Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Znasz to uczucie, kiedy jakaś żenująca melodie utknie ci w głowie? Oto skąd się to bierze

43 595  
77   60  
De-spa-citooo!♫ Dość, mózgu przestań! Mimo że radio jest wyłączone, a ja sam usiłuję skupić się na lekturze arcyciekawej książki, to odtwarzacz w mojej głowie postanowił zapętlić się na emisji jednego kawałka. I to takiego, którego szczerze nie znoszę!


Walenie czachą o ścianę, czyszczenie uszu sękatymi badylami czy nawet terapia wściekłym grindcorem nie pomaga. Im bardziej chcę się tego intruza pozbyć, tym bardziej słyszę znienawidzone dźwięki.

Pocieszające jest to, że głosy pod moją kopułą to nie oznaka rozwijającej się schizofrenii, tylko często spotykany fenomen, którym całkiem poważnie zajmują się badacze z różnych stron świata. „Despacito” w mojej głowie to typowy przykład tzw. syndromu zablokowanej piosenki, inaczej też określanej mianem „usznego robaka” („earworm”), czy bardziej kolokwialnie – skurwiałej, szaletowej kompozycji ryjącej banię. Jeśli wierzyć badaniom, stan ten jest doskonale znany 98% ludzkiej populacji. Na szczęście babeczki mają gorzej – one są ponoć bardziej podatne na to cholerstwo i ciężej im powstrzymać irytację z powodu dudniącej pod czerepem muzyki.



Jak swędzenie bąbla po ataku rozjuszonego komara

Co sprawia, że jakiś gówniany kawałek utkwi człowiekowi w głowie i nie chce jej opuścić mimo naszych najszczerszych chęci? I czemu większość tych kompozycji to autentyczne gnioty, które w normalnych warunkach zmusiłyby nas do szybkiego wyłączenia radia? Badacze zajmujący się tym tematem często porównują tego intruza do ukąszenia komara. To nic przyjemnego, prawda? I do tego zostaje bąbel, który swędzi i sprawia, że nie możemy się powstrzymać przed podrapaniem go. To pragnienie jest silniejsze od nas. De-spa-cito!♫ Mózg z zapałem iska się jak zapchlony pies, wierząc, że w ten sposób pozbędzie się irytującego swędzenia, a my dostajemy coraz większego zajoba.



Wiń za to radio

Proste dźwięki i łatwe refreny, które w ciągu trzech minut trwania kompozycji powtarzają się przynajmniej kilka razy – po przeanalizowaniu wszystkich hitów okupujących światowe listy przebojów między rokiem 1958 a 2012, badacze doszli do wniosku: to właśnie najczęściej tylko te dwie cechy sprawiają, że dany utwór trafia na listę radiowego top 10. A co to oznacza? Ano to, że taki hicior katowany będzie non stop przez najbliższe tygodnie. Połączenie prostackich refrenów i nieskomplikowanych melodii z częstotliwością emisji takiej kompozycji to najlepszy sposób na to, aby glista wwierciła nam się w ucho, zalęgła się w mózgu i napierdzielała tam dzikie parapetówki po ciszy nocnej.



Masz dziecko? Jeśli tak, to doskonale zdajesz sobie sprawę, że ulubione piosenki, które twoja pociecha tak namiętnie słucha to narkotyk silniejszy niż najwyższej próby heroina.
Ej, młody. Może już wystarczy tego słuchania „My jesteśmy krasnoludki”? Klik! Wyłączyłeś odtwarzanie, a te małe skurwiele, z całą krasoludkową orkiestrą, kontynuują koncert pod twoją przyłbicą. Nie-spo-dzianka ♫.

Zapętlone utwory mają dużo wspólnego z twoim nastrojem i wspomnieniami

Sprawa jednak nie zawsze jest taka prosta – zdarza się, że czynnikiem odpowiedzialnym za dźwięki w naszych głowach jest nasz nastrój. Podobno szczególnie często osoby z tendencją do stanów melancholijnych katują się muzyką, którą serwuje im mózg. To co, smutasie? Może jeszcze raz „Everybody hurts” na poprawienie nastroju?



Jest jeszcze coś. To wrażenie, że doświadczenie jednego zmysłu sprawia, że wręcz namacalnie czujemy działanie innych. Zapach świeżo upieczonych pączków kojarzy ci się z widokiem wielobarwnego pawia, którego puściłeś chwilę po ich zjedzeniu? A może widok trabanta powoduje, że w uszach dudni ci charakterystyczny dźwięk jego silnika, a nozdrza są w stanie wychwycić nutkę zapachu sino-szarego dymu zasnuwającego pół osiedla, gdy twoja babcia odpalała swoją maszynę na zimnie?
Z kompozycjami muzycznymi jest bardzo podobnie. Wygląda na to, że w naszych mózgach mamy całkiem pokaźną bibliotekę doskonale skatalogowanych utworów przypisanych do konkretnych sytuacji i miejsc. Możemy nawet o tym nie wiedzieć i przekonać się, że np. powrót do miejsca, w którym prawie trzy dekady temu spędzaliśmy wakacje z rodzicami sprawi, że szafa grająca w naszych głowach zaserwuje nam „Come on baby, do the Loco-motion...”. Tak ze dwadzieścia razy dziennie przez najbliższy tydzień.

Niewolnik rytmu

Nie słyszę „Despacito”, nie słyszę „Despacito”! A im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było…
Taka praca nad sobą nie sprawi, że mózg da sobie spokój i oszczędzi nam cierpień. Wręcz przeciwnie. Kiedy już raz robak wpełznie nam do ucha, pozbycie się tego pasożyta będzie wyjątkowo trudnym wyzwaniem. Taka broń doskonała, prawda? W 1943 roku amerykański autor powieści SF Alfred Kuttner napisał opowiadanie pt. „Nothing but Gingerbread Left”, w którym to pojawia się specjalnie zaprojektowana kompozycja mająca na celu namieszanie w głowach Niemców. Wynalazek sprawdza się znakomicie – w kulminacyjnym momencie przemawiający do tłumów Adolf Hitler nie jest w stanie kontynuować swojego monologu, bo w jego nazistowskim łbie kotłuje się wspomniana piosenka.



Czy można się jakoś pozbyć tego cholerstwa? Według badaczy fenomenu usznego robaka jedynym rozwiązaniem jest zaangażowanie mózgu w jakąś absorbującą czynność. Można na przykład kupić sobie puzzle złożone z 20 tysięcy elementów, poświęcić się sudoku czy chociażby origami. Jeśli to nie pomoże, to chyba najlepiej strzelić sobie w łeb. I-to-szybko ♫.



Bojownik @MlodyGenialny (dzięki!) dorzucił w komentarzach jedno z naukowych wyjaśnień problemu pt. "Jaka muzyka wpada nam w ucho / jaka muzyka się nam podoba". Garść neurofizjologii oraz teorii muzyki.

Ludzki mózg wszędzie doszukuje się znanych wzorców. Na podstawie całej zasłyszanej w życiu muzyki wytwarza również wzorzec "idealnego utworu". Nawet nie utworu jako całości ale pojedynczych fraz, tzn. melodii i harmonii. W sytuacji kiedy słuchamy nowej muzyki mózg wybiega nieco do przodu i antycypuje (bazując na doświadczeniu) jak powinien potoczyć się dalej rytm, melodia czy harmonia (tło akordowe). Jeśli to co mózg dostaje na ucho zgadza się z przewidywaniem zostajemy nagrodzeni przez układ limbiczny (konkretnie jądro półleżące odpowiedzialne za odczuwanie przyjemnosci).

W muzyce europejskiej istnieją pewne kanony. Np. najbardziej typowa progresja (nastepstwo) akordów ma formę I-IV-V-I gdzie cyfry rzymskie oznaczają stopnie (dźwięki) konkretnej gamy. Dla gamy C-dur (do-re-mi itd w notacji muzycznej są to dźwięki C (pierwszy stopień I)-D-E-F(subdominanta IV)-G(dominanta V)-A-B-C) mamy progresje akordów C-dur (I) po nim F-dur (IV) i G-dur (V bo to piąty dźwięk gamy C-dur). I taki układ akordów mózg zna i rozpoznaje jako ładny, wpadajacy w ucho. Podobnie jest z melodią. W muzyce europejskiej gama składa się z dźwięków akordowych (dla powyższego przykładu mamy akord C-dur składający się z dźwięków c, e i g) oraz nut zwanych avoid notes. Nuty unikane. Unikane ponieważ ich wspolbrzmienie z akordem jest dysonansowe, brzmi jak fałszowanie. Nie oznacza to że nie można ich używać w melodii (solowce czy wokalu) ale żeby całość brzmiała dobrze musi po takim dźwięku nastąpić nuta akordowa (w naszym przykładzie c, e lub g). A jeśli nie? Wtedy mózg dostaje dane sprzeczne z wzorcem i wywołuje uczucie niepokoju, takie zagrywki brzmią jakby były niedokończone, mózg domaga się zamknięcia frazy dźwiękiem akordowym. Korzysta z tego.... metal. Death i black metal brzmią tak niepokojąco i tajemniczo (taki jest nastrój budowany w tej stylistyce) właśnie dzięki wykorzystaniu dysonansowych interwałów (interwał to różnica w wysokości dźwięków). Np. żeby zbudować nastrój niepokoju wystarczy zaakcentować interwał sekundy małej (1 półton, odległość jednego progu na gitarze) tak robi chciażby behemoth. Wg reguł poprawności w muzyce nie powinno się akcentowac takich nut albo powinny być od razu rozwiązane nutą która współtworzy akord w tle.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 43595x | Komentarzy: 60 | Okejek: 77 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało