Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"Wszystko wyrzygałem, możemy kontynuować" - zawód dentysty z nieco innej strony

167 721  
302   67  
Zawsze bałem się dentystów. Traumy nabawiłem się jako sześciolatek, kiedy wąsaty rzeźnik na żywca ciął mi dziąsło; w późniejszych latach kanałówka na żywca i arcybolesne rwanie dolnej szóstki dopełniły dzieła zniszczenia. I choć od tych wydarzeń minęło już sporo czasu, nadal wolę spotykać się z przedstawicielami tej profesji towarzysko – tak jak tym razem.


O plusach i minusach tego (paskudnego) zawodu opowiedziała mi Karolina, która ma trzydzieści lat i na co dzień zagląda w usta rodakom w jednym z wrocławskich centrów stomatologicznych. W jakim stopniu to wdzięczny zawód i czy Polakom śmierdzi z ust?

Karolina: Na początku będę optymistyczna – świadomość stomatologiczna Polaków na przestrzeni ostatnich lat na pewno się zwiększyła. Jesteśmy bombardowani reklamami środków do higieny jamy ustnej – to w sumie dobrze, bo w przeciwieństwie do ogromnej większości idiotycznych spotów nachalnie wbijających się między strzępy programów telewizyjnych te niosą na szczęście pewną wartość edukacyjną.

Zupełnie inaczej wygląda też kwestia uświadamiania dzieci – za moich, nie tak przecież odległych, czasów nikt poza rodzicami specjalnie nie zawracał sobie tym głowy. Mieliśmy co prawda szkolnego dentystę (sadystę), który raz do roku wzywał nieszczęśników na kontrolę, lub – co gorsza – borowanie, jednak wydaje mi się, że żaden rozsądny opiekun nie powinien godzić się na oddawanie pociechy w ręce takich „specjalistów”. Na próżno byłoby też szukać wtedy przeróżnych pogadanek dla uczniów czy sponsorowanych akcji organizowanych na przykład w centrach handlowych. Ostatnio przypadkiem trafiłam też na odcinek Warsaw Shore, gdzie jeden z bohaterów kompulsywnie czyścił zęby przez kilkanaście minut – nawet w takich bzdurach można znaleźć jakąś wartość edukacyjną.


Zaczęłam pozytywnie, to teraz czas przejść do ciemniejszej strony mojego zawodu. Hardkorowe akcje definiują każdego dentystę. Już na studiach można poczuć, nomen omen, zapach przyszłej pracy. Studenci medycyny w ramach praktyk trafiają na SOR, gdzie zdarza się im myć zasranych, zakrwawionych i zapchlonych żuli. Bo medycyna, w tym stomatologia, nie jest dla wrażliwców. Można się do wielu rzeczy przyzwyczaić, ale jeśli mamy problem z akceptacją tego, czego można doświadczyć w bliskim kontakcie z drugim człowiekiem (i to całkiem dosłownie: zgorzel, gnijący oddech, ropa cieknąca z dziąsła – smacznego!), należy się zastanowić czy aby na pewno to droga dla nas.

Polacy najczęściej nadal chodzą do dentysty dopiero, kiedy dzieje się coś naprawdę niedobrego (i najczęściej mocno nieestetycznego – zresztą wszelkie kwestie estetyczne trzeba w tym zawodzie nosić w tylnej kieszeni). Zdarzyło mi się spotkać z sytuacjami, kiedy młodzi ludzie – mniej więcej moi rówieśnicy – nosili już protezę będącą efektem końcowym skrajnego zaniedbania. O dziwo, niektórzy nie widzą problemu w funkcjonowaniu z licznymi brakami w uzębieniu, nie zdając sobie sprawy z tego, że to nie jest wyłącznie problem natury estetycznej. Nadal, niestety, na ulicy można spotkać całkiem sporo „Dziewczyn bez zęba na przedzie”.


Na pewno chcesz wiedzieć, czy ktoś próbował podrywać mnie w pracy. Cóż, fetysz to fetysz, nie ma co dyskutować o preferencjach, ale w większości przypadków – no wybacz... sytuacja nie nastraja. Pacjent zazwyczaj czuje na fotelu stres, strach, ból lub wstyd (a najczęściej wszystko naraz) – stomatologia leży daleko od dreszczyku emocji rodem z sesji BDSM. Bardzo cenię sobie profesjonalizm, dlatego jeśli już trafi mi się jakiś odważny, posyłam mu spojrzenie bazyliszka i chęć do flirtu mija. Mówiąc z przymrużeniem oka – żaden z pacjentów za tyłek mnie nigdy nie złapał, nawet nie próbował.

Najosobliwsze numery z jakimi się spotkałam to chęć wynajęcia gabinetu na godziny – raz ktoś chciał nakręcić pornosa, a raz namalować akt z modelką na fotelu – oczywiście odmówiłam; dziwnie czułabym się w pracy ze świadomością, że moje narzędzie pracy mogło służyć jako castingowa kanapa. Kiedyś przytrafił mi się pacjent z masakrycznym odruchem wymiotnym – w końcu, jak było do przewidzenia, zarzygał siebie, personel i wszystko dookoła (mi też się oberwało). Kiedy wrócił z łazienki powiedział z rozbrajającym uśmiechem na twarzy: „dobra, już wszystko chyba wyrzygałem, możemy kontynuować”. Zdarza się, że ktoś mniej odporny na ból rzuci spontaniczną kurwą, puści gazy, przytrafiały się też omdlenia – cóż, człowiekiem (a raczej dentystą) jestem, więc nic co ludzkie...

To teraz obowiązkowe słowo o profilaktyce – ogromna dostępność i różnorodność (również cenowa) produktów do higieny jamy ustnej sprawiają, że dbanie o zęby w zaciszu domowym przestało być, górnolotnie mówiąc, luksusem dla wybranych. Niestety, wprost proporcjonalnie do wzrostu świadomości społeczeństwa można zaobserwować wzrost zapadalności na choroby jamy ustnej – a przynajmniej tej ich części, która bezpośrednio związana jest z narażeniem na czynniki pochodzenia cywilizacyjnego. Czyli, w dużym skrócie, małolaci opychają się kebabami, opijają colą, a wszystko podbijają słodyczami często zapominając o podstawowej higienie – przy takiej diecie i nawykach trudno uniknąć próchnicy.

Zaglądając w usta dzisiejszych nastolatków trudno dochodzić do optymistycznych wniosków – ich zęby są w o wiele gorszym stanie niż chociażby moich rówieśników. Choć to też nie jest zasada obowiązująca wszystkich – dorośli też dość niefrasobliwie sięgają do cukrów, a potem świecą uzębieniem w stylu późnego Kononowicza. Plusem coraz bardziej wszechobecnego kultu ciała i młodości jest trend na zdrowy tryb życia i zadbany wygląd – coraz mniej jest osób niezdających sobie faktu ze sprawy, że uśmiech to nasza wizytówka.


Cały czas pokutuje mit, że dentysta boli. I rzeczywiście, czasami nawet fachowa wiedza i umiejętności nic nie dadzą i trzeba swoje odcierpieć. Ze swojej perspektywy traumatycznie wspominam rwanie zęba sprzed kilku lat, kiedy znieczulenie w ogóle mi nie pomogło – jak widać, czasami i dentysta musi swoje odcierpieć na fotelu. Ale myślę, że w ogromnej większości przypadków wszelkie zabiegi można przeprowadzić bezboleśnie. Nie twierdzę, że są one przyjemne, ale najczęściej nie powodują bólu, który powinien zniechęcić do wizyty u stomatologa, choć są sytuacje, kiedy znieczulenie nie działa prawidłowo – jak chociażby ogólny stan zdrowia pacjenta, nietypowa anatomia, przyjmowane leki, spożycie alkoholu czy silny stan zapalny.

Ludzie boją się dentysty, w większości przypadków jest to strach nieuzasadniony, mało tego, podyktowany niejednokrotnie cudzymi doświadczeniami. Często strach ma podłoże w przeszłości, kiedy to pacjent trafił do dentysty w szczególnym momencie – skrajnego zaniedbania, którego efektem jest cierpienie i umieranie na fotelu. Brzmi to jak totalny farmazon, ale taka jest prawda.


Bycie dentystą to nie tylko całkiem nieźle płatna praca – to swojego rodzaju misja. To po prostu trzeba lubić. Choć pewnie komuś może się wydawać, że nie można czerpać żadnej satysfakcji z ekstrakcji. Zdziwię was – można.
11

Oglądany: 167721x | Komentarzy: 67 | Okejek: 302 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało