Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak lokalizować ogień w lesie i jak go gasić?

38 617  
290   92  
Zwykły Kowalski nie ma pojęcia o ochronie przeciwpożarowej w lasach, dlatego pozwolę sobie na krótkie opisanie „jak to działa”. Mój opis powstał na podstawie doświadczeń jak to wygląda w jednym z nadleśnictw.

Lasy w Polsce płoną co roku. W 2016 na terenie Polski mieliśmy ponad 5500 pożarów, w których spłonęło 1750 ha. Strat mielibyśmy na pewno więcej, gdyby nie rozbudowany system ochrony przeciwpożarowej. W pożarze lasu najważniejsze jest jego wczesne wykrycie. Gdy pożar przeniesie się ze ściółki na korony drzew, to może poruszać się z prędkością nawet kilkunastu metrów na minutę!

Na terenie Polski mamy około 700 dostrzegalni (tzw. wież p-poż) wybudowanych i obsługiwanych przez Lasy Państwowe. Wieże są różne, od drewnianych chybotliwych konstrukcji obsługiwanych przez człowieka, które trzeszczą przy każdym kroku, po nowoczesne (trochę bezduszne) metalowe wieże z zamontowanymi kamerami. Nadal spora ilość wież jest obsługiwana przez ludzi. Praca niezbyt przyjemna, szczególne w upały. Często siedzi się w metalowej nagrzanej puszce bez toalety i wypatruje się pożarów. Podobno gdy na wieży siedzi mężczyzna, trzeba uważać jak się przechodzi pod spodem (przy dużych upałach, gdy pije się bardzo dużo wody, to niekoniecznie chce się za każdym razem schodzić na dół… dlatego lepiej przestrzegać tabliczek z zakazem wstępu). Nigdy nie pracowałam na wieży, ale z doświadczeń kolegów słyszałam, że praca idealna, gdy chce się porozmyślać nad sensem życia i swoim miejscem we wszechświecie.
Widać dym!
Jak zlokalizować pożar w 10 000-hektarowym lesie?


Gdy pracownik z wieży widzi dym przekazuje informację do PAD-u (Punkt Alarmowo Dyspozycyjny w nadleśnictwie), najważniejsze jest poprawne ustalenie kąta, pod jakim dym jest widoczny. Kąt ustala się na takiej samej zasadzie jak działa kątomierz. W przypadku kamer kąt podawany jest bezpośrednio z kamery.
Osoba dyżurująca na PAD-zie kontaktuje się z drugą najbliższą wieżą w okolicy. Gdy mamy odczyty kątów z dwóch wież, to ustalenie miejsca pożaru trwa dosłownie chwilę. Osoba pracująca na PAD-zie ma do swojej dyspozycji również telefon i radio z nasłuchem straży pożarnej, każde doniesienie o pożarze lasu jest sprawdzane. Co ciekawe, dla leśników nie jest ważne, czy płonie las prywatny, czy państwowy.

Pali się! Widać dym. Po odczycie kątów udaje się ustalić, że dym raczej nie wskazuje na niedzielnego grilla na ogródkach działkowych czy też utylizację starych opon u Janusza w ogródku. Trzeba zawiadomić osoby pełniące dyżur p-poż oraz wezwać straż pożarną (o ile jeszcze nie wie o pożarze), osoba z PAD-u podaje lokalizację pożaru, zwykle najbliższą miejscowość i oddział leśny.


Jak strażacy znajdują pożar w lesie? Przecież ani oddział 32-b, ani zwrot "tam przy takiej sośnie w prawo" nic im nie powie. PSP ma corocznie przekazywaną mapę lasów w formie elektronicznej, gdzie zaznaczone są właśnie oddziały leśne, punkty czerpania wody i drogi p-poż.

Wróćmy na chwilę do dyżurów. Dyżury w lasach o dużym i średnim zagrożeniu pożarem zaczynają się często już w marcu i mogą trwać aż do października (wszystko zależy od pogody). To czy pracownicy muszą pełnić dyżur uzależnione jest od stopnia zagrożenia pożarowego. Stopień ustalany jest na podstawie kilku parametrów (wilgotność ściółki i powietrza, opady). Często pracownicy z utęsknieniem czekają na deszcz, gdyż w trakcie dyżurów muszą być w najbliższej okolicy, nie mogą wypić piwka, odpadają też dłuższe spacery, a tu za oknem piękna pogoda i sezon wakacyjny. W pożarach najważniejszy jest czas dojazdu, dlatego zawsze trzeba być pod telefonem i być w pobliżu auta. Dyżur w nadleśnictwie pełni kilka osób z terenu i jedna "biurowa". Człowiek z biura rusza po terenowy samochód gaśniczy (wszystkie nadleśnictwa mające problem z pożarami mają taki na stanie). Człowiek z terenu rusza swoim prywatnym samochodem, zaopatrzony w hydronetkę (15-litrowy zbiornik wyposażony w pompę ręczną). Oczywiście ilość wody w zbiorniku auta czy w hydronetkach przy dużym pożarze jest wręcz śmieszna, ale często małe pożary ściółki udaje się ugasić w ten sposób. Często zdarza się, że prócz wezwanych pracowników na miejscu zjawiają się leśniczowie/podleśniczowie z sąsiednich leśnictw, którzy dowiedzieli się o pożarze np. od sąsiada czy „w sklepie”. Tutaj trzeba podkreślić, że terenowa służba leśna naprawdę mocno się przejmuje gdy coś zagraża lasom, na których terenie pracują.


Leśnicy przy gaszeniu pożaru lasu wspierają działania straży pożarnej. Ściągają w teren ciągniki, które mają za zadanie wyorać pasy przeciwpożarowe aby zatrzymać pożar, pilarze ścinają drzewa, które utrudniają wjazd samochodów gaśniczych. Leśnicy znają las jak własną kieszeń, pokażą strażakom najkrótszą (przejezdną) drogę do zbiornika p-poż. Tutaj warto wspomnieć - każda droga p-poż ma nadany numer i jest oznakowana w terenie. Często ludzie są niezadowoleni, że nagle wąska leśna dróżka zamieniła się w 6-metrową drogę. Dobra sieć dróg w lesie jest bardzo ważna, to ona pozwala dojechać strażakom do pożaru. Czas dojazdu ma tutaj decydującą rolę! W lesie mamy całą sieć dróg przeciwpożarowych, przy nich lokalizujemy też zbiorniki p-poż. Co ciekawe, odkryte zbiorniki są bardzo doceniane przez zwierzęta. Wielokrotnie leśniczowie spotykali łosie korzystające z chłodzącej kąpieli. W upały jest to też świetne miejsce do obserwacji spragnionych ptaków.
Gdy pożaru nie można opanować, wzywane są helikoptery gaśnicze i dromadery. Zarówno jedne, jak i drugie są na usługach Lasów Państwowych. Corocznie lasy płacą za przeprowadzone akcje „gotowości”. W zeszłym roku podczas ogromnego pożaru rezerwatu „Torfowisko Karaska” w Nadleśnictwie Myszyniec w akcji gaśniczej brało udział aż sześć dromaderów! Zrzuciły one 84 bomby wodne (czyli około 168 tys. litrów wody!). Samolotowa akcja gaśnicza kosztowała lasy ponad 400 000 zł. Do tego trzeba by doliczyć ogromne koszty straży pożarnej (w akcji brało udział ponad 200 strażaków). Warto dodać, że torfowisko zostało podpalone - na miejscu znaleziono kanister z benzyną.

https://www.youtube.com/watch?v=J4GLno260BA

Gdy pożar jest ugaszony, strażacy jadą do domu, ale dla leśników to nie koniec pracy. Trzeba dyżurować przy pożarzysku. Leśnicy razem z ZUL-em (firmą zewnętrzną) siedzą na pożarzysku kilka dni i nocy. Jak nie pada deszcz, to i 3 dni po pożarze ziemia jest baaardzo nagrzana. Zdarza się, że nagle jakiś krzak znienacka stanie w płomieniach, dlatego leśnicy i ZUL-e uzbrojeni w odpowiedni sprzęt zarywają noce, aby pożar nie rozpoczął się na nowo....
Czasem ludzie mają wrażenie, że przecież las ocalał, bo igły w koronach sosen są zielone, a pnie są tylko lekko okopcone.


Niestety, ale wysoka temperatura bezpowrotnie uszkadza drzewostan, rzadko zdarza się, żeby drzewa przetrwały pożar. Taki las zostaje wycięty. Spalony las to bardzo smutny widok. Wszystko jest w kolorze popiołu, liście i igły nieuszkodzone ogniem usychają w kilka tygodni po pożarze. Ptaki omijają to miejsce, nie słychać ich śpiewu. To jeden z bardziej przygnębiających widoków, które leśnik widuje w codziennej pracy.

Źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
3

Oglądany: 38617x | Komentarzy: 92 | Okejek: 290 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało