Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

5 sposobów na zemstę tak idiotycznych, że aż zajebistych

182 347  
301   30  
Nic nie przynosi w życiu takiej satysfakcji jak widok sąsiada, który się wywraca i rozwala sobie ten głupi ryj. Niby nic takiego, ale radość ogromna. Istnieją jednak ludzie, dla których zemsta to rodzaj wyzwania, z którego zrobili sztukę, więc zamiast czekać aż sąsiad będzie szedł po schodach…

#1. Zapłać zaległy podatek załadowanymi na taczki miedziakami


Czasem jedyne, co możesz zrobić w starciu z nieugiętą biurokratyczną machiną, która w podzięce za lata harówy w budowaniu innowacyjnego biznesu i tworzeniu setek miejsc pracy po prostu rujnuje ci ten biznes, to rzucić wszystko i przeprowadzić się w Bieszczady, żeby hodować owce i robić ser. Ale jeśli masz w sobie wystarczająco dużo silnej woli, a biurokratyczna machina nie odebrała ci wszystkiego, łącznie z chęcią życia, to możesz podjąć próbę odegrania się na niej.

Oprócz silnej woli przydadzą się też inne atuty.

Handlującego samochodami amerykańskiego przedsiębiorcę Nicka Stafforda mocno rozjuszył fakt, że aby uzyskać numer telefonu do odpowiedniej komórki kalifornijskiego urzędu ds. pojazdów mechanicznych celem zarejestrowania nowych aut i odprowadzenia od nich podatku, trzeba się trochę naczekać, a później jeszcze dzwonić od jednego biura do drugiego, by ostatecznie usłyszeć od urzędników, że nie posiada się uprawnień, by taką informację otrzymać. Z jakiegoś powodu Stafford uznał, że piastowanie funkcji urzędniczej to służba i urzędnik nie ma prawa zatajać przed obywatelem jawnych informacji, do których dostęp zapewnia mu amerykańska konstytucja, więc zrobił to, co w takiej sytuacji powinien zrobić każdy prawdziwy Amerykanin.

Poszedł na strzelnicę, która zawsze przypomni człowiekowi o najważniejszych amerykańskich wartościach.

Stafford wytoczył procesy sądowe urzędowi jako takiemu oraz dwóm konkretnym urzędnikom. Wszystkie przegrał, a sąd orzekł, że przedsiębiorca musi zapłacić prawie 3 tysiące dolarów zaległego podatku. Stafford mógł w tym momencie wyjechać w Bieszczady, ale prawdopodobnie nie wiedział, że to takie zajebiste miejsce, więc wybrał opcję zadrwienia z systemu. Pomysłowy przedsiębiorca spłacił swój dług pięcioma taczkami miedziaków, które urzędnicy musieli liczyć przez co najmniej 7 godzin, ponieważ przeznaczone do tego maszyny nie były w stanie sobie poradzić. Do załadowania kupionych w tym celu taczek niemal trzystoma tysiącami jednocentówek mężczyzna zatrudnił tymczasowo 11 osób, które przez 4 godziny rozpakowywały papierowe rolki z monetami, a później wjechał z ważącym 726 kilogramów długiem do urzędu. Zgodnie z amerykańskim prawem urzędnicy nie mogli odrzucić takiej formy płatności, ale Stafford stwierdził, że podeszli do sprawy liczenia miedziaków bardzo profesjonalnie.

#2. Zamawiaj pizze na czyjś koszt, wysyłaj mu prostytutki i przesyłaj skany swoich pośladków


Gdy dwie obłąkane grupy (z których jedna to operująca milionami dolarów sekta wspierana przez celebrytów z pierwszych stron gazet, a druga to trolle, którzy dali światu rickrollowanie, ale w pewnym momencie zdali sobie sprawę z tego, że ich powołaniem jest walka o wolność, a nie zalewanie internetu obrazkami z nazistowskimi kotami) zaczynają swoją małą wojenkę, to można mieć pewność, że wyjdzie z tego coś niezwykłego.


W 2007 roku kościół scjentologów zażyczył sobie usunięcia z YouTube filmu, na którym dziwnie zachowujący się Tom Cruise, najbardziej znany wyznawca scjentologii na świecie, z wyraźną pasją wylicza zalety płynące z wiary w to, że 75 milionów lat temu galaktyczny władca zwany Xenu przywiózł miliardy istot na Ziemię i wysadził je bombami wodorowymi pod jakimś wulkanem. Trzeba przyznać, że jak na taki ogrom zajebistości firmowanej idealnie symetryczną twarzą Toma Cruise’a kościół scjentologów często podejmuje próby filtrowania rzeczywistości na swoją korzyść poprzez odwoływanie się choćby do praw autorskich. Jak widać czasem nawet największy guru nie może liczyć na przychylność komitetu, gdy jego zachowanie wystawia na śmieszność całą organizację.

Dziwne nawet w realiach planety władcy Xenu.

Informacja o próbie usunięcia materiału z Tomem Cruise’em z YouTube’a dotarła do użytkowników 4chana – forum będącego dla jednych ostatnim bastionem wolności w Internecie, a dla innych zwykłym siedliskiem patologii. Niektórzy 4chanowcy uznali postępowanie scjentologów za zamach na wolność i od słowa do słowa doszli do wniosku, że należy władze kościoła ukarać. Stworzyli więc grupę internetowych aktywistów pod nazwą „Anonymous” i opracowali tzw. „Project Chainology”, czyli plan rozmontowania kościoła scjentologicznego.

W styczniu 2008 roku na YouTube ukazał się film pt. Message to Scientology („Wiadomość dla Scjenotologii”), na którym komputerowo wygenerowany głos wylicza wszystkie występki kościoła i obiecuje się zemścić. W tym samym miesiącu następuje fala ataków na kościół. Najpierw przeciążona zostaje jedna ze stron internetowych kościoła, co stanie się później „flagowym” sposobem Anonimowych na spełnienie swoich pogróżek w stosunku do innych osób i organizacji. Równocześnie Anonimowi wychodzą ze swoimi działaniami poza świat wirtualny i uprzykrzają życie organizacji, zamawiając do jej biur dziesiątki pizz z opcją płacenia na miejscu i wysyłają faksy ze skanami swoich pośladków lub po prostu stronami całymi na czarno, by zużyć zapas tuszu w urządzeniach. Jeden z filmów opublikowanych na YouTube w styczniu 2008 roku ukazuje także rzekome wysłanie prostytutek do jednej z siedzib kościoła w Rotterdamie.

No i powiedzcie, że uznawanie dziwek i pizzy za karę nie jest formą obłąkania.

Po kilku tygodniach akcje odwetowe Anonimowych przybierają bardziej pokojową formę, gdy aktywiści w charakterystycznych maskach stoją przed siedzibami scjentologów w największych miastach świata. Czy udało im się rozmontować kościół scjentologów, tak jak planowali? Jedna z osób zarządzających kościołem twierdzi, że scjentolodzy rozwinęli się w ciągu ostatnich lat jak jeszcze nigdy dotąd. Zaś jednym z efektów ubocznych tego rozwoju stały się narodziny internetowego aktywizmu na masową skalę wraz z największą tego typu organizacją na świecie. Z kolei film z Tomem dalej wisi na YouTube.

Film

#3. Ukryj penisy na obrazach rodziny, z którą się pokłóciłeś


Jeśli masz na nazwisko Kulczyk albo inny Czartoryski, lub po prostu uważasz, że wiedza jest jak kondom i nie wiadomo, kiedy może się przydać, to zapamiętaj sobie jedno: nigdy nie wkurwiaj malarza, bo inaczej będziesz musiał maszerować na Moskwę w niewygodnych butach albo prowadzić kłopotliwe rozmowy z rodziną.

„Państwo Andrews” nie mieli tyle szczęścia, by móc poczytać super porady z Internetu i najprawdopodobniej pokłócili się ze znanym brytyjskim malarzem Thomasem Gainsboroughem, gdy ten malował ich portret. „Najprawdopodobniej”, ponieważ według najnowszej biografii malarza kłótnia pomiędzy Robertem Andrewsem a Gainsboroughem najlepiej tłumaczyłaby umieszczone przez malarza członki na obrazie, na którym Robert Andrews stoi pod drzewem, a obok, na ławce, siedzi jego 16-letnia żona Frances, zaś w tle rozpościera się widok na ziemie należące do pana Andrewsa.

I kutasy, kutasy jak okiem sięgnąć.

Oczywiście Gainsborough nie zasypał obrazu malunkami członków, bo taka oczywistość jest dla artysty uwłaczająca. Jak na każdego dojrzałego artystę przystało, Gainsborough dokonał zemsty subtelnie wplatając elementy genitalne w niektóre części obrazu. I tak na przykład zwisający u boku pana Andrewsa mieszek wygląda co najmniej nienaturalnie jak na ówczesny mieszek – za to bliżej mu do kształtu męskich genitaliów.

Z zaawansowanym rakiem jąder.

Według biografa Gainsborougha drugi fallus został umieszczony w formie samych konturów na kolanach pani Andrews, w miejscu przeznaczonym na ewentualnego potomka, którego można by było domalować, gdyby taki potomek pojawił się na świecie.


Natomiast trzeci element, odzwierciedlający stosunek malarza do Andrewsów, to ukazana w tle para osłów w zamkniętej zagrodzie.


O tym, że Andrewsowie podpadli czymś Gainsboroughowi, z którym się przyjaźnili, miałby świadczyć fakt, że ukończony w 1748 roku obraz po prostu zniknął na 200 lat. Obraz nie został też dokończony, co, jak tłumaczy ekspert, przy tym poziomie wykończenia i skupienia na szczegółach, daje sporo do myślenia. Podobnie jak fakt, że Gainsborough lubił rysować członki w listach, które wysyłał innym. Tak że ten... Wszystko to jedynie przypuszczenia.

#4. Wykup ziemię w bogatym regionie i postaw na niej domy dla potrzebujących, żeby zrobić na złość sąsiadom


Gdy znany na całym świecie reżyser, scenarzysta, twórca filmów, które zmieniły całą kinematografię, postanawia zbudować sobie studio filmowe w twoim sąsiedztwie, to zazwyczaj jako pierwszy ustawiasz się ze szpadlem już pierwszego dnia budowy. W końcu ile osób na świecie ma okazję spotykać na co dzień gwiazdy światowego kina. Kto wie, może nawet udałoby ci się kiedyś poznać Harrisona Forda albo zamienić słowo z Samuelem L. Jacksonem?

„Pięknie tu. Tylko mam dość tych jebanych komarów w tej jebanej okolicy”

Rok od premiery „Gwiezdnych wojen” George Lucas rozpoczął budowę studia filmowego na swoim liczącym prawie 2,5 tys. hektarów ranczo Skywalker Ranch na północ od San Francisco, wśród spokojnych wzgórz i malowniczych winiarni kalifornijskiego hrabstwa Marin. W 2012 roku, gdy na terenie studia trwała największa rozbudowa, prace zostały nagle przerwane. W wystosowanym oświadczeniu Lucas poinformował, że nie może kontynuować budowy swojego studia ze względu na protesty swoich sąsiadów, którzy zaczęli obawiać się, że ogromny kompleks doprowadzi do zwiększenia ruchu samochodowego w okolicy, a także zrujnuje piękny krajobraz i wyrządzi szkody w środowisku. Chcąc uniknąć wiecznych problemów z sąsiadami, Lucas podjął decyzję o przeniesieniu studia w inne miejsce. Nie minęło jednak wiele czasu i reżyser ogłosił, że na części terenu rancza – położonego w jednym z najbogatszych regionów Ameryki – powstanie kompleks budynków dla osób najbiedniejszych i wymagających opieki.

George Lucas – znany reżyser, scenarzysta, który zwykłe „goń się” potrafi obrócić w akcję charytatywną.

Niektórzy mieszkańcy hrabstwa Marin przyjęli decyzję Lucasa z wielkim oburzeniem. No bo jak to – patologia w raju? Nie do pomyślenia. Jedna z przeciwniczek pomysłu reżysera, która wedle artykułu z New York Timesa chciała pozostać anonimowa, zaczęła obawiać się o swoje bezpieczeństwo, bo „będzie tu terror jak w Syrii”, natomiast przewodnicząca stowarzyszenia mieszkańców stwierdziła, że projekt budowy osiedla przyczyni się do wywołania wojny klasowej. Wobec ostrego sprzeciwu większości mieszkańców Marin Lucas chciał wycofać się ze swojego pomysłu i dlatego między innymi w związku z tym prace nad projektem zostały wstrzymane na 3 lata. Jednak w 2015 roku ruszyły ponownie, a Lucas zdecydował się pokryć sięgający nawet 150 milionów dolarów koszt budowy położonego na obszarze 400 hektarów osiedla z własnej kieszeni, co znacznie przyśpieszy proces zarówno od strony formalnej, jak i konstrukcyjnej.

Lucas broni się przed stwierdzeniami, że zdecydował się na taki ruch z zemsty na sąsiadach, ale gdyby było jak mówi, to dlaczego w miejscu rancza nie wybudował na przykład parku z prawdziwymi dinozaurami?

#5. Zbuduj imperium, żeby podbić kraj człowieka, który więził cię przez 3 lata


Jeśli zemsta najlepiej smakuje na zimno, to bohaterowi tej historii Discovery powinno dać własny reality show.

Gdyby nie fakt, że gość nie żyje od tysięcy lat, a Discovery woli promować fejkowe historyjki zamiast szczerych szaleńców.

Na początku V wieku przed naszą erą chińskie królestwo Wu sąsiadowało z królestwem Yue i w tradycyjnym dla siebie porządku funkcjonowania starożytnych królestw Wu napadło na Yue. W czasie napaści na Yue Wu rządził podstarzały król Helü, który w czasie bitwy o Yue został zabity w pojedynku jeden na jednego przez świeżo upieczonego władcę Yue, młodzika Goujiana. 2 lata później syn Helü, Fu Chai, ponownie udał się do Yue i tym razem udało mu się wrócić zwycięsko. Przy okazji Fu wziął do niewoli Goujiana i jego żonę, którzy od pory mieli wykonywać niewolniczą pracę od świtu do nocy na rzecz Wu, zaś królestwo Yue stało się wasalem królestwa Wu.

Po trzech latach spędzonych w niewoli Goujian i jego żona zostali wypuszczeni na wolność, ponieważ Fu sądził, że nie stanowią już żadnego zagrożenia, a Yue pozostanie wierne Wu. Fu nie wiedział jednak, że w czasie nieobecności swojego władcy Yue było rządzone przez Wen Zhonga, który krok po kroku odbudowywał potęgę królestwa. Po powrocie Goujian zasiadł ponownie na tronie Yue i kontynuował proces rozpoczęty przez Wen Zhonga. W ciągu następnych lat Yue rosło w siłę, prowadząc wymianę handlową z Wu oraz innymi królestwami, i sprawiało wrażenie usłużnego poddanego, a nierzadko wysyłało prezenty w postaci najpiękniejszych kobiet.

„Od razu tam podejrzane...”

Goujian nie zapomniał jednak doznanych w Wu krzywd, ponieważ nie chciał ich zapomnieć, pielęgnował w sobie pragnienie zemsty, śpiąc na posłaniu ze słomy podobnym do tego z czasów niewoli w Wu i codziennie po przebudzeniu lizał zawieszony nad swoim posłaniem należący do węża woreczek żółciowy, który miał mu przypominać o przeżytych upokorzeniach. Cierpliwa realizacja opracowanej prawie 20 lat wcześniej taktyki w końcu się opłaciła. Yue podbiło osłabione Wu, które zupełnie zaniedbało swoich mieszkańców, a zamiast tego budowało pałace pięknościom wysyłanym przez Yue. Chciałoby się napisać, że Goujian osiągnął swój cel i wszyscy żyli długo i szczęśliwie, jednak zaraz po podbiciu Wu Goujian zaczął obawiać się zdrady, więc w tradycyjnym dla siebie porządku funkcjonowania starożytnych władców powyrzynał ludzi ze swojego najbliższego otoczenia.

Którzy nie mogli przecież przewidzieć, że ich liżący wężowe pęcherze władca może mieć coś nie tak pod kopułą.

Morał z tego taki, żeby nie ufać kolesiowi, który był kiedyś królem, a potem musiał pracować w polu od świtu do zmierzchu, a po uwolnieniu zaczął przesyłać ci piękne laski, którym swoją drogą też nie ufaj, a przynajmniej nie stawiaj im kolejnych pałaców.

„Blachara jest jak kropla rosy w porannym słońcu: zniknie z twoim dobytkiem przed ósmą rano.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 5, 7, 8, 9, 10

Minęło ponad 20 lat, ale UBW w końcu wpadł na pomysł zemszczenia się na babie od plastyki, która lała go linijką po łapie. Teraz będzie mu łatwiej. Jeśli chcesz zobaczyć, co wykombinował, polub jego fanpejdż na Facebooku.
21

Oglądany: 182347x | Komentarzy: 30 | Okejek: 301 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało