Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Byłem telemarketerem w firmie, która okazała się być oszustem naciągającym emerytów

57 588  
337   92  
Jak jest z telefonami, które mają na celu wciśnięcie nam różnych ofert handlowych, niektórzy z nas dobrze wiedzą. Zazwyczaj traktujemy je jako zło koniecznie i podobnie jak choćby reklamy w internecie, omijamy tak szybko, jak tylko jest to możliwe. Różnica polega na tym, że nieuczciwych firm nie da się zablokować tak łatwo jak niechcianych treści przy użyciu AdBlocka.

Przede wszystkim należy pamiętać, że mogą dzwonić do nas osoby, oferujące dziesiątki usług. Sieci komórkowe, banki, oferty kupna garnków czy inne, mniej lub bardziej jawne oferty handlowe zazwyczaj sugerują nam jakąś korzyść. Oczywiście tzw. konsultant nigdy nie informuje o swoim proficie w zamian za naciągnięcie zapisanie klienta do udziału w takim lub innym spotkaniu lub za przedłużenie umowy. Wydaje się to oczywiste, lecz ten mechanizm działa na różnych zasadach.

W przypadku firmy, w której pracowałem przez ostatnie pół roku (nazwy z oczywistych względów nie zdradzę), wynagrodzeniem jest podstawa godzinowa, którą osiąga się niezależnie od ilości oszukanych frajerów namówionych osób. Jest to stała stawka, która jednak w ramach systemu prowizyjnego wzrasta w zależności od ilości tzw. "zgód". Działa to w tak, że ilość przepracowanych godzin w danym okresie rozliczeniowym dzielimy na całą ilość zgód, które podczas nich osiągnęliśmy. Otrzymujemy w ten sposób średnią ilość klientów zapisanych w ciągu jednej godziny pracy. Od tej średniej zależy, ile mamony zgarniamy do sakiewki. Nie wgłębiając się w nudne szczegóły, widełki z satysfakcjonującymi pieniędzmi (to oczywiście tylko moja opinia) zaczynają się od średniej godzinowej na poziomie 3,5 - to daje 12 zł/h. Tyle w kwestii informacji podstawowych, teraz przedstawię Wam jak wyglądała moja praca w praktyce.


Oficjalna nazwa stanowiska, która jest podawana już od pierwszego szkolenia to "rejestrator medyczny", ponieważ pozornie wszystko polega na zapisywaniu pacjentów na darmowe badania profilaktyczne, organizowane w ich miastach przez tzw. "instytuty medyczne" (później zmienione w skryptach rozmów na "centra profilaktyki zdrowia"). Brzmi podejrzanie? Jak najbardziej. Wszystko polega na mydleniu ludziom oczu. Badania owszem, odbywają się, ale powiedzieć, że są nierzetelne to jakby próbować wierzyć, że we wrestlingu nie ma ustalonego z góry scenariusza. Żeby to lepiej zrozumieć, przedstawię przykładowy przebieg rozmowy, w której uzyskuje się zgodę klienta na udział w spotkaniu.

- Dzień dobry Pani, kłaniam się, nazywam się Jan Kowalski. Kontaktuję się z Panią w imieniu Instytutu Medycznego X, ponieważ prowadzimy ogólnopolską akcję zdrowotną "darmowy gabinet" w mieście Y dla pacjentów w przedziale wiekowym 45-80 lat. Czy jest Pani w tym wieku?

- (potwierdzenie)

- Bardzo się cieszę! Dlatego chciałbym poinformować, że w ramach naszej akcji przysługuje Pani pełen pakiet bezpłatnych badań profilaktycznych pod kątem (zależnie od instytutu): profilaktyki przeciwnowotworowej i/lub wykrywania wszystkich stanów ogniskowych w organizmie, kardiologii, układu nerwowego, układu kostno-stawowego, wykrywania wszystkich nieprawidłowości oraz zakwaszenia w organizmie.

Dla kobiety wszystko brzmi profesjonalnie, więc zanim zdąży się w ogóle zastanowić, kontynuujemy, żeby czuła się jeszcze bardziej zobowiązana do przyjścia:

- Świetnie, badania odbędą się w Hotelu X dnia Y. Mam do wyboru trzy wolne miejsca, do wyboru są następujące godziny: 9, 12 oraz 15. Która z nich najbardziej Pani odpowiada?

W tym miejscu ważna uwaga. Nie dość, że "badania" odbywają się w miejscach dziwnych (hotele, sale OSP, restauracje, sale weselne itp.), to jeszcze rzekome godziny, które przysługują pacjentom mieszczą po około 15-20 (!) osób każda. Oznacza to duży tłum i zamieszanie, albo, upraszczając, spęd ludzi, który ma na celu masowe oszustwo. O tym jednak za moment, ponieważ pora przejść do kolejnej części rozmowy.

- Poproszę na 15.
- Dobrze, oczywiście, już Panią zapisuję, prosiłbym o pani imię i nazwisko celem rejestracji, ponieważ na badaniach prowadzona jest imienna lista pacjentów, którzy skorzystają za darmo.
- Barbara Iksińska.
- Dobrze, proszę sobie także zapisać numerek, z którym wejdzie Pani na badania, jest to 39/10

Pierwsza liczba numerku to stanowisko, na którym siedzimy, druga - ilość osób, które już zapisaliśmy w ciągu dnia. Dzięki temu łatwo zidentyfikować, kto i kiedy prowadził daną rozmowę oraz jaki wynik ma osoba, która jest zalogowana do systemu na danym laptopie.

- Dodam również, że na badanie może Pani zabrać ze sobą jedną osobę towarzyszącą, która mieści się w Pani przedziale wiekowym i nie posiada następujących przeciwwskazań (tu też zależnie od instytutu): kardiowerter, rozrusznik serca, czynna choroba nowotworowa, padaczka, ciąża.

Co ciekawe, z większości badań pod kątem przeciwnowotworowym nie mogą skorzystać pacjenci onkologiczni. Prowadzi to do prostego wniosku: Badania te są dla nich zwyczajnie szkodliwe. Poza tym, podczas rozmowy z takim człowiekiem, ten od razu czuje pismo nosem i wyśmiewa propozycję, jako ktoś, kto siłą rzeczy wie, jakie badania należy naprawdę wykonać. Jeśli chodzi o osoby towarzyszące, na jednym numerku zapisać można dwóch "pacjentów". Podbija to dodatkowo i tak niemałą liczbę ludzi zebranych w jednym miejscu. Lecimy dalej:

- Proszę także pamiętać, żeby zabrać ze sobą dowód osobisty w celu potwierdzenia tożsamości oraz zarezerwować sobie na badanie ok. godziny. Jest to czas łączny wraz z badaniem, oczekiwaniem na wynik i konsultacją z naszym specjalistą. Na badanie prosiłbym przyjść 10 minut wcześniej.

Dowód osobisty rzeczywiście służy do potwierdzenia tożsamości, ale nie tylko. Zapewne już domyślacie się albo po prostu wiecie z autopsji do czego zmierzam. Dane osobowe potrzebne są do zawierania umów na kupno urządzeń paramedycznych. To właśnie tym, pod przykrywką bezczelnego oszukiwania ludzi za pośrednictwem firm konsultingowych, zajmują się "instytuty medyczne", będące w rzeczywistości producentami tych urządzeń. Żeruje się tu na naiwności i łatwowierności starszych osób, które skuszone perspektywą darmowych badań, z entuzjazmem stawiają się na miejscu, wpadając tym samym w pułapkę.

- W trakcie oczekiwania na wynik będzie prowadzona prelekcja dotycząca zagadnień zdrowotnych. Dzień przed badaniem skontaktujemy się z Panią w celu ostatecznego potwierdzenia liczby osób towarzyszących.

Prelekcja to oczywiście nic innego niż prezentacja produktów przez sympatycznego pracownika, który opowiada jak to kołnierz ortopedyczny za kilka kafli zmieni starość w okres bez bólu i cierpienia. Później następuje badanie, które oczywiście nie ma nic wspólnego z praktykami lekarskimi (o tym nieco później). Zauważcie, że w rozmowie ani razu nie padły takie słowa jak "handel" czy "urządzenia/sprzęt medyczny". Zamiast tego mamy wykorzystywanie braku wiedzy klientów oraz zwykłą manipulację, która niczym piramida finansowa zaczyna się od samej góry firmy.

Już na pierwszym, wstępnym szkoleniu facet w średnim wieku próbował wytłumaczyć nam, że to co będziemy robić to pomaganie starszym osobom, które często nie zdają sobie sprawy z możliwości skorzystania z bezpłatnych badań. Jest to typowy przykład hipokryzji, charakteryzujący tę firmę, bowiem wszyscy pracownicy na stanowiskach wyższych niż telemarketer doskonale wiedzą, co kryje się pod przykrywką badań. Rozumiem, że próba wmówienia ludziom, że będą robić coś dobrego może w pewnych przypadkach podnieść ich morale i efektywność pracy, ale, do cholery, to jest niesamowicie perfidne zachowanie!

Wracając jednak do samego przebiegu spotkań, poprzez rozmowy z wieloma ludźmi na słuchawce dowiedziałem się jak to dokładnie wygląda. Wszystkie zdenerwowane (i słusznie!) osoby opisują to następująco:

W danym miejscu zbiera się tłum. Kiedy wszyscy zapisani "pacjenci" są już na miejscu, zamykane są drzwi, więc osoby spóźnione choćby o 5 minut nie mają szans dostać się do środka. Później następuje prezentacja sprzedawanych produktów, po czym każdy indywidualnie podchodzi do "specjalistów", którzy przeprowadzają badanie. Ci ostatni zaczynają wkręcać ludziom istnienie wielu chorób lub schorzeń, które mogą wyleczyć za pomocą oferowanej aparatury. Oczywiście wszystko w promocji. Podaje pani tylko imię, nazwisko, pesel i numer karty kredytowej, a my zapewnimy pani wygodną spłatę ratalną. Zagubione staruszki często dają się na to nabrać, nieświadomie finansując działania takich nieuczciwych firm. I tak niestety kręci się to błędne koło.

Na koniec chciałbym opisać przebieg samych badań, które także różnią się w zależności od lewych firm instytutów medycznych. Jeśli myślicie, że znajdziecie wśród wspomnianych wcześniej badań nowotworowych takie metody jak markery, prześwietlenia, badania USG czy PET to niestety czeka Was rozczarowanie. Opis najczęściej spotykanego badania pod tym kątem brzmi następująco (cytując skrypt):

Badanie metodą Dr Volla (Am Scan)

Badanie wykonujemy na siedząco, bose stopy układamy na płytkach, w rękach trzyma pani elektrody, na głowę zakładamy opaskę, wszystko jest podłączone do komputera, gdzie wyświetlają się wszystkie stany ogniskowe i zapalne w organizmie. Przed badaniem nie kremujemy rąk ani czoła. Jest to istotne dla przebiegu badania. Dla ułatwienia proszę założyć skarpetki.

Od razu widać, że jest to zwykła ściema. "Specjalista" oczywiście siedzi za ekranem komputera, ze smutną miną wskazując nasze choroby oraz podpowiadając, które urządzenie nam pomoże je wyleczyć. Da się od razu zauważyć, że elektrody i opaska na czoło sugerują użycie szkodliwych "prądów", które są absolutnie odradzane przez lekarzy pacjentom po wyleczeniu nowotworu. Dlatego pacjenci onkologiczni nie mogą z niego skorzystać. To tylko jeden z przykładów zakłamania i manipulacji, stosowanej w tej firmie. Jest ich znacznie więcej, lecz gdybym chciał wymieniać wszystkie, ten artykuł rozrósłby się do niebotycznych rozmiarów. Myślę więc, że to co wyżej widzicie uzmysłowi Wam jak sytuacja wygląda z perspektywy byłego pracownika call-center.

Możecie zastanawiać się dlaczego w takim razie tak długo tam wytrzymałem. Odpowiedź nie jest prosta i musiałbym się zastanowić, żeby odpowiedzieć. Najważniejszy jest chyba fakt, że w końcu stamtąd odszedłem, kiedy po kolejnym dniu pracy miałem tak zryty beret, jakbym całą noc oglądał Krainę Grzybów. Wtedy przyszło mi do głowy, by pokazać jak wygląda taka praca w oczach człowieka, który jest świadomy tego, co robił. Nie było to w żaden sposób dobre, kręgosłup moralny został niestety znacząco wykrzywiony, lecz w końcu przeważył zwykły rozsądek, który sprawił, że odszedłem.

W związku z tym wszystkim oczywiście nie polecam tego typu pracy, ponieważ jest to uczestniczenie w oszustwie i naciąganiu ludzi na duże straty. Afery związane z taką działalnością pojawiają się w mediach regularnie, ale nie przypominam sobie, by ktoś kiedyś stworzył podobny materiał z perspektywy złej strony mocy, więc jako były telemarketer chciałbym niejako pokazać to, czego mogliście się nie dowiedzieć lub nie być tego świadomym.

Morału nie będzie, jestem przekonany, że każdy ma już własny po przeczytaniu całości. Uważajcie na swoich bliskich, nie pozwólcie by oszuści na nich żerowali i miejcie oczy dookoła głowy.

Źródła: życie ;)

Oglądany: 57588x | Komentarzy: 92 | Okejek: 337 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.02

21.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało