Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Napalone zakonnice z Loudun - sprawa demonicznych nawiedzeń z XVII wieku

116 962  
360   60  
Był rok 1617 kiedy to ksiądz Urbain Grandier trafił do niewielkiej parafii Sainte Croix we francuskiej mieścinie Loudun. Wysoki, niezwykle przystojny duchowny od razu zwrócił uwagę lokalnych parafian. Ksiądz lubił kobiety i dość sceptycznie podchodził do kwestii wstrzemięźliwości.

Szybko dał się poznać jako czarujący podrywacz i łóżkowy ogier. Grandier nie krył się ze swoim krytycznym zdaniem na temat celibatu. Napisał nawet książkę, w której piętnował ten katolicki zwyczaj.

W XVII wieku, kiedy inkwizytorskie stosy płonęły w całej Europie, bycie sługą bożym o takich poglądach wymagało posiadania jaj ze stali.

O romansach, seksualnym wigorze i dzieciach, które Grandier spłodził krążyło sporo plotek, a wielu wysoko postawionych duchownych miało już powyżej uszu jurnego księdza, który bezczelnie brukał dobre imię kościelnej instytucji. W 1630 roku Urbain oskarżony został o czyny rozpustne i zawisła nad nim groźba (w najlepszym wypadku) ekskomuniki. Niesforny sługa boży miał jednak dobre znajomości, dzięki którym nie tylko udało mu się uniknąć kary, ale także i jeszcze w tym samym roku wrócić do Loudun.


Niedługo po tym jak ojciec Grandier znów przewodził parafii Sainte Croix, dziać się zaczęły bardzo dziwne rzeczy z siostrzyczkami mieszkającymi w przykościelnym zakonie. Matka przełożona Jeanne des Anges miała sen, w którym to wizytę sprawił jej Urbain pod postacią świetlistego anioła i zmusił ja do odbycia wyuzdanych aktów seksualnych.
Przerażona zakonnica przyjęła pokutę w postaci biczowania. Tymczasem inne siostry zakonne również zaczęły skarżyć się na nocne „wizyty” demonicznego księdza, silne halucynacje i wyjątkowo wulgarne marzenia senne.


Kiedy wieść o domniemanych nawiedzeniach zakonnic dotarła do biskupa z Poitiers, czym prędzej wytypował ojca Mignona, aby ten przyjechał do Loudunu i przyjrzał się sprawie. Skromny spowiednik i utalentowany egzorcysta był przerażony tym, co zastał na miejscu.
Zakonnice wrzeszczały, nienaturalnie wyginały swoje ciała, niektóre nawet szczekały jak zdziczałe psy. Matka przełożona twierdziła, że zarówno ona, jak i jej podopieczne opanowane zostały przez demony, wśród których prym wiódł Azmodeus i Zebulun – bestie osobiście przywołane przez ojca Grandiera!


Tymczasem niesforny ksiądz zaczął zdawać sobie sprawę, że znalazł się w kiepskiej sytuacji. Początkowo domagał się, aby szalone mieszkanki zakonu zamknąć w izolatkach. Kiedy jednak jego prośby zostały zbagatelizowane, Urbain napisał list do arcybiskupa Bordeaux. Ten podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie i natychmiast przysłał do parafii swojego osobistego lekarza. Doktorek przebadał każdą z zakonnic i stwierdził, że żadna z nich nie wykazuje znamion opętania. 21 marca 1633 roku arcybiskup nakazał zaprzestania egzorcyzmów i zaapelował, aby na jakiś czas zamknąć siostrzyczki w ich klasztornych celach.

Przeciwnicy kontrowersyjnego księdza byli wściekli – cały ich misterny plan spalił na panewce. Na szczęście mieli jeszcze jednego asa w rękawie. Jean de Laubardemont – kobieta bardzo blisko spokrewniona z „nawiedzoną przez demony” matką przełożoną zakonu z Loudun miała bliski kontakt z samym kardynałem Richelieu. Jean oraz kapucyński zakonnik Tranquille odwiedzili więc najwyższego, kościelnego dostojnika, aby poinformować go o nieudanych egzorcyzmach oraz przedstawić dowody przeciw Grandierowi.


Aby zagrać na odpowiedniej strunie, Laubardemont pokazała mu napisany przez Urbaina satyryczny poemat wyśmiewający francuskiego kardynała. Richelieu aż kipiał ze złości. Natychmiast nakazał zwołanie kościelnej komisji, która miała aresztować i przesłuchać podejrzanego o konszachty z nieczystymi siłami księdza. Na czele tejże komisji stanęła sama Jean de Laubardemont. Egzorcyzmami nawiedzonych zakonnic miał natomiast zająć się wspomniany kapucyn – ojciec Tranquille wraz z grupą najlepszych specjalistów od wypędzania demonów.

Publiczne egzorcyzmy przybrały formę prawdziwego teatru. Możliwość zobaczenia takiego „przedstawienia” przyciągnęła 7000 gapiów! Duchowni prześcigali się w groźbach, rozkazach i rytuałach, które miały na celu nie tylko wypędzenie szatańskich pomiotów z ciał zakonnic, ale i zmuszenie kobiet do składania zeznań obciążających Grandiera. W przerwach pomiędzy egzorcyzmami, głos zabierały byłe kochanki jurnego księdza, które rozpalały wyobraźnię zgromadzonej tłuszczy opowiadając pikantne historie na temat jego upodobań seksualnych.


Jak w scenariuszu dobrej telenoweli, co chwile pojawiały się nowe zwroty akcji. Nagle okazało się, że ilość diabelskich sił, które zagnieździły się w ciałach oddanych Bogu, siostrzyczek jest znacznie pokaźniejsza, niż początkowo sądzono. Szczególnie trudnym przeciwnikiem był Isacaaron – pomniejszy demon rozpusty, który zmuszał zakonnice do czynów lubieżnych i niegodnych kobiet noszących habity…
Aby oczyścić swoje dobre imię, do akcji wszedł sam Grandier, który postanowił osobiście przesłuchać opętane kobiety. Duchowny doskonale wiedział, na czym polega jedna z podstawowych metod sprawdzania, czy egzorcysta ma do czynienia z prawdziwym nawiedzeniem. Trzeba było przemówić do ofiary opętania w nieznanym jej języku. Jeśli w ciele nieszczęśnika faktycznie czaił się demon, odpowiadał on na zadawane mu pytania. Urbain znał grekę, więc właśnie za jej pomocą usiłował porozumieć się z diabłami ukrytymi w ciałach siostrzyczek.
Zakonnice jednak zgodnie przyznały, że zawarły z demonami pakt zabraniający im… posługiwania się językiem greckim. Szach – mat, cwany klecho!


Grandier trafił do więzienia, gdzie ogolono całe jego ciało – to miało ułatwić poszukiwanie znamion, które świadczyłyby o jego kontaktach z diabłem. Oczywiście inkwizytorzy szybko takie ślady znaleźli.
Ostatnią deską ratunku dla Urbaina był doktor Fourneau. Lekarz, który szykował księdza do tortur stwierdził, że rzekome „diabelskie znamiona” to nic innego jak sfabrykowane przez Inkwizycję dowody. Protesty lekarza zostały jednak puszczone mimo uszu. Podobnie jak zeznania grupy zakonnic, którym zrobiło się duchownego żal i postanowiły przyznać się do składania fałszywych zeznań. Uznano jednak, że zakonnice wypełniają plan samego Szatana, którego celem było uchronienie Grandiera przed śmiercią. Sama matka przełożona - Jeanne des Anges pojawiła się na rozprawie ze sznurem przywiązanym do szyi grożąc, że powiesi się, jeśli jej zeznania nie zostaną cofnięte.


Wszystkie głosy sprzeciwu wobec decyzji kościelnej komisji zostały oddalone, a szczególnie uparci obrońcy księdza z Loudunu zostali aresztowani jako zdrajcy narodu, a ich cały dobytek skonfiskowano.

Zazwyczaj osoby poddawane okrutnym, inkwizycyjnym torturom szybko przyznają się do zarzucanych ich win, jednak ksiądz Grandier był twardy. Nawet gdy połamano mu nogi nie powiedział tego, co chcieli usłyszeć jego wrogowie. Upór skazańca doprowadził ich do furii. Początkowo obiecano Urbainowi oszczędzenie mu cierpień – planowano go powiesić, a następnie jego ciało miało zostać publicznie spalone na stosie. Do tego przysługiwało mu prawo do wygłoszenia ostatniej przemowy przed śmiercią.


Ostatnie słowa Grandiera zostały zagłuszone przez olbrzymie ilości wody święconej, którą wylano mu na twarz, gdy tylko otworzył usta, aby je wypowiedzieć. Złamano też obietnicę i zrezygnowano z stryczka. Duchowny trafił na stos żywy.
Wprawdzie ksiądz odpowiedzialny za opętania zakonnic gryzł już glebę, ale kościelni dostojnicy uznali, że nie warto zamykać sprawy w chwili, gdy nawiedzone zakonnice są na językach wszystkich Francuzów.
Przez parę lat klasztor był prawdziwą atrakcją turystyczną. Odprawiano tam publiczne egzorcyzmy. Nie brakowało tłumów chcących zobaczyć (oczywiście za odpowiednią opłatą) chodzące na rękach, tłukące głowami o mury, wykonujące prowokujące gesty i zadzierające habity siostrzyczki. No, bo kto nie fantazjował o seksie z opętaną zakonnicą? Tylko ja? Ech…
W 1637 roku kardynał Richelieu osobiście nakazał zaprzestanie dalszych „egzorcyzmów”. Pozwolono sprawie ucichnąć.


Wydarzenia, które miały miejsce we francuskim miasteczku zainspirowały Aldousa Huxleya do napisania książki pt. „Diabły z Loudun”. Taki sam tytuł ma opera autorstwa Krzysztofa Pendereckiego. Najbardziej jednak znanym u nas dziełem opartym na tych wydarzeniach jest opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza pt. „Matka Joanna od Aniołów”. Oczywiście tytułowa bohaterka to siostra Jeanne des Anges. Autor jednak zdecydował się przenieść miejsce akcji z Loudun do położonej na wschodnich kresach, polskiej mieściny o nazwie Ludyń.

Źródła: 1, 2, 3, 4
8

Oglądany: 116962x | Komentarzy: 60 | Okejek: 360 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało