Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Pożytek z Morza Śródziemnego, czyli jak jego powstanie wpłynęło na rozwój cywilizacji

52 613  
283   103  
W kosmosie pusto i głucho, program SETI niczego nie wykazał, więc może jesteśmy pierwszą cywilizacją techniczną we Wszechświecie? Ktoś musiał być pierwszy, czemu nie my? Założenie, że wszyscy bracia w rozumie koniecznie muszą być starsi i mądrzejsi traci podstawy, kiedy uświadomimy sobie, jak niesamowicie szybko biegła ewolucja i postęp techniczny na Ziemi. Wszystko to dzięki Morzu Śródziemnemu.

Zacznijmy od ustalenia granic: Wszechświat ma 15 mld lat, najstarsze gwiazdy pierwszej populacji zdolne do posiadania skalistych planet z ewentualnym życiem liczą sobie 10–9 mld lat, zaś od uformowania się Ziemi do programu SETI upłynęło niecałe 4,5 miliarda lat. Na tej podstawie zakładano beztrosko, że inne cywilizacje mogą być o ok. 5 mld lat starsze od nas. A już na pewno wyprzedzać nas w rozwoju naukowo-technicznym o miliony lat, obowiązkowo dysponować lekarstwem na raka i mieć ochotę bawić się z nami w doktora...Wprowadźmy teraz drugie ograniczenie, że życie musi bazować na węglu i wodzie. Krzem, siarkę, ciekły metan i inne rozwiązania alternatywne odkładamy do fantastycznego lamusa, a to z tej przyczyny, że żaden pierwiastek nie tworzy tylu związków chemicznych co węgiel. Co więcej, wszystkie pozostałe pierwiastki razem wzięte tworzą o dwa rzędy wielkości (jakieś 100 razy) mniej związków chemicznych niż węgiel, przy czym górna granica liczby związków organicznych nie została jeszcze ustalona. Życie potrzebuje setek tysięcy związków chemicznych, więc zostaje węgiel. Związki te powinny być w czymś rozpuszczone, bo reakcje w stanie sproszkowanym zachodzą baaardzo powoli i setek wieków wszechświata nie starczyłoby na ewolucję tą metodą. Żaden inny związek ciekły nie jest tak uniwersalnym rozpuszczalnikiem, jak woda.

To oznacza, że wszędzie powtarzać się musi podstawowy schemat ziemskiej ewolucji: życie powstaje w oceanach, wychodzi na lądy i przekracza granice atmosfery rodzimej planety. Dopiero w szczegółach tego procesu tkwi legion diabłów...

Zbawienny wpływ Księżyca

Pierwszym z nich jest samo powstanie życia. Na Ziemi przejście od materii nieożywionej do pierwszych glonów fotosyntetyzujących nastąpiło w oszałamiająco krótkim czasie 300 mln lat. Ciekła woda pojawiła się na naszej planecie 3,8 mld lat temu, a pierwsze mineralne ślady aktywności sinic w postaci utlenionego żelaza III, czyli rdzy, liczą sobie 3,5 mld lat. Co nam tak napędziło ewolucję? Oczywiście Księżyc i powodowane przez niego przypływy i odpływy. Aktualna hipoteza „ciepłej pizzy” wyjaśnia powstanie życia tym, że najważniejsze, zdolne do samoreplikacji związki chemiczne, typu RNA i DNA, powstawały w poodpływowym błocku, gdzie związki węgla, przypiekane słonecznym nadfioletem, łączyły się w łańcuchy, wzorowane na strukturze glinokrzemianów.


Księżyc powstał przypadkiem, wskutek zderzenia młodej Ziemi z asteroidą. Ta była na tyle duża, że się w nią nie wtopiła, lecz wyrwała jej jedną szóstą masy, i zarazem na tyle mała, że nie rozchlapała naszej planety w pas planetoid. Gdyby nie było Księżyca i jego „pływowej maszyny” do napędu ewolucji, proces powstania życia z powodzeniem mógłby trwać dziesięciokrotnie dłużej. O ile planet z ciekłą wodą na powierzchni może być całkiem sporo, to liczba planet z wodą i optymalnej wielkości księżycem (mały „kartofel” jest bez znaczenia, zbyt duży destabilizowałby orbitę i rujnował klimat), radykalnie się zmniejsza. Ale to dopiero początek.

Dlaczego E.T. przypomina rafę koralową

Nie wiemy, jak doszło do symbiozy pierwszych protobakterii, z których jedne z czasem stały się komórkowymi mitochondriami, a inne rybosomami, tworząc ostatecznie komórkę z kompletem organellii. Na pewno jednak poszło to piorunem w ciągu tych pierwszych 300 milionów lat – mamy tu dwie ewolucyjne pieczenie na jednym ogniu!

Potem musiał powstać wyraźny podział na rośliny i zwierzęta. Rzecz ważna, bo tylko ruchliwe zwierzęta są potencjalnie zdolne do badania kosmosu. Powstanie zwierząt nie było oczywiste. Wystarczy spojrzeć na grzyby i jamochłony, a Matka Natura miała tu jeszcze kilka wymarłych pomysłów, zwanych chimerami. Opracowanie podstawowego projektu zwierzęcia typu: łeb–kadłub–nogi zajęło na Ziemi 1,5 mld lat i możemy przyjąć, że było to zgodne z galaktyczną normą, bo Księżyc tu nie pomagał.


Rośliny wyszły na ląd, a raczej zostały tam wychlapane przez przypływy, jakieś 500 mln lat temu. Sto milionów lat później na lądowe pastwiska udały się pierwsze zwierzęta i znowu gdyby nie Księżyc, całe towarzystwo do tej pory siedziałoby w oceanach. Bez naszego naturalnego satelity okres od powstania zwierząt do ich wyjścia na ląd (2000 do 400 mln lat temu) mógłby znowu rozciągnąć się przynajmniej o rząd wielkości, do 16 mld lat. Trzymając się tej reguły, pierwsze trzy etapy ewolucji (powstanie życia, zwierząt, kolonizacja lądów) na planetach bez księżyca spokojnie mogłyby trwać 20 mld lat (patrz wiek Wszechświata!). Ponieważ czasu było o połowę mniej, za aktualny szczyt ewolucji na większości planet obdarzonych życiem można uznać rafę koralową.

Ślepa uliczka ewolucji, czyli dlaczego dinozaury nie stworzyłyby cywilizacji

Za kolejne etapy ewolucji przyjmijmy powstanie istoty rozumnej, odkrycie rolnictwa/cywilizacji i specyficznej formy cywilizacji przemysłowo-technicznej. Cała historia z dinozaurami była ślepą uliczką i stratą czasu – 150 mln lat w plecy! Gdyby nie spotkanie z asteroidą 65 mln lat temu, koroną stworzenia byłyby dinozaury włochate (wskutek kontaktów z lodowcem). Wiemy już, że dinozaury były stałocieplne, ale miały ptasie mózgi. Obecnie przypuszcza się, że dinozaury były ptakami, które przeszły do naziemnego trybu życia, a nie przodkami ptaków. Ptasi model ewolucji wyklucza zaś chwytne przednie kończyny, zdolne do sprawnego manipulowania otoczeniem i siłą rzeczy blokuje rozwój dużego mózgu, niezbędnego do sterowania rękami. Zagłada dinozaurów otworzyła więc drzwi małpom, ale jaszczury mogły "pociągnąć" jeszcze ze 100 mln lat.


Żeby z małp zrobić ludzi, potrzebna była pękająca płyta kontynentalna Afryki, która „zabrała” drzewa spod małp, wygnała je na sawannę i zmusiła do myślenia, jak przeżyć w tych warunkach. Trzeba było nauczyć się wstawać i rozglądać, szybko biegać, używać broni i umawiać na współdziałanie z innymi członkami grupy. Fakt, że specyficzna mutacja w genomie szympansa, opóźniająca rozwój dziecka, ale w zamian zwiększająca możliwości przyswajania wiedzy, zbiegła się z procesami geologicznymi w Afryce, to doprawdy duży przypadek. Bez niego cały dzisiejszy świat wyglądałby jak południowoamerykańska dżungla. Przynajmniej przez kolejne 10 mln lat, ale następnej stówy też wykluczyć nie można.

Po 2-3 milionach lat intensywnego myślenia, 6-7 tysięcy lat temu, ktoś wynalazł rolnictwo. Zapewne dokonała tego kobieta, przedstawicielka człowieka z Cro-Magnon. Neandertalczycy na to nie wpadli. Liczne ludy pierwotne, choć należą do tego samego gatunku co my, nadal mieszkają pod drzewami, z których zeszli. Zatem wynalezienie rolnictwa w ciągu pierwszych 10 mln lat istnienia homo sapiens wcale nie było obowiązkowe. Skoro jednak się dokonało, należało dalej siedzieć na miejscu i pilnować pola, co wymagało zorganizowania obrony przed rabusiami, systemów melioracji, regulacji własności, kalendarza i władzy zajmującej się tym wszystkim naraz. Tak wyglądał początkowy rozwój wszystkich cywilizacji rolniczych – Egiptu, Mezopotamii, Chin, Indii czy państwa Majów. Dopiero potem niektóre z nich zatrzymują się w rozwoju i jest to reguła dla kultur nie leżących nad brzegami Morza Śródziemnego.

Pożytek z Morza Śródziemnego

Dlaczego? Wygląda na to, że do przekształcenia cywilizacji rolniczej w techniczną niezbędna jest struktura geologiczna typu basen Morza Śródziemnego, zwany dalej Basenem. Musi on mieć takie rozmiary, żeby przy jego brzegach zmieściło się przynajmniej 5 zupełnie różnych cywilizacji naraz i być zarazem na tyle mały, aby kultury te mogły łatwo wymieniać się informacjami i inspirować (w przeciwieństwie do takich np. Azteków i Inków). Struktura Basenu musi też stwarzać duże geograficzne trudności w przeprowadzaniu podbojów. Powinien to być proces mozolny i nietrwały, skuteczny na góra 500 lat i tylko metodą zjednywania sprzymierzeńców.
Uzyskawszy takie warunki, bierzemy następnie z brzegów Basenu: żydowską religię, grecką filozofię, rzymskie prawo i barbarzyński honor. W trakcie mieszania dodajemy kolejno dwa katalizatory motywacji (Nowy Testament i Reformację), po czym naprawdę mocno wstrząsamy i otrzymujemy hot doga, program SETI i teleskop Hubble'a...


Uwaga: mieszanie i utrząsanie kultur leżących na monolitycznych płytach kontynentalnych (Indie, Chiny, Mezoameryka), bez użycia odpowiednika Basenu, prowadzi najpierw do zwycięstwa najbardziej bezwzględnej z nich i zaniku pozostałych. Po czym zwycięzca zatrzymuje się w rozwoju, sięgającym najwyżej początku epoki żelaza. Potem już tylko ostrza mieczy pokrywają się coraz wymyślniejszymi ornamentami, rafinują się metody zadawania bólu i rozkoszy, aż do ostatecznego samozadowolenia i Nirwany.

Zbierzmy teraz wszystkie szczęśliwe zbiegi okoliczności towarzyszące kolejnym sześciu etapom ewolucji, pomnóżmy przez siebie ich nikłe prawdopodobieństwa, a okaże się, że jedna cywilizacja techniczna na 15 mld lat istnienia Wszechświata to grubo więcej niż Przypadek przewiduje. Oznacza to, że mamy przed sobą dokładnie Wszechświat możliwości. Może nawet kilka wszechświatów...

Pierwodruk ukazał się w „Nowa Fantastyka” 5/2005 - przy okazji zapraszamy na https://www.fantastyka.pl/
12

Oglądany: 52613x | Komentarzy: 103 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

29.01

28.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało