Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piosenki na Boże Narodzenie, których (prawdopodobnie) nie znacie

36 883  
57   55  
W trakcie okresu bożonarodzeniowego nie da się nie dostać po uszach wszechobecnym „Last Christmas” – to chyba najbardziej męczona świąteczna piosenka, która coraz częściej zaczyna atakować nawet już w listopadzie.


Końcówka grudnia zresztą kojarzy się najczęściej z oczywistym zestawem zgranej muzyki: Bracia Golec i Krzysztof Krawczyk kolędujący w telewizji, „Jest Taki Dzień” Czerwonych Gitar, „All I Want For Christmas” Mariah Carey, Arka Noego śpiewająca „Świeć, gwiazdeczko, świeć” – a wszystko to spięte klamrą „Jingle Bells”.

Świąteczny nastrój to jedno, ale coroczna tradycja odkurzania dokładnie tego samego dla jednych może mieć nieodparty urok, dla innych natomiast jest zwyczajnie męcząca. Ci wszyscy, którzy pomiędzy barszczem, karpiem i pierogami chcieliby posłuchać czegoś nieco innego, niż wymienionych wcześniej evergreenów (lub kolejnej wersji „Cichej Nocy” i „Dzisiaj W Betlejem”) mają jednak całkiem szerokie pole manewru. Prezentujemy nieoczywistą alternatywę dla kolęd – niezakatowane przez radio i telewizję piosenki mające w sobie bożonarodzeniowego (choć przedstawionego w nieco inny od ogólnie przyjętego sposób) ducha.

The Pogues feat. Kirsty MacColl - „Fairytale Of New York”


Na pierwszy ogień (albo raczej na pierwszą gwiazdkę) idzie najbardziej znany utwór z tego zestawienia, który w Wielkiej Brytanii stał się najczęściej graną piosenką świąteczną w XXI wieku[1]. Wydana w 1987 roku kooperacja pomiędzy The Pogues i Kirsty MacColl to jednak historia daleka od cukierkowych opowieści bożonarodzeniowych – w tekście padają takie słowa jak pedał, stara naćpana dziwka czy śmieć – Radio BBC ocenzurowało nawet te mało wigilijne słowa.

Życie wokalistów nie przypominało też świątecznej sielanki – Kirsty zginęła w wyniku abstrakcyjnie nieszczęśliwego wypadku (została potrącona przez motorówkę podczas ratowania swojego syna – sytuacja, o ironio, miała miejsce na tydzień przed świętami), Shane MacGowan (który urodziny obchodzi w Boże Narodzenie) natomiast przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków – muzyk poskładał swoje życie do kupy, jednak ze względu na przyjęte używki w wieku 60 lat wygląda na sporo więcej. Niektóre komentarze na YouTube (Kto słucha we wrześniu?) dobitnie udowadniają, że to uniwersalny numer, który broni się nie tylko w otoczeniu mrugających światełek i prezentów. Ciekawostka – w roli policjanta w teledysku wystąpił znany amerykański aktor Matt Dilon.

Dropkick Murphys – „The Season's Upon Us”


Jedni z najbardziej znanych przedstawicieli amerykańskiego celtyckiego punka udowodnili, że można napisać wesołą i jednocześnie ironiczną piosenkę świąteczną, zachowując przy tym punkowego ducha. Opowieść o dużej, szalonej rodzinie wywołuje banana na twarzy nie mniej, niż wymarzone prezenty pod choinką. Wszyscy, którzy wzdrygają się na myśl o kolejnej świątecznej wizycie nielubianej ciotki, nie znoszących sprzeciwu mądrościach przepitego wujka czy siejących destrukcję w całym domu siostrzeńcach z pewnością znajdą w „The Season's Upon Us” wiele analogii ze swoimi krewnymi.

Wokalista Ken Casey przekornie śpiewa o swojej radości z faktu, że Boże Narodzenie jest tylko raz do roku i przyznaje, że w świątecznym czasie wolałby być samotny, zrozpaczony i załamany. Utwór Dropkick Murphys to lekarstwo na sztucznie komercyjne i cukierkowe przedstawianie tego okresu – w tekście pojawiają się jemioła, wianki i lampki na choince, ale też intrygi i chaos. To bardzo typowe – nie tylko dla pojawiającej się w teledysku wielopokoleniowej irlandzkiej rodziny.

Kevin Bloody Wilson – „Ho Ho Fucking Ho”


Ta specyficzna „kolęda” od lat błędnie przypisywana jest Monty Pythonowi ze względu na bardzo podobną barwę wokalu Wilsona oraz Erica Idle'a. Wszyscy, którzy mają dość już klimatu bożonarodzeniowego, mogą podczas lepienia pierogów i uszek podśpiewywać pod nosem razem z Kevinem na melodię „Jingle Bells” Wsadź sobie w dupę tę święta.

Piosenka opowiedziana jest z perspektywy współpracowników Świętego Mikołaja – jego żony, Rudolfa Czerwononosego Renifera oraz elfów. To jednak wersja historii zupełnie inna niż ta, która obowiązuje wśród wieszających lampki w niecierpliwym oczekiwaniu na prezenty. Jowialny grubasek w czerwonym stroju przedstawiony jest jako tyran nazywany małą grubą pizdą, pierdolonym pedofilem i starym pijakiem, a warunki pracy w jego mroźnej fabryce urągają wszelkim standardom BHP.

Podczas słuchania „Ho Ho Fucking Ho” do głowy przychodzą oczywiste skojarzenia z serialem „American Dad!”, w którym Święty Mikołaj okazuje się być żądnym krwi i zemsty antagonistą. Piosenka pochodzi z prześmiewczej płyty „Kev's Kristmas Album”, która już samą okładką oddaje specyficzny stosunek Wilsona do Bożego Narodzenia.



Ramones - „Merry Christmas (I Don't Want To Fight Tonight)”


Ramones wrócili do współczesnej popkultury bocznymi drzwiami – ich logo wygląda na tyle fajnie, że stało się komercyjnym logotypem na miarę trzech pasków Adidasa czy łyżwy Nike. Niestety, nie wszyscy właściciele ich koszulek zdają sobie sprawę, że noszą t-shirt naprawdę przyjemnego, klasycznego już, punkowego zespołu. W przeciwieństwie do Sex Pistols czy The Clash Ramones znacznie częściej pisali wesołe piosenki – jak chociażby „I Wanna Be Your Boyfriend” czy „California Sun”. Niezwykle pozytywnie brzmi też pochodzący z płyty „Brain Drain” numer zatytułowany „Merry Christmas (I Dont Want To Fight Tonight)”, który wyśmiewa oparte głównie na kłótniach relacje, wracające w obliczu Bożego Narodzenia choć na chwilę do normy.

Podczas nerwowych przygotowań do Wigilii, świątecznych zakupów czy hurtowego gotowania łatwo zmienić się w przerysowaną parkę przedstawioną w teledysku. Sam tekst jest jednak na tyle prosty i przyzwoity, że śmiało można uczyć go na lekcjach angielskiego w podstawówce. Warto zapoznać się też z funkującym coverem tego utworu, który pojawił się na (niestety totalnie nieznanej) debiutanckiej płycie Blendersów – „Kaszëbë”.

Blink 182 – „I Won't Be Home For Christmas”


Kolejny wesoły, melodyjnie punkowy numer dotyczący Bożego Narodzenia. W przeciwieństwie do Ramonesów, panowie z Blink 182 przedstawili nieco bardziej zdystansowane podejście do tego magicznego (jednak nie dla wszystkich) czasu – bo chyba każdy miał ochotę uciec kiedyś z domu w trakcie przedświątecznej gorączki zakupów i przygotowań.

Główny bohater utworu, zdenerwowany obowiązkowym bycie miłym dla ludzi, których nie trawi, apeluje: zostawcie prezenty, a potem zostawcie mnie w spokoju. W końcu jednak decyduje się na radykalne kroki, ganiając z kijem baseballowym kolędników nazwanych pomocnikami szatana. Historia kończy się jednak dla niego nie najlepiej – zostaje zawinięty przez policję, a następnie sam staje się w areszcie prezentem świątecznym dla jednego z współwięźniów. To już chyba lepiej zagryźć zęby i przemęczyć się w bożonarodzeniowym duchu przez tych kilka dni w roku...

Pomimo niepoważnego wydźwięku „I Won't Be Home For Christmas”, Blink 182 chyba lubią tradycyjne gadżety związane z Bożym Narodzeniem – wypuścili nawet specjalną linię okazjonalnych swetrów.



Big Cyc – „Idą Święta”


Niewesoły świąteczny obraz wyłania się z piosenki pochodzącej z albumu „Świat Według Kiepskich”. To stereotypowy, jednak na wielu płaszczyznach prawdziwy, opis bożonarodzeniowego konsumpcjonizmu corocznie ogarniającego w grudniu miliony rodaków. Krzysztof Skiba w tekście postawił na kontrasty: wigilijny nastrój zestawił z samobójstwem syna sąsiadów, a świecąca gwiazdka i prószący śnieżek (koniecznie ze zdrobnieniem) pojawiają się tuż obok zachlanego, nie będącego nawet w stanie zabić karpia, taty dorabiającego jako Święty Mikołaj.

Big Cyc po raz kolejny wziął na cel hipokryzję Polaków – w tym samym czasie, kiedy z kompaktów lecą kolędy, a babcie zajmują się pieczeniem ciast, w drugim pokoju pije się wódkę i je szynkę. Nawet jeśli po przesłuchaniu „Idą Święta” sielankowy nastrój pryska, to warto dla zachowania proporcji i zdrowego rozsądku przynajmniej raz podczas Bożego Narodzenia włączyć tę piosenkę.

Dzicy Kolędnicy - „Cicha Noc”



Autorskie, dość radykalne dźwiękowo, wersje klasycznych kolęd to najświeższy projekt Michała Jelonka, na co dzień skrzypka grupy Hunter. Muzyk zebrał kilku dobrych znajomych (pojawili się między innymi koledzy z kapeli – Drak, Daray i Pit czy Zenek Kupatasa z zespołu Kabanos) i zagrał doskonale znane wszystkim melodie w zupełnie innym anturażu.

A po co kolejne metalowe covery kolędowe? Najlepiej oddać głos samemu Jelonkowi, który tłumaczy okoliczności powstania tego projektu: Co najważniejsze, celem tej akcji jest zebranie kaski dla dzieciaków z domu dziecka na prezenty świąteczne. Kolędy będą wrzucone do sieci i będzie je można, za symboliczną opłatą, ściągnąć z netu, a za cały zysk nakupimy wory zabawek, słodyczy i innych fruktów i z tymi worami odwiedzimy bidula. Będą to prezenty od Was i od nas. Zatem, proszę – wspierajcie! Warto zatem dołączyć się do inicjatywy Jelonka – choćby dlatego, żeby zobaczyć minę swojej babci podczas odtwarzania „Cichej Nocy” w wersji Angel Growl podczas kolacji wigilijnej.

[1] https://www.telegraph.co.uk/music/what-to-listen-to/fairytale-of-new-york-is-the-true-sound-of-christmas0/
7

Oglądany: 36883x | Komentarzy: 55 | Okejek: 57 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.12

13.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało