Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Historia monet II - na zgliszczach Lidii

29 660  
231   27  
W poprzedniej części dostępnej TUTAJ dowiedzieliśmy się jak to się stało, że w ogóle powstały monety i jak narodził się system bimetaliczny, a także o tym, że Krezus, twórca tego systemu, trochę źle zinterpretował słowa wyroczni i nie skończyło się to dla niego zbyt dobrze.

Zaskoczony pozytywnym przyjęciem artykułu niemal natychmiast zabrałem się za pisanie następnej części, ale gdy był on już praktycznie ukończony (zostało wybranie ostatnich zdjęć)… kometa uderzyła w Ziemię, tsunami zalało Polskę, a dysk twardy zdechł nagle i totalnie grzebiąc nie tylko artykuł, ale i wszystkie drobiazgowo zbierane miesiącami materiały...*

Ale nic to – kiedy ostatnio sprawdzałem, to nie byłem Olą P., więc skoro w komentarzach obiecałem dalszą część – to dalsza część będzie! I to właśnie teraz. A może i lepiej się stało, bo przy odnawianiu swojej elektronicznej „biblioteki” udało mi się dogrzebać do nowych opracowań na ten temat.

Tak to już się stało, że Persowie podbili Lidię, ale szybko zrozumieli wartość i przydatność wynalazku Krezusa. Dlatego zabrali się za produkcję swoich własnych monet – zarówno srebrnych, jak i złotych, „głównych” nominałów, jak i ich frakcji. Kształtem były zbliżone do monet lidyjskich – były po prostu kulkami ze srebra lub złota z wybitym pewnym przedstawieniem z jednej strony i incusum z drugiej. Te perskie jednak król postanowił zaszczycić swoją własną podobizną (istnieją spory, czy to wizerunek króla, czy też może jakiegoś nie do końca sprecyzowanego „królewskiego bohatera”). Najwcześniejsze monety nawiązywały nieco do lidyjskiego pierwowzoru – podobnie jak tam lwy i byki, tak tutaj postać „króla” przedstawiana była od połowy – od pasa wzwyż. Później jednak postanowiono pokazywać tę postać w całości – klęczącego lub też biegnącego, z łukiem oraz włócznią – przez co zyskały wśród Greków przydomek „toxotai” - „łuczników”.

Waga srebrnych monet ustabilizowała się na 5,6 g, a nazywano je „siglosami” lub „syklosami” - od greckiej wersji semickiego słowa „szekel”, określającego jednostkę wagi (choć, paradoksalnie, szeklem wcale nie były, no ale co tam). Były za to bardzo dobrej jakości – ilość czystego srebra w nich zawartego zazwyczaj wynosiła 97-98%, w najgorszym przypadku spadając do około 94-95%. Jak na standardy monet z metali szlachetnych, to doskonały wynik.

Najwcześniejsza forma siglosa, tak zwany "typ I" z półpostacią na awersie.


I późniejszy, "biegnąco-klęczący".


A to mój własny egzemplarz, moja pierwsza moneta antyczna. Nie tak piękna jak ta wyżej, ale taka, na jaką było mnie stać.


Złote ważyły 8,4 g i wyglądały tak samo, a zwano je „darejkami” – najprawdopodobniej od imienia króla Dariusza panującego w okolicy lat 521 – 486 p.n.e., który te złote monety jako pierwszy wprowadził, choć inni z kolei widzą w tym nawiązanie do słowa „daru(i)yaka” – „złoty”. A może po prostu i z tego, i z tego powodu. Spory na ten temat trwają.

Król Dariusz we własnej osobie na bezcennym reliefie.


A to już darejka, którą jak najbardziej można sobie było kupić za 17 000 franków szwajcarskich, czyli mniej więcej 60 000 zł.


Herodot, starożytny grecki historyk, donosi:

Ten Aryandes był przez Kambizesa ustanowiony namiestnikiem Egiptu; później zgładzono go, gdyż stawiał się na równi z Dariuszem. Kiedy bowiem dowiedział się i widział, że Dariusz pragnie zostawić po sobie pomnik, jakiego żaden inny król jeszcze nie wykonał, chciał go naśladować, aż otrzymał swoją nagrodę. Mianowicie Dariusz kazał z możliwie najczystszego wytopionego złota wybić monetę, a Aryandes, namiestnik Egiptu, to samo uczynił ze srebrem; i jeszcze teraz najczystsze srebro jest aryandyckie. Dariusz, dowiedziawszy się o tym, obwinił go o coś innego, mianowicie, że przeciw niemu się buntuje, i kazał go zabić.

I miał tutaj rację (Herodot z czystością złotych monet, ale pewnie też i Dariusz z rozkazem zabicia dumnego Aryandesa), ponieważ darejki były niespotykanej jakości – produkowane z praktycznie czystego złota (prawie nigdy zawartość złota nie spadała poniżej 98%, a zdecydowana większość egzemplarzy zawierała aż 99%) i zdołały utrzymać swoją wysoką jakość przez cały okres istnienia państwa perskiego.

Co ciekawe – nazwa ta pojawia się także w Biblii:

A z was, kto byłby chętny złożyć dzisiaj dar dla Pana? Okazali się więc chętnymi naczelnicy rodów, naczelnicy pokoleń izraelskich, tysiącznicy i setnicy, kierownicy robót królewskich.Dali oni na obsługę domu Bożego: złota pięć tysięcy talentów i dziesięć tysięcy darejków, srebra dziesięć tysięcy talentów, miedzi osiemnaście tysięcy talentów, żelaza sto tysięcy talentów.
1 Krn 29, 5-7

Nieco zastanawiające jest tylko to, że księga ta opisywać miała zbieranie środków na budowę świątyni jerozolimskiej przez Dawida – tego Dawida, który miał panować na przełomie XI i X wieku p.n.e., a więc jakieś kilkaset lat… przed wynalezieniem nie tylko darejków, ale i monet w ogóle. Co jak co, ale użycie terminu „darejków” w tekście biblijnym wyraźnie zdradza nam kiedy (mniej więcej) ten fragment musiał zostać tak naprawdę spisany.

I wszystko wyglądało pięknie, ale tak to już bywa, że nowe rozwiązania rodzą jednocześnie nowe, nieznane wcześniej problemy. Tak samo było i tutaj. Kiedy się bowiem zastanowimy tak dokładniej, to okaże się, że cały ten system bimetaliczny to w istocie sytuacja, w której w królestwie mają istnieć obok siebie określone monety z dwóch różnych metali posiadających dwie różne wartości (tak to już przyjęło się, że złoto jest cenniejsze niż srebro), które przecież powinny się wzajemnie uzupełniać i być na siebie sensownie wymienialne (za jedną złotą monetę powinniśmy otrzymać jakąś tam równą ilość monet srebrnych). A że w państwie perskim na dodatek przyjęło się, że złoto jest 13,3 razy cenniejsze niż srebro – to Persowie stanęli przed problemem – jak to wszystko ułożyć tak, aby miało ręce i nogi.

W tym celu posłużono się starymi jednostkami wagi, wywodzącymi się jeszcze z czasów babilońskich, a mianowicie talentem, miną, szeklem i ziarnem. Talent dzielił się na 60 min, a mina na 50 szekli (w przypadku metali szlachetnych, w innych przypadkach na 60). Ziarno odpowiadało zaś wadze… ziarenka zboża i było używane do odmierzania bardzo małych ciężarów.

Wprowadzono Perską Królewską Minę Złota o wadze 420 g. To z kolei dawało 50 szekli o wadze 8,4 g (bystrzejsi czytelnicy mogli już zauważyć, że to akurat waga złotej darejki). Te 8,4 g jednocześnie wynosiło 130 ziaren.
Dla srebra powstała Perska Królewska Mina Srebra o wadze 561 g. To dawało 50 szekli o wadze 11,22 g a taki szekel ważył jednocześnie 172,9 ziarna. Połowa szekla srebra ważyła mniej więcej 5,6 g a dokładniej mówiąc 86,45 ziarna i stanowiła naszego siglosa.

I teraz tak:

1 złota darejka o wadze 8,4 g, czyli 130 ziaren pomnożona przez 13,3 (stosunek złota do srebra) daje 1729 ziaren. Tę samą ilość 1729 ziaren otrzymamy, jeśli pomnożymy pół szekla srebra (czyli naszego siglosa) przez 20 (20 razy 86,45 = 1729). Wniosek? Jedna złota darejka będzie równać się 20 siglosom. W ten sposób oba typy monet – złote i srebrne – będą mogły się wymieniać jedne na drugie dzięki wygodnemu kursowi 1:20 w sytuacji, w której złoto było 13,3 razy cenniejsze od srebra (a jednocześnie okazało się, że 2 darejki ważyły przy okazji prawie tyle samo co 3 siglosy). A jakby tego było mało, to obie monety jednocześnie idealnie nadawały się do wyrażania istotnych jednostek w systemie perskim – min i talentów, ponieważ zarówno 100 siglosów, jak i 5 darejków wyrażało minę srebra, a 300 darejkami lub 6000 siglosami można było zapłacić perskiej skarbówce talent srebra. Wszystko to zgadza się ze źródłami starożytnymi, ponieważ Ksenofont w swojej „Wyprawie Cyrusa” pisze:

Wzdłuż Eufratu było wąskie przejście między rzeką a rowem, szerokości około dwudziestu stóp. Wielki król zbudował ten rów dla obrony, gdy dowiedział się o pochodzie Cyrusa. Otóż Cyrus przedostał się ze swoim wojskiem przez to przejście i znalazł się po drugiej stronie rowu. W tym dniu król nie wydał bitwy, ale widać było wiele śladów koni i ludzi w odwrocie. Podówczas Cyrus przyzwał wieszczka z Amprakii, Silanosa, i dał mu trzy tysiące darejków. Albowiem jedenaście dni przedtem podczas ofiary powiedział on Cyrusowi, że król nie będzie się bił w ciągu dziesięciu dni, a Cyrus odpowiedział „To już w ogóle nie będzie się bił, jeśli nie będzie się bił w tych dziesięciu dniach. Jeżeli sprawdzi się twoja przepowiednia, przyrzekam ci dziesięć talentów”. Wypłacił mu te pieniądze wtedy, po upływie dziesięciu dni.

Wyprawa Cyrusa”, księga I, rozdział VII

Niestety, podobnie jak monety Krezusa, również te perskie nie osiągnęły jakiegoś wielkiego sukcesu na arenie międzynarodowej. Siglosy krążyły prawie wyłącznie po Azji Mniejszej, tylko tam znajdowano jakieś większe depozyty je zawierające. Być może miało to związek z tym, że na tym rejonie w tamtym okresie armia perska skupiała swoją uwagę, a monety „podążały” za wojskiem na przykład w postaci żołdu lub innych „państwowych” wydatków (Ksenofont podaje, że miesięczny żołd przeciętnego żołnierza wynosił darejkę, czy też 20 siglosów na miesiąc, a później podwyższony został o połowę).

Nieco lepiej radziły sobie darejki (pewnie z racji tego, że po prostu były doskonałej jakości złotem i jeśli ktoś chciał gromadzić majątek, to nadawały się do tego idealnie), których depozyty znajdowano od Sycylii i Italii przez Grecję po Afganistan. Z jakiegoś powodu te perskie monety, choć genialne jeśli idzie o pomysł – wciąż nie mogły stać się przedmiotem naprawdę powszechnym. Były jednak z powodzeniem wykorzystywane przez królów perskich i ich podwładnych do realizacji własnych celów. Na przykład gdy Agesilaos II, król Sparty, najechał ze swoją armią wybrzeże Azji Mniejszej z misją wyzwolenia spod perskiej władzy greckich miast tam się znajdujących – nie napotkał większego oporu. Perscy satrapowie, czyli lokalni gubernatorzy, nie byli w stanie pokonać zaprawionych w bojach Spartan. Satrapa Farnabazos postanowił więc uciec się do podstępu. Wysłał do miast greckich, krzywo patrzących na Spartę, swojego agenta – Timokratesa z Rodos, z pokaźną sakiewką złotych monet. Ten objechał między innymi Ateny, Teby, Korynt i Argos i z pomocą złota zadbał o to, aby te napadły na królestwo Agesilaosa. Tak się stało, więc król Sparty musiał szybko zwinąć się z Azji Mniejszej i wrócić bronić ojczyzny. Tak był rozgoryczony tym, że musiał zrezygnować z tak dobrze idącej kampanii wojennej i to w wyniku tak „niehonorowej” zagrywki, że miał później stwierdzić, że „został przegoniony z Azji Mniejszej przez 10 000 łuczników” (inne źródła mówią o 30 000), co stanowiło wyraźnie nawiązanie do wizerunku na perskich monetach.

A przy okazji – teraz, gdy już wiecie jak wyglądały perskie monety – to zobaczmy jak zostały przedstawione w słynnym filmie „300” gdzie też pojawia się motyw przekupywania perskim złotem:


Jasne – rozumiem, że to tylko film i to na dodatek taki, który realizmem nie grzeszy (ach, ci męscy Spartanie walczący w hełmach, pelerynie i majteczkach). Rozumiem też, że filmy rządzą się swoimi prawami, że przeważnie realizm historyczny przegrywa z wizją artystyczną, skromnym budżetem, brakiem dbałości czy może niewiedzą. Rozumiem też to, że gdyby użyto właściwych rekwizytów, to może nie każdy by załapał, że to złoto filmowego dziwacznie ubranego króla Kserksesa. No ale przepraszam bardzo - to nie są perskie monety ;)

Wracając do rozpowszechnienia monet – choć te srebrne perskie nie zyskały wielkiej popularności w reszcie świata, to na szczęście nie tylko Persja uważnie przyglądała się wynalazkowi Krezusa. Tuż pod bokiem bowiem znajdowała się cała masa greckich poleis – z których wiele uznało, że monety to jednak całkiem ciekawy pomysł nie tylko na czerpanie korzyści ekonomicznych, ale i zamanifestowanie własnego znaczenia wśród całej tej naszpikowanej falangami wesołej zbieraniny państw-miast.

Niestety złota w Grecji było tyle co kot napłakał, więc siłą rzeczy ruszyła produkcja jedynie srebrnych monet, złote zostawiając jedynie na okres największej potrzeby. Na szczęście grecka różnorodność i pomysłowość nadrobiła wszelkie niedociągnięcia i to dzięki właśnie Grekom pomysł podrzucony przez Lidyjczyków zadomowił się wśród ludzi powszechnie i na stałe. A pierwsze monety Europy, jak twierdzi Eforos z Kyme, powstały na maleńkiej wysepce zwanej Egina.


Egina to mała wyspa leżąca rzut beretem od Aten. Tam też, w okolicy lat 555-550 p.n.e., rozpoczęto produkcję „żółwików”, ponieważ każde miasto greckie, które zabrało się za wytwarzanie monet postanowiło ozdabiać je i wyróżnić jakimś „swoim” symbolem, często nawiązującym w jakiś sposób do miejsca pochodzenia. Nie wiemy dlaczego Egina wybrała morskiego żółwia – być może chodziło o to, że srebrne sztabki stosowane tam przed wynalezieniem monet nazywano, zapewne z powodu kształtu, „żółwiami”, a być może dlatego, że to zwierzę utożsamiano z Afrodytą, a jej świątynia stała na tej właśnie wyspie, ale wiadomo, że w swoim wyborze była konsekwentna. Z wyglądu monety te były podobne do innych z okresu „archaicznego” – były to dość nieregularne kawałki srebra (trzymające jednak standard, w którym jeden stater ważył około 12,2 g i dzielił się, podobnie jak monety Krezusa i perskie, na rozmaite frakcje), na których awersie znajdował się żółw, a na rewersie stylizowane incusum.

Najwcześniejsza forma z najbardziej prymitywną wersją żółwia.


I nieco późniejsza.

Obie strony monety przechodziły z czasem drobne modyfikacje, jednak wygląd ogólny pozostawał taki sam. Około roku 530 p.n.e. Egina zaczęła zwiększać produkcję, a w okolicy roku 515 p.n.e. mennica na tej wyspie wypluwała już z siebie potężne ilości monet. Stały się one dość powszechne w znaleziskach z całego Peloponezu i Grecji środkowej, a nawet spotykano je w Egipcie i na Bliskim Wschodzie.

Niestety boom ekonomiczny Eginy nie trwał zbyt długo. Wojny perskie toczące się w latach 490-479 p.n.e. poważnie zakłóciły handel, z którego Egina żyła. A co jeszcze gorsze – z wojen tych zwycięsko wyszły i znacząco wzrosły w siłę Ateny – znajdujący się tuż pod bokiem odwieczny rywal Eginy. Po 479 roku p.n.e. produkcja monet znacząco spadła. W roku 457 p.n.e. Ateńczykom udało się zdobyć Eginę i utrzymać w swoich rękach do roku 445 p.n.e., przez cały ten czas zmuszając mieszkańców do posługiwania się monetami ateńskimi. Po tym okresie mieszkańcy wyspy wznowili produkcję własnych monet, jednak zmodyfikowali nieco motyw, zastępując żółwia morskiego lądowym. Najprawdopodobniej chodziło o wyraźne odróżnienie „nowej” partii od tych „starych”, ale można też w tym widzieć symboliczną zmianę losu mieszkańców wyspy – odartych z bogactwa, morskiej potęgi i dumy, którym ostał się już tylko maleńki kawałek ziemi bez większego znaczenia.


A tutaj widać, że te monety miały naprawdę wypukły relief.

Ten stan rzeczy nie trwał jednak dla mieszkańców Eginy długo – już w 431 roku p.n.e. Ateńczycy wygnali ich ze swojej wyspy i zmusili do osiedlenia w innym miejscu. Na swoją wyspę powrócili w 405 roku dzięki łasce Spartan, rywali Aten. Wznowili produkcję monet, ale nijak nie przypominało to dawnej skali i w historii mennictwa nie dokonali już niczego godnego uwagi.

Za czasów swojej dawnej potęgi odznaczyli się jednak czymś znaczącym. Kiedy greckie poleis postanowiły zacząć produkować swoje własne srebrne monety – nie było czegoś takiego jak ujednolicone normy. W monetach chodziło o to, aby stworzyć sobie system składający się z „nominału głównego” i jego frakcji. Ale to, jaki konkretnie miał być ten „nominał główny” – ile powinien ważyć itp. – to już była kwestia każdego z miast. Egina postanowiła, że jej system opierać się będzie na staterze o wadze mniej więcej 12,2 g. Ale to wcale nie znaczyło, że wszystkie inne miasta podążyły tą samą drogą.

Jak Grecja długa i szeroka pojawiały się rozmaite standardy, w których główny nominał ważył mniej lub więcej. Miasta o większym znaczeniu lubiły produkować monety „po swojemu” („nie będzie nam jakiś Ateńczyk mówić, jakie mamy wybijać monety! Oni mają okrągłe, to my będziemy robić trójkątne, a co! Może i nieporęczne, ale nasze własne!”), natomiast miasta o mniejszym znaczeniu mogły produkować swoje własne monety, z wyobrażeniami jasno mówiącymi „to jest nasza moneta”, ale o standardzie zgodnym z tym, jaki wypracował ktoś większy i silniejszy, na przykład nasz najlepszy partner handlowy albo sojusznik. Standard wypracowany na Eginie okazał się jednym z ważniejszych i popularniejszych w całej Grecji. Innym podobnie ważnym okazał się ten wypracowany w Koryncie.

Archaia Korinthos, czyli to, co zostało z dawnego miasta tętniącego życiem.

Egzemplarz najstarszego typu monety korynckiej. Pięknie zachowany i rzadki, więc wzbogacił czyjąś kolekcję za równowartość 390 000 zł.


I "klasyczny" stater koryncki z późniejszego okresu.Te są już tańsze, wyceniane na "zaledwie" kilka tysięcy zł.


Mieszkańcy Koryntu, ważnego miasta handlowego, uznali, że ich statery będą z kolei ważyć około 8,6 g, a na monecie znajdować się będzie pegaz oraz, w późniejszym okresie, wizerunek bogini Ateny lub Afrodyty. A to dlatego, że każdy Grek wiedział przecież, że dziki pegaz został okiełznany przez Bellerofonta, przyszłego króla Koryntu, przy pomocy Ateny, która miała dać mu specjalną złotą uzdę. Afrodyta zaś, bogini miłości, była przecież powszechnie czczona w mieście „cór Koryntu”. A gdyby dla kogoś z ówczesnych taka symbolika była niewystarczająca – to pod pegazem umieszczono dodatkowo literę „koppa”, która była pierwszą literą nazwy „Korynt”, co odróżniało te monety od podobnych krążków z pegazem wybijanych przez miasta powiązane z Koryntem. I tak jak do monet z Eginy przylgnął wśród Greków przydomek „żółwik”, tak te monety pieszczotliwie zwano „źrebakami”. Dlatego gdy jacyś starożytni Grecy rozmawiali o wymianie „żółwików na źrebaki”, to niekoniecznie mieli na myśli to, co by się mogło wydawać.

I to by było na tyle w dzisiejszym artykule. A w następnym - pokażę sowę.

*przynajmniej jedna z tych rzeczy wydarzyła się naprawdę.
1

Oglądany: 29660x | Komentarzy: 27 | Okejek: 231 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało