Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jako dziecko spotkałem na lotnisku Jamesa Bonda. 23 lata później znów mi się to udało

41 956  
450   15  
Niedawno pożegnaliśmy wspaniałego aktora, jakim był sir Roger Moore. Był nie tylko świetnym aktorem, ale także uroczym człowiekiem. Historię swoich dwóch spotkań z nim opowiedział Marc Haynes.

- Jako siedmiolatek około roku 1983, w czasach przed powstaniem wydzielonych stref dla klasy biznes, byłem z dziadkiem na lotnisku w Nicei i zobaczyłem Rogera Moore'a siedzącego przy bramce, czytającego gazetę. Powiedziałem dziadkowi, że właśnie widziałem Jamesa Bonda i zapytałem, czy możemy podejść, abym dostał jego autograf. Mój dziadek nie miał pojęcia kim byli James Bond czy Roger Moore, więc podeszliśmy, a on popchnął mnie w kierunku aktora ze słowami "Mój wnuk mówi, że jest pan sławny. Mógłby pan to podpisać?".




Jak można się było spodziewać, czarujący Roger zapytał mnie o imię i podpisał odwrotną stronę mojego biletu na samolot, dopisując najlepsze życzenia. Jestem podekscytowany, ale kiedy wracamy do naszych miejsc rzucam okiem na autograf. Trudno go odczytać, ale to zdecydowanie nie jest "James Bond". Dziadek patrzy i z trudem odczytuje "Roger Moore" - Nie mam pojęcia kto to jest i pęka mi serce. Powiedziałem dziadkowi, że podpis jest niewłaściwy, że podał nazwisko kogoś innego - więc dziadek, trzymając dopiero co podpisany bilet, podchodzi ponownie do Rogera Moore'a.

Pamiętam, jak stałem koło naszych siedzeń, a dziadek powiedział "On mówi, że podpisał się pan złym nazwiskiem. Mówi, że nazywa się pan James Bond". Przez twarz Moore'a przebiegł grymas zrozumienia i wezwał mnie do siebie. Kiedy stanąłem przy jego kolanach pochylił się, spojrzał na boki, uniósł brew i ściszonym głosem powiedział: "Muszę się podpisywać jako Roger Moore, bo inaczej... Blofeld mógłby się dowiedzieć, że tu byłem". Poprosił, abym nikomu nie mówił, że spotkałem Jamesa Bonda i podziękował za dotrzymanie tajemnicy. Wróciłem do naszych miejsc, wewnętrznie kompletnie rozanielony. Dziadek zapytał, czy zmienił podpis na "James Bond", a ja odpowiedziałem: "Nie, pomyliłem się". Teraz pracowałem z Jamesem Bondem.

Wiele, wiele lat później pracowałem jako scenarzysta przy nagraniach dla UNICEFu i Roger Moore jako ambasador nagrywał swoją część. Był uroczy i w czasie gdy operator ustawiał kamerę, opowiedziałem mu o naszym spotkaniu na lotnisku w Nicei. Ucieszyło go to, uśmiał się i powiedział: "Nie pamiętam tego, ale cieszę się, że mogłeś spotkać Jamesa Bonda". To było miłe.

I wtedy zrobił coś niesamowitego. Po zakończeniu zdjęć, w drodze do samochodu, mijał mnie w korytarzu. Kiedy się ze mną zrównał, przystanął, rozejrzał się na boki, uniósł brew i ściszonym głosem powiedział: "Oczywiście, że pamiętam nasze spotkanie w Nicei. Ale nic o tym nie mówiłem, bo ci kamerzyści - któryś z nich mógł pracować dla Blofelda".

Jako trzydziestolatek byłem równie zachwycony jak w wieku 7 lat. Cóż za człowiek. Cóż za wspaniały człowiek.

Oglądany: 41956x | Komentarzy: 15 | Okejek: 450 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało