Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Alpinista Krzysztof Łoziński zamyka usta internetowym hejterom

237 802  
886   369  
Tomasz Mackiewicz pokonał górę, a góra pokonała jego. Dlaczego ratownicy nie podjęli ryzyka uratowania rodaka? Dlaczego ludzie ryzykują życie i wspinają się na szczyty? Te pytania wzbudziły falę hejtu wśród internetowych "znawców" alpinizmu, którzy siedząc w ciepłych fotelach wylewali swe żale na wszelkiego rodzaju forach. Im właśnie postanowił odpowiedzieć inny alpinista - Krzysztof Łoziński.

Szanowni Państwo,
Wczoraj zakończyła się akcja ratunkowa na Nanga Parbat. Dla większości komentatorów zginął człowiek. Odbierają to jako tragedię. Nieważne, czy go znali, czy rozumieją alpinizm, czy lubią góry.

Śmierć każdego człowieka jest wydarzeniem smutnym, strasznym. Dla mnie zginął młodszy kolega, z tego samego środowiska, miał tę samą co ja pasję. Dla mnie nie był tylko abstrakcyjnym imieniem i nazwiskiem. Niestety są i ludzie, którzy tragedii jakby nie widzą.

Gdy czytam komentarze na forach, podobnie jak po tragedii na Broad Peaku, ze smutkiem i niesmakiem zauważam chęć oceniania i krytykowania innych, która jest tak naprawdę realizacją małych potrzeb małych ludzi. Takich małych potrzeb, jak potrzeba zaistnienia byle zaistnieć, jak potrzeba wymądrzania się na każdy temat, nawet gdy nie ma się pojęcia, o czym się mówi.



Smucą zwłaszcza oceny moralne, te radykalne w tym samym stopniu, co głupie. Wymądrzają się ludzie, którzy na siedmiu tysiącach nie weszliby nawet na stołek, którzy marzną w mieście przy temperaturze minus pięć, którzy często w swoim życiu nie zrobili nic wartego uwagi przez dłużej niż pięć minut.
Tacy ludzie, w ignorancji swojej, bardzo łatwo oskarżają. „A po co ryzykował”, „po co się tam pchał”, „dlaczego inni mają płacić za jego wybryki”, „dlaczego inni muszą ryzykować z powodu czyjegoś hobby” i tak dalej, i tak dalej. Do tego dochodzą odwieczne bzdury o „adrenalinie”, „skłonnościach samobójczych” i „szukaniu śmierci”.
Można o różnych rzeczach dyskutować, ale czy trzeba to robić w takiej chwili? Czy nie można uszanować choćby cierpienia rodziny człowieka, który zginął?
Mimo wszystko postaram się na spokojnie parę rzeczy wyjaśnić. Może do niektórych dotrze.

My, alpiniści, nie jesteśmy ani „samobójcami”, ani „ryzykantami”, ani nie poszukujemy „adrenaliny”. Staramy się realizować swoją pasję w sposób bezpieczny i przemyślany, staramy się unikać niepotrzebnego ryzyka. To jest tak samo jak z prowadzeniem samochodu. Nie można oceniać kierowców tylko na podstawie wypadków i wyciągać wniosków, że to „samobójcy”, bo szybko jeżdżą. Media mają to do siebie, zwłaszcza media elektroniczne, że nie pokazują tysięcy samochodów jadących drogą, tylko ten jeden, który wpadł na drzewo. Nie wiem, ilu wspinaczy tego samego dnia, w którym zginął Tomek, spokojnie wróciło do domu ze swych wspinaczek. 10 tysięcy? 100 tysięcy? Na pewno bardzo wielu.

Na pewno nasz sport jest niebezpieczny. Niebezpieczny jest także sport samochodowy, skoki narciarskie, wyczynowe żeglarstwo, sport spadochronowy, szybownictwo i wiele innych. Nie kreujmy takiego obrazu, że każdy alpinista musi zginąć. Ja wspinałem się 50 lat, także w najwyższych górach, także w zimie, także solo i jak widać żyję. W górach doznałem tylko jednego zwichnięcia nogi i to na dnie doliny, w potoku. Żyje również wielu moich kolegów, moich rówieśników, którzy też uprawiali ten sport na ekstremalnym poziomie.



To nieprawda, że „ryzykujemy”. Nie, my do każdej trudnej wspinaczki przygotowujemy się, koncepcyjnie, kondycyjnie i pod względem sprzętu. Studiujemy opis drogi, relacje poprzedników, obserwujemy pogodę. Wypadek, jeśli do niego dochodzi, jest, tak jak każdy wypadek w innych okolicznościach, skutkiem czegoś, czego nikt się nie spodziewał, czego nie przewidział. Tak samo, jak kierowca nie spodziewa się pęknięcia opony, tak samo alpinista nie spodziewa się ukruszenia chwytu, urwania się lodu, spadającego kamienia czy nagłego załamanie pogody.
Jest kompletną nieprawdą bajka o szukaniu ekstremalnych przeżyć, owej „adrenaliny”. Wręcz przeciwnie, w czasie wspinaczki jestem rozluźniony, zrelaksowany, szczęśliwy. Gdybym, tak jak niektórzy myślą, trząsł się ze strachu i przeżywał stresy, to bym tego nie robił.

A dlaczego to robię, dlaczego „się pcham”? Dla tego samego, dla czego Kolumb odkrywał Amerykę, Amundsen zdobywał biegun, Thor Heyerdahl płynął tratwą przez Pacyfik, Gagarin leciał na orbitę, a Armstrong lądował na Księżycu. A dlaczego Kopernik ogłaszał swoją teorię i narażał się kościołowi? Mógł cicho siedzieć. Dlatego, że człowiek ma potrzebę eksploracji, zdobywania i to dzięki tej potrzebie jako gatunek nie chodzimy już po drzewach i nie żywimy się robakami.

https://www.youtube.com/watch?v=u93wQY9r4Pw

A dlaczego ratujemy tych, „którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie z własnej winy”? Dlatego, że jesteśmy ludźmi. Dlatego, że mamy takie uczucie jak empatia.

I na koniec, bardzo bym prosił fotelowych mądrali od piwka do piwka, by raczej zastanowili się nad sobą, nad tym, czy kiedyś ktoś będzie wspominał ich dokonania. Bo może warto czasem coś przeżyć, coś więcej niż smaczny obiad.
216

Oglądany: 237802x | Komentarzy: 369 | Okejek: 886 osób