Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

A może by tak #iwanttoo?

57 456  
367   109  
Niedawno na JM pojawił się tekst Colseeda traktujący o tym, jak to feminizm zjada swój własny ogon. Przyczynkiem do jego napisania była akcja #metoo, mająca na celu naświetlenie problemów napaści na tle seksualnym.


Okazało się, że wiele dziewczyn próbuje podciągać pod napaść swoje, może i niekoniecznie przyjemne, ale jednak dość błahe przygody. Coldseed jednoznacznie (i moim zdaniem słusznie) stwierdził, że takie podejście banalizuje tę kwestię. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że problem jest tak naprawdę głębszy i nie ogranicza się do stosunków damsko-męskich.

#1.


Jakiś czas temu, gdy siedziałam ze znajomymi w knajpie, podszedł do nas jakiś chłopak i powiedział do koleżanki: "Masz ładny płaszcz". Nastąpiła chwila totalnej konsternacji. No bo jak to? Przypadkowy człowiek podchodzi do innej przypadkowej osoby i mówi jej coś miłego? Tak zupełnie bez celu? Przecież to coś niepojętego – takie rzeczy się nie zdarzają. Z tego oszołomienia koleżanka ledwie zdążyła krzyknąć za odchodzącym chłopakiem "Dziękuję!".
No właśnie – informacje o napadach, gwałtach itp. przyjmujemy z oburzeniem, ale jednak traktujemy to jak coś oczywistego, jakieś błahostki (tu znów piję do artykułu Colseeda i akcji #metoo) podnosimy do do rangi nie wiadomo jakich zagrożeń, a tak ciężko nam uwierzyć w to, że jakiś przypadkowy człowiek może być zupełnie bezinteresownie miły.

#2.


Już dobrych kilka lat temu zdarzyło mi się pojechać z dwiema koleżankami w góry. Jechałyśmy pociągiem, a że były to czasy jeszcze przed wprowadzeniem obowiązkowej rezerwacji – usadowiłyśmy się w pierwszym wolnym przedziale. Jednak nie nacieszyłyśmy się zbyt długo samotnością, gdyż zaraz w drzwiach stanęła grupa kibiców, a jeden z nich spytał: "Wolne?". No cóż... Kibicom odmówisz, gdy grzecznie pytają? Oczywiście, pojawiła się nuta niepokoju, ale szybko okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Mimo że chłopaki jechali na mecz, po którym mieli zaplanowaną ustawkę, i nawet wieźli ze sobą cały potrzebny na takie okazje osprzęt, to wobec nas byli bardzo mili, a podróż minęła w przyjemnej i dość zabawnej atmosferze. Doszło nawet do tego, że gdy jedna z koleżanek zażartowała, że nie mamy biletów (które oczywiście miałyśmy – żeby nie było), to chłopaki wzięli to na poważnie i zadeklarowali, że nie wpuszczą konduktora do przedziału. I słowa dotrzymali. I to w jakim stylu! Stanęli murem w wejściu i... zaczęli śpiewać mu "Sto lat".
No i ja się pytam – gdzie się podziała ta legendarna bezinteresowna agresja i chamstwo nabuzowanych testosteronem osiłków?

#3.


Kiedyś, będąc wiosną w Tatrach, gdy w górach jeszcze leżał śnieg, w wyjątkowo mglisty i deszczowy dzień wymyśliłam sobie, że pójdę przez Szpiglasową Przełęcz. Ze względu na panujące warunki atmosferyczne pomysł był dość głupi, no ale – postanowiłam. Szlak był przedeptany, śnieg był pokryty lodem, w który raki bardzo dobrze się wbijały – nie szło się najgorzej. Gdy wiatr rozwiewał tumany, widziałam przed sobą dwa poruszające się w górę czarne punkty. Gdy dotarłam do schroniska, zaczepiła mnie dwójka ludzi z pytaniem, czy może szłam przez Szpiglasową i czy widziałam dwoje turystów idących przede mną. Okazało się, że zwrócili uwagę, że ktoś samotny idzie za nimi i czekali, by się upewnić, że przeszłam przez przełęcz cała i zdrowa. Wierzcie mi lub nie – to była najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam. Obcy, zupełnie przypadkowi ludzie, nie mając nawet pojęcia, kim jestem, chcieli mieć pewność, że nic mi się nie stało.

#4.


Dawno temu, gdy zaczynał się remont generalny warszawskich dworców, mając przesiadkę w Warszawie trochę bezmyślnie wysiadłam na dworcu Warszawa Wschodnia. Wszystko było pozamykane na głucho, więc postanowiłam poczekać na mój pociąg na peronie. Gdy tak sobie siedziałam, podszedł do mnie bezdomny z prośbą o wsparcie. Dałam mu jakąś monetę, a ten z wdzięczności zaczął opowiadać mi historię swojego życia. Facet ewidentnie miał potrzebę wygadania się, a ponieważ ja i tak nie miałam nic lepszego do roboty, to słuchałam. W pewnym momencie podeszło do nas dwóch panów z ochrony z zamiarem przepędzenia owego bezdomnego. Zaprotestowałam, mówiąc, że on mi nic złego nie robi – tylko rozmawiamy. Ochroniarze spojrzeli na mnie zdziwieni, a jeden z nich powiedział: „Jak pani chce, ale będzie pani tego żałować”. I wiecie co – bezdomny, gdy już się wygadał, to pożegnał się i poszedł, ja wsiadłam do pociągu, nic złego się nie stało, a ja wcale tego nie żałuję.

* * * * *

Podobnych historii mogłabym przytoczyć jeszcze co najmniej kilka i nie mam w zanadrzu ani jednej opowieści o złych doświadczeniach, która mogłaby stanowić tu przeciwwagę. Wszystkie mniej przyjemne incydenty były dość błahe, z pewnością nie stanowiły jakiegoś realnego zagrożenia i z perspektywy czasu uważam je nawet za dość komiczne. Podobnie rzecz ma się z moimi znajomymi. Jak to więc jest, że mimo iż kontakt z innymi ludźmi najczęściej nie niesie ze sobą negatywnych konsekwencji, to coraz częściej spotykamy się z przeświadczeniem o jakimś powszechnym wręcz zagrożeniu? Czy w ten sposób nie zachowujemy się trochę jak matki, które, naoglądawszy się programów kryminalnych, snują po nocach wizje o tym, co może stać się ich dzieciom?

Pisanie, że media gonią za sensacją, a przerażające przestępstwa zaliczają się do sensacji bardzo wdzięcznych do opisywania, jest truizmem. Oczywiście, dostajemy też pozytywne przekazy, ale one też muszą być spektakularne. Nikt nie mówi o prostych gestach takich jak to, że pan Kazio powiedział rano pani Stasi z klatki obok, że ładnie wygląda ładnie w nowej fryzurze, i dzięki temu pozytywnemu bodźcowi pani Stasia cały dzień miała dobry humor, ani o tym, że Monika powiedziała widywanemu czasem na siłowni Rafałowi, że ćwiczenia ewidentnie zaczynają przynosić pozytywne efekty, dzięki czemu ten nabrał dodatkowej motywacji do dalszego wysiłku. Oczywiście, to jest tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że trochę daliśmy odgrodzić się od świata realnego murem medialnych sensacji i postrzegamy ten świat przez ich pryzmat. A jeśli coś do tej wizji nie przystaje, to staramy się to interpretować w taki sposób, by dało się wpasować w te ramy, tak jak czynią to owe dziewczyny z #metoo.

Rzecz jasna nie twierdzę, że zagrożenia w ogóle nie istnieją. Otwartość nie zmienia tego, że powinniśmy być czujni i unikać sytuacji mogących stwarzać zagrożenie. Chamskie zachowania również zasługują na zdecydowane potępienie. Jednak odpowiedź uśmiechem lub żartem na jakąś, może nawet czasem i zbyt frywolną zaczepkę, nie zmniejszy naszego bezpieczeństwa, a może sprawić przyjemność drugiej osobie, która niekoniecznie musiała mieć złe zamiary. I nawet może się okazać, że obrócenie takiej sytuacji w żart spowoduje, iż sami poczujemy się lepiej.

Fulmar, z którym podzieliłam się swoimi przemyśleniami, od ręki przytoczył garść własnych historii z pozytywnym wydźwiękiem. Stwierdził też, że w ramach kontry można by zrobić akcję #iwanttoo, w której ludzie dzieliliby się swoimi dobrymi doświadczeniami. Może warto rozważyć ten pomysł?

Oglądany: 57456x | Komentarzy: 109 | Okejek: 367 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało