Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Feministki, kłamstwa i poligamia, czyli jak powstała Wonder Woman?

49 908  
110   34  
Nigdy nie zrozumiem polityki DC Comics – jednego z największych wydawnictw komiksów, co to wybuliło już dziesiątki, jeśli nie setki, milionów dolców na filmowe produkcje, które ssą już na poziomie scenariusza. I gdy przełknęliśmy już Batmana tłukącego się z Supermanem, a seans „Legionu samobójców” uśpił nas chwilę po napisach początkowych, DC postanowiło wziąć na warsztat najbardziej lamerską heroinę w historii obrazkowych historii, czyli Wonder Woman (no, bo przecież nie Lobo? Kto by chciał oglądać film o Ważniaku, prawda?)!

Jedyną godną uwagi rzeczą, którą można o tej kobiecie odzianej w strój bardziej obciachowy niż słynne, czerwone gacie Człowieka ze Stali, jest historia człowieka, który stworzył tę postać.

Mowa o Williamie Moultonie Marstonie – Amerykaninie o wielu talentach. Człowiek ten był prawnikiem, psychologiem, pisarzem i wynalazcą.
Sześć lat po zakończeniu edukacji na Uniwersytecie Harvarda, Marston zakochał się w Elizabeth Holloway, z którą w 1921 roku wziął ślub. W tym czasie młody uczony obsesyjnie usiłował skonstruować urządzenie, dzięki któremu będzie można wykrywać kłamstwa. Taka maszyna, jak twierdził William, miała zrewolucjonizować pracę policji, bo przesłuchiwanie potencjalnych przestępców byłoby łatwiejsze niż kiedykolwiek.


Niestety, wszystkie eksperymenty prowadzone przez Mastona kończyły się porażką. Żaden z prototypów wykrywacza kłamstw nie spełniał swojej roli. Pewnego dnia żona naukowca wyznała mu, że za każdym razem, gdy się denerwuje ma wrażenie, że drastycznie skacze jej ciśnienie krwi.

Troskliwy małżonek, zamiast zaprowadzić małżonkę do lekarza, aby ten przepisał jej ziółka na uspokojenie, zakwilił z radości i na cztery spusty zamknął się w swoim warsztacie. William doszedł do wniosku, że kluczem do stworzenia wykrywacza kłamstw jest mierzenie ciśnienia krwi poddawanych badaniu osób. Gdy ci będą kłamać, to podświadomie będą się też przecież denerwować, a co za tym idzie – urządzenie zarejestruje skok ciśnienia!


W ten sposób powstała pierwsza, bardzo prymitywna wersja wariografu. Wkrótce wynalazek Marstona stał się prawdziwym hitem wśród funkcjonariuszy zatrudnionych w wydziałach pościgowych. Kiedy syn słynnego pioniera lotnictwa - Charlesa Lindbergha został porwany, śledczy wykorzystywali właśnie to prototypowe urządzenie, aby przesłuchiwać podejrzanych.


Najbardziej intrygujące jest jednak to, że człowiek, który skonstruował pierwszą maszynę do wykrywania kłamstw, sam był wybitnym łgarzem.


W 1940 roku Olivia Byrnes – była studentka Marstona przeprowadziła z nim wywiad, który potem ukazał się na łamach pewnego popularnego magazynu. Tematem rozmowy była przyszłość komiksów. Uczony był ich wielkim fanem i widział w rysunkowych historiach spory, edukacyjny potencjał. Artykuł trafił do rąk Maxa Gainesa – komiksowego wydawcy współpracującego z dwoma firmami, które po latach połączyły swoje siły pod nazwą DC Comics. Gaines zaproponował Martsonowi fuchę – miał on zostać naukowym konsultantem odpowiedzialnym za edukacyjną stronę rysunkowych opowieści. William szybko wpadł na pomysł stworzenia bohatera, którego supermocą byłaby empatia, a nie siła mięśni, czy zestaw pomysłowych gadżetów i broni.
Żona Williama zaproponowała, aby postać o takich atrybutach była kobietą.


Marston wziął sobie tę radę do serca – bohaterka, którą wykreował nosiła w sobie cechy zarówno legendarnych Amazonek, jak i sufrażystek – istniejącego na początku XX wieku feministycznego ugrupowania skupiającego wokół siebie wyjątkowo agresywne przedstawicielki płci pięknej.
William zapewniał swoją żonę – Elżbietę, że to ona była głównym natchnieniem do stworzenia Wonder Woman.


Niestety, małżonka uczonego nie wiedziała, że komiksowa heroina nosi w sobie cechy jeszcze jednej kobiety – wspomnianej już byłej studentki Williama - Olivii Byrnes. Mężczyzna zakochał się w niej bez pamięci.
Miał jednak jaja, aby w końcu poinformować swoją żonę o tym romansie. Mimo że wszystko wskazywało na to, że to koniec małżeństwa, sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Olivia wprowadziła się do domu państwa Marstonów! Twórca Wonder Woman żył w związku z dwoma kobietami i z każdą ze swoich ukochanych miał dziecko.

Zaintrygowani przyjaciele rodziny oczywiście pytali kim jest dziewczyna, co to od jakiegoś czasu mieszka w ich domu. Naukowiec utwierdzał ich w przekonaniu, że Olivia jest jego owdowiałą szwagierką, która nie ma gdzie się podziać. Uwierzono mu na słowo. Nikt, na szczęście, nie wpadł na pomysł, aby potwierdzić prawdziwość tych słów za pomocą wynalazku, którego autorem był William...


Ciotką nowej lokatorki była sama Margaret Sanger – słynna amerykańska feministka, wydawczyni magazynu „Zbuntowana Kobieta”, a także aktywistka na rzecz antykoncepcji i kontrolowanej ciąży. Przez jakiś czas Sanger wydawała kontrowersyjne pismo, w którym promowano sterylizację i aborcję w przypadku osób „nieprzystosowanych” do roli wzorowego rodzica, a jednym z autorów piszących na łamach tego wydawnictwa był Ernst Rüdin – szwajcarski genetyk. To on jakiś czas później, na potrzeby Hitlera stworzył plan tzw. higieny rasowej w praktyce polegającej na masowym mordowaniu wszystkich osób z mniejszymi lub większymi ułomnościami.


Olivia Byrnes do szpiku kości przesiąknięta była ideologicznymi hasłami głoszonymi przez swoją ciotkę, a z kolei Marston widział w zachowaniu i sposobie bycia swojej drugiej „żony” potężną inspirację do tworzenia kolejnych scenariuszy komiksów o Wonder Woman.

Nawet po śmierci Williama w 1947 roku, wszyscy wierzyli, że Olivia była jego szwagierką. Obie kobiety żyły pod jednym dachem aż do późnych lat 80. kiedy to Byrnes wyzionęła ducha.

Źródła: 1, 2, 3, 4
15

Oglądany: 49908x | Komentarzy: 34 | Okejek: 110 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.06

04.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało