Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kilka słów o masturbacji, tej wstydliwej rzeczy, którą nałogowo robią prawie wszyscy oprócz ciebie

146 276  
147   93  
Masturbacja nie jest tematem, o którym zazwyczaj rozmawia się zbyt chętnie. Czasami zdarzają się jakieś żarty w gronie bliskich znajomych, ale zasadniczo nie ma się przecież czym chwalić. Nie zmienia to jednak faktu, że statystyki mówią same za siebie.

Raporty powstałe na przestrzeni ostatnich lat pokazują, jak wszechobecny to nawyk. Wystarczy tylko zajrzeć na stronę CovenantEyes (szczegółowe dane tutaj) co piąte wyszukanie na urządzeniach mobilnych dotyczy materiałów związanych z porno, 69% płatnych materiałów w necie to rzeczy związane z seksem, a branża internetowej pornografii przynosi zyski w wysokości trzech miliardów dolarów rocznie - przykłady zresztą można mnożyć. A przecież ze świecą szukać kogoś, kto ogląda takie materiały wyłącznie dla wrażeń artystycznych…

Krzysztof Garwatowski, dyrektor programowy Pink Press - największego pornowydawnictwa w Polsce - w jednym z wywiadów już kilka lat temu przewidywał przyszłość tej branży nad Wisłą, zwracając uwagę głównie na obecne wtedy w naszym kraju ograniczenia technologiczne. W Stanach nastąpiło przesunięcie erotyki do internetu. W Polsce jeszcze nie, bo wielu odbiorców ma do internetu dostęp ograniczony. Szybkość łącza też pozostawia wiele do życzenia, a dużo osób ma limit transferu, co utrudnia pobieranie filmów z sieci. Jednak prędzej czy później rzeczywistość zmusi nas do przejścia do internetu. W wywiadzie dla Onetu jego słowa potwierdził Zygmunt Gołąb - pisarz, który przed laty pracował jako producent w wydawnictwie porno: Owszem, w latach 90. na erotykę był boom - pisma erotyczne sprzedawały się pięknie, ale wtedy wszystko się dobrze sprzedawało: gazety, VHS, potem DVD, wydania elektroniczne. Było na czym zarobić. Ale dziś króluje internet, przez który cierpi sektor prasowy, szczególnie ta jego gałąź, która zajmuje się erotyką. Podobnie jak w przypadku tradycyjnej prasy, magazyny porno przeżywają swój zmierzch i raczej nie ma większej szansy, żeby ta sytuacja miała kiedykolwiek się zmienić. Biorąc pod uwagę ewolucję mediów, trudno chociażby traktować jako sensację wiadomość o Playboyu rezygnującym z golizny. Chociaż Garwatowski w 2013 roku zapewniał jeszcze, że tradycyjne porno nadal ma się nieźle, to dzisiaj można zastanawiać się, czy to przypadkiem nie była tylko dobra mina do złej gry i przesadny optymizm. Przecież kioski, główny dystrybutor nieprzyzwoitych gazetek, praktycznie zniknęły już z miejskiego krajobrazu. Co prawda na stacjach benzynowych nadal można kupić płyty DVD z koszmarnie niegustowną okładką czy tanie świerszczyki, ale popyt na „stacjonarne” porno dziś istnieje już chyba tylko wśród pokolenia nieogarniającego internetu.

film

Na temat masturbacji powstaje też coraz więcej opracowań. Począwszy od rozdziałów w szkolnych katechizmach czy portalach katolickich, pokazujących zło i degradację czynu, za który Bóg pokarał Onana, przez analizy na stronach związanych ze zdrowiem, autostatystyki po niemalże promocję zabawy z samym sobą. Możemy też znaleźć niemalże coachingowe strategie wyjścia z nałogu, co podane w takiej motywacyjnej formie prezentuje się dość zabawnie. Oswojeniem i przedstawieniem autoerotyzmu z socjologicznego punktu widzenia jest chociażby książka Lauren Rosewame „Masturbation in Pop Culture: Screen, Society, Self” - całkiem droga pozycja, która bez zbędnego nadęcia pokazuje oblicza onanizmu prezentowane we współczesnej kulturze.

Powszechność dostępu do pornografii jest oczywista, a co za tym idzie coraz trudniej oprzeć się pokusie samogwałtu (gdybym zakładał grindcore'ową kapelę, to byłaby jedna z pierwszych propozycji nazwy, mocno brzmiące słowo). Aż przypomina się dowcip z serialu „IT Crowd” – pamiętasz takie czasy, gdzie siedziałeś przy internecie przez całą noc, a zobaczyłeś co najwyżej 8 kobiet? No właśnie. Dziś mało kto kłopocze się nawet ze ściąganiem pornografii, skoro streamingi w HD hulają aż miło. Zmieniło się też samo podejście do masturbacji - to dziś żadne tabu. Pamiętacie świetną scenę z „American Beauty”, gdzie Kevin Spacey budzi swoją żonę w nietypowy sposób i prezentuje dość poetyckie określenia tej prostej czynności?

Film

Rzecz niegdyś wstydliwa i ukrywana na dobre zawitała do mainstreamu i rozgościła się w nim na dobre. Nazwy stron takie jak Chaturbate czy Fappening też doskonale pokazują zastosowanie zawartych tam materiałów. Równie dobrze można z pamięci rzucać cytatami – w „Mars napada” Kazik już na przełomie mileniów przekonywał, że gruszkę można walić takoż pod obraz i z pamięci, doskonale znany internetowy mem mówi, że za każdym razem, kiedy się masturbujesz, Bóg zabija kociaka, a powiedzenie Woody’ego Allena, że masturbacja to seks z osobą, którą się naprawdę kocha weszło już do potocznego użycia. Bez problemu zresztą można w sieci napotkać rankingi piosenek, które dotyczą tego tematu. Niektórzy próbują co prawda z tym walczyć – w dobie wszelkich łańcuszków pojawił się nawet No Fap Challenge, jednak nieco ponad sześć tysięcy fanów tej inicjatywy na Fejsie nie wróży jej spektakularnego sukcesu.

A czy łatwo skłonić ludzi do wyznań dotyczących masturbacji? Napisałem w tej sprawie do kilku znajomych i, o dziwo, większość bez większych oporów podzieliło się ze mną swoim spojrzeniem na ten sposób spędzania wolnego czasu:

Pierwsze porno, jakie w życiu widziałem znalazłem w oldskulowych, tanich gazetkach. Miałem wtedy może z sześć lat, trafiłem gdzieś w piwnicy takie pisemka i bardzo mnie to zaintrygowało. Kiedy miałem jakieś 10 lat, dorwałem swojego pierwszego Playboya, jednak zbyt wiele golizny - przynajmniej w porównaniu ze świerszczykami, które kojarzyłem - tam nie było. Gdzieś koło szóstej klasy podstawówki podczas wagarów oglądaliśmy z kolegami regularnie pornosy, ale były to raczej "tradycyjne" filmiki. Choć pornografia towarzyszy mi przez dłuższą część życia, dziś raczej nie jestem jej fanem. Zdecydowanie wolę pamięciówę, która jest może nie tyle mistyczna, co bardziej intymna. Wolę wspominać jakieś swoje akcje i dziewczyny niż patrzeć, jak nakoksowany koleś rżnie laskę wielkim fiutem w dupę. Czasami jednak zdarza mi się szukać jednego filmiku, przy którym będę chciał się spuścić i wtedy potrafię nawet przez trzy godziny przeglądać strony. Chociaż jestem dość młody, przez długi czas nie miałem netu i zadowalałem się gazetkami. Czy od kiedy mam neta robię to częściej? Nie prowadzę statystyk, ale wydaje mi się, że mimo wszystko jednak tak. Czasami gdy siedzę wieczorami sam w domu, popijam drinka i nie chce mi się czytać książki, robię to zwyczajnie z nudów. O dziwo zdarza mi się też czasami wrócić jeszcze do jakichś starych gazetek, więc net nie jest moim jedynym źródłem materiałów do walenia. Dla moich znajomych pornografia też nie jest żadnym zakazanym owocem, to coś tak normalnego jak codzienne sprawdzanie poczty.
Marek - rocznik 1995

Od kilku lat jestem w stałym związku, jednak częstotliwość masturbacji nie jest znacząco mniejsza niż w moich młodzieńczych czasach, może nawet odwrotnie. Nigdy nie powiedziałbym, że jestem niezadowolony ze swojego życia seksualnego - to tak jak z alkoholem. Czasami mam ochotę kulturalnie wypić z kimś wino, czasami w samotności potrafię najebać się browarami, słuchając muzyki. Nie szukałbym w tym większej filozofii. To całkiem naturalny odruch, coś jak chęć zapalenia papierosa. Zdarzało mi się nawet podczas dłużyzn w robocie wychodzić do łazienki ze smartfonem i pooglądać jakieś dziewczynki (śmiech). Ale muszę przyznać, że net zdecydowanie ograniczył moją wyobraźnię – kiedyś zdecydowanie częściej wymyślałem filmy ze sobą w roli głównej w głowie, teraz odruchowo siadam do kompa – raz, dwa i po wszystkim. Sieć podnosi też standardy i zwiększa oczekiwania – kiedyś trzeba było zadowolić się zdjęciami starej kurwy z napompowanymi balonami, dziś wystarczy wejść na pierwszy lepszy serwis z filmikami i każdy znajdzie coś dla siebie. Zresztą internet sprawił, że zdarza mi się zagubić w jego przepaściach, trzymając jedną rękę na myszce, a drugą w gaciach. Kiedyś, jak moja dziewczyna wyjechała na weekend do rodziny, straciłem tak całą sobotę, aż się poobcierałem. Nie wyobrażam sobie takiego maratonu przy gazetkach.
Tomek - rocznik 1984

Również i dziewczyny nie krępują się specjalnie mówić o swoich nawykach. Co więcej, niektóre z nich przyznają nawet, że w tym aspekcie nie widać specjalnego rozdźwięku między nimi a kolesiami:

Nie wiem, czy w tej kwestii jest jakaś różnica między facetami a kobietami Może tylko to, że kobiety bardziej wstydzą się do tego przyznać. Nie wiem za bardzo z czego robić tu jakieś halo - jak mam ochotę na masturbację, włączam sobie filmiki w necie i tyle. Zresztą internet towarzyszy mi od dzieciństwa, więc dostępność golizny to dla mnie norma. Ale muszę przyznać, że gdy pojechałam na wakacje z koleżankami i nie miałam dostępu do sieci, nie zrobiłam tego ani razu w ciągu dwóch tygodni. Może więc rzeczywiście okazja czyni złodzieja…
Basia - rocznik 1991

Tak, owszem, kobiety się masturbują. Oglądają porno, jasne, ale na bank nie kupują gazet. Przynajmniej ja nie znam żadnej laski, która kupiłaby sobie pisemko w kiosku, nie ma takiej opcji. Zresztą, w przeciwieństwie do znajomych facetów, ja nie rozmawiam ze swoimi koleżankami o porno, to raczej kwestia prywatna, wolimy oglądać to w ukryciu. Poza tym ta branża trochę zapomina o kobietach, przez co nie mamy dużego wyboru. Trudno jest znaleźć dobry film, który podjara kobietę - czyli taki, gdzie nie pokazują wiecznie tylko i wyłącznie latających cycków dymanej od tyłu blondi. Na stronach porno bywają niby kategorie dla kobiet, ale tam też jest ubogo, kilka słabych filmów na krzyż i tyle. To już raczej indywidualna sprawa. Chyba każda laska chciałaby być przeleciana totalnie na ostro, tak jak to robi chociażby James Deen. Przeważnie tego nie dostajemy, więc oglądamy w samotności filmy. Ale nie mogę powiedzieć, żebym masturbowała się więcej niż w czasach, kiedy zaczynałam to robić i kiedy internet dopiero raczkował. Maksymalnie dwa – trzy razy w tygodniu i to najczęściej nie bezpośrednio przy komputerze, tylko w wannie, już po obejrzeniu filmików.
Karolina - rocznik 1988

Żeby spojrzeć na stronę z nieco szerszej perspektywy, poprosiłem o wypowiedź seksuologa. Marcin Adamski z Centrum Psychoterapii i Seksuologii Actus, który zauważył, że kwestia internetowej seksualności to już coś więcej niż tylko szybkie rzucenie okiem na nieprzyzwoite filmiki: Zachowania seksualne należą do jednych z najczęściej uzależniających aktywności. Do rozwoju takiego uzależnienia dochodzi z wielu przyczyn, wśród których istotna jest także dostępność materiałów pornograficznych, służących do stymulacji seksualnej i podnoszących jej gratyfikującą wartość. Ponad wszelką wątpliwość upowszechnienie treści pornograficznych w internecie postępujące w ciągu ostatnich dekad skutkuje wzrostem ilości osób uzależnionych od masturbacji, a szerzej - seksu. Oprócz zwiększającej się dostępności pornografii, znaczenie mają także zmiany w sposobie jej wykorzystania. Pornografia internetowa staje się coraz bardziej interaktywna - dzisiaj użytkownicy już nie tylko oglądają zdjęcia czy filmy prezentujące aktywność seksualną, ale coraz częściej współuczestniczą w obserwowanych zdarzeniach. Służą temu m.in. czaty seksualne oraz portale umożliwiające odpłatne zamawianie określonego typu aktywności seksualnej. W efekcie tych zmian do gabinetu seksuologa zgłasza się coraz więcej pacjentów, którzy nie potrafią już szczęśliwie współżyć w ramach związku partnerskiego - to często znacznie bardziej wymagające, skomplikowane i emocjonalnie obciążające niż zachowania autoerotyczne. Jednocześnie ten wirtualny substytut na dłuższą metę rodzi wiele cierpienia - spłyca relacje z innymi ludźmi, prymitywizuje uczucia i prowadzi do samotności.

Oczywistością i truizmem jest fakt, że internet zrewolucjonizował praktycznie wszystkie płaszczyzny współczesnego życia. Nie da się wyobrazić sobie dzisiejszego świata bez sieci – a że seks jest jej (i jego) siłą napędzającą, można spodziewać się jeszcze większej ekspansji pornografii. A masturbacja – nieodłączny element towarzyszący przeglądaniu takich materiałów – zwyczajnie spowszedniała. Nikt już nie grzmi "ręce na kołdrę!", starsi ludzie nie straszą widmem włosów między palcami, młodzi nie boją się ognia piekielnego smagającego ich grzeszne dłonie. Ale czy można (i, przede wszystkim, czy trzeba?) coś z tym robić? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie, nomen omen, samodzielnie.
55

Oglądany: 146276x | Komentarzy: 93 | Okejek: 147 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało