Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

4 kutasiarskie zagrywki, które uszły na sucho wielkim korporacjom

135 048  
339   152  
Na dźwięk słowa „korporacja” człowiekowi przychodzą na myśl ludzie w klatkach i wspomnienie strachu przed wydrukowaniem e-maila. Niesłusznie – tak naprawdę powinny przychodzić nam do głowy gotujące się w smole dzieci, rozjeżdżane mercedesami staruszki na przejściach dla pieszych i dwugłowe kozy o ciałach szerszeni. Nabiera to sensu, gdy się spojrzy, jak…

#1. Koncerny tytoniowe kłamały na temat szkodliwości palenia

Nie istnieje chyba bardziej schizofreniczna gałąź przemysłu niż przemysł papierosowy. Branża, która powoduje śmierć 4 milionów osób rocznie, otrzymuje państwowe dotacje na wytwarzanie produktów, które zabijają, a światowe rządy tylko udają, że chcą coś z tym zrobić, bo wizja dodatkowych miliardów w budżecie potrafi skutecznie przekonać, że może jednak ludzie powinni mieć wybór. Pamiętaj jednak: możesz zajarać się na śmierć, ale nie możesz zjeść swojego konia, bo Unia nie pozwala z obawy o twoje zdrowie.


„Osobiście uważam, że Unia Europejska to najlepszy wynalazek od czasu zejścia pierwszego traktora z linii produkcyjnej, więc należy pogłębiać integrację wśród państw unijnych tak mocno, jak tylko się da”.

Groźne wymachiwanie jedną ręką przez urzędników i marnowanie pochodzących z akcyzy dochodów drugą umożliwiło największym producentom papierosów wodzenie konsumentów za nos i wciskanie im filozofii, że spoko, jarajcie fajki, bo fajki są git i jak jaracie fajki, to wy też jesteście git i kto wam nagadał takich głupot, że fajki są szkodliwe i uzależniające, bo chyba nie ktoś git. Firmy tytoniowe przez dekady oszukiwały i wprowadzały w błąd opinię publiczną w kwestii szkodliwości palenia papierosów. Na sprytnie zaprojektowane kampanie reklamowe wydawano miliardy dolarów, opłacano legiony prawników, naukowców i PR-owców, którzy pomagali koncernom zachować swoje status quo mimo badań naukowych, które jednoznacznie wskazywały na szkodliwość palenia.


Doktor z alpejskiej wioski.

Ale żeby tylko to. W liczącym niemal 80 stron raporcie „The truth about the tobacco industry …in its own words” [Cała prawda o przemyśle tytoniowym… jego własnymi słowami] Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wylicza między innymi, że w ciągu kilkudziesięciu lat koncerny tytoniowe świadomie zaprzeczały doniesieniom o tym, że palenie powoduje raka płuc, odrzucały informacje mówiące o silnie uzależniającym – w sensie fizycznym i psychicznym – działaniu nikotyny, a jednocześnie dodawały do swoich wyrobów środki, które zwiększały ich uzależniający potencjał, a ponadto kierowały kampanie reklamowe do nieletnich i podawały w wątpliwość wyniki badań o szkodliwości biernego palenia.


Praca u podstaw.

W połowie lat dziewięćdziesiątych 46 stanów USA wytoczyło procesy sądowe czterem największym koncernom tytoniowym. Prokuratorzy generalni każdego ze stanów żądali od koncernów Philip Morris Inc., R. J. Reynolds, Brown & Williamson i Lorillard zadośćuczynienia za koszty poniesione w związku z leczeniem palaczy. W wyniku ugody, którą zawarto w 1998 roku, koncerny zgodziły się wypłacić minimum 206 miliardów dolarów odszkodowania w ciągu kolejnych 25 lat. Mimo to – i mimo spadającej z roku na rok liczby palaczy – zyski koncernów rosną.

Cytowany raport WHO to także pokłosie innej sprawy sądowej wytoczonej czterem największym producentom przez amerykański Departament Sprawiedliwości w 1999 roku. W wyniku procesu zakończonego w 2006 roku koncerny tytoniowe zostały uznane za winne manipulacji i rozpowszechniania kłamstw na temat skutków palenia papierosów i w ramach zadośćuczynienia miały przeprosić na antenie największych stacji telewizyjnych i w największych gazetach za swoje postępowanie oraz powiedzieć wprost, że przez lata oszukiwały i kłamały. W wyniku kolejnych apelacji wnoszonych przez koncerny sprawa publikacji przeprosin przeciągała się i dopiero pod koniec 2017 roku zapadł ostateczny, podtrzymujący pierwotną decyzję sądu werdykt, ale jak twierdzą eksperci, przeprosiny na pewno nie przyniosą po tylu latach takiego efektu, jak w chwili wydawania wyroku.

#2. Honda tuszowała sprawę wybuchających poduszek powietrznych



Dopóki nie wsiadasz za kierownicę samochodu z zamiarem pokazania światu, że twoja religia to najlepsza religia, to spodziewasz się wrócić z podróży w jednym kawałku. Wiara we własne umiejętności, rachunek prawdopodobieństwa, dycha rzucona na tacę czy cuda techniki dają nam pewność, że w zasadzie nie ma się czym martwić. Sprawy komplikują się, gdy jeden z tych drogowych cudów okazuje się niewystarczający albo co gorsza, sam staje się źródłem problemu.


„Dychę dał tylko… Zatem niech boska opatrzność wynagrodzi go adekwatnie”.

Poduszka powietrzna to z założenia element mający poprawiać bezpieczeństwo w pojeździe i w nagłej sytuacji ratować życie kierowcy i pasażerów. Zdarza się, że poduszka uruchomi się w zupełnie niegroźnej sytuacji, bo w końcu jest tylko bezmyślnym konstruktem ludzkiej wyobraźni, ale – jak pokazują na filmach – człowiek najwyżej się trochę wtedy pośmieje. Gorzej, gdy element ratujący życie zmieni samochód w śmiertelną pułapkę.


Fragment prawdziwego nagrania z testów poduszek powietrznych w zakładzie Hondy.

Niebezpiecznych właściwości nabrały poduszki powietrzne produkowane przez japońską firmę Takata, która zaopatrywała największych producentów aut w swoje produkty przez wiele lat, a przynajmniej do momentu, w którym zorientowano się, że taktyka „wiemy, że jest problem, ale udawajmy, że nie wiemy i może rozejdzie się po kościach” przestała się sprawdzać w głównej mierze dlatego, że ludzie nie chcieli przestać umierać w wypadkach spowodowanych eksplodującymi poduszkami powietrznymi.


Bezczelne typy.

W 2004 roku w stanie Alabama doszło do pierwszego wypadku, w wyniku którego eksplodująca w hondzie accord poduszka wystrzeliła metalowe odłamki w kierunku kierowcy, poważnie go raniąc. Jak wykazało śledztwo, odłamki pochodziły z metalowego zbiornika na azotan amonu, stanowiącego jeden z elementów całego mechanizmu poduszki. Z informacji przesłanych przez Hondę amerykańskiemu urzędowi ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego wynikało, że producent poduszki uznał zdarzenie za niefortunne odstępstwo od normy, anomalię, która nie powinna mieć więcej miejsca. Pech chciał, że wkrótce zaczęło dochodzić do kolejnych anomalii, w wyniku których kierowcy odnosili poważne obrażenia lub ginęli przez wadliwie działające poduszki.

Działania podjęte w tej sprawie przez Hondę ograniczały się do koniecznego minimum. Firma przesyłała organom państwowym odpowiednie oświadczenia, ale nie wdawała się w szczegóły odnośnie przyczyn wypadków, ponieważ nie wymagało tego od niej amerykańskie prawo. W międzyczasie Honda usilnie pracowała z Takatą nad wyjaśnieniem możliwych przyczyn usterki i zażądała od producenta poduszek między innymi wprowadzenia zmian, które zapobiegną wypadkom w przyszłości. Jednocześnie, powoli i po cichu, wycofywano z rynku kolejne partie wadliwych aut, których liczba rosła wraz ze wzrostem ofiar śmiercionośnych poduszek i pozwów o odszkodowanie.

W końcu sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, bo nawet Iluminaci z przemysłu motoryzacyjnego nie mogą kontrolować tylu umysłów naraz.


Zabrania im tego Konwencja Genewska.

Okazało się, że poduszki Takaty trafiały również do aut innych marek, więc producenci zaczęli wycofywać samochody z wadliwymi poduszkami na masową skalę. Szacuje się, że w Stanach wycofano do dzisiaj ponad 40 milionów samochodów z tego powodu. W wyniku procesu wytoczonego Takacie przez amerykański Departament Sprawiedliwości producentowi udowodniono fałszowanie dokumentacji produkcyjnej i nałożono w 2017 roku karę w wysokości 1 miliarda dolarów. W tym samym roku firma ogłosiła upadłość.

Bulwersujący jest również fakt, że Honda najprawdopodobniej wiedziała o zagrożeniach wynikających z używania poduszek jeszcze zanim doszło do pierwszych wypadków, ponieważ z dokumentacji procesowej wynika, że producent aut naciskał na Takatę, by ta stosowała jak najtańsze rozwiązania produkcyjne jeszcze podczas opracowywania poduszek pod koniec lat 90. Z dokumentacji procesowej wynika też, że Ford, Nissan i Toyota także zdawały sobie sprawę z zagrożeń wynikających ze stosowania poduszek, o czym miałyby świadczyć wewnętrzne notatki, w których inżynierowie producentów wyrażali swoje obawy o prawidłowość działania poduszek.

Do tej pory z powodu wadliwych poduszek 20 osób w USA zmarło, a 180 zostało rannych.

#3. Producent teflonu przez lata ukrywał szkodliwość jednego z zastosowanych w swoim produkcie związków chemicznych



Jeśli uważacie, że jazda samochodem z wybuchającymi poduszkami powietrznymi podnosi poziom adrenaliny w niewystarczającym stopniu, to zacznijcie częściej używać patelni teflonowych. Nic nie dostarcza takich wrażeń jak bycie ciągniętym po autostradzie na patelni teflonowej.


I jeszcze ten brak zarysowań...

W ostateczności wystarczy samo smażenie na patelni teflonowej. Teflon zawiera bowiem szkodliwe związki chemiczne, które mogą prowadzić do powstawania poważnych chorób i w konsekwencji śmierci. Badania dowiodły, że związki te mogą przenikać do jedzenia podczas przygotowywania potraw i gromadzić się w organizmie. Firma, która wymyśliła i opatentowała technologię teflonu przez co najmniej 50 lat prowadziła badania nad szkodliwością jednego ze związków znajdujących się w teflonie i robiła wszystko, żeby świat nie dowiedział się o wynikach tych badań. I nawet gdy machlojki, w wyniku których ucierpiały tysiące ludzi, a każdy z nas może być zagrożony, ujrzały światło dzienne, firma nie przestała wymigiwać się od odpowiedzialności.

Teflon to nazwa handlowa mieszanki chemicznej na bazie syntetycznego fluoropolimeru odkrytego przypadkiem pod koniec lat 30. przez firmę chemiczną DuPont. Technologia teflonu znalazła zastosowanie w wielu innych produktach, do których można zaliczyć między innymi pokrycia opakowań żywności, odzież wodoodporną, plamoodporne dywany, pianę gaśniczą, smary do nart czy satelity kosmiczne. Poza teflonem DuPont dał światu również inne cuda z tworzyw sztucznych, takie jak celofan czy spandex, oraz stosowany w lodówkach freon, jednak to teflon przyniósł jej największą sławę i stał się jej flagowym produktem.


Choć nasz inżynierski zmysł podpowiada nam, że to spandex ma większy potencjał.

Sława może jednak przybierać różne formy – wiem z doświadczenia. W przypadku DuPont przydatne rozwiązania chemiczne przeplatały się z manipulacjami, kłamstwami i działaniem na szkodę wielu osób. Na przełomie XX i XXI wieku zupełnie przypadkiem wyszło na jaw, że firma przez co najmniej 50 lat wiedziała – a przynajmniej podejrzewała ich istnienie – o zagrożeniach wynikających ze stosowania kwasu perfluorooktanowego (zwanego też PFOA lub C8) w produkcji teflonu, a mimo to nie podejmowała żadnych działań w tej sprawie, chyba że za takie można uznać ukrywanie dokumentacji, manipulowanie wynikami badań i wypieranie się, że „jak to, naszym zdaniem jest okej”. Pierwszych dowodów, że nic nie jest okej, zaczęli dostarczać sami pracownicy fabryki DuPont w miejscowości Parkersburg w Wirginii Zachodniej. Mężczyźni coraz częściej chorowali na raka, a ciężarne kobiety rodziły zdeformowane dzieci. Firma przeprowadziła pierwsze badania w tej sprawie już w 1953 roku i choć nie dostarczyły one jednoznacznych dowodów na szkodliwość PFOA, to jasno wskazywały na korelację pomiędzy związkiem chemicznym a wzrostem zachorowań. To był pierwszy krok w długim procesie ukrywania przez firmę prawdy o szkodliwości kwasu perfluorooktanowego.

Firma przez kolejne pół wieku robiła co mogła, aby prawda nie wyszła na jaw. W międzyczasie prowadzono dalsze badania, które raz po raz dostarczały dowodów na szkodliwość PFOA. Zanim w latach 70. w USA w życie weszły przepisy dotyczące stosowania nowych substancji chemicznych, DuPont najpierw wyrzucał beczki z odpadami do oceanu, a później zakopywał je na okolicznych terenach. Z dokumentacji, która na początku nowego millenium trafiła do sądu, wynika również, że firma wiedziała o chemikaliach przedostających się do wód gruntowych w okolicy fabryki i trafiających ostatecznie do kranówki okolicznych mieszkańców.


Ale pij kranówkę, bo woda w butelce to jeden wielki szwindel.

Problem PFOA dotyczy jednak nie tylko mieszkańców Wirginii czy Ohio, gdzie znajduje się inny zakład produkcyjny DuPont. Jak wykazały badania, 99% Amerykanów nosi w sobie różne ilości kwasu perfluorooktanowego, więc mając na uwadze globalny zasięg DuPont, zakładać można, że ludzie w innych zakątkach globu również zostali namaszczeni błogosławieństwem DuPont.

Dopiero w 2013 roku DuPont przestał używać PFOA w swoich produktach, bo wielkie korporacje będące produktem ubocznym stosunków płciowych Cthulhu z Hitlerem mają to do siebie, że robią coś dobrego dopiero gdy zostaną do tego przymuszone. W miejsce PFOA wprowadzono inne, teoretycznie mniej szkodliwe chemikalia, które jednak wcale nie muszą być nieszkodliwe, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy są nieszkodliwe - ze względu na brak konieczności prowadzenia badań nad nową substancją chemiczną przed wprowadzeniem jej na rynek. Dość powiedzieć, że na 85 tysięcy znajdujących się w amerykańskim obiegu substancji chemicznych ledwie kilka zostało do tej pory wycofanych. Ale luz, niedługo się pewnie przekonamy. Tymczasem w 2017 roku sąd nakazał DuPont wypłacić ponad 900 milionów dolarów odszkodowania trzem i pół tysiącu osób z okolic jednej z fabryk DuPont w Stanach z powodu chorób, których tamtejsi mieszkańcy nabawili się od spożywania miejscowej wody pitnej. DuPont utrzymuje, że to nie wina firmy i zarabia kilka miliardów dolarów rocznie.

#4. Johnson & Johnson wypierał się obecności szkodliwego azbestu w produkcie dla niemowląt



Jednym z kilku wycofanych z rynku lub w różnych stopniu ograniczonych materiałów chemicznych stał się azbest – powodujący raka minerał, ogniotrwały materiał izolacyjny, będący symbolem polskiej myśli architektonicznej w byłych PGR-ach.


Projekt: pracownia architektoniczna Giereque, rok 1972.

Na sam dźwięk słowa „azbest” człowiek odczuwa namnażanie się komórek rakowych i dopóki nie zmienił się w żywiącą się azbestem krzyżówkę Draculi z rosomakiem, to ostatnie, czego potrzebuje, to azbest w produktach codziennego użytku.


Dowiedź, że krzyżówka Draculi z rosomakiem nie żywiłaby się azbestem. Śmiało.

Nie wiem, czy dałem już do zrozumienia, że niektórzy prezesi i wiceprezesi największych korporacji mogliby być ojcami chrzestnymi szatana, ale podobne predyspozycje zdają się wykazywać osoby zarządzające firmą Johnson&Johnson. Wiecie, chodzi o tego troskliwego misia, który w swoich reklamach daje do zrozumienia, że gdyby tylko mógł, to okrywałby nas i nasze dzieci kocykiem, gdy tylko byłoby nam zimno, kołysał do snu i czuwał, by nie stała się nam żadna krzywda.

W rzeczywistości Johnson&Jonhson może i dostarczyłby nam kocyk, otulił nim i poczekał aż zaśniemy, ale tylko po to, żeby wynieść nam z chaty wszystkie nasze kosztowności, przy okazji tylko nie podrzynając nam gardeł. Bo czego innego spodziewać się po firmie, która nie czuje żadnego zażenowania, robiąc ludzi w chuja od urodzenia.


„No more tears”? Raczej „Takiego wała!”

Poza uświadamianiem niemowlętom od pierwszych dni życia, że świat to miejsce, w którym każdy próbuje wydymać każdego w każdej sekundzie, Johnson&Johnson nieustannie pracuje nad eliminowaniem swojej grupy docelowej i trwaniem przy skądinąd znajomym stanowisku „co wy gadacie, wszystko jest w porządku”. „Wszystko jest w porządku” tym razem dotyczy zasypki dla niemowląt – stosowanego również przez kobiety flagowego produktu firmy, który stał się przedmiotem ostrego sporu i tysięcy pozwów na setki milionów dolarów. Firmie zarzucono stosowanie w zasypce zawierającego azbest talku i – niespodzianka – ukrywanie tego faktu. W amerykańskich sądach na swoją kolej czekają tysiące pozwów od kobiet, które twierdzą, że w wyniku wieloletniego stosowania pudru nabawiły się raka jajnika.

Z dokumentacji procesowej wynika, że Johnson&Johnson miał już w pierwszej połowie lat 70. dowiedzieć się, że wydobywany w jednej z amerykańskich odkrywek talk zawiera włókna azbestu, którego szkodliwość zaczęto wykazywać już na początku XIX wieku. Talk to minerał, który sam w sobie jest bezpieczny, jednak złoża talku często sąsiadują ze złożami azbestu, w związku z czym oba minerały mogą przenikać się nawzajem. Według zgromadzonych dowodów – firmowych notatek – jedna z osób zarządzających odkrywką w stanie Vermont miała nawet wydać w maju 1974 roku zalecenie o stosowaniu środków chemicznych do neutralizacji azbestu w wydobywanym talku. Ponadto Johnson&Johnson przekonał właścicieli odkrywki we włoskim Val Chisone, z której również pozyskiwał talk do pudru, do wycofania z obiegu anglojęzycznych ulotek ostrzegających o zawartości azbestu w wydobywanym talku. Firma oczywiście zaprzecza i twierdzi, że dzięki ścisłemu procesowi kontroli jej produkty nie zawierają i nigdy nie zawierały azbestu. Zapewnieniom firmy nie dają wiary amerykańskie sądy, które w zaledwie kilku rozstrzygniętych już procesach przyznały setki milionów dolarów poszkodowanym kobietom. Rekordowe 417 milionów otrzymała w 2017 roku jedna z mieszkanek Kalifornii. Ale wszystko jest w porządku.

UBW ma stronę na Facebooku, gdzie czasem udziela się w chwilach między ratowaniem pand i rozbrajaniem min morskich.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15

Oglądany: 135048x | Komentarzy: 152 | Okejek: 339 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.03

22.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało