Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dlaczego Monty Python jest aktualny w dzisiejszej Polsce?

62 278  
254   65  
Choć czasy, realia polityczne oraz społeczne zmieniają się, to jednak żart brytyjskiej trupy pozostaje uniwersalny i celnie punktuje wszelkie niedorzeczności rzeczywistości, które zwyczajnie trzeba wyśmiewać.



Monty Pythona można kochać (co, moim zdaniem, jest uczuciem jak najbardziej uzasadnionym i słusznym) albo nie trawić (nie wiem jak to możliwe, ale poznałem sporo takich osób), jednak nie można odmówić im jednego – ich absurdalno-abstrakcyjne spojrzenie na humor było (i nadal jest – już od prawie pięćdziesięciu lat!) pomocą w podróży przez irytujące sytuacje, remedium na wkurzających urzędasów żyjących tylko przepisami czy przekonanych o swojej nieomylności buraków, którzy mówią innym jak żyć.

John Cleese, najbardziej charakterystyczny (kto nie pamięta Ministerstwa Głupich Kroków) i rozpoznawalny (zagrał przecież w hitowych filmach o „Harrym Potterze”, przezabawnym „Wyścigu Szczurów” czy bondowskim „Śmierć Nadejdzie Jutro” – niedawno pisaliśmy o nim w artykule o smutnych komikach) członek ekipy Pythonów w autobiografii zatytułowanej „Tak czy inaczej...” napisał o największym zagrożeniu dla współczesnego nieskrępowanego śmiechu:

Mimo że postawy wobec przekleństw i wulgaryzmów w ciągu ostatnich czterdziestu lat przesunęły się w jedną stronę, komedii zaczął zagrażać inny zestaw wartości, nacierając z przeciwnej strony. Mam na myśli opresyjną, wrogą życiu siłę zwaną poprawnością polityczną. Jej początkom mogły przyświecać dobre intencje, szybko jednak została przywłaszczona i doprowadzona ad absurdum przez grupę osobników pozbawionych jakiegokolwiek wyczucia – co z definicji oznacza, że nie mają też za grosz poczucia humoru[1].

To, że polityczna poprawność coraz skuteczniej kastruje ostrze satyry to równie odkrywcze stwierdzenie co odkrycie, że dzisiejsza Polska to dziwny kraj. Nietrudno także zauważyć coraz więcej absurdów z różnych ideologicznie stron, które autorytatywnie mówią, co jest białe a co czarne (choć niedługo użycie tego przymiotnika będzie przyczynkiem do oskarżeń o rasizm) i co w jakich okolicznościach wolno powiedzieć – cóż, takie są teraz zachodnie wzorce. Przerysowanie łatwo zaobserwować w praktycznie każdym aspekcie życia publicznego, choć bezrozumne pozerstwo, o którym pisał Cleese, próbuje – niczym polityk grany przez Tomasza Sapryka w „Dniu Świra” – przekonać o najswojszej racji.

Poniższe przykłady dobitnie potwierdzają, że humor Monty Pythona przetrwał próbę czasu i niestraszne mu nawet nowe obyczaje i postaci, które zdania brzmiące niczym cytaty z absurdalnych komedii mówią całkiem na serio.


Sperma jest święta,
sperma dobra jest.
Kiedy się marnuje,
Pan Bóg gniewa się.


Po co stawiać na edukację seksualną, skoro można w asyście biskupa poświęcić nowe rondo? Każda sperma jest święta – szczególnie ta, która może zaowocować przyznaniem 500 plus. Coraz częściej nie da się uniknąć wrażenia, że polski rząd chciałby z obywateli zrobić kogoś w stylu katolika granego przez Michaela Palina w „Sensie Życia”. Prezerwatywy? To zło, najlepiej od razu podwyższyć ich cenę wielokrotnie. Na szczęście okazuje się, że projekt trzykrotnego podniesienia ceny gumek chyba jednak nie przejdzie. Wolność wyboru? A po co to komu, przecież żeby kupić tabletki „72 godziny po” trzeba konsultacji z lekarzem i biurokratycznej recepty.

Do tego zmuszanie do rodzenia chorych dzieci czy tych poczętych w wyniku gwałtu – przecież żadne nasienie nie może się zmarnować. A przecież hipokryzja polityków prezentujących się w mediach niczym watykańscy wasale wchodzi na nowe levele – wystarczy poczytać chociażby o znęcającym się nad żoną i wprowadzającym do domu elementy terroru radnym PiS.


Ignorancja? Głupota? Chęć podpięcia się pod nie znoszący sprzeciwu argument siły? Można szukać różnych powodów, ale ruchy neonazistowskie mają się całkiem nieźle i z Hitlerem na sztandarach śpiewają „Narodowy Socjalizm” Honoru. Część podobnego typu gagatków natomiast zaciekle przekonuje wszystkich, że wcale nie popierają Adolfa ubierając to w otoczkę niegroźnej (a momentami nawet zdrowej, bo przecież polegającej na obronie tożsamości) ksenofobii, ale gdy sprzyjają ku temu okoliczności unoszą prawą dłoń, bynajmniej nie w celu zamówienia pięciu piw. Cóż, każdy ma prawo do bycia idiotą, jak to śpiewał Dezerter, osobiste poglądy są niezbywalną wartością dla każdego, ale podpisywanie się pod filozofią kogoś, kto za cel obrał sobie właśnie (między innymi) Polaków? Trochę to nielogiczne.

Druga strona w tym przypadku wcale nie jest lepsza – wystarczy tylko zobaczyć agresywne zachowania Antify, która pod płaszczykiem antyfaszyzmu ucieka się do zachowań prezentowanych przez ich oponentów. Pythoni pokazali, że wyśmianie jednej z najbardziej zbrodniczych dyktatur w historii może zadziałać znacznie lepiej, niż jakiekolwiek tabuizowanie tworzące pozory zakazanego owocu.


Czemu tak ciągle gadasz o kobietach, Stan?
Bo chcę zostać kobietą. Chcę być kobietą. Chce żebyście od dziś mówili na mnie „Loretta”. To moje niezbywalne prawo jako mężczyzny.
Ale dlaczego chcesz zostać Lorettą, Stan?
Bo chcę mieć dzieci.


„Gender” – grzmią konserwatywne środowiska rzucając tym słowem niczym największą obelgą. Kościelni hierarchowie poszli jeszcze dalej – w „ideologii gender” widzą nawet jedną z przyczyn pedofilii. Tymczasem już 35 lat temu w „Sensie Życia” jeden z żartów dotyczył nieoczywistości dychotomii płci dziecka tuż po porodzie.

Chłopiec czy dziewczynka?
Chyba za wcześnie narzucać mu rolę społeczną.


Oczywiście, transseksualizm to nic śmiesznego, jednak polityczna poprawność i zachodnie wzorce, o których nadmieniłem we wstępie, przekroczyły już pewną granicę zdrowego rozsądku. Wystarczy przytoczyć chociażby świeżą informację o Laurel Hubbard, która jeszcze niedawno była mężczyzną, a dziś konkuruje z paniami w podnoszeniu ciężarów. Choć ostatnio w Polsce te kontrowersje jakby ucichły – może to zasługa faktu, że polaryzująca obie strony Anna Grodzka jest od dwóch lat poza Sejmem.


Spróbujcie pójść do lekarza na NFZ – gang staruszek tylko czeka, żeby ktoś wszedł im w drogę (a raczej wbił się w kolejkę). Ewentualnie przejedźcie się komunikacją miejską – nierzadko można mieć wrażenie, że sympatyczne babcie w autobusie tylko czekają, żeby przywalić komuś w łeb zajmującymi dwa siedzenia torbami z zakupami.

To jednak nic – są też takie seniorki, które na emeryturze znalazły sobie alternatywy dla robienia na drutach, oglądania Telewizji Trwam czy wyszukiwania promocji w lokalnych marketach. A co konkretnie? Na przykład porcjowanie marihuany i amfetaminy, ewentualnie okradanie starszych mężczyzn pod płaszczykiem opieki nad nimi. Metoda „na wnuczka” niedługo może przejść do lamusa – strzeżcie się wyłudzeń „na babcię”!


Zostałem przyjęty?
Niestety nie, wolnych miejsc nie ma już od kilku tygodni!


Rozmowa o pracę zazwyczaj nie jest przyjemnym doświadczeniem. To trochę jak podbijanie do bardzo atrakcyjnej dziewczyny, którą za wszelką cenę chcecie przekonać, że zasługujecie na jej uwagę. Czasami takie sytuacje sprawiają, że mówimy rzeczy, których wcale nie chcemy powiedzieć i zachowujemy się co najmniej nieracjonalnie. To kolejny skecz Monty Pythona, który za cel obrał sobie bezproduktywnych urzędasów – to zresztą jeden z najpopularniejszych obiektów kpin autorów „Żywotu Briana”. Z drugiej strony, możliwość trollowania desperatów szukających pracy musi być bardzo kusząca.

Spokojnie, i tak nie dostaniecie tej wymarzonej roboty, ale przynajmniej można trochę popłaszczyć się przed przekonanym o swojej wszechwładzy gościem z HR. Zresztą spotkania z wszelkiej maści decydentami to przeprawa przez piekło. Jeśli kiedykolwiek musieliście załatwić coś w ZUS-ie, na pewno kojarzycie ten typ biurokraty: Odrażająco nudny facet, pozbawiony wyobraźni, ograniczony, bez charakteru, łatwo go zdominować, nie ma poczucia humoru, potrafi człowieka zanudzić na śmierć, jest niedomyty i odstręczający. W innych zawodach nie miałby pan żadnych szans, podczas gdy w księgowości te właśnie cechy charakteru są najmilej widziane.


Niektórzy wykrzykują komunały o demokracji i, pomimo braku wiedzy, mądrują się na temat konstytucji czy sądownictwa. Ci z drugiej strony barykady mamroczą o państwie solidarnym jeszcze bardziej podkręcając i tak wszechobecny w naszym kraju socjalizm. No ale czemu tu się dziwić, skoro jedna z partii (pojęcie „partia” w tym kontekście jest jak najbardziej oddające istotę tej wesołej gromadki) postuluje ukaranie tych, którzy w życiu sobie poradzili całkiem nieźle. Ciekawe, czy wyborcy i politycy Razem byliby tak zadowoleni, gdyby za każdym razem w restauracji dostawali tylko 1/4 obiadu, a w z każdej kupowanej przez nich dwulitrowej butelki coli na starcie odlewanoby półtora litra.

W klasycznej dziś piosence Skiba i Janusz Korwin-Mikke już 20 lat temu wykpili coraz wyższe daniny na rzecz państwa, które najczęściej rozpieprza nasz szmal bez większego pomyślenia i planu. Przez osiem lat rządów wieszcząca dziś zagładę kraju Platforma Obywatelska nie zrobiła niczego, żeby zrzucić z rodaków podatkowe jarzmo – wręcz odwrotnie, sukcesywnie zwiększała kwoty podatkowe. Nie trzeba obawiać się dziury budżetowej – zawsze można wyciągać jeszcze więcej kasy od obywatela poprzez opodatkowywanie coraz bardziej absurdalnych rzeczy. Ciekawe, kiedy zostanie wprowadzona współczesna dziesięcina od śmierci.


Siła przekazu Monty Pythona nie słabnie – wręcz przeciwnie. Pytanie tylko, czy wychowane przez YouTube pokolenie, politycy nie potrafiący wysilić się na abstrakcyjne myślenie czy wreszcie bezwiedne miliony konsumentów są w stanie to skumać i przełożyć na dzisiejszą rzeczywistość. Ale nawet jeśli nie, nie ma się czym przejmować i w każdej sytuacji starać się patrzeć na jasną stronę życia. A jako podsumowanie tych (niezbyt optymistycznych) dywagacji, warto zacytować zakończenie „Sensu Życia” – które de facto było też zakończeniem twórczości Monty Pythona:

Rodzinna rozrywka? Bzdura. Wszyscy chcą tylko świństw. Ludzie rżną się piłami łańcuchowymi, spedaleni senatorowie dźgają opiekunki do dzieci, straż obywatelska dusi kurczęta, krytycy teatralni mordują kozły – mutanty. Po co komu jakieś kino. Oto na czym stoimy. Czas na finałową melodię. Dobranoc.

I na koniec bolesne sprowadzenie na ziemię dla wszystkich, którzy wierzą, że kolejne wybory mogą coś zmienić:


Tłumaczenia fragmentów skeczy są autorstwa Tomasza Beksińskiego

[1] John Cleese, Tak czy inaczej..., s.433

Oglądany: 62278x | Komentarzy: 65 | Okejek: 254 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało