Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Sprawdzamy, czy to, co czytamy w Ewangeliach o narodzinach Jezusa to sama prawda czy wymyślone bajeczki

53 883  
327   100  
Już tuż-tuż kolejny raz podzielimy się opłatkiem, zasiądziemy przy wigilijnym stole, podyskutujemy w rodzinnym gronie o sytuacji politycznej w kraju, wsadzimy krawat do barszczu i zauważymy, że prezent, na który wydaliśmy pół pensji nie przypadł komuś do gustu lub popsuł się tuż po pierwszych dziesięciu minutach zabawy.



Z tej radosnej okazji warto więc przyjrzeć się nieco bliżej wydarzeniu, które przyjdzie nam celebrować, mimo że przecież każdy doskonale wie co i dlaczego tak naprawdę świętujemy.

Ale czy na pewno…?

W wielu domach (także w tym, w którym i ja spędzam święta) przed podzieleniem się opłatkiem odczytywany jest fragment Pisma Świętego odnoszący się do narodzin Jezusa. Jest to na tyle nieskomplikowana i rozpowszechniona historia, że chyba każdy ją lepiej lub gorzej zna. Oto brzemienna Maryja wyruszyła z rodzinnego Nazaretu w drogę wraz ze swym mężem, aby w Betlejem móc się poddać spisowi ludności zorganizowanemu przez Rzymian. Niestety w miasteczku nie było już dla nich miejsca w gospodzie, więc małżeństwo zmuszone było nocować w stajence. Tuż po narodzinach gwiazda przyprowadziła trzech mędrców, a zły Herod nakazał zorganizować rzeź niewiniątek, aby usunąć potencjalne niebezpieczeństwo ze strony nowo narodzonego „króla”.

Tak to wygląda w dość dużym skrócie. Przyjrzyjmy się jednak bliżej tekstom źródłowym i temu, co na ten temat mają do powiedzenia historycy.

W Ewangelii (jednej Ewangelii rozbitej na cztery wersje) mamy dwa opisy narodzin Jezusa. Tematem tym zajął się tylko Mateusz oraz Łukasz (zgodnie z tradycją, która przypisuje akurat im napisanie tych tekstów). Mateusz pisze:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus. Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.
Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.
Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza:
Krzyk usłyszano w Rama,
płacz i jęk wielki.
Rachel opłakuje swe dzieci
i nie chce utulić się w żalu,
bo ich już nie ma.
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie, i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w strony Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: Nazwany będzie Nazarejczykiem.
Mt 1 18-25
Mt 2


Łukasz natomiast donosi, że:

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:
«Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój
ludziom Jego upodobania».
Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.
Łk 2, 1-20



Okazuje się, że te dwa opisy są ze sobą zgodne. Ale tak właściwie tylko odnośnie miejsca narodzin (Betlejem) i głównych postaci (Jezus, Maryja, Józef). Reszta szczegółów zaczyna się rozmijać.

Jako pierwszą weźmy na celownik wersję Mateusza. Wynika z niej, że najprawdopodobniej rodzina Jezusa po prostu pochodziła z Betlejem, ponieważ nie ma tam mowy o żadnej wędrówce do tego miasta. Jezus się urodził, do domu przybyli mędrcy, ostrzeżona przez anioła rodzina uciekła do Egiptu przed knowaniami Heroda, a następnie osiadła w Nazarecie dopiero wtedy, gdy Józef najwyraźniej odmówił powrotu do rodzinnego Betlejem („Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w strony Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł”). Jedynie u Mateusza mamy też opowieść o gwieździe betlejemskiej i o mędrcach wędrujących do nowo narodzonego dzieciątka. Co jakiś czas przy okazji zbliżających się świąt słyszy się o rozważaniach astronomów (a raczej gazet/tabloidów/programów śniadaniowych do znudzenia odgrzewających to pytanie i zasypujących nim astronomów) „czym była owa gwiazda betlejemska”. Jedni sugerują, że to była kometa, inni, że koniunkcja (ustawienie na niebie w jednej linii) kilku obiektów, a inni, że może sama Wenus (choć tak właściwie to rzymska bogini miłości, płodności i seksu nawet by pasowała do tematyki narodzin). Wszystkie te typy mają jednak pewną zasadniczą wadę – zakładają, że gwiazda betlejemska faktycznie istniała.


Prawda jest taka, że pewności żadnej mieć nie możemy – ale zarówno, że była, jak i że jej nie było. Jednak warto zastanowić się nad inną kwestią – okazuje się bowiem, że w starożytności w kulturze Bliskiego Wschodu istniał motyw mędrców – jak na przykład perskich „magi” (liczba pojedyncza – „magus”). Byli to kapłani zoroastryzmu, religii popularnej w rejonie byłego imperium perskiego, specjalizujący się w między innymi astrologii i wiedzy tajemnej (od nich zresztą wzięły się terminy „magia” i „magik”). Krążyły opowieści o tym, jak owi kapłani odczytywali z niebios rozmaite ukryte w znakach informacje, no i wędrowali za niebiańskimi wskazówkami. Okazuje się, że to właśnie tego terminu – „μαγοι” (gr. „magoi”) użył Mateusz. Sami zaś musimy sobie rozstrzygnąć, czy wierzymy w astrologię i w te opowieści o odczytywaniu tajemnych znaków przez perskich „magi”, czy też jednak włożymy je między bajki. Zapamiętać za to możemy, że „trzej królowie” o konkretnych imionach to późniejszy dodatek, kiedy to rozmaici myśliciele próbowali interpretować ten fragment, dopatrując się w wędrowcach na przykład całej ludzkości symbolicznie przybywającej z trzech stron świata i uznającej władzę Jezusa nad władzą królewską. W tekście biblijnym, który opisuje narodziny, mowa wyłącznie o trzech perskich kapłanach pogańskiej religii.


Mędrcy jednak nie okazali się być tak mądrymi, jak by się wydawało – wprost powiedzieli bowiem królowi żydowskiemu, na dodatek takiemu, który sam Żydem nie był, a władzę otrzymał tylko dlatego, że Rzym go na tym tronie zainstalował, że oto przyszli oddać pokłon nowo narodzonemu królowi żydowskiemu. Szkoda zatem, że podczas spoglądania w niebiosa mędrcy nie wyczytali tego, że Herod raczej nie przyjmie tego z radością (może było zapisane małymi gwiazdkami).

Zaalarmowany Herod postanowił więc załatwić sprawę w tradycyjny sposób. A że mędrcy nie wskazali, o które konkretnie dziecię chodzi – rozkazał dla pewności wyrżnąć w Betlejem i okolicy wszystkich chłopców do lat dwóch. Na szczęście anioł zawczasu poinformował Świętą Rodzinę i ta uciekła cało do Egiptu, unikając tego strasznego losu.
Dlaczego anioł nie poinformował rodzin innych, niewinnych przecież dzieci betlejemskich – o tym źródła biblijne milczą.


Ale nie tylko one. O Herodzie wiemy całkiem sporo, o jego panowaniu pisał na przykład niewiele później żydowski historyk Józef Flawiusz. Niestety informację o „rzezi niewiniątek” znajdziemy tylko w Biblii.

Może zatem Łukasz rzuci jakieś nowe światło w swoim opisie narodzin Jezusa? Ten fragment jest bowiem krótszy, ale mimo wszystko bardziej konkretny.

Wszystko, według niego, zaczęło się od spisu ludności, jaki zarządził ówczesny cesarz rzymski – Oktawian August. W prowincji Syrii, pod którą podlegały ziemie żydowskie, zająć się tym miał niejaki Kwiryniusz. Józef zatem, razem ze swoją ciężarną żoną, udali się z rodzinnego Nazaretu do Betlejem, ponieważ stamtąd wywodził się jego ród i tam należało tego dokonać.
W tym tekście ukryte są dwa błędy, o których zazwyczaj się nie mówi. Pierwszy polega na tym, że… Józef nie miał żadnego obowiązku poddania się spisowi. Gdy Herod zmarł – jego królestwo podzielono pomiędzy jego synów. Kawałek, w którym znajdowało się Betlejem przypadł Herodowi Archelaosowi, ale kiepsko radził on sobie z rządzeniem, więc Rzymianie w 6 roku n.e. usunęli go z tronu i utworzyli na tych terenach prowincję Judeę, zarządzaną od teraz bezpośrednio przez rzymskiego prefekta. Tam też Rzymianie przeprowadzili sobie spis, aby określić ilu mają nowych poddanych, jaki mają oni majątek, no i jaki w związku z tym należy nałożyć na nich podatek. Kawałek, w którym znajdował się Nazaret (Galilea) przypadł natomiast Herodowi Antypasowi, który rządził tam sobie jeszcze przez kilkadziesiąt lat (do niego odesłano także, według Biblii, Jezusa podczas jego procesu). I tutaj już Rzymianom zupełnie nie zależało na obejmowaniu tamtejszych mieszkańców spisem, ponieważ ziemia ta nie znajdowała się pod ich bezpośrednią administracją i nie trzeba było tam szukać informacji o podatnikach. Drugi błąd polega na tym, że według tego opisu Józef musiał stawić się w Betlejem „ponieważ pochodził z rodu Dawida”. Jak już wspomniałem – Rzymian interesował majątek danej osoby. Kompletnie nie interesowało ich zaś to gdzie żył i skąd pochodził żyjący kilka stuleci wcześniej jakiś konkretny przodek danego podatnika. Informacja o tym, że Jezus miał rzekomo należeć do rodu Dawida (a raczej, zgodnie z biblijną wersją, że miał mieć ojczyma z rodu Dawida) mogła interesować wyłącznie chrześcijan. Co więcej – mamy zachowany dokument z czasów rzymskich, odnoszący się do spisu ludności przeprowadzanego w Egipcie. W roku 104 n.e. prefekt Egiptu, Gajusz Vibiusz Maximus, wydał oświadczenie, w którym ogłosił, że „w związku ze zbliżającym się spisem ludności istotne jest, aby każdy kto przebywa poza swoim miejscem zamieszkania wrócił do swojego domostwa, aby tam mógł poddać się spisowi”. Jest to absolutnie sensowne. To, co pisze Łukasz na temat spisu biblijnego – już niespecjalnie. Można byłoby przyjąć co prawda, że Józef miał jakiś majątek w Betlejem i dlatego musiał tam iść – ale skoro tak, to czy musiał szukać gospody „bo nie miał gdzie się zatrzymać na noc”?

Pozostaje też trzecia kwestia, która co prawda nie jest błędem historycznym, ale znowu budzi wątpliwości co do wiarygodności opisu Łukasza. Józef miał zabrać ze sobą w podróż swoją ciężarną żonę, mimo że było to kompletnie zbędne. W tamtych czasach rodziny trzymały się dużo bliżej niż obecnie - w najbliższym sąsiedztwie mieszkali wspólnie rodzice, dzieci, dziadkowie, wnukowie, kuzyni itp. Józef mógł spokojnie zostawić Maryję pod opieką bliskich i samodzielnie wybrać się do Betlejem – bo wiemy z rzymskich dokumentów, że wystarczyło, aby tylko głowa rodziny „wypełniła papiery”.

Jak można to wszystko podsumować?

Przede wszystkim opis narodzin Jezusa znajduje się wyłącznie w dwóch księgach Nowego Testamentu, co już rodzi problem co do wiarygodności źródeł. Ksiąg tych nie pisali przecież niezależni historycy, ale ludzie głęboko wierzący w nadzwyczajny status i rolę Jezusa. To tak jakby zabrać się za czytanie biografii Jarosława Kaczyńskiego napisanej przez „człowieka z wazeliny” – Mariusza Błaszczaka. I teraz wyobraźcie sobie, że to byłaby jedyna biografia, jaką byśmy mieli - ciekawe jakie historie byłyby tam zawarte i jaki obraz pana premiera by się z niej wyłaniał.

Po drugie – każda z tych wersji, Mateusza i Łukasza, została napisana dość długo po śmierci Jezusa. Ich powstanie datuje się na drugą połowę I wieku n.e. – ponad pół wieku po opisywanych wydarzeniach.

Po trzecie – opisy zawierają błędy, są niezgodne z tym, co wiemy o realiach epoki ze źródeł pozabiblijnych. Są one na tyle poważne, że nie dodają opisom wiarygodności.

Po czwarte – mamy tylko dwa opisy, a mimo to rozbiegają się one znacząco, a w niektórych kwestiach są ze sobą wprost sprzeczne. W jednej wersji mowa o pastuszkach, ale ani słowa o „trzech mędrcach”. W drugiej mowa o mędrcach, ale ani słowa o pastuszkach. W jednej rodzina mieszka w Nazarecie, a przenosi się do Betlejem na czas porodu, w drugiej mieszka najprawdopodobniej w Betlejem, a do Nazaretu przenosi się dopiero po powrocie z Egiptu. Jedna mówi o ucieczce do Egiptu i rzezi niewiniątek, druga kompletnie o tym milczy. Jedna wyraźnie mówi, że wydarzenia miały miejsce za panowania Heroda, druga, że gdy spis zarządził Kwiryniusz. Tymczasem Herod zmarł w 4 roku p.n.e., a Kwiryniusz został z całą pewnością zarządcą w roku 6 n.e., co daje nam aż 10 lat różnicy między tymi dwoma wydarzeniami. A więc skoro Herod był zamieszany w wydarzenia związane z narodzinami – to na pewno nie mógł być Kwiryniusz. A jeśli Kwiryniusz – no to nie Herod…


Pozostaje więc pytanie – dlaczego sprawa opisu narodzin Jezusa wygląda tak, jak wygląda?

Tu też trzeba wziąć pod uwagę parę kwestii. Wersje Ewangelii według Marka, Mateusza, Łukasza i Jana to nie są żadne kroniki, których celem było dokładne przedstawienie wydarzeń. To bardziej literatura określana jako „żywoty świętych” – która prezentować ma ogólny życiorys danej osoby, ale jednocześnie jest naszpikowana elementami teologicznymi. Teksty te napisały osoby głęboko wierzące w swoją interpretację osoby i działalności Jezusa, znajdujące się w obozie jego „zwolenników” czy też „czcicieli”. W okresie, w którym je spisywano istniał już szereg interpretacji i „prawd” na temat Jezusa i nie jest dziwne, że te przekonania, interpretacje i „prawdy” zostały w ten tekst wplecione. Dlatego też u Mateusza, którego wersja Ewangelii była najprawdopodobniej pisana z myślą o czytelnikach pochodzenia żydowskiego, znajdujemy wyraźne odniesienia do osoby Mojżesza. W jego tekście Jezus, tak samo jak Mojżesz, unika śmierci z rąk krwawego władcy (faraon wszak kazał wymordować chłopców żydowskich, a Mojżesza uratowało to, że w koszyku pływał po Nilu), no i wraca z Egiptu do ojczyzny (jak Mojżesz, który ucieka z Egiptu i kieruje się w stronę Palestyny). Ważne też było przekonanie czytelników, że Jezus faktycznie był prorokiem, a nawet samym mesjaszem – a co lepszego może być potwierdzeniem tego niż wykazanie, że jego żywot „wypełniał” proroctwa zapisane wieki wcześniej w Starym Testamencie? Dlatego też w tym dość krótkim fragmencie u Mateusza pojawia się aż pięciokrotnie komentarz, że „stało się tak, aby wypełniło się [i tutaj odniesienie do jakiegoś fragmentu ST]”. To samo zresztą sprawia, że zarówno Mateusz, jak i Łukasz dwoją się i troją, aby tylko miejsce akcji umieścić właśnie w Betlejem. A to dlatego, że:

Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Mt 2, 4-6

Inni mówili: «To jest Mesjasz». «Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?».
J 7, 41-42


Zgodnie z ówczesnymi przekonaniami mesjasz miał przyjść z Betlejem. Jeżeli więc zwolennicy Jezusa chcieli przekonać ludzi do swoich racji, to musieli jakoś wykazać, że Jezus faktycznie narodził się w Betlejem. Musiał to być dla nich problem, ponieważ najprawdopodobniej Jezus urodził się tak naprawdę w Nazarecie – skąd pochodziła i gdzie mieszkała cała jego rodzina jak i on sam aż do rozpoczęcia wędrówek po Galilei i swojego nauczania. Pochodzenie takie było problematyczne dla każdego kandydata na mesjasza, co widać w samej Biblii:

Odpowiedzieli mu: «Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei».
J 7, 52

Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?».
J 1, 46


Zatem istotne było z wizerunkowego punktu widzenia aby Jezus, choć z Nazaretu w Galilei, urodził się jednak w Betlejem. Niestety Duch Święty, który dyktował ewangelistom tekst Pisma Świętego, najwyraźniej postanowił ich nieco strollować i zesłał im obu dwa różne opisy tego wydarzenia.

Trzeba też pamiętać o jeszcze jednej kwestii. Jezus stał się znany dzięki swojej działalności jako osoba dorosła. Do czasu rozpoczęcia głoszenia swoich nauk – Jezus był kimś absolutnie przeciętnym. Niczym niewyróżniającym się biednym i najprawdopodobniej niewykształconym młodym mężczyzną. A wcześniej – niczym niewyróżniającym się biednym i najprawdopodobniej niewykształconym nastolatkiem. A wcześniej – niczym niewyróżniającym się biednym i najprawdopodobniej niewykształconym dzieckiem. A to oznacza, że nikt za specjalnie nie okazywał mu zainteresowania poza jego rodziną i nie spisywał jego dziejów. Ten okres był dla autorów biblijnych zwykłą pustką, co do której mogły co najwyżej trafiać szczątkowe i zasłyszane wspomnienia i plotki, które przeszły do tego czasu przez dziesiątki ust. Zarówno Łukasz, jak i Mateusz postanowili tę pustkę zapełnić, tworząc opis narodzin – taki, który dodatkowo wzmacniałby ich przekaz i podnosił rangę Jezusa. Marek i Jan natomiast uznali, że nie będą poświęcać temu zagadnieniu ani słowa. Czyżby do nich naprawdę nie dotarły wiadomości o tak cudownych narodzinach? O interwencji aniołów i ucieczce do Egiptu? O mędrcach podążających za boskim znakiem? O pastuszkach wezwanych przez anioły do miejsca narodzin?

Pewne światło na ten temat może nam też rzucić „Ewangelia dzieciństwa Pana”. To tekst chrześcijański napisany później niż teksty Łukasza i Mateusza, a próbujący zapełnić pustkę, która i tak zionęła z tekstów Ewangelii. Opisywała dziecięce przygody Jezusa i jego cuda. Przykłady niektórych z nich to:

- ożywianie ptaszków ulepionych z gliny
- zabicie syna Annasza poprzez „zasuszenie”, ponieważ ośmielił się on patykiem zepsuć tamę, którą zbudował Jezus i wysuszyć kałużę
- zabicie innego kolegi z podwórka, bo tamten „trącił go w ramię” (i natychmiast po tym padł martwy)
- ożywienie dziecka, które spadło z dachu i się zabiło, tylko po to, żeby zeznało ono, że Jezus go z niego nie zepchnął
- chodzenie i siadanie na promieniach słonecznych (kiedy inne dziecko chciało zrobić to samo, spadło z dachu i się zabiło)
- zamiana dzieci w świnie
- ożywienie zasolonej ryby
- skok ze szczytu góry na odległość strzału z łuku; inni chłopcy połamali nogi i karki, gdy chcieli zrobić to samo, ale Jezus ich uzdrowił
- zamiana wszystkiego grochu na polu w kamienie tylko dlatego, że na pytanie Jezusa o groch „co to takiego?” rolnik odpowiedział żartem, że kamienie.

To oczywiście wyssane z palca historyjki, które nie przyjęły się powszechnie i nie dostały się do kanonu biblijnego, ale mimo wszystko były dość popularne wśród części chrześcijan. Wyraźnie wskazuje to, że istniało zapotrzebowanie na tego typu teksty i na „wypełnianie luk” w biografii Jezusa, jak i to, że do takich tekstów mogły przeniknąć najróżniejsze fantazje autorów. W przypadku „Ewangelii dzieciństwa” jest to dość oczywiste. Dlaczego więc teksty Mateusza i Łukasza mamy traktować jako stuprocentowo wiarygodne? Że faktycznie opisują prawdziwe wydarzenia, a nie są pełne niestworzonych elementów wplecionych tylko po to, aby zmusić biedną Maryję do porodu akurat w Betlejem? I co też w związku z tym powinniśmy myśleć o Maryi i Józefie, którzy mimo tych cudownych wydarzeń są, według ewangelistów, kompletnie zdziwieni, gdy w późniejszym okresie coś dziwnego lub cudownego przytrafia się Jezusowi? Czyżby już zapomnieli o tym, że same narodziny miały przecież ponoć absolutnie niezwyczajny charakter? Brak konsekwencji w tekście biblijnym znowu daje tutaj do myślenia.

Jednak, jakkolwiek by to wydarzenie nie wyglądało tak naprawdę – Jezus narodzić się musiał. Być może nie było żadnych mędrców ze wschodu, żadnej rzezi niewiniątek, żadnej wędrówki do Betlejem… Być może Jezus przyszedł na świat po prostu w swoim rodzinnym domu w Nazarecie, w otoczeniu bliskich, a wydarzenie to nie różniło się niczym szczególnym od jakichkolwiek innych narodzin w tej części świata. Jezus przyszedł na świat, więc to co tak właściwie najważniejsze w tej całej historii – stało się. A szczegóły to tylko dodatek.

Interesuję się historią judaizmu i wczesnego chrześcijaństwa, więc jeśli tekst się spodoba, to skrobnę inne. Ale to może później, bo chyba miałem coś jeszcze napisać o… monetach?

Oglądany: 53883x | Komentarzy: 100 | Okejek: 327 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało