Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak reżyserzy radzą sobie z kłopotliwymi gwiazdami?

80 956  
298   27  
Woda sodowa uderza do głowy szybciej niż najmocniejszy z bimbrów. Fochy, dąsy i wygórowane wymagania aktorów to coś z czym bardzo często muszą mierzyć się producenci hollywoodzkich produkcji, a przeciwnicy to m.in. Snipes, Brando, Basinger czy Hackman.

Na szczęście wielu reżyserów zjadło już zęby na ciągłych konfrontacjach z rozkapryszonymi gwiazdami i dzięki latom praktyk poznali już sposoby radzenia sobie ze szczególnie trudnymi przypadkami.

Wesley Snipes i motocyklowy gang

Czarnoskóry zabijaka mocno dał popalić ekipie filmowej pracującej na planie trzeciej części „Blade’a”. Gwiazdor cały czas palił zielsko i był delikatnie mówiąc upierdliwy dla członków ekipy filmowej.
Pewnego dnia poproszono statystów, aby przebrali się. Dostali do dyspozycji całkiem sporą garderobę i mogli samodzielnie wybrać sobie ciuchy. Jedyny w tej grupie czarnoskóry chłopak znalazł dla siebie koszulkę z napisem „Garbage”, co po angielsku znaczy „śmieć”.

Kiedy na planie pojawił się Snipes i zobaczył młodego statystę w feralnym odzieniu, rzucił się na reżysera – Davida Goyera z wrzaskiem: „Tu jest tylko jeden czarny gość, a ty każesz mu nosić koszulkę z napisem „Śmieć”? Ty rasistowski matkojebco!”. Gdyby nie szybka interwencja osób trzecich, aktor prawdopodobnie udusiłby biednego filmowca i całą produkcję szlag by trafił.



Tego samego dnia, już po pracy Goyer i część ekipy poszła do klubu ze striptizem. Tam też spotkali brodatych zakapiorów - członków motocyklowego gangu. Reżyser zawarł z nimi układ. Zgodził się zapłacić za ich całonocną pijatykę pod warunkiem, że oni następnego dnia stawią się na planie filmowym i nie będą odstępować go na krok.
Nowa ochrona „rasistowskiego matkojebcy” zrobiła wrażenie na Snipesie. Aktor obraził się i większość czasu zaczął spędzać w swojej przyczepie. Z reżyserem komunikował się za pomocą małych, samoprzylepnych karteczek. Gwiazdor przyjął całkiem bierną postawę, a większość jego dialogów przekazano Ryanowi Reynoldsowi.

Marlon Brando i gruby czas Apokalipsy

Wszyscy reżyserzy, którzy mieli do czynienia z Marlonem Brando, wiedzieli, że aktor ten nie ma w zwyczaju uczenia się na pamięć swoich kwestii dialogowych. Dlatego też np. podczas pracy nad „Ojcem chrzestnym”, Francis Ford Coppola przygotowywał dla gwiazdora ściągi, które umieszczał w różnych miejscach na planie.

Kiedy przyszło do kręcenia „Czasu apokalipsy” okazało się, że i tym razem Brando był nie przygotowany do swojej roli. Żeby tego było mało troszkę mu się utyło. Znany z „Tramwaju zwanego pożądaniem” amant wyglądał teraz jak wielka kula i swoją posturą absolutnie nie pasował do postaci pułkownika Kurtza.
Coppola zdał sobie sprawę, że jeśli czegoś nie wymyśli to wydane na gażę dla Brando 3,5 miliona dolców pójdzie w błoto. O szybkim odchudzaniu nie było mowy, więc reżyser postanowił ubrać gwiazdora w czarne ciuchy i filmować go w zacienionych pomieszczeniach, w taki sposób, aby głównie było widać jego twarz.



Desperacki zabieg Coppoli był strzałem w dziesiątkę, a sceny Marlonem Brando wyłaniającym się z ciemności to jedna z wizytówek tego filmu. Zmieniono też zakończenie, w którym to miało dojść do efektownej walki pomiędzy Kutzem, a granym przez Martina Sheena kapitana Willarda. W finalnej wersji bohater grany przez Brando ginie nie stawiając oporu.

Żołnierze kosmosu na golasa

Paul Verhoeven nie ma problemu z pokazaniem nagości w swoich filmach. Cycki widzieliśmy zarówno w „Robocopie”, jak i „Showgirls” czy „Zabójczym instynkcie”. Podczas kręcenia „Żołnierzy kosmosu” holenderski reżyser zapragnął, aby i w tym dziele znalazła się rozbierana scena, w której oprócz innych, nagusów pojawią się też rozebrane do rosołu główne gwiazdy produkcji – Dina Meyer i Casper Van Dien. Aktorzy zaczęli protestować, ale Verhoeven nie ustępował tłumacząc, że to przecież nic wstydliwego.



„Skoro to takie naturalne, to czemu ty się też nie rozbierzesz?” - zapytał reżysera Van Dien. Wówczas zarówno Paul, jak i duża część jego ekipy z miejsca zrzuciła z siebie ciuchy. Widok nie był ponoć zbyt miły dla oka. Aktorzy szybko zgodzili się rozebrać, ale tylko pod warunkiem, gdy cała reszta natychmiast założy swoje ubrania z powrotem.

George Lazenby – jak zamęczyć Bonda?

To chyba jedna z najbardziej nielubianych twarzy agenta 007. Lazenby pojawił się w tej roli tylko jeden raz i niestety nie został zbyt dobrze oceniony za swój występ. Cóż, nie ma się co czarować – aktor był z niego dość marny, bo George to zawodowy, australijski model, a występ w filmie pt. „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” był dla niego pierwszym kontaktem z poważnym aktorstwem!



W jednej ze scen wymagane było, aby główny bohater wyglądał na załamanego po śmierci swej ukochanej. Lazenby nie potrafił sobie poradzić z wiarygodnym zagraniem tej sceny, więc reżyser filmu – Peter Hunt postanowił wziąć się na sposób. Kazał George’owi stawić się na planie o ósmej rano, a następnie zamknął go w samochodzie i zmusił do ciągłego przygotowywania się do kluczowej dla niego sceny. Po dziewięciu godzinach Lazenby był już skrajnie zmęczony. Kiedy w takim stanie pojawił się przed kamerą, jego występ wypadł rewelacyjnie.

Jak złamać Kim Basinger

Praca nad produkcją pt. „9 i pół tygodnia”, w którym to Mickey Rourke zagrał w kilku odważnych scenach u boku Kim Basinger, była prawdziwym koszmarem dla tej ostatniej. To zasługa reżysera tego dzieła – Adriana Lyne’a. Filmowiec chciał w jak najbardziej realistyczny sposób pokazać psychiczne załamanie głównej bohaterki, więc postanowił naprawdę sprawić, aby aktorce nie było lekko.



Reżyser zabraniał Basinger spędzać czas z resztą ekipy i aktorów, rozpuszczał kłamliwe plotki na jej temat oraz urządzał jej regularne awantury. Wszystko po to aby ją złamać. I udało mu się to! Kim wypadła znakomicie.

Gene, ogól wąsy!

Lex Luthor – największy wróg Supermana ma swój charakterystyczny image, do którego absolutnie nie pasują wąsy! Mało jednak brakowało, a ten łysy łotr miałby pod nosem całkiem bujny krzak. Do odtworzenia tej roli w filmie z 1978 roku zatrudniony został Gene Hackman. Aby upodobnić go do postaci Lexa należało ogolić głowę aktora i nade wszystko pozbyć się jego wąsów.



Problem w tym, że Hackman nie chciał nawet słyszeć o zlikwidowaniu włosia, które mozolnie zapuszczał przez ostatnie miesiące.
Reżyser filmu – Richard Donner przed spotkaniem z aktorem kazał charakteryzatorce dokleić sobie sztuczny wąs i z takim „zarostem” poszedł spotkać się z Hackmanem. Panowie miło sobie pogadali, a kiedy pierwsze lody zostały już na dobre przełamane Richard złożył Genowi propozycję. „Ogolę moje wąsy, jeśli ty zgodzisz się ogolić swoje!”. Aktor trochę się wahał, ale ostatecznie przystał na taki układ.




Gdy Hackman był już gładki niczym pośladek niemowlaka, Donner ostentacyjnie zerwał swój doklejony wąsik. Po długiej, niepojącej ciszy, Gene ryknął donośnym śmiechem szczerze doceniając numer, który został mu wywinięty.

Źródła: 1, 2, 3
1

Oglądany: 80956x | Komentarzy: 27 | Okejek: 298 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.02

24.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało