Sahih Muslim. Przekazane od Abu Umâmah (radhî Allâhu 'anh))
*Żydów i Chrześcijan

Tobias bardzo szanował swoją rodzicielkę, ale nie słuchał jej obiekcji wobec swojej religii. Miało to swoje uzasadnienie w zasadach islamu, jak później zauważyłam.

„Prorok powiedział: Nie ma mowy o posłuszeństwie względem stworzenia bożego, które prowadziłoby do nieposłuszeństwa względem Stwórcy”. (Buchari & Muslim)

„Kiedy nakazane jest ci nieposłuszeństwo względem Allaha, nie bądź posłuszny”. (Buchari & Muslim)

Posłuszeństwo bezwzględne, ale czy wystarczająco ślepe, aby doprowadzić do tragedii? O tym nie rozmawialiśmy za dużo. Wystarczy powiedzieć, że Tobias potępiał akty terroryzmu. Nie do tego zachęca Koran.

Zaprawdę posłuszeństwo obejmuje tylko rzeczy prawe”. (Buchari & Muslim)

„Mężczyzna przyszedł do Proroka, prosząc o pozwolenie na udział w dżihadzie. Prorok zapytał go: "Czy twoi rodzice żyją?". Mężczyzna odpowiedział: "Tak", na co Prorok odpowiedział: Zatem niechaj twoim dżihadem będzie opieka nad nimi. (Buchari & Muslim)

I tu wracamy do tego samego pytania: co na to mama?
– Przestała narzekać, gdy zobaczyła, jaki jestem dla niej dobry – mówi mi dalej, z uśmiechem. – W mojej religii należy dbać o matkę, opiekować się nią. Tak robię i sądzę, że jest zadowolona.

Kobiety

– No dobra, ale ta akcja z kobietami to nie przesada? – pytam go dalej. – Nie możecie w tym samym pokoju przebywać? Jak byłam oglądać mieszkanie u muzułmanina, to musiałam przyjść z kumplem.
– To żeby unikać kłopotliwych i dyskusyjnych sytuacji. Dodatkowe towarzystwo dla kobiety u obcego faceta to dla jej dobra.

„Niech żaden spośród was nie przebywa na osobności z obcą kobietą, bo wtedy szatan jest z nimi jako trzeci”. (Ibn Hibban; 4576)

– Lekceważenie kobiety również jest dla jej dobra? – ciągnę dalej.
– Lekceważenie? – patrzy na mnie ze zdziwieniem. – Kiedy?
– Przy oglądaniu mieszkania gościu unikał mojego wzroku i właściwie rozmowy. Gadał tylko z moim kumplem.
– Nie miej mu tego za złe. To w obawie przed obrażeniem Boga, żeby nie wzbudzać w sobie pożądania. To byłoby wbrew woli Boga, czuć pożądanie do obcej kobiety. Unikanie kontaktu jest w dobrej wierze, po to, aby nie grzeszyć myślą przed Bogiem. To nie było dlatego, bo tobą gardził. Uważał za bezpieczniejszą rozmowę z twoim znajomym. I bardziej w porządku.

Allah rzekł: „Powiedz wierzącym: niech spuszczają skromnie spojrzenia i niech zachowują czystość. To dla nich będzie przyzwoitsze. Zaprawdę, Bóg jest w pełni świadomy tego, co oni czynią!”. (Kur’an 24; 30-31)

Wysłannik Allaha powiedział do Alego bnu Abi Talib: „O Ali, nie spoglądaj dwukrotnie, bo pierwsze spojrzenie nie jest grzechem, zaś drugie jest”.

Ja jednak myślę o koniecznym dodatkowym towarzystwie. Samotne wyjście kobiety może przecież doprowadzić do zgorszenia. Kojarzy mi się to ze „starymi dobrymi czasami”, czyli z XIX wiekiem i wstecz w Europie, kiedy kobiecie nie godziło się samej wyjść na ulicę. Właściwie i w tej kwestii islam się zgadza:

„Kobieta nie może sama podróżować jak tylko w obecności mahram* i nie może żaden obcy mężczyzna wejść do jej domu jak tylko w obecności mahram. Pewien mężczyzna zapytał: O Proroku, chcę wziąć udział w bitwie, a moja żona chce odbyć pielgrzymkę. Na to Prorok odpowiedział: Towarzysz jej w pielgrzymce”. (Buchari; 2844)
* opiekun, czyli mąż, ojciec lub brat albo bliski, z którymi islam zabronił kobiecie wchodzić w związek małżeński

Ale tłumaczy się to nie celem ograniczenia wolności kobiety, lecz chęcią zapewnienia jej bezpieczeństwa i komfortu. No tak, jeden Bóg wie, co za chorzy ludzie chodzą po ulicach…

Poszukiwania żony

Skoro jesteśmy przy „starych dobrych czasach”, to nie może zabraknąć kwestii związku.

„Ktokolwiek jest w dobrym stanie finansowym, aby się ożenić i nie czyni tego, nie jest jednym od nas”. (Bajhaki;13233)

Małżeństwo to ważna sprawa dla każdego muzułmanina. Poszukiwania żony najczęściej sprowadzają się do ofert różnych rodzin. Nie ma etapu dziewczyny, bierze się trochę w ciemno. Znaczy nie do końca, bo młodzi wpierw widzą się i rozmawiają ze sobą, aby sprawdzić, czy przypadną sobie do gustu. Oczywiście nie spotykają się sami, lecz w obecności mahram. Do czasu znalezienia tej jedynej i zawarcia z nią związku małżeńskiego należy się dobrze zachować.

Prorok powiedział: „Młodzi ludzie! Ktokolwiek spośród was będzie miał możliwość, ten niech się żeni, a kto nie będzie mógł, to niech pości, gdyż to oddali go od grzechu”. (Buchari; 4779)

„I niech starają się żyć we wstrzemięźliwości ci, którzy nie mają możliwości małżeństwa, aż wzbogaci ich Bóg Swoją łaską”. (Kur’an 24; 33)

A gdy w końcu dojdzie do ślubu i przed Bogiem jest już wszystko załatwione, to wtedy to się dzieje… I to nie tylko po misjonarsku.

„Wasze kobiety są dla was polem uprawnym. Przychodźcie więc na wasze pole, jak chcecie”. (Kur’an 2; 223)

Aby oddać sprawiedliwość temu fragmentowi, trzeba zaznaczyć, że niekoniecznie oznacza to, że kobieta jest jedynie polem męża do orania. Cytat może być rozumiany jako sugestia, że para nie musi się ograniczać do jednego stylu w sprawianiu sobie przyjemności. A i kobiece zadowolenie się liczy:

Prorok powiedział: „Jeśli któryś z was współżyje ze swoją żoną i zaspokoi swoją potrzebę, to niech zaczeka, aż jego żona również zaspokoi swoje pragnienie”. (Mesned Abi ja’la;4201)

Chociaż z drugiej strony…

„Jeśli mężczyzna wezwie żonę do swojego łoża, a ona jemu odmówi i on zaśnie zagniewany, wówczas aniołowie przeklną ją aż do rana”. (Muslim; 1436)

Jak to bywa w świętych księgach i aktach prawnych, wszystko jest kwestią tego, jaki kawałek się z nich wybiera i jak się go interpretuje.
Ale popatrzmy, co w tych sprawach się dzieje u Tobiasa.
– To jak ci idą poszukiwania żony? – pytam go.
– Ciężko. Najlepiej jakby ktoś ze wspólnoty zasugerował swoją siostrę albo kuzynkę.
– Nikogo nie ma?
– Była jedna, ale nie chciała zgodzić się na warunek, że mieszkałaby razem z moją matką. A ja przecież nie mogę zostawić jej samej. Muszę się nią opiekować.
Jego mama nie była ciężko chora, więc nie o to chodziło, że sama by sobie nie poradziła. Wiedziałam, że mieszkał z nią dlatego, bo jego matka była sama. Nie wiem, co się stało z ojcem. Nigdy o nim nie mówił, a ja nie pytałam.
– Skoro tak nakazuje wiara, to powinni to zrozumieć.
– Nie wszyscy to rozumieją. Nie wszyscy przestrzegają wszystkich przykazań. Ale są wtedy tylko nie w porządku wobec Boga. To ich sprawa.

Problemy w pracy

Nie wspominałam o tym, ale Tobias ma bardzo wypełniony czas. Oprócz modlenia, studiowania i organizowania wydarzeń dla unii studenckiej, również pracuje. Dostał kontrakt na uczelni od swojego promotora. To musiało oznaczać, że jest naprawdę dobry. A także, że jego profesor to ogarnięty gościu.
Ale miał problem ze swoim szefem. Ponownie, po dłuższym czasie spokoju. Profesora odwiedziła jakaś babka z firmy, z którą współpracował. Przy przedstawianiu gościa reszcie obecnych nastąpiła niezręczna sytuacja, gdyż Tobias, jak przyszło na prawego muzułmanina, nie uścisnął jej wyciągniętej ręki. Szef wpadł w szał i zamknął się na resztę dnia w gabinecie.
– I co? – pytam. – Rozmawialiście?
– Jak w końcu wyszedł z gabinetu, to oczywiście. Wytłumaczyłem mu po raz kolejny, że takie są zasady mojej wiary. Po wysłuchaniu mnie powiedział, że w porządku.
– Czyli rozumie?
– Stara się. Ale słyszałem jego wcześniejszą dyskusję w grupie. Że właśnie dlatego unikają zatrudniania muzułmanów, żeby nie mieć takich sytuacji.
– Ale ciebie jednak zatrudnił.
– Zatrudnił mnie zanim zmieniłem wiarę.
Zapomniałam, że mimo wszystko był dość świeży w islamie. Wtedy był muzułmaninem mniej niż dwa lata.
Niedługo później Tobias mówi mi, że rezygnuje z organizacji wydarzeń dla unii studenckiej.
– Nie mam czasu – tłumaczy. – Studia, praca… Właściwie to profesor zasugerował, abym dał sobie spokój z unią studencką. Nie chcę go zawieść, muszę się lepiej postarać w pracy. Ale Bóg mi pomoże.

Kiedyś też byłem taki jak ty…

Od problemów z profesorem minęło trochę czasu i Tobias stwierdza, że się poprawiło i w pracy, i na studiach. Za wszystko jest wdzięczny Bogu. Mówi, że odkąd bardziej się poświęca jest lepiej. Uważa sytuację w pracy z tamtą współpracownicą za próbę Boga, którą zdał.
– Wiesz, kiedyś też byłem taki jak ty… – mówi mi. – Od poniedziałku do piątku nauka, a w weekendy imprezowanie. Człowiek wiecznie zmęczony zapętla się w tym i każdego dnia czuje się nieszczęśliwy. Życie sprowadza się do czekania na weekend, żeby się spić. I wcale potem nie czuje się lepiej. Ja też tam byłem. Kiedyś miałem wiele smutnych dni i trochę tych wesołych. Ale teraz moje wszystkie dni są wspaniałe. Jestem szczęśliwy. Nie potrzebuję imprez, nie potrzebuję przyjaciół. Dzięki Bogu jestem szczęśliwy cały czas.

Nie byłam pewna, czy naprawdę tak myślał. Czasem odbierałam wrażenie, że był to jego system obronny. Często jadał sam. Czy wynikało to wyłącznie z niewygodnego planu studiów, czy też braku bratnich dusz? A może rzeczywiście nie zwracał uwagi w życiu na takie drobiazgi i nie były mu one potrzebne? Ciężko powiedzieć. I jeszcze ciężej było przejrzeć ten jego ciągły uśmiech. Może w istocie był szczęśliwy, tak jak mówił, z tego co miał, a to co dawał mu los traktował jako dar od Boga. Może i ja, moja obecność w trakcie lunchów była dla niego darem od Boga? A może przeciwnie, byłam próbą Boga?
– Ja wiem, że całe to dobro, które mi się przytrafia, to wszystko jest dzięki Bogu. Wątpisz, a ja mam tyle dowodów, mógłbym ci tyle naopowiadać. Powiem ci o jednym. Wiesz, przez wiele lat notorycznie doskwierał mi ból głowy. Miałem częste napady migreny. Jednak im dłużej jestem wierny Bogu, tym lepiej się czuję. Ból głowy w końcu minął. Czy to nie cud? To Bóg!

Przyznaję, interesował mnie swoim światem. Były to ciekawe dyskusje lunchowe. Ale w tamtej chwili odebrałam wrażenie, że chce mnie nim zarazić. Dlatego powiedziałam:
– Bardzo się cieszę, że przestała cię boleć głowa, ale nie przekonasz mnie do swoich poglądów. Może dla ciebie to cud, ale wybacz, ja nie potrafię widzieć w tym Boga. Widzę w tym jedynie zmianę trybu życia. Przestałeś pić, zacząłeś wcześniej wstawać, nagle masz bardzo zorganizowany dzień z modlitwami i posiłkami. Wydaje mi się, że jakbyś zaczął uprawiać jakiś sport, to osiągnąłbyś podobny efekt.
Cieszyło mnie, że nie poczuł się urażony. Może nie potrafił, już wspominałam, że Tobias był chodzącym optymistą. Sądzę, że rozumieliśmy się. W poglądach byliśmy z dwóch różnych planet, a jednak potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Było to w pewnym sensie wspaniałe.
Po czasie, jak to kobieta, zmieniłam swoje zdanie i sądzę, że nie chodziło tylko o regularny tryb życia. Na stłumienie bólu głowy mógł wpłynąć komfort odnalezienia własnej drogi, powiedzmy, sensu życia. Dla Tobiasa oznaczało to po prostu życie dla Boga, a to mu przynosiło spokój i motywowało go. Ciężko się z nim porównywać, ale czy wspólne chwile z drugą połówką, opieka nad dzieckiem, posiadanie hobby czy jakiejś życiowej misji nie pobudza do działania i nie koi zszarpanych codziennością nerwów?

Zderzenie z rzeczywistością

– Cześć – zaczepiam go po dłuższym niewidzeniu w sali lunchowej i jak zwykle przysiadam się z jedzeniem.
– Co tam nowego? – pyta z uśmiechem. – Może w końcu ciąża?
– Nie! A ty żonę znalazłeś?
– A wiesz, że prawie mi się udało?
Tobias przestał czekać na potencjalną kandydatkę od znajomych muzułmanów i wziął sprawy w swoje ręce. Zaczął szukać żony przez Internet. Jedną chętną pannę znalazł.
– Bardzo dobrze nam się rozmawiało – mówi mi. – Już myślałem, że to jest to. Zaczęliśmy nawet ustalać szczegóły ślubu i dalszego życia. I wtedy…
I wtedy do akcji wkroczyli jej rodzice. Owszem, wyrazili zgodę, ale Tobias musiał przygotować dwieście tysięcy koron, które przechodziły na stronę jej rodziny.
– Ja nawet nie mam takich pieniędzy – śmieje się Tobias, jednak po chwili smutnieje. – Ale jak oni tak mogą? Przecież ja bym się nią zajął. Nie musiałaby pracować. Ja bym zapewnił jej byt, opiekowałbym się nią. Ze mną nie musiałaby się martwić o finanse. Jak ludzie mogą być tacy chciwi…
Żal mi się go zrobiło. Zobaczyłam w nim bardzo dobrego, ale i naiwnego człowieka. Chociaż te dwie cechy często idą w parze. Miałam nadzieję, że jego Bóg się nim rzeczywiście opiekuje.
– Patrzysz na innych przez pryzmat siebie. Zapominasz, jak różni potrafią być ludzie. Nie powinno cię to dziwić. To jest życie.

Pożegnanie

Skończyłam w końcu moje kursy i szykuję się do przeprowadzki. On jeszcze ma przed sobą kolejny rok. Organizuję pożegnalnego grilla dla znajomych ze studiów. I jego zapraszam, ale Tobias nie jest przekonany.
– Przyjdź – mówię. – Będzie mi bardzo miło. Nie wiadomo, kiedy zobaczymy się kolejny raz.
– Ale ja tam nie pasuję – odpowiada, tym razem poważniej.
Wtedy pomyślałam, że niezrozumienie przez innych jednak go męczyło. Im bardziej zaznajamiał się z nowym światem, tym coraz bardziej oddalał się od dawnego.
– Izolowanie od ludzi to nie rozwiązanie. Przyjdź.
Przyszedł. Przyniósł swoje jedzenie, sałatkę z tuńczykiem. Trudno, by był zainteresowany moimi hot dogami czy karkówką. Ale większość gości miało coś ze sobą, tyle że na grilla. Wszyscy jedli swoje, on pochłaniał sałatkę. Rozmawiał z ludźmi, ze mną. Był jak zwykle bardzo wesoły. Tak jak i reszta obecnych, tyle że w jego przypadku była to wesołość na trzeźwo.
Na koniec spotkania każdego, kto idzie, przytulam na pożegnanie. Oprócz niego. Nigdy nawet nie podaliśmy sobie ręki i nie śmiałabym wejść w jego przestrzeń prywatną, jeśli on tego nie chce. Dziękuję mu za przyjście i życzę powodzenia na studiach oraz owocnych poszukiwań żony. On mi życzy dzieci, oczywiście.
Poszedł i tyle go widziałam. Ale słyszałam od niego później. Skończył studia. Pochwalił mi się, że znalazł żonę, przez Internet, i zajmuje się teraz płodzeniem dzieci. Pytałam, jakie są jego plany na przyszłość.
– Nie wiem – odpowiedział mi. – Szukam pracy. Może pójdę w kierunku studiów, może zmienię branżę. Nie przejmuję się za bardzo, gdyż wierzę w Boga. Cokolwiek On dla mnie nie wybierze, będzie to lepsze niż to, do czego bym dążył. A ja chcę być po prostu prawym sługą bożym.

Źródła: 1, 2 oraz: Islam a seks, Abdurrahman Alsheha, tł. Abdelwahab Bouali, Centrum Islamskie, Białystok – Polska.
70

Oglądany: 56383x | Komentarzy: 105 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.11

25.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało