Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co się z toba stanie, gdy zaginiesz w kosmosie?

82 799  
269   68  
Wypadki chodzą po ludziach. Z reguły przydarzają się one w najmniej oczekiwanych, błahych momentach. Lecisz sobie spokojnie wahadłowcem i nagle, w wyniku nieszczęśliwego obrotu zdarzeń, zostajesz wyssany z kabiny i rzucony gdzieś w kosmiczną pustkę. Jak pech, to pech – raczej nikt cie chciałby znaleźć się w tak beznadziejnym położeniu.

Klasyczna scena z filmów sci-fi: astronauta odziany w swój ekwipunek wychodzi ze statku, aby dokręcić poluzowaną śrubkę od jakiegoś włazu. Linka zabezpieczająca zostaje jednak uszkodzona, biedak odrywa się od konstrukcji i odlatuje w dal bezwładnie obracając się. Możesz wierzgać nogami czy machać ramionami jak zdesperowane pisklę, które wypadło z gniazda – to i tak nic nie da.



Na szczęście jest jeszcze dla ciebie szansa na to, że jakoś wyjdziesz z tego beznadziejnego położenia. Simplified Aid For EVA Rescue, w skrócie - SAFER to ten bryłowaty bagaż, który mają na sobie astronauci podczas kosmicznych spacerów. Od 1994 roku jest to podstawowy sprzęt pozwalający, w awaryjnej sytuacji powrót do wahadłowca. W praktyce jest to taki mały jet-pack, czyli odrzutowy plecak. Umożliwia on nie tylko na ustabilizowanie pozycji nieszczęśnika, który oderwał się od zabezpieczającej go linki, ale przede wszystkim dzięki niemu można przez 10 do 15 minut manewrować w przestrzeni kosmicznej, więc jeśli stacja czy wahadłowiec nie jest zbyt daleko, to mamy spore szanse na ratunek.



Niestety, te kilkanaście minut, w niektórych sytuacjach może okazać się niewystarczającym czasem, aby dotrzeć do celu. Tlenu powinno ci wystarczyć na jakieś 7,5 godziny bezwładnego dryfowania w przestrzeni kosmicznej. W końcu udusisz się, wcześniej wypiwszy przez słomkę dostępny w twoim skafandrze zapas wody. Pocieszające jest to, że widoczki będziesz miał doprawdy zacne…

Kiedy już umrzesz, bakterie przystąpią do wykonywania swej standardowej roboty. Proces rozkładu twoich zwłok nie będzie trwał zbyt długo, bo bakterie szybko wykorzystają resztki dostępnego w skafandrze tlenu. Są jednak bakterie, które radzą sobie bez tlenu. Zacząłbyś po prostu fermentować...
Istnieje jednak mała szansa, że twoje pozbawione życia ciało wystawione będzie na ciągłe działanie ciepła promieni słonecznych, więc w tych warunkach przy stosunkowo niskiej temperaturze procesy rozkładu zwłok mogą trwać i trwać.

Będziesz sobie tak latał przez całe lata, a może nawet i dłużej. Twój, wystawiony na promieniowanie kosmiczne, skafander w końcu zacznie się rozpadać. Gdy ten zostanie naruszony, gwałtownie uwolni się powietrze, utrzymujące odpowiednie ciśnienie wewnątrz. To doprowadzi do niewielkiej eksplozji, która ostatecznie rozerwie zarówno skafander, jak i niezbyt już świeże zwłoki w jego wnętrzu.



Trochę inaczej twoja przyszłość będzie wyglądała, w przypadku gdybyś znalazł się w przestrzeni kosmicznej bez skafandra. Dajmy na to – odziany będziesz jedynie w bokserki, dziurawe skarpety i stary szlafrok.

O tym, co się z tobą stanie możemy wywnioskować z przeprowadzonych w latach 60. testów na zwierzętach, czy chociażby wypadków w komorach dekompresyjnych. No i nie zapominajmy też o radzieckiej misji kosmicznej Sojuz-11. Wówczas to podczas manewru lądowania, na wysokości ok. 170 kilometrów nad ziemią, w wyniku awarii zaworka wyrównującego ciśnienie wewnątrz lądownika, doszło do nagłej dekompresji. Wszyscy trzej kosmonauci zmarli.



No, dobra. Załóżmy więc, że znalazłeś się w przestrzeni kosmicznej. Bez skafandra. W szlafroku. Przede wszystkim – nie wstrzymuj oddechu. Zginiesz i tak, ale przynajmniej w mniej drastyczny sposób. Jeśli będziesz usiłował na siłę utrzymać zapas tlenu to gwałtownie rozszerzający się gaz momentalnie rozerwie ci płuca. A zatem – pierwszą rzeczą, jaką powinieneś zrobić, gdy znajdziesz się w kosmosie, to wypuścić powietrze, albo pozwolić by próżnia je z ciebie wyssała. W ten sposób podarujesz sobie trochę życia. Dokładnie – nie więcej niż 15 sekund. W tym czasie twój organizm wykorzysta całe zapasy tlenu i odetnie ci zasilanie. Stracisz przytomność. Umrzesz nieco później, ale reszty zdarzeń już nawet nie zarejestrujesz.

Może uda ci się jeszcze doświadczyć gwałtownego parowania skóry i tkanek pod nią. Towarzyszyć temu będzie intensywne pocenie się. Wnętrze twojej jamy ustnej zacznie się gotować, podobnie jak krople potu na twoim ciele.

Tu warto się na moment zatrzymać i powiedzieć skąd wiemy m.in. o wspomnianym „gotowaniu się” śliny w ustach. Otóż w 1966 roku astronauta Jim LeBlanc testował w komorze próżniowej nowy model skafandra, który miał być użyty podczas najbliższych wypraw na Księżyc. Gdy mężczyzna był już wewnątrz komory, zerwał się wąż doprowadzający powietrze. Momentalnie ciśnienie wewnątrz skafandra Jima spadło do 0,007 atmosfery. Zanim po dokładnie 15 sekundach LeBlanc stracił przytomność, udało mu się zarejestrować wrażenie pieniącej się śliny na języku. Po niecałych 30 sekundach od wypadku, astronauta został wyciągnięty z komory. To jedyny przypadek, kiedy człowiek przeżył po przebywaniu w miejscu, gdzie panowała niemal całkowita próżnia!


Wizja śmierci w próżni pokazana w "Pamięci absolutnej" Paula Verhoevena była nieco przesadzona...

Dobra, wróćmy teraz do dryfującego w kosmosie, pozbawionego przytomności (ale nie życia!) ciebie, drogi czytelniku.

Azot rozpuszczony w krwiobiegu zbierze się w postaci małych pęcherzyków w pobliżu powierzchni twojej skóry. Bańki szybko zaczną się rozszerzać, rozciągając cię do granic możliwości. Spuchniesz i zaczniesz przypominać dorodny balon, ale nie pękniesz, bo ludzka skóra jest naprawdę bardzo elastyczna… Na śmierć będziesz musiał jednak jeszcze chwilkę poczekać. Ale już nie tak długo.

Jako że będziesz zupełnie wystawiony na promieniowanie słoneczne, a raczej jest marna szansa, żebyś był akurat pokryty kremem z jakimś hiper-mocarnym filtrem, to twoje ciało błyskawicznie pokryje się paskudnymi poparzeniami.
Po ok. 90 sekundach dojdzie do migotania komór serca i zatrzymania procesów życiowych.



Co stanie się z twoim ciałem? Pewne jest to, że nie ulegnie ono zbyt szybkiemu rozkładowi. Jeśli znajdziesz się akurat w pobliżu jakiejś gwiazdy, a co za tym idzie – temperatura wokół będzie dość wysoka, to najprawdopodobniej zamienisz się w suchy jak pieprz, zwęglony bekon.

W innym wypadku zamarzniesz na amen. Zajmie ci to jakieś 12-26 godzin.
Jeśli warunki będą korzystne, to istnieje szansa, że jako pomarszczona mumia lub skostniały sopel, będziesz podróżować po przestrzeni kosmicznej nawet przez miliony lat! Kto wie? Może kiedyś znajdą cię przedstawiciele jakiejś obcej cywilizacji?



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Oglądany: 82799x | Komentarzy: 68 | Okejek: 269 osób