Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

W tych małych, zapomnianych bitwach ważyły się losy całego świata

116 368  
421   100  
Historia niesprawiedliwie obchodzi się ze swoimi bohaterami. Czci wybranych, zapominając o tych, którzy równie mocno wpływali na jej losy.

Współczesne migracje nie są dla historii niczym niezwykłym. Wędrówki wpisane są w ludzką naturę właściwie od zarania dziejów. Najprawdopodobniej wszyscy wywodzimy się z Afryki - wschodniej bądź południowej - skąd 200 tysięcy lat temu wyruszyliśmy w trwającą po dziś dzień podróż po całej planecie, przemieszczając się w poszukiwaniu bardziej sprzyjających miejsc do życia. I nie od dzisiaj każdej takiej wyprawie towarzyszą konflikty. Dawniej walczono z przyrodą, dzisiaj walczymy sami ze sobą, choć na coraz różniejsze sposoby. Każda wyprawa inaczej wpływa na kształt świata.

Bitwa w delcie Nilu


Od XIII do XII wieku p.n.e. region śródziemnomorski nękany był najazdami tzw. Ludów Morza, co do których tożsamości wciąż spierają się historycy. Trwają próby identyfikacji poszczególnych plemion, między innymi na podstawie egipskich inskrypcji, ale to żmudna i wymagająca praca. Dość na tym, że obecnie uważa się, że to Ludy Morza - raz utożsamiane z piratami, raz z najeźdźcami - zapoczątkowały szereg przemian na Bliskim Wschodzie, zagrażając całemu ówczesnemu światu.

Pod naporem Ludów Morza upadła Grecja mykeńska, poległo państwo Hetytów, a faraonowie stanęli w obliczu poważnego ryzyka utraty Egiptu. Czy faktycznie na Ludy Morze składały się plemiona „uchodźców” uciekających przed głodem i chaosem? Trudno powiedzieć. Istotne jest jednak to, że właściwie jedna bitwa zadecydowała o tym, że inwazja została powstrzymana. Była to bitwa w delcie Nilu - przebłysk geniuszu Ramzesa III.

Nie było to pierwsze starcie Egipcjan z Ludami Morza - nie bez powodu zresztą tak właśnie nazywanymi. Faraon doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że w starciu na otwartej wodzie nie ma szans. Egipskich okrętów było zbyt mało, a ich siła zbyt niewielka, by zagrozić licznym najeźdźcom. Nie mogąc wpłynąć na strukturę wojsk, Ramzes postanowił zmienić pole bitwy. Celowo wycofał wojska, by zachęcić najeźdźców do śmielszego posunięcia naprzód.


Atakujący wpłynęli ochoczo w Deltę Nilu, wierząc, że zwycięstwo jest tylko kwestią czasu. Mieli wszelkie powody, by sądzić, że są niepokonani. Ale to Ramzes III dostarczył im powodów do zmiany zdania. Gdy najeźdźcy znaleźli się wystarczająco daleko, by szybki odwrót na pełne morze był niemożliwy, Egipcjanie zaatakowali. W walce udział wzięła już nie tylko stosunkowo niewielka flota egipska, ale też znacznie silniejsza piechota - między innymi łucznicy ostrzeliwujący z obu brzegów Nilu okręty najeźdźców.

W kierunku statków wroga posyłano liny zwieńczone hakami, które wbijały się w statki przeciwnika, uniemożliwiając im salwowanie się ucieczką. Złapanych w potrzasku zasypywano gradem strzał - jedyne, co im pozostało, to modlić się o szybką śmierć.

W połączeniu z rozegranym nieco wcześniej lądowym starciem na terenie dzisiejszego Libanu, gdzie przeciw siłom najeźdźców zmobilizowano wszystkich zdolnych do walki mężczyzn w Egipcie, bitwa w delcie Nilu przypieczętowała zwycięstwo nad szarżą Ludów Morza. Powstrzymała napływ na północ ludności bardzo zróżnicowanej, ale też ludności, którą łączył wspólny cel - bezwzględny podbój wszystkiego, co stanęło im na drodze. Jak wyglądałyby późniejsze losy świata, gdyby nie wielka mobilizacja Egipcjan? Bardzo możliwe, że tak, jak północna Afryka i Bliski Wschód dzisiaj, trawione wojnami domowymi i konfliktami zbrojnymi - ale to tylko rozważania.

Bitwa pod Limą


Czy Indianie musieli stracić swoje imperia? Czy zamknięcie w rezerwatach było im nieodwracalnie przeznaczone, czy może jednak losy obu Ameryk mogły wyglądać zupełnie inaczej? Trudno tu mówić o wpływie pojedynczych wydarzeń, Europejczyków przemierzających ocean było bowiem wielu. Po jednych przypływali następni - jeszcze bardziej spragnieni krwi i bogactwa - i losy wydawały się od dawna przesądzone. Odwlekać w czasie mógł się co najwyżej moment ostatecznej kapitulacji. Nie do końca - naprawdę niewiele brakowało, a kolonizatorzy z Francisco Pizarro na czele musieliby odejść z niczym (i cieszyć się, jeśliby nie stracili przy tym życia).

W 1534 roku, po śmierci Huascara i Atahualpy, Manco Inca został koronowany na władcę państwa Inków. Była to władza nadana z rąk Francisco Pizarro, a więc wyłącznie teoretyczna - a przynajmniej taka miała być w zamierzeniach hiszpańskiego konkwistadora. Manco Inca okazał się jednak silniejszym przeciwnikiem - a zlekceważenie przez Pizarro tylko dodało mu sił. Indianin stanął na czele wielkiej, zbrojnej rebelii. Zbudował armię, która połączyła siły i zebrała się wokół zajmowanego przez Hiszpanów Cuzco. Inkowie przyszli odzyskać swoją stolicę.


Trwające dziesięć miesięcy oblężenie nie przyniosło oczekiwanego skutku - Hiszpanie dysponowali bardziej zaawansowanym technologicznie uzbrojeniem, co pozwalało im dobrze się bronić. Manco zawrócił więc siły do pobliskiego Ollantaytambo, zwabiając tam Hiszpanów i skutecznie odpierając ich ataki. W tym samym czasie w Limie walczył Quiso Yupanqui - utalentowany dowódca siejący postrach w szeregach Hiszpanów.

Quiso uporał się z jednym z hiszpańskich oddziałów, zamykając wrogich żołnierzy w wąwozie i zrzucając na nich lawinę. W mieście Jauja Yupanqui zdołał zlikwidować cały hiszpański garnizon, żaden z żołnierzy nie uszedł z życiem. W serca Inków wstąpiła nadzieja na uratowanie państwa.

Niestety Quiso Yupanqui popełnił tragiczny w skutkach błąd. Zachęcony okazałymi, powtarzającymi się sukcesami, wyprowadził swoich żołnierzy z gór na rozległe równiny wokół Limy. Tam, na otwartym terenie, przewaga Indian dramatycznie zmalała. Hiszpańska kawaleria zdołała pobić Inków dowodzonych przez Quiso, a następnie wrócić do Cuzco i zdusić oblężenie.

Wygląda na to, że stało się to, co stać się musiało. Ale gdyby nie jedna błędna decyzja, która przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść Hiszpanów, historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.

Diu, Basra, Warszawa…

Właściwie w każdej części świata miały miejsce wydarzenia o wielkim znaczeniu, a które z jakiegoś powodu zanikają w pamięci.


Bitwa morska pod Diu otworzyła Europejczykom drogę do Indii. Historia głosi przeważnie, że wystarczyło opłynąć Afrykę trzymając się w rozsądnej odległości od brzegu i nic złego nie mogło się stać. Nic bardziej mylnego. Portugalczycy wcale nie byli pierwsi na Oceanie Indyjskim. Tam bowiem czekała na nich flota złożona z sił Egipcjan, Gudźarati i Kalikatu. Wszyscy oni byli zdeterminowani, aby odesłać Portugalczyków - albo do domu, albo, jeszcze chętniej, na dno. Na drugie spotkanie z wrogą flotą wyruszył Francisco de Almeida, chcąc pomścić śmierć swojego syna. Dopiero argumentacja portugalskich armat oczyściła Europie drogę morską do Indii.

Gdyby nie tzw. Bitwa Wielbłądzia, która odbyła się w pobliżu współczesnego miasta Basra, nie doszłoby do trwającego po dziś dzień rozłamu między szyitami i sunnitami.

Było wreszcie też powstanie warszawskie. Kontrowersyjne, to prawda. Okupione ogromnymi stratami, to też fakt. Przegrane, a jednak znaczące dla losów Polski, a być może środkowej Europy. Niezależnie od oceny, ważne dla każdego Polaka - ale poza granicami Polski zbywane milczeniem.
Każda bitwa, wygrana czy przegrana, ma swoich bohaterów. Niekiedy tragicznych, ale zawsze bohaterów - gotowych poświęcić wszystko w imię swoich ideałów. Być może - jak Egipcjanie w delcie - walcząc o swoje „być albo nie być”, wywalczyli w rzeczywistości znacznie więcej, za co od świata należałoby im się coś więcej niż… zapomnienie.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
18

Oglądany: 116368x | Komentarzy: 100 | Okejek: 421 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.06

21.06

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało