Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Elektryczne eksperymenty Milesa Davisa

29 038  
85   19  
Miles Davis - muzyczny geniusz, innowator, ekscentryk. Prawdopodobnie największa, obok Johna Coltrane'a, postać w historii jazzu. Miles nie stał się jednak legendą ze względu na bycie najwspanialszym trębaczem na świecie.

Jego siła leżała w wizjonerstwie, kreatywności i umiejętności dobierania muzyków, z których był w stanie wyciągnąć zdolności muzyczne, o jakie nawet sami muzycy by się nie posądzali. W artykule przyjrzymy się najciekawszemu okresowi w twórczości Mistrza - tzw. okresowi elektrycznemu.

Jak najtrafniej opisać muzykę Elektrycznego Milesa komuś, kto nigdy jej nie słyszał? Z pewnością nie jest to łatwe zadanie, ponieważ jego muzyka z tego okresu niejedno ma oblicze i wymyka się jednoznacznym określeniom. Ogólnie można powiedzieć, że jest to połączenie rocka, funku i jazzu (głównie free jazzu, o którym również można by wiele napisać) o awangardowym wydźwięku.

We wstępie napisałem, że geniusz Milesa objawiał się między innymi w odpowiednim dobieraniu muzyków. Aby udowodnić tę tezę, wystarczy wymienić niektórych jazzmanów, którzy towarzyszyli mu w okresie elektrycznym: Herbie Hancock, Keith Jarrett, Wayne Shorter, Jack DeJohnette, John McLaughlin, Cick Corea, Joe Zawinul, Billy Cobham i wielu innych. Są to same wielkie nazwiska, odpowiedzialne później za projekty takie jak Mahavishnu Orchestra, Return to Forever czy Weather Report. Okazuje się więc, że w jednym zespole znaleźli się najwybitniejsi wtedy muzycy jazzowi pod wodzą najbardziej wizjonerskiego lidera w historii. Z tego musiało powstać coś niecodziennego.

Około roku 1968 Miles zainteresował się muzyką rockową, soulem oraz funkiem. Tacy wykonawcy jak The Byrds, Aretha Franklin, Jimi Hendrix oraz Sly and the Family Stone stali się inspiracją dla Mistrza do poszerzania muzycznych horyzontów. A skoro mowa o Hendriksie i Davisie: obaj panowie planowali wydać wspólny album! Jakby tego było mało, Jimi wysłał telegram do Paula McCartneya, aby dołączył do nich jako basista. Efekt mógłby być porażający, niestety przedwczesna śmierć gitarzysty położyła kres ambitnym planom.

https://www.youtube.com/watch?v=sQ1oD_HjQUE

Pozajazzowe inspiracje usłyszeć już można na albumach Miles in the Sky i Filles de Kilimanjaro, na których muzycy używali instrumentów elektrycznych: gitarę elektryczną, gitarę basową zamiast kontrabasu i klawisze zamiast fortepianu. Rytm utworów również stał się prostszy i wyraźnie nawiązujący do rockowego. Był to jednak zaledwie wstęp do Elektrycznego Milesa - najlepsze dopiero miało nastąpić.

https://www.youtube.com/watch?v=WiZnmLOcHEg

W roku 1969 Miles Davis spuścił bombę atomową na muzyczny świat pod tytułem In a Silent Way. Album ten zapoczątkował całkowite przeistaczanie się muzyki jazzowej, która to w kolejnych latach coraz bardziej mieszała się z muzyką rockową. Powstał gatunek fusion, zwany też jazz-rockiem, który następnie w latach 70. był bardzo szeroko eksploatowany przez muzyków na całym świecie.

Muzyka zawarta na In a Silent Way odzwierciedla jej tytuł - jest stonowana i wyciszona, a jednak pełna fascynujących zagrywek. Charakterystyczne brzmienie zawdzięcza w szczególności panom grającym na pianinach elektrycznych oraz grze Johna McLaughlina. Kolejną innowacją, poza brzmieniem i kompozycją, był sposób miksowania materiału. Większą rolę zaczęły odgrywać sztuczki realizatorskie, polegające na manipulowaniu nagranym materiałem i przeistaczaniu go według wizji realizatora i samego Davisa. Tak rozbudowana produkcja albumu zagra ogromną rolę w przygotowywaniu kolejnego albumu Milesa, a zarazem prawdopodobnie jego najambitniejszego dokonania: Bitches Brew.

https://www.youtube.com/watch?v=ycSAGSO1AI0

Bitches Brew to szczytowy moment w karierze Milesa Davisa. Nie jest to łatwa muzyka - jest gęsta i kipiąca. Słychać, że muzyka Elektrycznego Milesa z każdym krokiem się radykalizuje i tendencja ta utrzyma się aż do roku 1975, w którym Mistrz odłoży trąbkę i na kilka lat zniknie ze świata muzycznego. Do zaprezentowanych tutaj utworów bardziej od "kompozycji" pasowałoby określenie "wycinki z jam session". Dodatkowo materiał został mocno zniekształcony w studio już po nagraniu: poprzez ręcznie cięcie taśmy sklejano ze sobą różne fragmenty, zapętlano pewne partie, nakładano przeróżne efekty. Warto zwrócić uwagę na powtórzenia w utworze Pharaoh's Dance oraz na efekty nałożone na trąbkę Milesa w utworze tytułowym.

https://www.youtube.com/watch?v=-8TdZFVj6tA&t=152s

Po Bitches Brew przyszła płyta A Tribute To Jack Johnson o zdecydowanie bardziej rockowym pazurze. Rytm jest tu bardzo wyraźny i dosadny, co zwiastuje kierunek, w jakim następnie podąży muzyka Milesa. Rytm bowiem stanie się wręcz siłą napędową prezentowanego materiału. Album On the Corner to kwintesencja funku w wykonaniu Davisa. Muzyka na nim jest jeszcze gęstsza niż na Bitches Brew, tak gęsta, że Miles postanowił nie umieszczać na oryginalnym winylowym wydaniu żadnych nazwisk muzyków. Muzyka ta nie zwraca uwagi na zagrywki poszczególnych instrumentów, lecz jest jednym zbitym tworem o hipnotycznym pulsie.

https://www.youtube.com/watch?v=Ps0ka1tY5yg

On the Corner to ostateczne stadium radykalizacji studyjnych wydawnictw Elektrycznego Milesa. Kolejne albumy: Big Fun i Get Up With It są nieco bardziej przystępne, choć nie mniej wybitne. Bardziej przystępne są z tego powodu, że utwory na nich zawarte pochodzą z wcześniejszych sesji nagraniowych. Tu chciałbym zwrócić szczególną uwagę na dwa utwory: Go Ahead John z Big Fun oraz He Loved Him Madly z Get Up With It. Pierwszy intryguje efektem skakania po kanałach stereo - zwłaszcza perkusja słyszana jest na zmianę raz w lewym kanale, raz w prawym. He Loved Him Madly poraża natomiast niesamowitym klimatem.

https://www.youtube.com/watch?v=0QStHqvwAOo

Nietaktem byłoby nie wspomnieć tutaj o wydawnictwach koncertowych. Koncerty jazzowe są bardzo odmienne od koncertów rockowych - nie jest to materiał z płyty zagrany lekko inaczej, tylko często wręcz materiał premierowy z racji na improwizacyjny charakter muzyki. Tutaj też dopiero objawia się agresywność muzyki fusion Milesa. Jest szybko, głośno, mocno. Zdecydowanie są to najtrudniejsze w odbiorze - obok On the Corner - płyty z tego okresu. Sięgać po nie należy dopiero po dokładnym zaznajomieniu się z opisywanymi wcześniej albumami, bo inaczej można się zrazić. Określiłbym je swego rodzaju wisienką na torcie podczas przygody z poznawaniem muzyki Elektrycznego Milesa.

Oto błyskawiczne wprowadzenie w świat jazzu elektrycznego. Dla prawdziwych maniaków jest jeszcze wiele do poznawania, gdyż poza trzema wymienionymi koncertówkami pojawiło się ich więcej z tego okresu. Poza tym z pewnością warto zapoznać się z muzyką, którą tworzyli poszczególni muzycy po odejściu z zespołu Mistrza. Jazz jest fascynującą i różnorodną muzyką, o czym wcześniej nie miałem pojęcia i o czym musiałem dopiero sam się przekonać. Zachęcam więc wszystkich, by wykonali skok do tej głębokiej wody i odkryli coś dla siebie.