Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Miszmasz II: lotnicy z różnych stron i trochę pancerki

34 409  
154   27  
Drugi odcinek historyjek niepowiązanych. Znów po trzy, i zapewne później też tak będzie.


„Honor bolszewii”

Żadna wojna nie jest elegancka czy subtelna. Zawsze są bardziej czy mniej (a zwykle bardziej…) brutalne. Wojna polsko-radziecka 1920 roku należała zdecydowanie do tych drugich. Niemniej, jeden epizod zasługuje moim zdaniem na szczególną uwagę.

W maju 1920 roku z lotniska pod Mińskiem Mazowieckim wystartował zwiadowczy Halberstadt z 14. Eskadry, z eskortą dwóch myśliwców SPAD z 19. Eskadry. Dopadły ich bolszewickie myśliwskie Nieuporty, udało im się zestrzelić maszynę rozpoznawczą, jej załoga (pilot sierż. Bartkowiak i obserwator pchor. Klicze) zginęła. Można rzec – jak to na wojnie…




Samoloty biorące udział w zajściu

Kilka dni później nad mińskim lotniskiem pojawił się pojedynczy samolot radziecki. Ewidentnie nie wykazywał złych zamiarów, pokręcił się nieco nad lotniskiem, wreszcie zrzucił pakiet i odleciał, bez jednego wystrzału z którejkolwiek ze stron. Pakiet zawierał list do dowódcy 19. Eskadry Myśliwskiej i zdjęcia z pogrzebu polskich lotników – z wszystkimi honorami, z orkiestrą, przemowami i stosem kwiatów; a na koniec pilot, który ich zestrzelił – Aleksiej Szyrynkin – wykonał wiązankę akrobacji.
List głosił, co następuje:

"19 Eskadra Myśliwska
miasto Mińsk


Załączam niniejszym fotografie waszych lotników strąconych 14 maja tego roku w rejonie stacji Prijamino.
Pochowani zostali z wojskowym honorami około stacji Sławnoje. 3 czerwca tego roku około Borysowa rozbił się wasz lotnik Jasiński - przyczyna - utrata orientacji. Kiedy zniżył się, aby rozpoznać jakie wojska tu się znajdują, tj. polskie czy sowieckie, samolot został uszkodzony naszym ogniem z ziemi, w wyniku czego później na ziemi skapotował. Jasiński dwa dni gościł w eskadrze, potem został wysłany do dowódczych instancji.


Naczelnik Lotniczych Eskadr
Lotnik Armii Czerwonej

(podpis – Szyrynkin)"



Co do wspomnianego w liście Juliana Jasińskiego – jego dalszy los nie jest jasny; w Polsce potraktowano go jako dezertera (co sugeruje też Szawrow w pracy o historii radzieckiego lotnictwa) i zatarto wpisy o nim w aktach.

Szyrynkin był carskim lotnikiem, który przeszedł do czerwonych, ale umiał utrzymać dyscyplinę i zasady.

Morał: wszędzie są żołnierze i żołdacy, czy też odwrotnie.

„Jak wyjrzeć z puszki”

Wraz z rozwojem czołgów istotne znaczenie zaczął mieć problem orientacji przez załogę w terenie. Stosowane początkowo otwory obserwacyjne były rozwiązaniem mało pożądanym, byle strzelec uzbrojony w karabin mógł się w nie wstrzelać i unieszkodliwić maszynę.

Szczeliny obserwacyjne były półśrodkiem, trzeba było nieomal dosłownie przyłożyć do niej oko, żeby coś zobaczyć; pole widzenia z nich było niewielkie; a trzeba było czasem dokonywać cudów akrobatyki, żeby wyjrzeć przez szczelinę z tyłu kadłuba lub wieżyczki (ciasnota była porównywalna z anegdotycznym wąskim łóżkiem w podrzędnym hoteliku, z którego trzeba było wstać, żeby się obrócić na drugi bok).


Wczesne czołgi (w tym przypadku amerykańskie). Można zauważyć przy odrobinie dobrej woli szczeliny obserwacyjne

Po zakończeniu wojny światowej próbowano się uporać z tym problemem. Francuzi wymyślili pancerny cylinder włożony w drugi cylinder, każdy miał pionowe szczeliny, a cylindry wirowały w przeciwne strony – tak, że prawdopodobieństwo trafienia karabinowego pocisku w szczelinę było znikome, a zarazem wirujące szczeliny dawały efekt przezroczystości.

Rozwiązanie to, nazwane wizjerem stroboskopowym, jednak miało wady: przede wszystkim było zawodne, a ponadto podobno trudno było się zmusić do włożenia głowy w otwór, który sprawiał wrażenie całkowicie odsłoniętego; zresztą zastosowano je tylko na jednym czołgu, FCM-2c, z którym jest związany pierwszy wielki skandal czołgowy, a w szczególności wprowadzano różne dziwaczne wymagania, żeby jak najbardziej opóźnić program i dać pretekst do jego utrącenia. Skala korupcji przy tym projekcie była trudna do wyobrażenia i dziś.


Czołg FCM-2c. Na wieży widać wizjer stroboskopowy. "Teraz" nie obraca się, więc efekt przezroczystości nie jest widoczny

Później pojawiły się peryskopy pryzmatyczne, obracalne na boki, ale znów – nie dało się obejrzeć pojedynczym peryskopem otoczenia w zakresie 360°.

Ciekawe rozwiązanie tego problemu zaproponował polski inżynier Robert Gundlach. W latach 30. w naszych siłach pancernych służyły m.in. tankietki oparte na brytyjskich Carden-Loyd: TK-3 i TKS, w których po prostu nie było możliwości obejrzenia się za siebie: były to praktycznie puszki o wymiarach rzędu półtora na dwa metry, wysokości od ziemi 130 cm. Siedząca na podłodze załoga (kierowca i dowódca-strzelec) dzieliła znikomą przestrzeń z silnikiem, zapasem paliwa i amunicji i wszelkimi innymi urządzeniami.


Przekrój tankietki TKS

Gundlach zaprojektował peryskop pryzmatyczny, który nad okularem miał nakładkę odwracającą obraz – po obróceniu peryskopu o 180° nakładkę można było opuścić i tylną część pola widzenia nadal swobodnie obserwować. Peryskopy te montowano w TKS-ach i czołgach 7TP, kupili go też przed wojną Anglicy, a potem kopiowały wszystkie strony biorące udział w II wojnie. Do Polski peryskop Gundlacha wrócił z T-34 i innymi czołgami radzieckimi.


Peryskop Gundlacha: z lewej do patrzenia na wprost, z prawej - za siebie, po zsunięciu nakładki


„Luftwaffe wyklęta”

Zazwyczaj jest tak, że, aby dostać się do specjalnej jednostki, należy się czymś szczególnym wykazać. Zdarzyło się kiedyś, że tym „czymś” była niechęć najwyższych przełożonych.

Na początku 1945 roku delegacja najlepszych niemieckich pilotów myśliwskich spotkała się z Göringiem, by uzgodnić działania mające na celu poprawę obrony powietrznej Rzeszy. W szczególności żądali przezbrojenia jednostek myśliwskich w odrzutowce Me 262 w wersji na-pewno-nie-bombowej (ten znakomity myśliwiec był z początku budowany jako szybki bombowiec, ponieważ dowództwo uznało, że takie są bardziej potrzebne).

Göring nie zamierzał się na to zgodzić, wtedy jeden z pilotów powiedział, że w tej sytuacji ów powinien dla dobra Niemiec ustąpić ze stanowiska. Naturalnie Hermann zagroził im sądem i rozstrzelaniem; lotnicy zaczęli już dla dobra swoich rodzin rozważać samobójstwa. Gdy to dotarło do Wodza, ten rozkazał natychmiast temu zapobiec; Göring przekazał chyba najsłynniejszemu z buntowników, Adolfowi Gallandowi, że ten dostanie własny pułk, aby mógł udowodnić, że Me 262 mają wielki potencjał obronny. Mógł sobie dobrać, kogo chce, pod warunkiem, że biuro Göringa ich zatwierdzi. W domyśle: niepokornych.


Adolf Galland

Żeby było zabawniej, dowództwo nie przewidziało przydzielania im samolotów. Piloci musieli się postarać o myśliwce sami. Jednostkę nazwano JV44 (Jagdverband).


Znak JV44

Służyła w niej śmietanka: Galland, Lützow, Steinhoff, a ich nazwiska przyciągały kolejnych chętnych – czasem kierowanych przez swoich wcześniejszych przełożonych po cichu, bez wiedzy dowództwa, za to z własnymi samolotami (oprócz Me 262 latano w JV44 na Fw 190D). Oddział zwano „cyrkiem Gallanda” albo „latającym sanatorium”.


Samoloty używane w "cyrku Gallanda"

Jednostka wykazała się dużą skutecznością, ze stosunkiem zwycięstw do strat jak 4:1. W warunkach szybkiego marszu aliantów i problemów zaopatrzeniowych jej osiągnięcia nie miały jednak większego znaczenia. Najbardziej znamienną stratą był wypadek Steinhoffa – podczas startu pękła opona, samolot zszedł z kursu i stanął w płomieniach. Potwornie poparzony pilot przeżył cudem, kolejne dwa lata spędził w szpitalach. Po wojnie zajmował wysokie stanowiska w Luftwaffe i NATO.


Steinhoff jako oficer przebudowanej Luftwaffe. Chirurdzy plastyczni już wtedy dokonywali cudów...

Morał: „kto się stawia, ten ma z tego – mimo wszystko – jakiś zysk…”

<<< W poprzednim odcinku


Źródła: 1, 2, 3 (plus papierowe)

Oglądany: 34409x | Komentarzy: 27 | Okejek: 154 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało