Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Mroczna historia Kortowa, olsztyńskiego miasteczka akademickiego, na terenie którego był szpital psychiatryczny

120 886  
392   47  
Dzisiaj Kortowo to najpiękniejszy Kampus Akademicki w Polsce, słynący z najlepszych Juwenaliów. Dawniej Kortau, dla Prusów Korto - w języku staropruskim oznaczać miało tyle co stary las. Istnieje również zapomniana i dziś nieużywana nazwa - Totenkopf - Trupi Czerep. Czy jesteście gotowi na poznanie jego mrożącej krew w żyłach historii?



Jakiś czas temu przez całkowity przypadek dowiedziałam się, że na terenie dzisiejszego Kortowa, pod koniec drugiej wojny światowej, funkcjonował szpital psychiatryczny. Zaciekawił mnie ten fakt i jako studentka UWM-u postanowiłam zgłębić wiedzę na ten temat. Odnalazłam i przeczytałam kilkanaście publikacji, które nawzajem się uzupełniały. Szybko jednak doszłam do wniosku, że nie ma żadnych dostępnych materiałów, które przedstawiają pełną wersję wydarzeń w Kortowie z tego okresu. Cała historia tego miejsca owiana jest wielką tajemnicą. Niemniej jednak, istniejące źródła zawierają opowieści tak przerażające, fakty tak szokujące, że aż ciężko sobie wyobrazić, co jeszcze mogło się wtedy dziać i... może nawet lepiej w tej niewiedzy pozostać.


Niegdyś Kortowo znajdowało się poza Olsztynem. Były tam wyłącznie pola i pastwiska. Pierwsze wzmianki historyczne dotyczące Kortowa pojawiły się dopiero pod koniec XIX wieku. Wówczas to, dokładnie w roku 1886, powstał na jego terenie Zakład dla Umysłowo Chorych. Była to jedna z największych tego typu placówek na terenie Prus Wschodnich, posiadająca znakomicie rozwinięty węzeł sanitarny. Rodziny, chcąc pozbyć się kłopotu i wstydu, jaki przynosili im chorzy, decydowały się na oddanie ich do Zakładu. Po jakimś czasie zorientowano się, że kontakt rodziny z pacjentem był notorycznie utrudniany, poprawy stanu zdrowia chorych także nie zauważano... Umysłowo chorzy nigdy nie wracali do domów, istniała także niepokojąco duża śmiertelność, a za przyczynę zgonów podawano gruźlicę. Zaczęto podejrzewać, że w zakładzie dzieje się coś złego - coś, o czym nikt z zewnątrz nie ma prawa się dowiedzieć. Szpital został odgrodzony od świata, wstawiano także kraty w oknach.


Dziś wiadomo, że z czasem przytułek dla umysłowo chorych na terenie Kortowa stał się ośrodkiem badań naukowych dokonywanych na ludziach. Interesująca stała się choroba człowieka jako przedmiot badań, nie zaś sam człowiek. W tamtych czasach wśród ludności Olsztyna krążyły pogłoski o eksperymentach na otwartych mózgach dokonywanych na terenie Zakładu, krześle elektrycznym i niskich racjach żywieniowych pacjentów. Kortowem straszono dzieci, a przejeżdżający obok nie patrzyli w to miejsce. Popularne było również powiedzenie „kto zanadto podskakuje - wyląduje w Kortowie".

Kortowo w 1900 roku.

W jaki sposób dowiedziano się, co tak naprawdę działo się w Zakładzie? Otóż z relacji najmniej dotkniętych chorobą umysłową pacjentów, którym udało się uciec z tego strasznego miejsca. Wierzono im, ponieważ ich sposób zachowania, mówienia, zdradzały niewielki stopień upośledzenia. Opowiadali oni, że na własne oczy widzieli, jak zabijano pacjentów, jak ich siekano i zakłuwano bagnetami, jak gwałcono kobiety do momentu, aż przestawały się ruszać. Niejednokrotnie słyszano krzyki ludzkie... Ostatecznie większość pacjentów została rozstrzelana. Morderstw dokonywali Rosjanie, którzy w 1945 roku wkroczyli na teren Kortowa. Wśród ofiar byli niemieccy jeńcy wojenni z frontu wschodniego, którzy byli w stanie uniemożliwiającym obronę, z odmrożeniami kończyn. O ironio - doskonale pamiętali oni własne czyny i morderstwa dokonywane na ludziach. Historia zatem wzięła swój odwet, niemieckich żołnierzy spotkał ten sam los, który oni zgotowali innym ludziom... Na terenie Kortowa jeden naród niszczył drugi, był to akt ludobójstwa!

Co działo się później? To szokujące, ale zwłokami ludzi, które leżały na terenie Kortowa nikt się nie przejmował, nikt ich nawet nie uprzątnął. Ludzie w Olsztynie mieli własne problemy. W mieście brakowało prądu, wody, nie funkcjonowała kanalizacja, nie wywożono śmieci. Panowała również biegunka, nazywana prześmiewczo „olsztynką". Kortowo było miejscem odległym od centrum, gdzie tylko wygłodniałe psy chodziły polować na padlinę. Nad Kortowem roztaczał się trupi odór, zapach śmierci, a to odstraszało każdego. Dopiero po długim czasie pochowano ciała umarłych, zwłoki przenoszono do budynków, które przetrwały - między innymi do dzisiejszej stołówki akademickiej. Ciała posypywane były chlorem i zakopywane w ziemi na Kortowie, jednak nie wiadomo dzisiaj gdzie dokładnie. W późniejszym czasie rozpoczęły się akcje przesiedleńcze do miasta - już nie do Allenstein, tylko do Olsztyna. Nowo przybyli ludzie początkowo osiedlali się blisko siebie, nie zapuszczali się na obrzeża, gdyż to groziło atakiem ze strony Rosjan. Dawni mieszkańcy Prus Wschodnich zostali wymordowani, ci co przeżyli - uciekli, zaś tereny Olsztyna zostały zamieszkane przez Obywateli Ziem Odzyskanych. Z tego powodu właśnie tak mało jest informacji na temat morderstw dokonywanych na pacjentach Zakładu dla Umysłowo Chorych. Zabrakło w historii Kortowa świadków, którzy mogliby zdać szczegółową relację z wydarzeń mających miejsce w tym tragicznym czasie. Z Zakładu uratowało się niewiele osób, lecz dziś już i tak nie można ich o nic spytać ani wysłuchać.

Także los niemieckich lekarzy, którzy pracowali w Zakładzie, nie jest do końca wyjaśniony. Zamieszkiwali oni wille na dzisiejszej ulicy Warszawskiej. W miejscu, gdzie obecnie znajduje się budynek nr 104 (obok budynku, gdzie znajduje się Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych), lekarze wraz z rodzinami odbierali sobie życie, wieszając się. Był to tzw. „Dom wisielców". Niejednokrotnie podejmowano próby wyjaśnienia okoliczności tych zdarzeń, lecz nie udało się to do dziś. Możemy tylko przypuszczać, że niemieccy lekarze woleli sami sobie odebrać życie, wyprzedzając tym samym los, jaki mieli im zgotować Rosjanie.

"Dom wisielców"

Warto również wiedzieć, że w Kortowie znajdował się cmentarz. W miejscu dzisiejszych akademików biegła aleja cmentarna. Po wojnie cmentarz został zlikwidowany, a zwłoki wydobywano spod ziemi i wrzucano do skrzyń. W ten sposób chciano przerwać ostatnią "nić" łączącą zmarłych z Kortowem. Powszechnie panuje opinia, iż nie wydobyto do tej pory wszystkich zwłok. Warto wspomnieć o tym, że kiedy rozbudowywano obszar miasteczka akademickiego, niejednokrotnie odkrywano ludzkie szczątki.

Niektóre budynki z czasów istnienia Zakładu ocalały i tam nowo przybyli mieszkańcy postanowili stworzyć sale dydaktyczne. Sam Zakład dla Umysłowo Chorych spłonął, a na jego fundamentach wybudowano w 1950 roku Wyższą Szkołę Rolniczą - Dzisiejszy Uniwersytet Warmińsko Mazurski. "Nawiedzona" dzielnica zaczynała funkcjonować.


Kortowo obecnie.

Fakty z przeszłości Kortowa wstrząsają. Z pewnością studentowi, który uczy się na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, Kortowo kojarzy się zupełnie inaczej - tam mieszka w akademiku, uczęszcza codziennie na zajęcia, bawi się na imprezach w klubach studenckich. Poznanie historii może więc być szokujące, budzić niedowierzanie, a nawet strach. Sprawia ona, że zmienia się sposób myślenia o tej przestrzeni, czuje się coś innego, gdy spaceruje się po Kortowie znając o nim prawdę. Prawdę sprzed wielu lat, o której dzisiaj się nie mówi. O której zdaje się całkowicie zapomniano. Będąc na Kortowie, spróbuj powiedzieć na głos: „Provinzial, Heil- und Pflegeanstalt für Geistkranke in Kortau" (Prowincjonalny Zakład Leczniczo-Opiekuńczy dla Psychicznie Chorych w Kortowie). Czy drzewa nie zaczęły szumieć inaczej?
16

Oglądany: 120886x | Komentarzy: 47 | Okejek: 392 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.06

24.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało