Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu - najdziwniej przetłumaczone tytuły zagranicznych hitów

82 396  
80   77  
Wszyscy pamiętamy „Dirty Dancing” przetłumaczony jako „Wirujący Seks”. Nieudolnych polskich wersji tytułów kinowych przebojów było zresztą znacznie więcej – wystarczy wymienić chociażby „Szklaną Pułapkę” („Die Hard”) czy „Podziemny Krąg” („Fight Club”). Tłumacze nie chcą jednak uczyć się na błędach swoich poprzedników – nadal masakrują tytuły kolejnych zagranicznych hitów.



Postanowiliśmy zastanowić się nad nowymi, bardziej oddającymi charakter oryginału, wersjami dziwnie przełożonych filmowych hitów, które premierę miały w relatywnie niedawnym czasie. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że czasami nie da się dosłownie przetłumaczyć tytułu (pozdro angliści), ale równie z drugiej strony ryzykowne – szczególnie dla dystrybutorów dbających o frekwencję w kinach – jest niewplatanie mocnych słów-kluczy mówiących co nieco o fabule filmu w jego nazwę, co zawsze przyciąga dodatkowych potencjalnych widzów.

Agent i pół (Central intelligence) [2016]

W przypadku filmu Rawsona Marshalla Thurbera dosłowne tłumaczenie byłoby banalnie proste, a zarazem trafne. Proponowana przez nas „Centralna inteligencja” może nie brzmi jak tytuł typowej komedii z The Rockiem, z drugiej strony „Agent i pół” to ogromne pójście na łatwiznę i oparcie się wyłącznie na stereotypie fabularnym. Połówek w tytułach zresztą było już całkiem sporo – wystarczy wymienić „Dziewięć 1/2 tygodnia”, „Osiem i pół” czy nawet serialowe „Dwóch i pół”. No chyba, że mówimy o bohaterach gustujących w półlitrowych flaszkach...

Barry Seal: Król przemytu (American Made) [2017]



Filmów zaczynających się od słowa „amerykański” mieliśmy mnóstwo: kto nie kojarzy „American Hustle”, „American Gangster”, „American Assasin” czy „American Ninja”? Nic zatem dziwnego, że w przypadku produkcji Douga Limana postanowiono nieco pokombinować przy tytule. Historia zagranego przez Toma Cruise'a pracującego dla CIA pilota, który zaczyna rozwijać karierę przemytnika dragów i staje się „Królem przemytu”, mogłaby – nieco tajemniczo – nazywać się „Rodem z Ameryki”. Oryginalny tytuł może kojarzyć się z pochodzącą z 1993 roku komedią „Made in America” z Whoopi Goldberg, dlatego powstrzymalibyśmy się od przełożenia go jako „Wyprodukowane w Ameryce” – niemalże bliźniaczy tytuł miał zresztą serial o O.J. Simpsonie.

Bodyguard Zawodowiec (The Hitman's Bodyguard) [2017]

Ryan Reynolds, Samuel L. Jackson, Gary Oldman, Salma Hayek – aktorzy grający w najnowszej produkcji Patricka Hughesa to gwarancja jakości. Niestety, nie można tego powiedzieć o translacji tytułu: konglomerat „Bodyguarda” z Kevinem Costnerem i Whitney Houston i „Leona Zawodowca” z Jeanem Reno i Natalie Portman z pewnością miał na celu zachęcenie do odwiedzenia kina przez miłośników tych dwóch klasyków z lat dziewięćdziesiątych. „Ochroniarz płatnego zabójcy” brzmiałoby jednak znacznie mniej pretensjonalnie i skrótowo dotknęłoby fabuły tego obrazu.

Boska Florence (Florence Foster Jenkins) [2016]

Nie ma to jak do tytułu będącego nazwiskiem zagranej przez Meryl Streep najgorszej śpiewaczki operowej wszech czasów dodać ironiczne określenie „boska” – w ten sposób z pewnością więcej osób domyśli się, że to żart (ironia mode off). A można było inteligentnie puścić oko do polskiego widza i zaproponować chociażby „Florence śpiewa”. Wystarczy już tej boskości w tytułach – mieliśmy przecież między innymi „Boskiego żigolo”, „Boski porządek” i „Boski chillout”.

Do utraty sił (Southpaw) [2015]



Southpaw jest pozycją bokserską przyjmowaną przez leworęcznych pięściarzy. W tym przypadku dopisywanie czegokolwiek do identycznie brzmiącego tytułu filmu, którego reżyserem jest Antoine Fuqua, to niewiele wnosząca nadinterpretacja. Grany przez Jake'a Gyllenhaala Billy „The Great” Hope – boleśnie doświadczony przez życie sportowiec – po morderstwie żony i odebraniu mu opieki nad córką stara się wrócić do rzeczywistości. Dlatego skupienie się wyłącznie na postaci głównego bohatera i użycie tłumaczenia „Mańkut” (ewentualnie „Leworęczny” – „Lewa Ręka” zbyt kojarzyłaby się ze znaną oscarową produkcją z Danielem Day-Lewisem) podkreśliłoby indywidualizm jego walki, tak charakterystycznej przecież dla boksu, i byłaby usankcjonowana w kontekście najważniejszej filmowej walki Billy'ego.

Dziewczyna z portretu (The Danish Girl) [2015]

Eddie Redmayne w filmie Toma Hoopera zagrał Lili Elbę, jedną z pierwszych znanych transseksualistek, a tytułowy „Portret” został wykorzystany przez tłumacza z prostego powodu – pochodząca z duńskiego Vejle Lili była malarką. Co by zatem szkodziło, żeby oryginalną wersję przetłumaczyć dosłownie jako „Dziewczynę z Danii”? Młoda przedstawicielka płci pięknej to zresztą bardzo popularny kinowy schemat – wystarczy przypomnieć sobie „Dziewczynę z perłą”, „Dziewczynę z pociągu” czy „Dziewczyna z książek”.

Gra o wszystko (Molly's Game) [2016]

Niezwykle wciągająca „Gra o wszystko” (świetna rola Jessiki Chastain) w dosłownym tłumaczeniu brzmiałaby „Gra Molly”. Może to jednak kojarzyć się z niezbyt fortunnie brzmiącym „gramoleniem”, dlatego „Poker u Molly” byłby znacznie lepszym rozwiązaniem. Idąc tokiem rozumowania tłumacza, spopularyzowana przez Nirvanę piosenka The Vaselines „Molly's Lips” w polskiej wersji powinna nazywać się „Usta o wszystko”. Co ciekawe, pochodzący również z 2017 roku film zatytułowany „Gerald's Game” został przełożony literalnie jako „Gra Geralda”.

Londyn w ogniu (London has fallen) [2016]



„Helikopter w ogniu”, „Człowiek w ogniu”, „Świat w płomieniach” – „podpalonych” na siłę tłumaczeń tytułów mieliśmy w ostatnich latach aż nadto. A skoro w 2013 roku premierę miał „Olimp w ogniu”, to jego sequel nie mógł nazywać się inaczej. A szkoda, bo tytuł „Londyn upadł” brzmiałby naprawdę mocno i lepiej oddawałby charakter przeboju w gwiazdorskiej obsadzie (Morgan Freeman, Aaron Eckhart, Gerard Butler). Po raz kolejny jednak tłumacze, idąc na łatwiznę, skorzystali z banalnej kalki językowej.

Nowy początek (Arrival) [2016]

Co wspólnego ma polski tytuł filmu z „Przybyciem”, bo tak właśnie przetłumaczylibyśmy „Arrival”? Oczywiście nic, ale translatorzy w typowy dla siebie sposób w dwóch słowach upchnęli treść filmu oraz elementy jego zakończenia. Co ciekawsze, żaden z dotychczasowych filmów w historii polskiego kina nie został przetłumaczony właśnie jako „Przybycie” . Nic zatem nie stało na przeszkodzie, żeby użyć właśnie tego słowa.

Rekiny wojny (War dogs) [2016]

Po raz kolejny tłumacze postanowili pobawić się tytułem – tym razem pomieszali zwierzaki i oryginalne psy zastąpili... rekinami. Co prawda klasyczne „Psy Wojny” powstały już w 1980 roku, jednak w historii kina mieliśmy już przecież sporo małych powtórek z rozrywki (jak chociażby „Teoria Wszystkiego” czy „Furia”). Tyle dobrego, że klasyczny obraz Tarantino nie jest znany w Polsce jako „Wściekłe rekiny”...

Śmierć nadejdzie dziś (Happy Death Day) [2017]



„Szczęśliwego Dnia Śmierci” – aż chciałoby się zakrzyknąć po zobaczeniu oryginalnego tytułu horroru Christophera Landona. Skojarzenia z bondowskim „Śmierć nadejdzie jutro” (swoją drogą, do translacji „Die another day” też można się przyczepić) są tu bardziej niż oczywiste. Sam torcik na filmowym plakacie sugeruje natomiast wyjątkowy dzień – a chodzi o dzień śmierci głównej bohaterki granej przez Jessicę Rothe – dlatego takie specyficzne życzenia znacznie lepiej oddałyby klimat tej produkcji niż oczywista sugestia w tytule.

Oglądany: 82396x | Komentarzy: 77 | Okejek: 80 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało