Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dlaczego François Mitterrand był lepszy niż Frank Underwood

41 522  
130   34  
Intrygi, zabójstwa, zamachy, romanse? Wszystko to i wiele więcej w skrócie z barwnego życia tego miłego pana.


Nie trzeba być fanem "House of Cards", aby wiedzieć, że główny bohater tego serialu, grany przez Kevina Spaceya, stał się symbolem bezwzględnego i cynicznego polityka, który nie cofnie się przed niczym, aby tylko osiągnąć swój cel. W nowoczesnej republikańskiej demokracji, w której władza wykonawcza podlega szeregowi ograniczeń, takie historie zdarzają się relatywnie rzadziej. Choć wciąż się zdarzają, czego przykładem François Mitterrand - prezydent V Republiki Francuskiej w latach 1981-95. Z bohaterem "HoC", jak się okazuje, łączyło go o wiele więcej niż tylko imię.

Wyobraźcie sobie największą niegodziwość, jakiej dopuścić się może polityk dla spełnienia swoich celów. Już? Bardzo prawdopodobne, że to, o czym właśnie pomyśleliście, przypadło Mitterrandowi w udziale. Przez około pół wieku (!) swojej działalności politycznej (początkowo w opozycji, a później i u steru kraju) udowadniał, że cel zawsze uświęca środki. Poniżej krótki rys publicznej działalności Françoisa Mitterranda, z zaakcentowaniem największych politycznych grzeszków, jakie miał na sumieniu.

Przyszły prezydent urodził się 26 października 1916 r. w Jarnac, małym mieście w Akwitanii. Swoją aktywność publiczną zaczął już jako nastolatek i kontynuował ją, będąc studentem. Co ciekawe, wiązał się wtedy z ugrupowaniami o charakterze nacjonalistycznym i katolickim. Jednym z nich była faszyzująca organizacja Ognisty Krzyż, odpowiedzialna w latach 30. za liczne rozruchy i zamieszki uliczne. Inną zaś Akcja Francuska - monarchistyczna i antydemokratyczna partia skrajnie prawicowa, której wielu członków związanych było z organizacją terrorystyczną Kaptur (La Cagoule), organizującą zamachy na lewicowych polityków i planującą obalenie ówczesnego rządu Francji. Pytanie, czy Mitterrand był aktywnym członkiem La Cagoule czy też miał jedynie towarzyskie powiązania z jej członkami, pozostaje do dziś bez odpowiedzi.


Można by zapytać, parafrazując Ola z "Psów" - "jak taki zaczyna od faszystów, to gdzie skończy". Otóż Mitterrand skończył... po lewej stronie sceny politycznej. Oficjalnie stało się tak dzięki przyjaźni z Georgesem Dayanem - Żydem o socjalistycznych poglądach. Wpływ na przemianę Mitterranda miała też z pewnością II wojna światowa i chodzi tu zarówno o uwidocznienie okrucieństw, do jakich prowadzą nazizm i faszyzm, jak również o sytuację Francji po ataku III Rzeszy. Jak wiemy, Hitler w 1940 r. zajął Francję w nieco ponad miesiąc i ustanowił na podbitych terytoriach marionetkowe państwo na czele z Philippem Pétainem. Mitterrand walczył początkowo we francuskiej piechocie, lecz został schwytany przez Niemców i osadzony w obozie jenieckim w Schwalmstadt. Podjął trzy próby ucieczki, z których ostatnia w grudniu 1941 r. okazała się udana. Gdy wrócił do Francji nie tylko nie ukrywał się, ale... dostał pracę w kolaboranckiej administracji jako urzędnik średniego szczebla. Choć sam twierdził, że był szpiegiem rządu na uchodźstwie De Gaulle'a w administracji Vichy, pojawił się szereg niewyjaśnionych do dziś wątpliwości. Nie wiemy, jaka była jego realna pozycja wśród kolaboranckich władz. Wiemy natomiast, że przyznały mu one Ordre de la francisque - wysokie odznaczenie w państwie Vichy. Wiemy też, że już jako prezydent co roku składał kwiaty na grobie marszałka Pétaina, czego nikt przed nim ani po nim nie robił. Światło dzienne ujrzały również wspólne zdjęcia Mitterranda i Pétaina. Niewyjaśniona przeszłość Mitterranda niczym miecz Damoklesa wisiała nad jego późniejszą karierą polityczną.


Oto i wspomniane zdjęcie Mitterranda (po prawej) z Pétainem (po lewej)


Po wyzwoleniu Francji spod hitlerowskiego jarzma i utworzeniu IV Republiki, François Mitterrand stał się jedną z najważniejszych postaci francuskiej lewicy. IV Republika Francuska pogrążona była w chaosie politycznym. Rządy zmieniały się praktycznie co chwila. Przypominała trochę pod tym względem II RP przed przewrotem majowym. François Mitterrand był wówczas ministrem spraw wewnętrznych (1954-55) i sprawiedliwości (1956-57). Francja usiłowała wtedy (bezskutecznie, jak się okazało) stłumić ruch narodowo-wyzwoleńczy w Algierii. Mitterrand w obu rolach miał dużo do powiedzenia w sprawie polityki Francji wobec zbuntowanej kolonii. Działał w stu procentach koniunkturalnie. Kiedy francuska opinia publiczna domagała się krwi, Mitterrand popierał brutalne traktowanie Algierczyków (których metody walki też często bywały wyjątkowo okrutne), w tym tortury i egzekucje (sam zatwierdził ich 45) czy zwyczajne morderstwa bez wyroku. Przymykał oko na samowolkę i brutalność francuskiej armii. Gdy rząd Francji złagodził swoją linię wobec Algierii, Mitterrand złożył w proteście dymisję z funkcji ministra. Ironia losu (czy raczej bezgraniczny cynizm naszego bohatera) polega w tej sytuacji na tym, że już jako prezydent zniósł we Francji karę śmierci.



Gdy nastała V Republika, a władzę przejął Charles de Gaulle, Mitterrand został liderem sił opozycyjnych wobec generała. W 1959 r. wpadł na genialny pomysł, jak zwiększyć swoją popularność - postanowił zorganizować... zamach na siebie. Nie od dziś wiadomo, jak świetnym paliwem politycznym może być taki akt. Początkowo plan powiódł się i eksminister trafił na czołówki gazet. Z czasem jednak przeciwnicy polityczni zaczęli zarzucać mu zainscenizowanie zamachu. Tłumaczenia Mitterranda były chaotyczne i mało przekonujące. Postępowanie prokuratorskie zostało z czasem umorzone, a prawicowy poseł o nazwisku Pesquet, który miał rzekomo ostrzec Mitterranda o próbie zamachu, przed śmiercią przyznał, że był on "fejkiem". W 1965 roku prezydent De Gaulle i Mitterrand zmierzyli się w II turze wyborów prezydenckich. Generał, który był prawym i pryncypialnym człowiekiem, mimo że prywatnie gardził Mitterrandem, zabronił swoim sztabowcom atakować rywala poprzez wypominanie mu niejasnych powiązań z rządem Vichy i ustawki z "zamachem", przez wzgląd na szacunek dla prezydenckiego urzędu. De Gaulle miał powiedzieć: "Źle byłoby deprecjonować w ten sposób urząd prezydenta, bo któregoś dnia on może nim zostać".

Wykrakał. Mitterrand w 1981 roku zrewanżował się prezydentowi Valéry'emu Giscard d'Estaingowi za porażkę wyborczą sprzed siedmiu lat i zasiadł w Pałacu Elizejskim, gdzie spędził łącznie aż 14 lat. Pozycjonował się jako prowadzący politykę opartą na moralności i wartościach. Dawniej nacjonalista i zwolennik utrzymania kolonii, jako prezydent wprowadził dużo bardziej progresywną obyczajowo i socjalną agendę w porównaniu do swoich poprzedników. Z tego względu wielu Francuzów, w szczególności o lewicowych poglądach, uważa dziś Mitterranda za najlepszego z dotychczasowych prezydentów V Republiki. Choć to temat na zupełnie inną dyskusję, w dużej mierze to właśnie reformy Mitterranda zapoczątkowały proces zwiększania uprawnień związków zawodowych i skali wydatków socjalnych, przez co zadłużenie Francji wynosi dziś w relacji do PKB 96%, roczny wzrost PKB od prawie dekady nie przekracza 2%, a kolejni prezydenci nie są w stanie skutecznie zreformować gospodarki.


"Siła spokoju" - chyba jednak Tadeusz Mazowiecki był z tym hasłem bardziej wiarygodny...


Jego czternastoletnia prezydentura była w dużej mierze pasmem skandali, które jednak rzadko kiedy przedostawały się do powszechnej wiadomości. Nieobce Mitterrandowi były skandale obyczajowe - w czasie swego urzędowania wdawał się w liczne romanse, do tego niemal od początku ukrywał przed opinią publiczną swoją postępującą chorobę nowotworową, na którą w końcu pół roku po zakończeniu prezydentury zmarł.

Ale tak, pamiętam, że miało być "House of Cards", a nie pudelek.fr. Przypomnieć trzeba, że prezydent Francji ma bardzo szerokie uprawnienia konstytucyjne, o wiele szersze niż w Polsce, w tym możliwość wydawania dekretów z mocą wykonawczą. Mitterrand nie wahał się wykorzystywać swoich prerogatyw do różnych niecnych celów.



W 1982 r. po atakach terrorystycznych w Paryżu z inicjatywy Mitterranda i na mocy jego dekretu powstała tajna komórka antyterrorystyczna, której przyznano kompetencje, jakie wcześniej posiadały jedynie policja i żandarmeria. One jednak, podobnie jak pozostałe służby specjalne, znajdowały się pod kontrolą rządu i właściwych ministrów, więc prezydent nie miał na nie bezpośredniego wpływu. Za to nowo utworzona jednostka znajdowała się już pod pełną kontrolą Mitterranda. Zamiast jednak zajmować się ściganiem terrorystów (choć jej funkcjonariusze podłożyli raz broń trójce Irlandczyków, przez co ci, oskarżeni o terroryzm, przesiedzieli 9 miesięcy w więzieniu, ale to już inna historia), komórka gromadziła taśmy z nagraniami rozmów odbywanych w Pałacu Elizejskim (w trzy lata nagrano 3000 rozmów w gronie 150 osób), aby zdobywać w ten sposób haki na polityków, dziennikarzy i inne osoby, które mogłyby zaszkodzić Mitterrandowi. 10 lat po Watergate François Mitterrand postanowił pójść w ślady Nixona - i to na o wiele większą skalę.


Mitterrand i Pierre Bérégovoy

Proceder wyszedł na światło dzienne już po śmierci Mitterranda. Śledztwo zakończono w roku 2000, a wyroki zapadły w 2004. Sąd orzekł, że prezydent był inspiratorem i osobą kontrolującą całą operację, a podsłuchy miały pomóc mu w tuszowaniu faktów posiadania nieślubnej córki, zdiagnozowanej choroby nowotworowej oraz zagadkowej przeszłości w państwie Vichy. Wyrok francuskiego sądu pozostawił jednak wiele pytań bez odpowiedzi. Pod koniec lat 80. i w latach 90. Francją wstrząsnęła seria tajemniczych zgonów osób ze środowiska Partii Socjalistycznej, powiązanych z Mitterrandem. Najważniejszą z nich był Pierre Bérégovoy - premier Francji w latach 1992-93, który miesiąc po przegranych przez socjalistów wyborach parlamentarnych, według oficjalnej wersji zdarzeń, zabrał broń swojemu ochroniarzowi i śmiertelnie postrzelił się w głowę. Nie pozostawił jednak listu pożegnalnego, co spotęgowało wątpliwości. Książki Dominique'a Labarriere'a (2003) oraz Érica Raynauda (2008), dwóch francuskich dziennikarzy śledczych, stawiały tezę, że Bérégovoy został zabity w celu ukrycia jakichś skandali, a w jego śmierć zamieszany był sam prezydent Mitterrand. Oprócz byłego premiera w tajemniczych okolicznościach - w wyniku samobójstwa lub ataku serca - zmarli także m.in.: powiązany z Socjalistami i Mitterrandem biznesmen Roger-Patrice Pelat, jeden z głównych dowódców komórki antyterrorystycznej Pierre-Yves Guézou, prezydencki doradca François de Grossouvre czy Jean-Edern Hallier - pisarz i dziennikarz, który wiedział o skandalach obyczajowych Mitterranda i w związku z tym był inwigilowany przez komórkę antyterrorystyczną. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek dowiemy się, co łączyło te wszystkie sprawy i jaką rolę odegrał w nich prezydent Mitterrand. Zdają się jednak one układać w pewną logiczną całość.

Mało? No to na koniec jeszcze kilka skandali Mitterranda:

- W lipcu 1985 r. wydał zgodę na wysadzenie statku Greenpeace'u "Rainbow Warrior", który przebywał u wybrzeży Nowej Zelandii w ramach pokojowego protestu przeciwko francuskim próbom jądrowym w tym rejonie. Zginęła jedna osoba.

- Swojego syna, Jean-Christophe'a Mitterranda, mianował prezydenckim doradcą do spraw afrykańskich. Jako że niedaleko pada jabłko od jabłoni, w latach 90. synalek zamieszany był w nielegalne dostawy broni do Angoli, za co został w 2000 roku aresztowany.

- W 1989 r. pojawiły się podejrzenia o to, że w kilku rządzonych przez socjalistów gminach środki publiczne trafiały na fundusz kampanijny ich partii. Dobry wujek Mitterrand udzielił swoim dekretem amnestii osobom objętym śledztwem, przez co sprawie na wczesnym etapie ukręcono łeb.

- Na początku lat 90. Francja mocno dozbrajała rządzące wówczas Rwandą plemię Hutu, które w 1994 roku dokonało aktu ludobójstwa na Tutsi, mordując ich prawie milion. W 2008 roku rząd Rwandy w swym raporcie uznał Mitterranda za współodpowiedzialnego tej zbrodni.

- W 2014 r. okazało się, że miał jeszcze jedno nieślubne dziecko. Syn był owocem romansu ze szwedzką dziennikarką.


Pomnik Mitterranda w Lille. Wielu Francuzów do dziś wskazuje go w sondażach jako najlepszego z dotychczasowych prezydentów V Republiki.

To pewnie tylko część skandali, które miał na sumieniu François Mitterrand. Nie poniósł za nie żadnej odpowiedzialności. Ba, wielu Francuzów do dziś uważa go za bohatera i męża stanu. Nawet pomimo osiągnięć, jego polityczna biografia może szokować, szczególnie w odniesieniu do (fakt, nadwątlonych ostatnio...) standardów demokratycznych państw Europy Zachodniej. Choć słynął z moralizowania i odwoływania się do wartości, pod wieloma względami przebił nawet niektórych dyktatorów.

https://vader.joemonster.org/upload/rbu/16437405ab964c15a92eb23f8b4255bd0d1.mp4


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 41522x | Komentarzy: 34 | Okejek: 130 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało