Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Amerykański przepych i wkurzeni Indianie - jak powstawał słynny monument na górze Rushmore

66 424  
282   39  
Amerykanie lubią pompatyczność i przepych. Trudno się więc dziwić, że gdy padł pomysł stworzenia monumentu oddającego część wielkim, narodowym bohaterom, od razu pojawiła się sugestia, aby ich podobizny wykuć w… monumentalnej górze.


Nawet najbardziej szalona wizja ma szansę na realizację, jeśli tylko do dyspozycji mamy odpowiedni hajs. A funduszy na projekty podgrzewające amerykański patriotyzm nigdy nie brakowało.

Pomysł ten narodził się głowie Doane'a Robinsona – historyka, który bardzo zaangażował się w projekty promowania turystyki w Południowej Dakocie. Pierwszą jego wizją było przerobienie charakterystycznych dla łańcucha górskiego Black Hills granitowych naturalnych wież w wielkie posągi, przedstawiające zasłużonych dla narodu bohaterów. Gutzon Borglum, architekt, który miał zająć się tym projektem, doszedł jednak do wniosku, że jakość tamtejszego kamienia jest zbyt słaba i dłubanie w takim materiale jest niczym rzeźbienie w gównie.
Wtórowali mu lokalni Indianie, którzy z kolei absolutnie nie chcieli słyszeć ani o tuningowaniu dzieła Matki Natury, ani o watahach turystów, których przedsięwzięcie to miało przyciągnąć…


Robinson nie porzucił swojego marzenia i naradziwszy się z Borglumem, wyznaczył nowe miejsce realizacji tego przedsięwzięcia - górę Rushmore, która nie tylko lepiej nadawała się do rzeźbienia, ale była też doskonale nasłoneczniona.
Historyk chciał, aby na skale widniały podobizny bohatera Dzikiego Zachodu - Buffalo Billa, słynnego wodza Dakotów – Czerwonej Chmury, a także kapitana Meriwethera Lewisa i porucznika Williama Clarka – organizatorów pierwszej w historii USA wielkiej ekspedycji lądowej. Borglum zdołał jednak przekonać Robinsona, że znacznie większą ilość turystów przyciągną podobizny amerykańskich prezydentów. Ponadto łatwiej też będzie zdobyć na taki projekt sponsorów…


I faktycznie – szybko znaleźli się hojni darczyńcy na czele z Peterem Norbeckiem, senatorem Południowej Dakoty, który poczuł ducha patriotyzmu i z miejsca wyłożył niemały hajs na budowę pomnika.
Zachwyt nad projektem zagłuszył nieco stanowcze głosy protestu ze strony przedstawicieli plemienia Lakota, którzy górę Rushmore uważali za miejsce święte, a wykuwanie na nim twarzy „amerykańskich bohaterów” było dla Indian najgorszym możliwym gestem pogardy dla ich kultury. Nikt jednak nie zwracał uwagi na burczących "dzikusów" i już w 1927 roku ruszyły prace.





Ekipa robotników dowodzona przez Borgluma, za pomocą dynamitu, wysadziła w powietrze kawał góry, a następnie młotami i rylcami zaczęli nadawać skałom nowy kształt. Pierwszy na warsztat poszedł Jerzy Waszyngton. 4 lipca 1930 roku, po trzech latach ciągłej pracy, twarz amerykańskiego prezydenta została odsłonięta.



Następny w kolejce był Thomas Jefferson. Jego podobizna miała znaleźć się przy prawym ramieniu Waszyngtona. W połowie prac Borglum doszedł jednak do wniosku, że granit w tym miejscu jest zdecydowanie za słaby i prędzej czy później twarz prezydenta zacznie się rozpadać. Zalecił więc, aby robotnicy wysadzili w powietrze nieukończone prezydenckie oblicze i zaczęli robotę od początku. Tym razem po lewej stronie Jerzego.
Początkowy projekt architekta musiał być wielokrotnie zmieniany, właśnie z powodu lichej jakości budulca. I tak na przykład głowa Abrahama Lincolna została przesunięta w miejsce, gdzie planowano umieścić wielką tablicę pamiątkową.



Legenda mówi, że to w czasie prac nad monumentem powstała pracownicza "przerwa na kawę". Robotnicy po kryjomu ogrzewali się tym napojem, gdy niespodziewanie nakrył ich Borglum. Dopadł wówczas jednego z majstrów i nakazał przygotowanie pączków i przekąsek na następne takie spotkanie.
Ciekawostką jest, że większość robotników nie miała pojęcia o sztuce rzeźbienia. Byli to prości górnicy, którzy przybyli w te rejony, aby pracować w kopalniach złota.


W 1936 roku rozentuzjazmowani turyści, wśród których znalazł się sam prezydent Franklin D. Roosevelt, byli świadkami odsłonięcia gigantycznej podobizny Thomasa Jeffersona.


Rok później w Kongresie gorączkowo debatowano nad wykuciem w górze Rushmore twarzy Susan B. Anthony – sufrażystki, dzięki działaniom której amerykańskie kobiety otrzymały prawa wyborcze. Projekt ten spodobał się wielu politykom, jednak z jakiegoś powodu nie ruszył naprzód. Tymczasem w 1939 roku do kamiennych prezydenckich głów dołączyła ta należąca do samego Theodore'a Roosevelta.




Kolejnym etapem przedsięwzięcia było wykucie w skale części piersiowej każdej z postaci. Zgodnie z planem Borgluma na ścianie góry Rushmore miały widnieć całe popiersia amerykańskich bohaterów. Jednocześnie architekt zaczął drążyć w skale jaskinię, która miałaby służyć za skarbiec zawierający dokumentację projektu i jego dokładny opis.





Niestety, w 1941 roku Borglum niespodziewanie wyzionął ducha. Przez jakiś czas na czele przedsięwzięcia stanął jego syn – Lincoln, jednak już po kilku miesiącach odcięto go od dalszych funduszy i trwający 14 lat projekt został oficjalnie uznany za zakończony. W tym czasie robotnicy usunęli z góry Rushmore 450 tysięcy ton skał. Obyło się bez żadnego nieszczęśliwego wypadku.



Tymczasem Indianie, nie mogąc znieść zadanej im zniewagi, postanowili zniszczyć górę Thunderhead aby wykuć w niej wizerunek Szalonego Konia – nieustraszonego wodza plemienia Oglalów

Prace rozpoczęto w 1948 roku, a wykonaniem zajął się urodzony w USA polski rzeźbiarz Korczak Ziółkowski, który pragnął, aby projekt był niezależny od państwa. Powołano więc specjalną fundację zbierającą od chętnych datki na budowę monumentu.



Sam Ziółkowski osobiście odrzucił propozycję dofinansowania inicjatywy przez amerykańskie władze, które pragnęły przekazać na ten cel 10 milionów dolarów!
Szalony Koń daleki jest od ukończenia. Jak dotąd wydano na ten cel grubo ponad 17 milionów dolarów. Jeśli kiedykolwiek przedsięwzięcie zostanie sfinalizowane, to będziemy mieli do czynienia z największym na świecie pomnikiem (195 m długości i 172 m wysokości!).


Źródła: 1, 2, 3

Oglądany: 66424x | Komentarzy: 39 | Okejek: 282 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało