Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Gdzie trafiają niechciane chińskie rowery?

89 199  
275   14  
W dużych polskich miastach obserwujemy właśnie rozwój bardzo pożytecznego trendu. Oprócz dróg rowerowych, jak grzyby po deszczu powstają firmy oferujące nam dostęp do tzw. rowerów miejskich.

Zakładamy konta, dostajemy identyfikator i możemy za drobną opłatą korzystać z jednośladów znajdujących się w specjalnych punktach na terenie całego miasta.

Tego typu przedsięwzięcia działają już od lat np. w Chinach, gdzie rowery od dawna cieszyły się ogromną popularnością. Chińczycy mają jednak teraz naprawdę duży problem z bezpańskimi bicyklami walającymi się po miastach niczym śmieci.

Na początek pozwólcie, że opowiem wam co sprawiło, że Chińczycy, którzy zawsze byli dość zamknięci na wynalazki zachodniego świata, pokochali rowery.
W drugiej połowie XIX wieku jednośladami wozili się modni mieszkańcy europejskich miast. Szczególną popularnością rowery cieszyły się wśród zamożnych Paryżan. To właśnie w stolicy Francji w 1860 roku znalazł się Bin Chun - pewien chiński polityk, będący w delegacji. Mężczyzna z ogromnym podziwem przyglądał się pomysłowym pojazdom, którymi przemieszczali się Francuzi. Chun opisał ten wynalazek, a nawet snuł poważne plany wykorzystania takich wehikułów przez chińską armię.
Dzięki temu dyplomacie pierwsze rowery pojawiły się w Chinach i niestety nie zyskały zbyt dużego uznania wśród tamtejszych obywateli.


Azjaci nie przepadali za wylewaniem siódmych potów podczas intensywnych fizycznych ćwiczeń. Zamiast samemu wprawiać pojazd w ruch, mieszczanie woleli rzucić kilka monet jakiemuś biedakowi i skorzystać z bardzo popularnych w tamtym okresie riksz. Pod koniec XIX wieku jedynymi użytkownikami tych dwukołowych maszyn byli europejscy turyści oraz… portowe dziwki. Prostytutki, z racji miejsca swojej pracy, miały spory kontakt zarówno z cudzoziemcami, jak i zagranicznymi towarami, wśród których były właśnie rowery.


Na prawdziwy boom rower poczekać musiał aż do 1920 roku, kiedy to weszło nowe prawo, nakazujące pracodawcom dawanie zatrudnionym jednego wolnego dnia w tygodniu. Obywatele mieli więcej czasu dla siebie, a rower powoli zaczął zyskiwać na popularności. Trend ten powoli rozwijał się aż do 1949 roku, kiedy to Mao Zedong proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej.
Nowa władza postanowiła uczynić z roweru narodowy środek transportu. Odtąd nie sprowadzano już jednośladów z zagranicy, a produkowano w nowo powstałych fabrykach na terenie kraju. W 1958 roku Chiny produkowały już ok. miliona rowerów rocznie.


Szacuje się, ze obecnie w Chinach znajduje się ok. pół miliarda rowerów! Jest ich tak dużo na ulicach, że władze niektórych miast zabraniają im wjazdu do pewnych stref, a w samym Szanghaju co roku w rowerowych wypadkach życie traci 350 osób.


Popyt na rowery jest ogromny, a inwestowanie pieniędzy w biznesy związane z tym rodzajem transportu jest zawsze strzałem w dziesiątkę (szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę, że prawie każdy z liczącego sobie 1,3 miliarda obywateli kraju często korzysta z jednośladu).


W mieście Hangzhou, gdzie mieszka 9 milionów obywateli, już w 2008 roku rząd wyłożył równowartość 24 milionów dolarów na projekt mający na celu zredukowanie emisji spalin. Na ulicach pojawiły się miejskie rowery, których każdy mógł używać, a następnie odstawiać do jednego z 3000 punktów ze specjalnymi dokami. Pewnie kojarzycie podobne miejsca z naszych polskich miast.


Chińczycy od razu zachwycili się tym pomysłem. Odtąd nie musieli już inwestować swoich juanów w zakup własnych rowerów, a za niewielką opłatą korzystać z pojazdów oferowanych przez miasto!
Ogromny sukces tego przedsięwzięcia skłonił prywatnych przedsiębiorców do inwestowania kasy w bardzo podobne biznesy. W tym jednak wypadku nie było mowy o zostawianiu rowerów w przeznaczonych do tego miejscach. Zamiast tego pojazdy można było przypiąć wszędzie - do słupka, mostu, siatki, małego drzewka itp. Każdy kto chciał skorzystać z roweru musiał ściągnąć sobie specjalną aplikację na telefon, za pomocą której można było otworzyć zapięcie i skorzystać z transportu. Genialne w swojej prostocie.
Rowerzyści zaczęli jednak porzucać swoje jednoślady w lokalizacjach niekoniecznie do tego nadających się, a coraz więcej z dziesiątek mniejszych i większych rowerowych firm zaczęło bankrutować. Ilość jednośladów zaczęła znacznie przekraczać zapotrzebowanie... Policja ma teraz nie lada problem z walającymi się wszędzie porzuconymi dwukołowcami. Dlatego też miasto wygospodarowało kawał terenu, który służy za cmentarzysko dla rowerów. W tym momencie niszczeją tam 84 tysiące całkiem sprawnych pojazdów.



3435415023880084256490599.jpeg

W dalszym jednak ciągu w Hangzhou pojawiają się nowe bezpańskie wehikuły. Trudno się dziwić – biznes ciągle ma się dobrze. Mobike i Ofo - dwie największe firmy posiadające flotę 12 milionów rowerów - dziennie odnotowują 50 milionów przejazdów swoimi pojazdami!
Patrząc jednak na rowerowe cmentarzysko z Hangzhou, każdy miłośnik dwóch kółek jęknie z rozpaczy. Cóż to bowiem za marnotrawstwo!

4072515023877154256490599.jpeg

7459815023878114256490599.jpeg

346815023879294256490599.jpeg
5

Oglądany: 89199x | Komentarzy: 14 | Okejek: 275 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

29.09

28.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało