Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Klaus Barbie - nazistowski sadysta, który robił kokainowe interesy z Escobarem i pomógł Amerykanom złapać "Che" Guevarę

81 575  
313   73  
Satysfakcja zobaczenia nazistowskiego zbrodniarza dyndającego na szubienicy przynajmniej w jakimś małym stopniu rekompensowała występki, których ten się dopuścił. Niestety, mimo że bardzo życzylibyśmy sobie, aby po zakończeniu II wojny światowej każdy z tych szubrawców został osądzony i odpowiednio ukarany, niektórzy mieli sporo szczęścia i trafili w bezpieczne ramiona wujka Sama…

Jednym z takich gagatków był Klaus Barbie – niemiecki psychol, który z jednej strony pomógł Amerykanom dopaść komunistycznego rewolucjonistę „Che” Guevarę, a z drugiej robił interesy z samym Pablo Escobarem.

Klaus Barbie miał 24 lata, kiedy wstąpił do NSDAP. Zyskał tam opinię posłusznego i bezwzględnego służbisty. Kiedy wybuchła wojna, chłopak został zatrudniony w Gestapo i skierowany do Amsterdamu jako pracownik biura do spraw żydowskich. W 1942 roku Barbie przeniósł się do położonego we Francji Lyonu, gdzie stanął na czele lokalnego oddziału Gestapo. Takie stanowisko pozwoliło mu rozwinąć skrzydła i pokazać swe demoniczne oblicze.


Klaus podczas swojego pobytu na francuskiej ziemi zasłynął jako wyrachowany, bezlitosny sadysta, który osobiście i z niekrytą radością torturował więźniów. W jego ręce wpadali zarówno dorośli, jak i dzieci – w żadnym wypadku Barbie nie miał oporów przed pastwieniem się w sposób, który mógł narodzić się w zepsutym łbie prawdziwego psychola. Z najbardziej lubianych przez niego metod należy wymienić rażenie prądem oraz całe spektrum tortur o mocnym zabarwieniu seksualnym, wliczając to gwałty z udziałem psów.
Za swoją bezlitosną walkę z ruchem oporu Klaus został nagrodzony Żelaznym Krzyżem - jednym z najważniejszych wyróżnień w niemieckim wojsku. Kiedy w ręce Barbiego wpadł przywódca rebeliantów, ten kazał go żywcem obedrzeć ze skóry, a jego głowę zanurzyć w wiadrze z amoniakiem.


W 1944 roku dowódca Gestapo z Lyonu wydał rozkaz oddelegowania do Auschwitz 44 żydowskich dzieci mieszkających dotąd w jednym z francuskich sierocińców. To i tak wisienka na torcie statystyk Barbiego. Szacuje się, że ten niemiecki zbrodniarz odpowiedzialny jest za śmierć 14 tysięcy cywilów!
Wydawać by się mogło, że nazista o takich „wynikach” szybko zawiśnie na sznurku, gdy tylko wojna dobiegnie końca, a za wymierzanie sprawiedliwości zabiorą się zwycięzcy. A jednak Klaus miał sporo szczęścia.

Przedstawiciele amerykańskich władz pragnęli wyciągnąć jak największe korzyści ze swojego położenia i uznali, że głupotą by było eliminować ludzi, którzy mogliby się do czegoś przydać. Przecież wśród tych wszystkich zwyrodnialców jest też sporo osób o ogromnej wiedzy, która może się jeszcze do czegoś przydać…
Wychodząc z takiego założenia, amerykańskie służby specjalne stworzyły projekt o nazwie „Operacja Spinacz” („Operation Paperclip”). Naziści trafili pod lupę i spośród nich wybrano szczęśliwców, którym nie tylko oszczędzono procesów sądowych, ale i przerzucono do USA, gdzie mieli zapewnione bezpieczeństwo i cieplutkie posady. W ten sposób do Stanów Zjednoczonych trafiły setki niemieckich naukowców, m.in. konstruktor rakiet Wernher von Braun, który odegrał potem kluczową rolę w rozwoju amerykańskiego programu kosmicznego.


Amerykanie skupiali się głównie na poszukiwaniu naukowców i medyków (swoją drogą – ci ostatni nierzadko posiedli swoją wiedzę na drodze eksperymentów na żywych więźniach), ale wśród szczęśliwców, którzy uniknęli kar znalazło się też kilku funkcjonariuszy nazistowskich organizacji, którzy mieli odpowiednie cechy, aby zakwalifikować się do programu. A tak się złożyło, że Klaus Barbie, zwany też „Katem z Lyonu”, miał sporo doświadczenia w tropieniu znienawidzonych przez Amerykanów komunistów! Ponadto jego metody przesłuchiwań były wyjątkowo skuteczne…


Do 1955 roku Barbie miał zapewnioną ochronę ze strony USA i Wielkiej Brytanii. Pozostał w swojej ojczyźnie, gdzie zajmował się namierzaniem komunistycznych organizacji buntujących się przeciw okupacji Niemiec. Kiedy jednak Klaus przestał być już potrzebny, nad jego głową zawisło widmo sprawiedliwości. Francuzi zorientowali się, że człowiek odpowiedzialny za bestialskie zbrodnie w Lyonie żyje i ma się dobrze. Z miejsca wydano na niego wyrok śmierci. Barbie musiał uciec z Europy, i to jak najszybciej. Pomoc przyszła ze strony administracji Watykanu, gdzie wysokie stanowisko zajmował włoski biskup Alois Hudal. Duchowny sympatyzował z nazistami, a w czasie wojny był nawet agentem III Rzeszy. Po zakończeniu konfliktu klecha pomagał zbrodniarzom w zgrabnej spierdolce do Ameryki Południowej.


Barbie, podobnie jak i dziesiątki innych przydupasów Hitlera, dał dyla do Argentyny, a stamtąd w 1957 roku przeniósł się do Boliwii. Ślad po nim zaginął.

Kiedy pod koniec lat 60. ktoś odwiedziłby miasto Cochabamba, to prawdopodobnie od razu rzuciłoby mu się w oczy bogactwo tego miejsca, kontrastujące z biedą innych okolicznych aglomeracji. Po ulicach jeździły drogie samochody, co krok zapachem wyśmienitych frykasów kusiły luksusowe restauracje, a piękne domy i hotele zachwycały przyjezdnych swoim przepychem. Co powodowało, że właśnie to miejsce wyglądało niczym prawdziwe Las Vegas na tle ubogich faweli? Kokaina! A konkretnie człowiek, który trząsł lokalnym narkotykowym rynkiem. Był to tajemniczy gringo, który zwykł paradować po Cochabambie w towarzystwie swego czarnego labradora.


Białym biznesmenem, który tchnął trochę blichtru w to andyjskie miasto był sam Klaus Barbie, teraz znany jako Klaus Altmann – człowiek, który jeszcze dwie dekady wcześniej obdzierał ludzi ze skóry i wysyłał żydowskie dzieci do komór gazowych.
Na początku lat 60. Niemiec zajął się hurtowym obrotem pastą kokainową. Interes błyskawicznie się rozwinął i już wkrótce Barbie założył firmę transportową, dzięki której uczynił ze swojego produktu towar eksportowy.
Klaus wstąpił do Boliwijskich Sił Zbrojnych, gdzie zdobył stopień podpułkownika. Jednocześnie też zajmował się sprzedażą broni dla prawoskrzydłowych bojówek południowoamerykańskich.


Nienawiść Klausa do komunistów sprawiała, że miał on poparcie ze strony CIA i mógł czuć się bezpieczny podczas robienia swoich szemranych interesów. Zresztą Amerykanie darzyli Barbiego sympatią. Mieli powód - kiedy ci ganiali po Boliwii usiłując rozprawić się z Armią Wyzwolenia Narodowego, lewicową bojówką, w której szeregach służył sam „Che” Guevara, to właśnie nazistowski zbrodniarz miał wspomóc amerykańskich agentów cennymi informacjami na temat lokalizacji komunistów, a nawet osobiście brał udział w rozbiciu partyzanckiej siatki i schwytaniu argentyńskiego rewolucjonisty!


Tymczasem na początku lat 70. Barbie został namierzony przez Beate i Serge’a Klarsfeldów – żydowskie małżeństwo, które przez całe dekady zajmowało się poszukiwaniami ukrywających się nazistowskich zbrodniarzy. To oni odkryli, że mieszkający w Boliwii narkotykowy boss i handlarz bronią sympatyzujący z neonazistowskimi grupami przestępczymi jest słynnym „Katem z Lyonu”. Niemiec miał jednak silne plecy i przez ponad dekadę boliwijskie władze nie chciały go wydać w ręce Francuzów.


W międzyczasie stary nazista nawiązał współpracę z Roberto Suarezem Gomezem – powiązanym z Pablo Escobarem jednym z największych południowoamerykańskich baronów narkotykowych. Dzięki takim kontaktom Barbie miał swój udział w wartych 60 miliardów dolarów rocznie globalnych akcjach przemytu kokainy.


Mając do dyspozycji własne pola uprawne zarówno w Boliwii, Peru, jak i Kolumbii, „Kat z Lyonu” nie mógł trafić na lepszego wspólnika. Niemiec był zresztą częstym gościem w rezydencji Pablo. Na początku lat 80. Escobar, Gomez i Barbie zasponsorowali (oczywiście z zarobionych na obrocie kokainą pieniędzy) zamach stanu. Dzięki temu naczelnym dowódcą boliwijskiej armii, a następnie prezydentem, został sprzyjający ich interesom generał Luis Garcia Meza Tejada.
Na nieszczęście dla Barbiego, obsesyjnie bojącego się o dybiących na jego życie Francuzów, w 1983 roku zmienił się rząd w Boliwii, który z miejsca zgodził się na aresztowanie i jego deportację.


W 1987 roku „Kat z Lyonu” skazany został na dożywocie. Ostatecznie nazistowski sadysta, który odpowiedzialny był za śmierć 14 tysięcy osób, a następnie dzięki protekcji Watykanu i CIA żył sobie w Boliwii jak pączek w maśle, robiąc karierę narkotykowego bossa, przeżył w niewoli śmieszne 4 lata. W 1991 roku zmarł na białaczkę.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
4

Oglądany: 81575x | Komentarzy: 73 | Okejek: 313 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało