Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Uśmiecham się, nie narzekam, robię to, co kocham, czyli jak założyłem objazdowy teatr

21 156  
231   59  
Wiele osób pisało już tutaj o swoich zawodach. Zazwyczaj jednak w kwestii tego, jak to mają źle, co chcieliby, żeby było lepiej i dlaczego im jest gorzej niż innym.

Czytając kolejny tego typu artykuł stwierdziłem, że nie wiem dlaczego ludzie w takim razie trzymają się swojej branży, skoro tak wiele rzeczy im nie odpowiada i pisząc o swoim codziennym zajęciu, skupiają się głównie na negatywnych aspektach pracy.

Aby zacząć opowiadać o mojej pracy i podejściu do niej, muszę najpierw wymienić niektóre branże, w których zdarzyło mi się pracować.
Pracowałem:
  • w lesie na ścince
  • jako pracownik ogólnobudowlany
  • jako ogrodnik
  • handlowiec w różnych formach
  • gastronomia od McDonald's po pizzerie
  • animator kultury
  • kierowca (najpierw osobówki, a potem ciężarówki)
Ot, kilka takich zajęć, które bardziej zapamiętałem. Każde zajęcie miało swoje plusy i minusy, ja jednak staram się żyć w zgodzie z filozofią, według której jeśli skupiasz się na aspektach pozytywnych i podchodzisz do życia z uśmiechem, to zawsze będzie ci lżej. I wiecie co? Działa!
Jak pracowałem w lesie, to cieszył mnie zapach drewna i natura. Jak robiłem za kółkiem, to cieszyło mnie, że zwiedziłem wiele ciekawych miejsc. W gastronomii cieszyło mnie, że mogłem sobie dobrze pojeść w robocie.
A że szef dupa? Albo klienci wkurzają? Jak coś mi się przykrzyło, to zawsze robotę można zmienić, jeśli się tylko chce pracować. Tak też robiłem, dzięki czemu nabrałem doświadczenia w wielu miejscach.
Oczywiście nie mówię, że jestem ekspertem budownictwa, bo pracowałem na budowie, ale mam na myśli jakieś podstawowe doświadczenie, jak umiejętność prostego wkręcania wkrętów (miałem 16 lat, pracując na budowie).

Dwa lata różnicy. U góry 2015, na dole 2017.

Lata jednak leciały i chciałem się zająć tym, czym lubię się zajmować. A ponieważ charakter mam dosyć niepokorny, wiedziałem, że będę musiał być sam sobie szefem. Tak też otworzyłem... objazdowy teatr dla dzieci!
Jak to się stało? Od zawsze ciągnęło mnie do sceny - gdzieś występowałem, to jakąś imprezę poprowadziłem, to jakiś happening zorganizowałem. Wszyscy mi mówili "A co ty będziesz z tego miał?!", a ja miałem hobby, dużo satysfakcji i uśmiechu. Gdzieś po cichu podejrzewałem też, że w przyszłości właśnie z tego będę żył.
Ponieważ, jak wspomniałem, niepokorna dusza ze mnie, uznałem, że nie doprowadzi mnie do celu szkoła aktorska ani żadna inna. Postanowiłem nabrać życiowego doświadczenia, stąd przeróżne zainteresowania. Pracując w różnych branżach, poznawałem mnóstwo ludzi, słuchałem różnych historii, a w wolnym czasie uczyłem się przeróżnych rzeczy. Jakich? Choćby chodzenie po linie czy na szczudłach. Choćby podstawy żonglowania i fireshow. Choćby lekcje śpiewu czy warsztaty improwizacji. Nawet studiowałem trochę socjologię i psychologię (pewnie nawet bym ukończył, gdyby nie mierziło mnie powszechne skretynienie studentów).
W pewnym momencie powiedziałem sobie "To teraz! Czas zaczynać!".


Postanowiłem, że założę objazdowy teatr dla dzieci. Miały to być małe formy teatralne o charakterze edukacyjnym. Postanowiłem, że sam będę pisał większość scenariuszy. Do pierwszego spektaklu nawet postanowiłem osobiście zrobić scenografię. Ponieważ nie jestem zbyt zdolny plastycznie, pożyczyłem od znajomej rzutnik, nałożyłem kilka zdjęć starych kamienic, odrysowałem, a potem wypełniałem różnymi elementami, nadającymi trójwymiar. I tak powstało tło dla bajki "O smutnym skrzypku z Torunia".

Była to pierwsza bajka. Dosyć ambitna, ale postanowiłem, że nie będę przedstawiał dzieciom infantylnych historii o dwóch pingwinkach ganiających się przez pół godziny. Historie, jakie chciałem prezentować, miały uczyć dzieci o wartościach, które we współczesnym świecie zanikają. Wartościach takich jak empatia, zrozumienie dla drugiego człowieka, odwaga w życiu itd.
Mało tego! Postanowiłem, że bajki będą dzięki swojej formie nadawały się do odbioru zarówno przez dzieci w wieku przedszkolnym, jak i dzieci z podstawówki!
Zdawałem sobie sprawę, że dla dziecka, na scenie musi być ciągły ruch. Coś musi się zmieniać, coś musi się pojawiać i znikać. Właściwie każde słowo musi być poparte odpowiednią zmianą na scenie. No i oczywiście nie może zabraknąć piosenek! Tak, piosenki, jeśli są dobrze wykonane, hipnotyzują dzieci! Tym bardziej jeśli są śpiewane na żywo i nie są infantylne.


Ponieważ teatr objazdowy, jak sama nazwa wskazuje, musi występować w różnych miejscach i warunkach, trzeba było zadbać o stronę techniczną. Scenografia, lalki, rekwizyty, kostiumy, sprzęt audio i oświetlenie musi się mieścić w samochodzie. Ja postanowiłem dostosować sprzęty do tego stopnia, że będę mógł jeździć skodą felicią kombi. Dlaczego nie busem? Przede wszystkim z racji niskich kosztów utrzymania. A poza tym placówki, do których jeżdżę, niejednokrotnie znajdują się w takich miejscach, że busem ciężko jest podjechać, mimo że jestem kierowcą zawodowym.

Scenografię dzielę na kilka części. Pierwsza z nich to tło główne, zamontowane jest na skręcanych rurkach calówkach, które przygotował mi mój mechanik, a które sprawdzają się doskonale, bo nic mi się nie chwieje, choć ciężkie są jak cholera.
Druga część to scenografie boczne. Tutaj już jest różnie, czasem to jest jakieś drzewko, czasem dodatkowe tło, jakiś domek, płotek itp.

Trzecia część to wszystko co znajduje się z przodu. Czasem jest to stół, na którym gram lalkami, czasem skrzynia, która pełni funkcję scenografii i rekwizytu jednocześnie, czasem jest rozłożona tkanina, która ma wskazywać gdzie płynie rzeka.
Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze lalki, rekwizyty i kostiumy, dlatego musiałem znaleźć jakiś elegancki sposób, aby to wszystko transportować, a potem sprawnie rozpakowywać i pakować. Na początku woziłem to w obszytych materiałem skrzynkach po owocach. Aż rok później... Bingo! Trafiła w moje ręce stara walizka! Walizka została odrestaurowana i sprawdzała się doskonale do wożenia lalek. Od tamtej pory poluję na walizki! Walizki mają to do siebie, że ładnie, klimatycznie wyglądają, a do tego świetnie się je układa w samochodzie.
Teraz już wszystko mam tak opracowane, że w dwie osoby jesteśmy w stanie podjechać pod placówkę i przygotować się do spektaklu w ciągu 30 minut!
Tyle części technicznej. A teraz klienci.

Na początek postawiłem na przedszkola. W końcu z myślą o tej grupie zakładałem teatr. Ale jak do nich dotrzeć? Przez długi czas byłem handlowcem. Całkiem dobrym handlowcem. Może nie sprzedałbym kompletu grzebieni łysemu facetowi, ale zdarzyło mi się sprzedać atlas facetowi z dwoma GPS-ami w aucie. Tym razem motywował mnie fakt, że sprzedaję naprawdę wartościową usługę! Zrobiłem bazę danych, chwyciłem za telefon i dzwoniłem! Dziesiątki telefonów, jeden za drugim. "Dzień dobry, Kamil Karmelita, Teatr Obieżyświat, dzwonię do pani placówki..." itd. Zmieniałem formę rozmowy w zależności od tego, na jaką osobę zdarzyło mi się trafić. Jeśli słyszałem energiczny głos w słuchawce, to rozmawiałem z werwą. Jeśli słyszałem starszą osobę, mówiłem spokojnie i wyraźnie. Jeśli słyszałem młodą kobietę... obniżenie głosu czyni cuda!

Znowu ciężka praca popłaciła! Udało mi się umówić 50 spektakli w ciągu pierwszego półrocza! Łatwo nie było, ale jakiś początek był. Oczywiście zdarzało się trafić na kompletnych gburów i buców, którzy traktowali mnie jak sprzedawcę ubezpieczeń, ale trzymałem fason, grzecznie się żegnałem, a po wyłączeniu telefonu dawałem upust swoim emocjom w postaci niezbyt przyzwoitej ekspresji werbalnej. A co! Nie będę czarował! Nie jestem świętym! Ale po rozładowaniu w ten sposób emocji dzwoniłem dalej.

Czasem też zdarzały się telefony typu "co, do cholery?". Rozmawiam sobie z dyrektorką przedszkola i ta nagle mi zaczyna opowiadać o swoich problemach rodzinnych. Albo inna po usłyszeniu ceny od razu się zgadza na spektakl, mimo że nie wie o czym, jak i kiedy. Ale tutaj też nie dawałem po sobie poznać zdziwienia, a do wszystkiego podchodziłem z uśmiechem. Tak! Uśmiech znowu wielokrotnie uratował mi skórę!

Później postanowiłem, że nie będę współpracował z ludźmi, którzy nie szanują mojej pracy lub są po prostu bucami. Trzymam się tego do dziś i dzięki temu mam jeszcze więcej satysfakcji.


Wróćmy jednak na chwilę do początku, żeby wyjaśnić pewne kwestie. Uważam, że każdy jest w stanie osiągnąć swoje cele, ale nie każdy jest w stanie poświęcić wystarczająco dużo pracy dla ich osiągnięcia. Ludzie jednak się nie lubią przyznawać do lenistwa, dlatego znajdą setki wymówek, żeby nie podjąć właściwego działania.
Zacząłem działalność z zardzewiałą skodą felicią i chałupniczo przygotowanymi rekwizytami. Zatrudniłem do tego starą znajomą, która zdecydowała się również coś zmienić w swoim życiu i przyjechała do mnie z Katowic. Zdajecie sobie sprawę, jaki to był dla mnie kopniak motywacyjny? Marta dała mi mnóstwo energii do twórczego działania i jestem w stanie powiedzieć, że od kiedy się pojawiła, mój teatr stał się naszym teatrem. :)
Od tamtego czasu sporo ulepszyliśmy. Jeździmy nowszą, mniej zardzewiałą skodą felicią :) Oprawa audiowizualna naszych spektakli zawyża poprzeczkę na rynku. Mamy jasny podział pracy. Marta zajmuje się wykonywaniem scenografii, lalek i rekwizytów. Ja ogarniam klientów, piszę scenariusze i zajmuję się sprawami technicznymi. A potem wsiadamy w auto i razem wystawiamy owoce naszej pracy.
W międzyczasie bardzo się polubiliśmy i zostaliśmy parą, ale nie będę tutaj robił love story, więc ten temat ucinam.

Jeździmy po Polsce w pięciodniowych trasach teatralnych. Czasem coś się popsuje. Czasem ktoś odwoła 5 spektakli. Czasem okaże się, że na noclegu nie ma ciepłej wody. Ale podchodząc do wszystkiego z uśmiechem i zaangażowaniem, każdą przeciwność jestem w stanie przezwyciężyć!
Obecnie, w trzecim roku działalności, mamy zamówień tyle, że muszę wielokrotnie odmawiać ludziom naszej wizyty, ponieważ zwyczajnie brakuje mi miejsca w kalendarzu, a musimy jeszcze mieć czas na tworzenie nowych rzeczy oraz czas dla siebie na kolejne zainteresowania i hobby.

Oprócz grania spektakli edukacyjnych, szykujemy spektakle profilaktyczne. Organizujemy kompleksowe imprezy plenerowe, warsztaty teatralne, warsztaty improwizacji, warsztaty kuglarskie i wiele innych.

Co mogę dodać? Udało się. A gdyby się nie udało, próbowałbym czegoś innego. Bo uznałem, że tylko ciężką pracą mogę dojść do celów, które przyniosą mi satysfakcję. Mam 27 lat i obecnie czuję, że pracuję wyłącznie podczas wypełniania papierów. Nasza praca przeplata się z życiem i jest nam z tym dobrze. Każdy podchodzi do życia jak chce. Można narzekać, można strajkować, płakać, jak to mi jest niedobrze, a ktoś ma lepiej...
"Nie mam na to żadnej rady. Ja nie umiem dawać rad...", jak śpiewał Waglewski. Jednak ja postanowiłem podejść do życia z uśmiechem i sporą dawką uporu. Spróbujcie i wy, narzekacze. Może wtedy się coś odmieni.
Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów dotyczących naszej działalności, to chętnie się z wami podzielę, bo mogę opowiadać o tym godzinami. Dajcie znać.

Oglądany: 21156x | Komentarzy: 59 | Okejek: 231 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało