Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Historia monet III - Ateńska sowa

25 264  
180   11  
Nie da się ukryć, że z powodu marnej „artystki” ostatnimi czasy „sowa” może kojarzyć się wielu osobom z czymś absolutnie żenującym. Tymczasem dawno temu zwierzę to wszystkim ludziom powszechnie kojarzyło się z czymś, czego niesamowicie pożądano na całym „cywilizowanym” świecie. Mowa tu o monetach wybijanych pod patronatem samej bogini mądrości, rzemiosła i sprawiedliwej wojny – Ateny.

Jednak początki ateńskiego mennictwa były dość skromne. Wszystko zaczęło się w okolicy roku 546 p.n.e. w czasach, gdy miastem rządził tyran cieszący się jednak dość szerokim poparciem ludu – Pizystrat. Wtedy to Ateny zaczęły produkować swoje pierwsze, prymitywnie wyglądające monety. Nie wiemy komu konkretnie zawdzięczamy ten pomysł, nie wiemy jak wyglądały kulisy ich produkcji, w każdym razie zastanawiające jest to, że w tym okresie Ateny wybijały jednakowej wielkości krążki z przynajmniej 14 różnymi motywami. Dawniej uważano, że może chodziło tu o „prywatne” monety najważniejszych rodów, dlatego też do monet tych przylgnął termin „monety heraldyczne”, ale prawda jest taka, że nic na ten temat po prostu nie wiemy. Wśród motywów były między innymi skarabeusz, koło, głowa konia, amfora czy byk. Były produkowane w dość skromnych ilościach i nie wywędrowały jakoś specjalnie poza bezpośrednią okolicę samych Aten.



Ten rodzaj monet utrzymał się w Atenach do mniej więcej 525 r. p.n.e. Wtedy wprowadzono nowy typ monety i zmieniono jej wygląd. Pojawiła się „gorgona” – moneta, która mogła być pierwszą na świecie posiadającą jakieś przedstawienie na obu stronach – awersie i rewersie. Z jednej strony znajdowała się głowa Gorgony (reprezentująca Ateny, ponieważ bogini Atena miała na swojej tarczy głowę jednej z Gorgon – Meduzy – przecież każdy Grek to wiedział), a z drugiej – głowa lwa (reprezentująca lwa). Nowym typem monety stała się natomiast tetradrachma o wadze nieco ponad 17 g.


Ale tutaj cała stop - zanim pójdziemy dalej, czas na krótkie objaśnienie ateńskich nominałów.

W Grecji, zanim pojawiły się monety, stosowano (od mniej więcej XII wieku p.n.e.) pręty z żelaza, miedzi lub brązu zwane „obolami”. To przykład pieniądza opartego na kruszcu, o jakim wspominałem w pierwszym artykule. Takie pręty nie były za specjalnie wygodne w użyciu, ale na lepszy pomysł Grecy w tym okresie, o którym mowa, jeszcze nie wpadli (a tak właściwie to nie podpatrzyli u Lidyjczyków, a Lidyjczycy też jeszcze na swój wiekopomny wynalazek nie wpadli). Kiedy jednak chwytano sześć takich oboli – wtedy trzymający je posiadał w ręku „drachmę” – coś w stylu „garść” od słowa „drassomai” – „chwytać [w garść]”.


(można było trzymać na stojaczku, niech sąsiedzi widzą, gdy odwiedzają)

Gdy pojawiły się monety – stare nazwy pozostały. Podstawą ateńskiego lub też attyckiego standardu stała się zatem srebrna drachma, która, jak dawniej, dzieliła się na 6 oboli (które teraz były małymi srebrnymi monetami, a nie miedzianymi czy żelaznymi prętami). Aby jednak kupcy byli przygotowani na każdą ewentualność – czy to na zakup dużej ilości ziemi albo spłatę długu zaciągniętego u Germanów, czy też kupno zaledwie paru oliwek na przekąskę – wprowadzono też inne nominały. Ateński system złożony ze srebrnych monet prezentował się następująco:

Dekadrachma (dziesięciodrachmówka) o wadze 42 g.
Tetradrachma (czterodrachmówka) – 17,3 g.
Didrachma (dwudrachmówka) – 8,66 g.
Drachma – 4,33 g.
Tetrobol (czteroobolówka) – 2,85 g.
Triobol/Hemidrachma (trójobolówka, a jednocześnie półdrachma) – 2,15 g.
Diobol (dwuobolówka) – 1,43 g.
Trihemiobol (1,5 obola) – 1,07 g.
Obol – 0,72 g.
Tritartemorion (3/4 obola)– 0,54 g.
Hemiobol (półobolówka) – 0,36 g.
Trihemitartemorion (1,5 tetartemoriona, 3/8 obola) – 0,27 g.
Tetartemorion (ćwierćobolówka) – 0,18 g.
Hemitartemorion (1/8 obola) – 0.09 g.

Z czego nie wszystkie wybijane były przez cały czas, niektóre nominały wybijano jedynie wtedy, gdy uznano, że taka jest potrzeba.


Od lewej – tetradrachma „nowego stylu”, tertradrachma „klasyczna”, drachma, obol i hemiobol.

Najbardziej imponująca jest dekadrachma, których parę egzemplarzy sprzedano niedawno za mniej więcej 300 000 – 400 000 dolarów sztuka.


Na przeciwległym końcu listy mamy hemitartemoriony, ważące zaledwie 0,09 g. Niestety nie udało mi się znaleźć sensownego zdjęcia tego maleństwa, ale oto tetartemorion z miasta Kolofon z Jonii o wadze 0,18 g, na podstawie którego można sobie wyobrazić jakim maleństwem byłby hemitartemorion, jeszcze o połowę mniejszy:



A tutaj taki sam nominał leżący obok ziarenka ryżu.


No i fajne ujęcie ateńskiego hemiobola w porównaniu do współczesnej jednocentówki:



Ale mimo tego, że cały system został oparty na „drachmie” – to nie ona, ale tetradrachma stała się najsłynniejszą i najważniejszą monetą ateńską. Zaledwie parę lat po wprowadzeniu wspomnianych wcześniej „gorgon” przeprowadzono kolejną zmianę stylu. Tym razem postawiono na głowę patronki miasta, bogini Ateny, na awersie monety, rewers ozdabiając sową i gałązką oliwną – atrybutami nieomylnie związanymi z Ateną – sowa była przecież „zwierzęciem” z nią kojarzonym, a drzewo oliwne było jej darem dla ludzi, dzięki któremu wygrała ona rywalizację z Posejdonem (który stworzył źródło słonej wody - super prezent, Posejdonie…) o zostanie patronem miasta. Obok sowy pojawiły się trzy greckie litery – A TH E. Tak jak w przypadku statera korynckiego – nawet gdyby ktoś nie odgadł tej oczywistej dla starożytnych Greków symboliki na awersie i rewersie – to miał tutaj już wyraźnie napisane, kto stał za produkcją tych monet – napis „ATHE” oznaczał bowiem, zgodnie z greckim zwyczajem, „Ateńczyków” - w sensie „[moneta] Ateńczyków”.

Zmiana stylu okazała się strzałem w dziesiątkę, a krążki te stały się najlepiej rozpoznawalnymi monetami starożytności przedrzymskiej. Najwcześniejsze „sówki”, bo taka nazwa przylgnęła do tych monet, zostały wybite mniej więcej w okolicy roku 510 p.n.e. Pierwsze tetradrachmy były wykonane dość prymitywnie, a ich cechą charakterystyczną było to, że choć głowa Ateny była prezentowana z profilu, to oko przedstawiano „en face”. Styl ten nazywamy „archaicznym”. Krążki były grube, ale o stosunkowo małej średnicy, przez co zazwyczaj awers nigdy nie był w stanie odbić się w całości – zawsze jakiś fragment (najczęściej grzebień na hełmie Ateny) „uciekał” poza jego obrzeże.



Podobnie jak „żółwiki” (i w sumie wszystko inne, co produkuje się przez dłuższy czas), tak i „sówki” zmieniały się delikatnie z czasem. Tuż po zakończeniu wojny z Persami, w roku 479 p.n.e. zmodyfikowano nieco obie jej strony. Atena zyskała na swoim hełmie wieniec laurowy, co prawie na pewno odnosi się do zwycięstwa w wojnie. Na rewersie dodatkowo pojawił się sierp Księżyca, o nieustalonym znaczeniu. Tak powstał „wczesny styl klasyczny”.


Kilka dekad później dokonano delikatnej korekty, między innymi zmodyfikowano nieco ogon sowy – tak jak na wcześniejszych egzemplarzach pióra w ogonie były rozłożone, tak teraz zostały złożone. To masowo produkowany i najczęściej spotykany styl „klasyczny”.


Utrzymał się on z drobnymi modyfikacjami do okolic roku 393 p.n.e. Wtedy ponownie zmieniono nieco styl tetradrachm, porzucając stary sposób przedstawiania oka na rzecz bardziej realistycznego – od teraz oko również przedstawiane było z profilu. Narodził się „późny styl klasyczny”.


Najpoważniejsza zmiana nadeszła w okolicy roku 164 p.n.e. po tym, jak Ateny dostały się pod hegemonię Rzymu. Krążek „zmodernizowano” – poszerzono, dzięki czemu teraz praktycznie całość wizerunku się na nim spokojnie mieściła. Ikonografia została bez zmian, ale wizerunki również „zmodernizowano”. Na rewersie pojawiła się amfora, duży wieniec laurowy, imiona urzędników odpowiedzialnych za produkcję monet oraz pierwsze próby umieszczania na nich dat. Ze względu na te zmiany „sówki” przestały być tak postrzegane - w stosunku do tetradrachm „nowego stylu” (jak się je nazywa) starożytni Grecy zaczęli używać nowej potocznej nazwy. „Sówki” stały się „wieńcami”.


Mamy tutaj, oprócz „ATHE”, także niepełne imiona trzech urzędników – „Hera…”, „Aristof…” oraz „Basilei…”. Na amforze – litera „K” oznaczająca, że monetę wybito w 11 miesiącu urzędowania wyżej wymienionych panów, a więc gdyby okazało się, że coś z tą monetą jest nie tak, to wiadomo było, kogo należy za to stracić.

I to ostatnia faza niezależnego mennictwa Ateńczyków. Tetradrachmy nowego stylu produkowano do około 42 roku p.n.e. Mniej więcej w tym okresie zbiegły się dwa wydarzenia – ostatecznie wyczerpały się zapasy ateńskich kopalń srebra, a Rzymianie skutecznie narzucili Ateńczykom swoje własne monety. Kilkuwiekowa historia „sówek” dobiegła końca.


A jest to historia wyjątkowa. „Sówki” to monety, które jako pierwsze na świecie osiągnęły ogromny międzynarodowy sukces. Można powiedzieć, że stały się monetą „światową”, takim pierwszym i najważniejszym „dolarem starożytności”, niezwykle chętnie przyjmowanym w każdym zakątku świata, utrzymującym swoją doskonałą jakość i renomę przez kilka wieków. Skąd taki sukces?

To proste – do dziś jest tak, że łatwo osiągnąć sukces, gdy się jest bogatym. A Ateny… cóż… pławiły się w bogactwie.

Ajschylos z Eleusis, ateński tragik, pisze:

ATOSSA (Perska królowa)

Ależ drodzy, powiedzcie jeszcze mi, gdzie też Ateny leżą?

CHÓR

Het! Tam na zachód, gdzie blask Heliosa gaśnie.

ATOSSA

I syn mój miasta tego pożądał zagłady?

CHÓR

Podbiłby król Helladę całą w takim razie.

ATOSSA

Czy tyle wojska mieści gród ten w murach swoich?

CHÓR

Och! Wojsko, co już Persom wiele klęsk zadało.

ATOSSA

Czym nadto słynie gród ten? Czy bogactw dostatkiem?

CHÓR

Ma srebra zdrój obfity, co jest skarbcem kraju.

„Persowie”
208-216

Ajschylos celnie trafił. Ateńczycy mieli szczęście, ponieważ mniej więcej 30 km na południowy wschód od swojego miasta natrafili na przeogromne pokłady ołowiu. A tam gdzie ołów, tam też było i srebro. Co prawda srebra w wydobywanym tam urobku było jedynie 0,5%, ale wszystko jest tylko kwestią skali – gdy rzuci się do boju około 12 000 niewolników – to nawet te pół procenta zamieni się w rzekę cennego metalu.

To, że można znaleźć tam coś ciekawego, wiedziano od wczesnej epoki brązu. Pokłady wystające na powierzchnię przyciągnęły uwagę ludzi na długo przed pojawieniem się monet czy samych Aten. Początkowe szyby, wykuwane już w późnym neolicie przy pomocy kamiennych narzędzi, sięgały głębokości mniej więcej 20-30 metrów. Ale w okolicy roku 483 p.n.e. odkryto nową bogatą żyłę, którą eksploatowano już za pomocą metalowych dłut, sięgając mniej więcej 100 metrów w głąb skały. Oczywiście każda taka żyła kiedyś się kończy – i tak stało się w okolicy I wieku p.n.e., ale przez cały czas swojej działalności (z pewnymi przerwami) ilość srebra, jaką wygrzebywano z tych dość przerażających nor (a liczba szybów sięga około 2000) była imponująca.


Na zdjęciu widać filar dzielący dwa korytarze. Zgodnie z prawem, pod karą śmierci, nie wolno go było naruszać, bo stanowił zarówno podporę korytarza, jak i granicę między dwoma szybami, które mogły być dzierżawione przez dwóch różnych górników. W 330 roku p.n.e. Difilos miał to jednak najwyraźniej gdzieś, bo taki filar usunął. Więc sędzia usunął i jego. Spośród żywych.

Trudno oszacować, ile konkretnie srebra Ateńczycy uzyskiwali z tych kopalni, szacunki bywają różne. Mogło to jednak wynosić nawet średnio 32 tony rocznie przez mniej więcej trzy wieki funkcjonowania.

Oprócz tego Ateny tradycyjnie czerpały zyski z podatków, handlu, pożyczek na procent i łupów wojennych. A jakby tego było mało, to postanowiły stworzyć swoją własną mini Unię Europejską i, jak kraje dzisiejszej Europy wschodniej, wyciskać z jej budżetu ile się da.

W 478 roku p.n.e. miasta greckie postanowiły założyć „Sojusz”, zwany przez nas „Związkiem Morskim”. Zadaniem Sojuszu było usunięcie zagrożenia ze strony Persów i wygnanie ich jak najdalej od Hellady, a liczba członków wynosiła w szczytowym okresie nawet 330. Ogólne założenia były szczytne – cel jak najbardziej godny, zasady również. Każdy z członków miał równy głos w radzie i miał co roku przekazywać odpowiednie środki, które miały być, pod przewodnictwem Aten, przeznaczane na wysiłki wojenne. Sojusz ostatecznie wypełnił swój cel, ponieważ w ciągu kilku następnych dekad siły perskie były stopniowo spychane na wschód. Niestety sprawy wewnętrzne zaczęły wyglądać coraz mniej kolorowo. Zdarzały się przypadki, gdy miasta przyłączano do Sojuszu siłą. Na przykład gdy jedno z nich, Karistos, grzecznie odmówiło akcesji, wkrótce odwiedziły je okręty wojenne Sojuszu. Bo gdy Ateny chciały kogoś mieć za sojusznika i przyjaciela, to zwyczajnie nie można było odmówić.


Sojusz też był wieczysty, co symbolicznie podkreślano w momencie przystąpienia – nowi członkowie wrzucali żelazne sztaby do morza zaklinając się, że sojusz trwać będzie dopóty sztaby same nie wypłyną na powierzchnię. Boleśnie przekonały się o tym te miasta, które uznały jakiś czas później, że cel Sojuszu został wypełniony, Persowie zostali przegnani, więc można dokonać Grexitu. Okręty wojenne pod dowództwem Aten były bowiem innego zdania.

Każdy członek Sojuszu zobowiązany był do odpowiedniego wkładu – dostarczenia okrętów/wojska albo zapłacenia phoros – składki. Większość członków wybrała drugą opcję, czym zobowiązała się do wpłacania rocznie początkowo łącznie 460 talentów (a talent attycki to mniej więcej 26 kg czystego srebra), a później aż 1500 talentów po zwiększeniu stawek, do wspólnego skarbca, który umiejscowiono na wyspie Delos - jako miejscu świętym, bezpiecznym, neutralnym i umiejscowionym dość centralnie. Jednak pozostawienie tak wielkiej fortuny na jakiejś niewielkiej wyspie poza bezpośrednią kontrolą Aten było niewygodne, więc, rzecz jasna z uzasadnionych i ważnych powodów, w okolicy roku 454 p.n.e. przeniesiono cały skarbiec Sojuszu z Delos do… oczywiście Aten, no bo gdzież by indziej. Od tej pory setki talentów rocznie z tytułu phoros spływały pod sam Partenon.


(zachowana oryginalna lista miast, które wpłaciły haracz.... to znaczy składkę)

A jakby tego było mało, to ateńska tyrani… to znaczy Sojusz ogłosił pewnego dnia, że od dziś wszyscy wprowadzają Euro. Czyli, przekładając na realia antyczne – we wszystkich poleis Sojuszu obowiązywać będą attyckie standardy miar, wszystkie mają też po pierwsze zaprzestać wybijania własnych monet, a po drugie wymienić je na jedynie obowiązujące, czyli ateńskie – a czuwać nad wprowadzaniem tej korzystnej dla całej unii (Aten) unijnej (ateńskiej) dyrektywy mieli unijni (ateńscy) urzędnicy, oddelegowani do poszczególnych miast. Oczywiście niezastosowanie się do nowej rzeczywistości karane miało być wizytą ateńskiej floty wojennej.

Tutaj skuteczność była na szczęście… różna, ponieważ sam Sojusz zaczynał nieco się rozpadać i zapewne Ateńczykom zabrakło sił, aby tę dyrektywę wyegzekwować, ponieważ tak jak niektóre mennice „poddanych sojuszników” faktycznie mniej więcej w okolicy wydania tego edyktu przestały pracować, tak praca innych wydaje się być niezakłócona.

Oczywiście Ateny miały też i solidną listę wydatków. One to odpowiadały głównie za wodowanie nowych okrętów wojennych i ich utrzymanie. Szacuje się, że na przygotowanie jednej triremy należało wydać mniej więcej talent – czyli 1500 tetradrachm. Ogromne kwoty idące w setki talentów pochłaniały wojny i oblężenia. Nie wspominając już o tym, że wybudowanie słynnego ateńskiego Partenonu kosztowało 469 talentów, oczywiście „podprowadzonych” ze skarbca Sojuszu (w przeciwieństwie do swojej własnej świętej rezerwy 1000 talentów zachomikowanej we własnym skarbcu, która była „nienaruszalna” i której podprowadzać nie można było).

Autor tego pomysłu, odpowiadając na protesty oburzonych członków Sojuszu, dlaczego środki wpłacane teoretycznie na obronę idą na upiększanie Aten, miał odpowiedzieć mniej więcej, że "ogólnie i tak bronimy przecież sojuszników, wywiązujemy się z tego zadania, więc nadwyżkę możemy sobie wydawać jak chcemy". Ogólnie mówiąc – Sojusz był jak obecna Unia. Cel szczytny, wykonanie niestety pozostawiające trochę do życzenia. Ale taka już jest widać ludzka natura. Ateńczycy za bardzo przywykli z czasem do spływającego bogactwa, swojego prestiżu i władzy. Pewien Ateńczyk miał na ten temat rzec:

„Nie zrobiliśmy niczego dziwnego, niczego wbrew ludzkiej naturze, że przyjęliśmy ofertę przywództwa i że nie chcemy go teraz oddać”…

Niemniej Ateńczycy postanowili przekuć całe to srebro do nich spływające z tych wszystkich źródeł w solidne monety. Nie trzeba było wymuszać wszystkiego dekretami, ponieważ ateńskie „sówki” zaczęto produkować w tak wielkich ilościach – idących momentami w grubo ponad milion sztuk rocznie, że wiele mniejszych miast najzwyczajniej zrezygnowało z produkcji własnych monet. Całą wschodnią część Morza Śródziemnego zalało ateńskie srebro. Tetradrachmy krążyły po Grecji, Persji, Egipcie, Italii i Arabii. Chowane w dzbanach stanowiły doskonałe zabezpieczenie na przyszłość - o ile udało się właścicielowi, po zakopaniu, wykopać je ponownie. Nie zawsze się to udawało, czasem właściciel dosłownie tracił głowę i nie był w stanie już depozytu odzyskać - o czym świadczą te znajdowane do dziś, a zawierające do nawet 10 000 sztuk takich sówek. Ale sława ma też i swoją ciemną stronę. „Sówki” stały się tak popularne, że… zaczęto je masowo podrabiać.

I tutaj „podróbki” można podzielić na dwie kategorie – te produkowane na czyjąś szkodę (a zysk fałszerza) i podróbki „nieszkodliwe”, wynikające na przykład po prostu z braku monety na rynku, który to brak chciano w ten sposób jako tako zapełnić. Tutaj mamy przykład fałszerstwa na szkodę – zamiast solidnych 17 gramów dobrej jakości srebra, jakiś starożytny kupiec otrzymał jedynie posrebrzany kawałek miedzi (tutaj srebrna powłoka odlazła już w wielu miejscach, odsłaniając miedź pod spodem) – o wartości ułamka prawdziwej tetradrachmy.


Zysk fałszerza był oczywisty – miedź była dużo tańsza, więc produkując z niej imitacje i pokrywając jedynie cieniutką warstwą srebra otrzymywał coś, co z zewnątrz wyglądało bez zarzutu, miało „oficjalnie” wartość tetradrachmy, ale w rzeczywistości dużo mniejszą. Mógł wtedy wcisnąć kilkanaście takich podróbek ukrytych wśród normalnych, „dobrych” monet, albo na przykład „rozmienić” taką jedną tetradrachmę na cztery „dobre” drachmy – i był do przodu oszukując tego drugiego człowieka na ileś tam gramów czystego srebra. Dlatego też wiele antycznych monet nosi na sobie nacięcia, które wykonał jakiś kupiec lub urzędnik aby sprawdzić, czy tam w środku moneta też aby na pewno jest srebrna.



Czasem może sprawdzając nieco zbyt gorliwie...


A to z kolei są imitacje – monety trzymające wagę prawdziwych tetradrachm ateńskich i produkowane z dobrej jakości srebra, ale zamiast w Atenach – to gdzieś w Persji, Egipcie lub na półwyspie Arabskim. A autorzy ich stempli byli... jakby to ująć... mniej lub bardziej uzdolnieni.


Naśladownictwo tetradrachmy nowego stylu - a przynajmniej najwyraźniej o to autorowi chodziło... Sowa, dzban, jakieś znaczki udające litery... OK, w sytuacji, gdy praktycznie wszyscy byli analfabetami - mogła przejść.

Czasem takie imitacje tłuczono "bezwstydnie", starając się kopiować oryginały jak najlepiej, czasem jednak zamiast ATHE pisano imię podrabiającego króla lub dodawano jakiś znak wyraźnie wskazujący, że to nie ordynarna podróbka, a produkt "zainspirowany".

A co do imitacji egipskich – to wygląda na to, że właśnie takie imitacje „sówek” były pierwszymi monetami wybijanymi w Egipcie i to na całkiem dużą skalę, choć nie były one pierwszą monetą „egipską”, no ale o tym już w innym artykule.

Na koniec mogę dodać jeszcze mały cennik. I tak:
Zwykły robotnik otrzymywał dzienne wynagrodzenie w wysokości jednej drachmy. Później zwiększono to do 1,5 drachmy.
Na początku IV wieku p.n.e. budowniczowie otrzymywali od 3 do 4 tetradrachm za każde ułożone 1000 cegieł lub kamieni.
Demokedes z Krotonu, ponoć najlepszy medyk świata, czuwający nad zdrowiem tyrana Samos, otrzymywał osiem tetradrachm dziennie.
Niewolnik wyposażony w jedynie podstawowe funkcje, jak na przykład siła fizyczna, kosztował mniej więcej 10 tetradrachm, ale już cena lepszego modelu, posiadającego funkcje podwyższonej inteligencji albo nawet wykształcenie, mogła nawet osiągać 300 tetradrachm.
Za dwie drachmy można było zamówić dostawę drewna na opał do domu, „tak dużo jak mógł udźwignąć osioł”.
40 litrów oliwy kosztowało 3 tetradrachmy.
Owca kosztowała od 10 do 20 drachm, koń – 300 drachm.
Chleb w tawernie kosztował obola, suszona ryba z warzywami – dwa obole. Ośmiorniczka – 4 obole.
Zwykły wełniany chiton (tunika) – 10 drachm.

Tak (z grubsza) wyglądały dzieje pierwszej szeroko rozpowszechnionej „monety międzynarodowej”. Ale Ateny czy też Korynt i Egina to jeszcze nie cała Grecja. Ale o tym następnym razem.

A TUTAJ znajdziemy poprzedni artykuł, który można zaszczycić zaległą okejką.

Oglądany: 25264x | Komentarzy: 11 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało