Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dlaczego zginęła Debbie Wolfe? Ludzie wciąż próbują wyjaśnić jej śmierć

64 223  
231   16  
W 1985 roku zakończyło się niezbyt długie życie pielęgniarki Debbie Wolfe. Do dziś nie wiadomo, kto stoi za jej śmiercią, a także dlaczego policja tak bardzo chciała sprawę zamieść pod dywan.

Nagłe zaginięcie

Debbie Wolfe była uśmiechniętą 28-letnią pielęgniarką, pracującą w szpitalu w Fayetteville, w Karolinie Północnej. Mieszkała z dwoma psami w domu na odludziu, ponad 6 kilometrów od najbliższych domów.

25 grudnia 1985 skończyła swoją zmianę, wsiadła w samochód i pojechała – można zakładać – do domu. Jednak następnego dnia nie zjawiła się w pracy. Nie było to do niej podobne. Wcześniej w takich wypadkach zawsze uprzedzała współpracowników, że jej nie będzie. Po wielu próbach skontaktowania się z nią, szpital powiadomił mamę Debbie, Jenny. Razem z przyjacielem rodziny, Kevinem, wybrali się do domu dziewczyny, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nie zastali tam Debbie. Zaskoczył ich za to bałagan – puszki po piwie przed domem, ubrania Debbie, razem z jej fartuchem, porozrzucane były na podłodze kuchennej, torba leżała głęboko pod łóżkiem. Był to niecodzienny widok, bo Debbie zawsze bardzo dbała o porządek. Do tego dwa psy dziewczyny, o które zawsze bardzo dbała, biegały swobodnie po podwórku, bez jedzenia i wody.


Już wtedy mama Debbie wiedziała, że stało się coś strasznego. Sprawdzili nagrania na automatycznej sekretarce dziewczyny, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. Odezwał się nieznany im męski głos, proszący o kontakt. Mężczyzna wyrażał nadzieję, że Debbie już nie opuści więcej dni w pracy. A przecież Debbie nie było w pracy dopiero jeden dzień.
Kiedy przeszukali najbliższą okolicę, postanowili zawiadomić policję, która wkrótce pojawiła się tam z psami tropiącymi. Nie zajrzano jednak do stawu, bo policja uznała, że skoro Jenny i Kevin tam byli, to nie trzeba ponownie tam szukać.

Podejrzenie porwania


Mężczyzna, który nagrał się na sekretarkę dziewczyny, nie był przełożonym Debbie, jak by się można spodziewać. A nie dość, że dzwoniący nieco uprzedził fakty i wyraził troskę o Debbie, której miało już nie być w pracy dłuższy czas, to o porze, o której się nagrał, jeszcze nie podniesiono alarmu związanego z nieobecnością dziewczyny.

Podejrzewano wolontariusza pracującego w szpitalu, o którym Debbie często mówiła. Miał on do niej się zalecać, mimo że ona za każdym razem próbowała go spuścić na drzewo, mówiąc, że ma chłopaka. Wolontariusz nie chciał poddać się badaniu wariografem, co spowodowało, że stał się osobą wielce podejrzaną. Okazało się jednak, że ma alibi. Po zapewnieniu, że to nie on, wyjechał z miasta na tydzień.

Podobnie sprawy się miały z innym wolontariuszem – spławionym przez Debbie w identyczny sposób, co poprzedni. Jednak on także został szybko usunięty z listy podejrzanych.
W końcu udało się namierzyć mężczyznę, który zadzwonił tego dnia do Debbie. Jak można się spodziewać, szybko okazało się, że nie ma ze zniknięciem dziewczyny nic wspólnego. Dlatego kiedy tylko się o tym dowiedział, wyjechał z miasta.

Nieudane śledztwo


W końcu Jenny nie mogła więcej znieść opieszałości policji i zatrudniła nurków do przeszukania stawu, oczekując już najgorszego. Obok stawu bowiem znaleziono podejrzany ślad – odciski butów dwóch osób i ślady, jakby coś lub ktoś był ciągnięty po ziemi.
W ten sposób, kilka metrów pod wodą, znaleziono metalową beczkę. W środku była Debbie.


Mimo że miejscowa policja do niczego się nie nadawała, trzeba byłą ją powiadomić. Jednak, jak się okazało, możliwości lokalnej policji w ignorancji i lekceważeniu swoich obowiązków były jeszcze większe. Śledczy nie potrafili wskazać, czy był to wypadek, czy zabójstwo.

Autopsja wykazała, że dziewczyna utonęła. Jednak nie było żadnej białej mazi wydostającej się z jej nosa czy ust, co powinno pojawić się przy utonięciu i zwykle pozwala rozpoznać, że ofiara jeszcze żyła w wodzie, a nie była tam umieszczona po śmierci. Do tego Debbie miała zamknięte oczy i kompletnie nie wyglądała na osobę, która walczyła w beczce o życie. W płucach miała zaledwie pół łyżeczki wody. W dodatku nie miała we krwi śladu alkoholu, mimo znalezionych u niej wielu puszek po piwie. I te wszystkie przesłanki kazały policji sformułować pogląd, że był to nieszczęśliwy wypadek. Tak nieszczęśliwy, że beczka kompletnie zniknęła z powierzchni ziemi – policja twierdziła, że nurkowie się pomylili, ciało dziewczyny leżało samo.
Jak Watts, kapitan policji, powiedział otwarcie, że uważa, iż Debbie bawiła się ze swoimi psami, poślizgnęła się i nie potrafiła się ze stawu wydostać.

Nie mogła, jeśli była wetknięta do beczki. Ale według kapitana, nurkowie mogli zobaczyć napęczniałą kurtkę, stąd to nieporozumienie. Jednak ta nieistniejąca już beczka rozmiarami pasowała do tej, w której dziewczyna normalnie przetrzymywała drewno do kominka. Kiedy Jenny poszła do domu córki, beczki tam nie było, tylko okrągły ślad wskazujący, że kiedyś tam stała. Wyszło na to, że była przedmiotem zbiorowej halucynacji - po prostu ci co ją widzieli, tak naprawdę jej nie widzieli.

Dwa miesiące później Jenny zwrócono ubrania córki, co tylko wzmocniło wszystkich w przekonaniu, że nie był to zwykły wypadek.


Debbie odnaleziono w ubraniach nigdy wcześniej przez jej bliskich niewidzianych, kilka rozmiarów za dużych. Oprócz za długich spodni i koszulki, obszernej wojskowej kurtki, stanika o trzy rozmiary miseczki za dużego, miała na sobie męskie adidasy, także niepasujące rozmiarem. Co ciekawe, na butach nie było śladów błota. Jenny powiedziano, że nie były przez nikogo wyczyszczone. A przecież powinny być brudne, skoro dziewczyna miała utonąć, poślizgnąwszy się wcześniej na błocie.

Mało spokojne miasteczko


Fayetteville nie było jednym z tych miast, w których nic nigdy się nie dzieje. Trudno, żeby tak było, skoro mieści się tam baza wojskowa Ft.Bragg, mająca wiele wspólnego z podejrzanymi morderstwami. Zaledwie dziewięć miesięcy przed śmiercią Debbie, w jednym z domów znajdujących się blisko bazy została zamordowana kobieta i dwójka jej dzieci. Za to morderstwo odpowiedział żołnierz, Timothy Hennis, który został skazany na śmierć. Jednak zanim wyrok został wykonany, w 1989 roku zdążono go uniewinnić.

W 2002 roku, także w domu nieopodal bazy, został zastrzelony David Shannon, wojskowy. Tu sprawcą była żona, która szukała sposobu na wyrwanie się z małżeństwa i planowała uciec z nowym partnerem. Tego samego roku zginął wojskowy pilot, którego także miała wykończyć żona, żeby uciec z kochankiem, snajperem.

Zagadka nie do rozwiązania


Wiele rzeczy, jak chociażby pochodzenie ubrań, które miała na sobie Debbie, czy otarcia na jej palcach, są trudne do wyjaśnienia. Rodzina i przyjaciele dziewczyny nie mieli wątpliwości, że jej śmierć to zatuszowane morderstwo. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Debbie została zamordowana i dlaczego nikt nie chciał rozwiązać tej sprawy.
7

Oglądany: 64223x | Komentarzy: 16 | Okejek: 231 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało