Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Narkotyki i pisarze to dwa bieguny tego samego świata

32 386  
86   16  
Pisarze od dawna wspomagali się narkotykami, ale zwykle był to temat tabu. Niechętnie poruszany przez większość stukających w klawiaturę odmieńców, chcących słowem zbawić świat.

Dla niektórych artystów psychodeliki stały się nieodłącznym elementem codziennego życia, dla innych były tylko środkiem wyrazu, jednym ze sposobów wyrażania słowami pokrętnych wizji czy uwypuklania wniosków, które dla trzeźwego umysłu na zawsze pozostawały w ukryciu.

Ken Kesey

Zapewne poruszę jeszcze temat książek, które przeczytałem w tym roku, ale przy okazji tego artykułu chciałbym zwrócić szczególną uwagę na „Lot nad kukułczym gniazdem”. Ken Kesey napisał wyjątkową powieść, która opowiada o losach pacjentów szpitala psychiatrycznego. Na dodatek „Lot” został wydany w 1962 roku, czyli u początku barwnych czasów pacyfizmu i hipisów, którzy swoim liberalnym stosunkiem do dobrych obyczajów znaczyli właśnie karty historii.


Życie pisarza było barwne, naznaczone licznymi spotkaniami z substancjami psychoaktywnymi. Najłatwiej znaleźć informacje o tym, że Kesey napisał większą część „Lotu” pod wpływem LSD. Poznałem tę ciekawostkę już w trakcie czytania książki. Wiedziałem wcześniej o ekscesach wielu znanych literatów, a czytając niektóre dziwne, chwilami niespójne z przebiegiem zdarzeń sceny zawarte w książce, z ciekawości poprosiłem wujka Google o weryfikację podejrzeń.

Trafiłem wtedy na kilka artykułów z ciekawostkami, ale ważniejszy był dla mnie wywiad z Kenem Keseyem przeprowadzony w latach 1992-1993. Robert Faggen (dziennikarz – przyp. red.) zapytał pisarza:

„Pracowałeś w Veterans Administration Medical Center, w Menlo Park uczestnicząc w eksperymentach ze środkami psychodelicznymi. Ile z tych doświadczeń wpłynęło na ciebie lub pomogło ci napisać „Lot nad kukułczym gniazdem?”.

„Brałem meskalinę i LSD. Dało mi to inną perspektywę wobec ludzi ze szpitala psychiatrycznego, poczucie, że być może nie są aż tak szaleni czy źli, jak sterylne środowisko, w którym przyszło im bytować. Ale psychodeliki są tylko kluczami do światów, które już tam są. Obrazów nie ma w białych czy żelatynowych kapsułkach. Dragi nie tworzą charakterów czy historii bardziej niż ołówki. Są zaledwie instrumentami, które pomagają im przedostać się na papier”.

W dalszej części wywiadu Kesey zaprzecza, że pisał po zażyciu LSD, ponieważ pod wpływem „myśli się o wielu ważniejszych rzeczach (niż pisanie)”. Porównuje branie narkotyków do nurkowania, żeby zobaczyć rafę koralową. Jednak żeby opisać to, czego się doświadczyło, trzeba z powrotem wrócić na łódź i wyschnąć.

Można zatem obalić mit krążący po sieci, że Ken Kesey pracował pod wpływem LSD. Psychodeliczny nastrój książki mógł być spowodowany tym, że artysta stworzył kilka pierwszych stron po zażyciu peyotlu, a potem (nie zmieniając wiele) próbował utrzymać ten ton do ostatniej strony.

„Lot nad kukułczym gniazdem” to niewątpliwie doskonała powieść, która słusznie przyniosła Keseyowi nieśmiertelną sławę i sukces finansowy. Jeśli jeszcze jej nie czytałeś, to czym prędzej nadrób zaległości. Chętnie porozmawiam z Tobą pod tym artykułem i wymienię się poglądami na temat książki.

Polecam Wam przeczytanie wywiadu, którego tytuł podaję w źródle. Można się z niego dowiedzieć dużo ciekawych rzeczy na temat Kena Keseya, a polskie źródła są dość ubogie w informacje o tym pisarzu.

Stephen King

Jeśli już jesteśmy przy amerykańskich pisarzach, to nie można pominąć Stephena Kinga, który w najgorszym okresie swojego życia uzależnił się nawet od płynu do płukania jamy ustnej. W swojej autobiografii „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” King szerzej opisał wątek uzależnienia od substancji psychoaktywnych.

Twierdził, że zaczęło się od alkoholu. Wspominał, że był pijany w sztok na pogrzebie własnej matki, a kiedy wieczorami kładł się spać, to musiał wylewać do zlewu wszystkie piwa, które zostały w lodówce. Miał wrażenie, że jak tylko przykłada głowę do poduszki, to te butelki wołają go do siebie, a on nie mógł usnąć, dopóki ich nie opróżnił.

Ciekawostką jest też fakt, że Stephen King z powodu uzależnienia od kokainy nie pamiętał procesu powstawania kilku swoich książek, między innymi „Cujo”.

Philip K. Dick

Amfetaminę z kolei zażywał Philip K. Dick, bo zależało mu na utrzymaniu zabójczego tempa pracy, które sobie narzucił. Niektóre źródła podają, że pisarz tworzył nawet 60 stron dziennie i potrafił pracować nieprzerwanie przez 48 godzin. Jednak okoliczności jego spotkania z białym proszkiem były trochę inne od tych opisywanych w popularnych portalach z ciekawostkami.

Z biografii pisarza wynika, że już od najmłodszych lat był słabego zdrowia – zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Jako sześciolatek musiał odbyć konsultację psychiatryczną, a w późniejszych latach regularnie korzystał z pomocy terapeuty.

Na dodatek przeszedł przez piekło trudnego dzieciństwa – najpierw śmierć siostry, potem rozwód rodziców i częste przeprowadzki, ponieważ jego matka nie mogła zagrzać miejsca na dłużej w żadnej pracy. O ile Stany Zjednoczone kojarzą się nam z „koczowniczym” trybem życia mieszkańców, o tyle nawet w tym kraju dzieci źle to znoszą.

Jakby tego było mało, młodość Dicka przypadła na okres, w którym działanie psychodelików i skutki ich zażywania nie były powszechnie znane, ale panowała już moda na eksperymenty. Jednak Dick był inny niż wszyscy i zamiast LSD czy marihuany nadużywał leków i amfetaminy. W tamtym okresie biały narkotyk był głównym składnikiem leków na astmę, więc młody Philip miał z nim do czynienia od wczesnych lat dziecinnych, bowiem cierpiał na przewlekłą chorobę dróg oddechowych.

Na dodatek w prawie całym okresie jego kariery nikt specjalnie nie interesował się literaturą science fiction. Z fantastyki trudno było się utrzymać, więc Dick musiał narzucić sobie wysokie tempo pracy, a amfetamina pomagała mu to wytrzymać. Dopiero w ostatniej dekadzie życia sytuacja finansowa pisarza ustabilizowała się.

Życie Philipa K. Dicka było na tyle interesujące, że trudno opisać je w jednym krótkim artykule. Odsyłam dociekliwych czytelników do źródła, z którego sam czerpałem, kiedy powstawał ten tekst. Mam nadzieję, że zafascynuje Was to równie mocno jak mnie. Zamierzam czym prędzej kupić albo wypożyczyć jedną z jego książek i dzięki literaturze zgłębić umysł zagubionego wśród własnych fabuł pisarza.

Bowiem Philip K. Dick uciekał w literaturę, kiedy wszystkie inne terapie zawodziły. Każdy orze jak może, a dla Dicka pisanie stanowiło sposób przetrwania. Cóż, biorąc pod uwagę, jak trudne miał życie, można się tylko zastanawiać, jaka moc drzemie w z pozoru prostym składaniu słów w zdania, a zdań w historie. Narkotyki i pisarze to dwa bieguny tego samego świata

Hunter S. Thompson

W Polsce autor „Dziennika zakrapianego rumem” czy sławnej „Hell’s Angels, A Strange and Terrible Sage of the Outlaw Motorcycle Gang” nie jest szczególnie znany. Co innego filmy oparte na jego powieściach – „Las Vegas Parano” oraz wspomniany już „Dziennik zakrapiany rumem”, bazujący na autobiograficznej powieści Huntera. W obu filmach główną rolę zagrał Johnny Depp. Cóż, być może nawet był do Thompsona trochę podobny.

Kiedy czytasz wątki biograficzne pisarza, masz wrażenie, że takie rzeczy nie mogły mieć miejsca. Przeglądając „Plan dnia Thompsona”, opublikowany przez Associated Press, w którym główną rolę odgrywa kokaina i alkohol, wydaje się, że żaden normalny człowiek nie byłby w stanie przeżyć tygodnia takim trybem.


Tymczasem Thompson twierdził, że narkotyki były mu niezbędne, by tworzyć. Jak przystało na ikonę kontrkultury lat sześćdziesiątych, nie stronił od żadnych używek i był zagorzałym zwolennikiem legalizacji marihuany. Swego czasu kandydował na stanowisko burmistrza, a jego program przewidywał legalizację wszystkich dragów, a karani mieli być tylko ci dilerzy, którzy sprzedawali trefny towar.

Thompson i narkotyki to związek tak nierozerwalny jak literaccy „Romeo i Julia” albo „Tristan i Izolda”. Wydaje się, że ten facet nie przeżyłby dnia bez kreski kokainy albo porządnej lufy. Nie ulega wątpliwości, że Hunter S. Thompson to jeden z czołowych ekscentryków, jakich wydały na świat Stany Zjednoczone Ameryki.

Johnny Depp doskonale odnalazł się w jego świecie. Odegrał doskonałą rolę w „Las Vegas Parano”, filmie, który uchodzi dzisiaj za ikonę kina psychodelicznego, ale i tak w niczym nie dorównuje książce. Potem Depp zagrał w „Dzienniku zakrapianym rumem”, obrazie nagranym ku pamięci pisarza.

Opowieści pisane przez Thompsona charakteryzowały się skrajnym subiektywizmem. Pisarz opisywał wszystko z własnej perspektywy, stąd łatwiej wysnuć wniosek, że narkotyki miały silny wpływ na jego twórczość. Zdanie otwierające „Lęk i odrazę” brzmi: Byliśmy gdzieś na skraju pustyni w okolicach Barstow, gdy poczułem pierwszego kopa – i opisuje działanie meskaliny, która u Thompsona wywołuje dziwaczne wizje (na przykład tę o krwiożerczych nietoperzach atakujących samochód, co było również pokazane w filmie).

Thompson należał do grona osób wiecznie rozczarowanych życiem i nieustannie szukających rzeczy, które pomogą im ulżyć sobie w osobliwym cierpieniu. Wiele łączyło go z Ernestem Hemingwayem – nawet samobójcza śmierć i sposób jej wykonania. Thompson nie zaakceptował starości, bo starość jest nudna i przytłaczająca. Zupełnie inna od życia, jakie wiódł. Cóż, w tym roku minęło już 12 lat od śmierci narwańca, którego los obdarzył ponadprzeciętnym talentem literackim.

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Wielu ludzi myśli o Witkacym jako o naczelnym polskim narkomanie, ale życie wybitnego artysty nie było aż tak czarno-białe, jak może się nam współczesnym wydawać. Witkiewicz napisał kiedyś książkę, która aktualnie istnieje pod tytułem „Narkotyki”, ale pierwsze wydanie nazywało się „Nikotyna. Alkohol. Kokaina. Peyotl. Morfina. Eter Appendix”.


Jednak jeśli ktoś myśli, że to poradnik, to się zawiedzie, bo po pierwszych trzech oraz piątym specyfiku Witkacy jedzie jak po burej kurtyzanie. Zaś ostatnie dwie substancje zostały opisane przez innych autorów. Przejdźmy od razu do peyotlu, bowiem do niego Witkacy ma odmienny stosunek.

Teraz czeka mnie zadanie specjalnie trudne: nie być fałszywie zrozumianym, co przy wyjątkowym stanowisku, które muszę zająć w stosunku do peyotlu, jest bardzo możliwe. Mogę być posądzonym o to, że odsądziwszy od czci i wiary trzy wyżej opisane jady, chcę udowodnić, że jedynie godnym używania jest właściwie ten czwarty i że uratowałem się od trzech nałogów przy pomocy oddania się innemu.

W dalszej części Witkiewicz wymienia specyfiki, których używał do „eksperymentów rysunkowych”. Na dodatek wspomina, że peyotl dostarczał mu niebywałych wizji wzrokowych oraz pozwalał na dogłębne wejrzenie w ukryte pokłady psychiki. Można to porównać do opowieści Kena Keseya, który na peyotlu stworzył początek „Lotu nad kukułczym gniazdem”, a LSD stosował do spenetrowania problematyki zdrowia psychicznego bohaterów.

Jednak Witkiewicz idzie dalej w swoich wywodach, bo uważa, że peyotl nie uzależnia, a na dodatek sprawia, że inne nałogi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie dla człowieka, który go spróbował. Jego bezkrytyczne podejście demaskuje cytat, gdzie na końcu Witkacy deklaruje, że wyzbył się trzech nałogów, ulegając czwartemu.

Powinien być używany we wszystkich sanatoriach, gdzie leczą wszelkiego rodzaju nałogowców.

Powyższy cytat tylko potwierdza, że Witkacemu brakowało obiektywizmu, kiedy opowiadał o zbawiennym wpływie peyotlu na ludzki organizm.

Twierdził, że do zażycia specyfiku skłoniły go historie o niesamowitych wizjach, których narkotyk dostarczał. Jednak w tamtym czasie zdobycie go w Polsce było niezwykle trudne. Łut szczęścia i znajomość z odpowiednimi ludźmi sprawiła, że artysta zdobył narkotyk, o którym wypowiadał się w niezwykle pochlebnych słowach.

Od strony 49 (źródło) opisuje swoje wrażenia po zażyciu peyotlu. Są fascynujące. Pisarz jest zdezorientowany, ale pełen pozytywnych wrażeń na temat tego, czego doświadcza. O żadnej innej substancji Witkiewicz nie wypowiedział się w równie pozytywnych słowach.

Z książki „Narkotyki” wyłania się obraz człowieka, który nie stronił od substancji zakazanych i postanowił opisać swoje doświadczenia – częściowo ku przestrodze, a częściowo ku zachęcie. Witkiewicz był jednym z tych wyzwolonych ludzi o szerokich horyzontach myślowych i prawie zerowym strachu przed nieznanym oraz przed eksperymentowaniem. Cóż, efektem tego były liczne portrety namalowane pod wpływem barwnych wizji i wymieniona wyżej książka, którą warto przeczytać.

Aldous Huxley

Autor anty-utopijnego dzieła „Nowy, wspaniały świat” był obok George’a Orwella wizjonerem i przewidział to, co miało się stać kilka dziesięcioleci później – we współczesnym świecie.

Dzisiaj, kiedy ktoś mówi o Huxleyu w kontekście substancji psychoaktywnych, od razu pojawia się informacja, że zażywał meskalinę. Niektórzy idą o krok dalej i przypisują skutkom brania tego narkotyku powstanie wszystkich dzieł pisarza. Trudno powiedzieć, jak było w rzeczywistości, natomiast jedno jest pewne – Huxley przynajmniej jedno dzieło stworzył pod wpływem.

„Drzwi percepcji” to esej z 1954 roku. Traktat o postrzeganiu świata, percepcji oraz jej zmianach wywołanych substancjami psychoaktywnymi. Huxley opisał w nim doświadczenia z meskaliną oraz próbował jak najdokładniej zinterpretować swoje wizje. Nieopatrznie esej stał się biblią hipisów, a Huxley wyrósł na kolejnego kontrkulturowego bohatera mas.

Dla ludzi ciekawych działania meskaliny, odsyłam do eseju. Jeśli jednak nie zagłębicie się i nie przyłożycie do wnikliwej analizy tekstu, może być trudno odróżnić osobiste interpretacje autora od rzeczywistych wizji wywołanych działaniem narkotyku.

Tekst ma lekko pozytywny wydźwięk w stosunku do meskaliny. Wydaje się wręcz pewne, że Huxley miał do niej słabość – jak Witkacy do peyotlu – i stosował ją nie tylko w celu napisania „Drzwi percepcji”. Można powiedzieć, że obaj uznawali swoje używki za zupełnie nieszkodliwe, bo nawet nie uzależniające, i cechowali się całkowicie bezkrytycznym podejściem do nich.

„Więc tymczasem żegnam was – może na długo, a może na zawsze. Kto wie? Nie palcie, nie pijcie, nie zażywajcie kokainy – spróbujcie w razie czego peyotlu”.

Linki do bloga, na którym publikowałem te dwa teksty:
Link 1 | Link 2

Zostały napisane na podstawie książki i wywiadów, do których linki podaję poniżej:

Źródło 1 | Źródło 2 | Źródło 3
4

Oglądany: 32386x | Komentarzy: 16 | Okejek: 86 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.03

04.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało