Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Faceci w Polsce to żal, nie to co obcokrajowcy!

164 980  
538   155  
Ciężka historia bez happy endu, ale na wskroś prawdziwa. Niestety.

Jest weekend, noc. Przed chwilą przechodziłem obok Pałacu Kultury i o ile udało mi się jeszcze przywołać oczy do porządku i wyostrzyć obraz, to z pewną dozą wątpliwości przyjąłem, że zbliża się pierwsza w nocy. Wpłynąłem na suchego przestwór ruchomych schodów, id nurza się w pijaność, jak wódka w głowie, śród fali ścian wirujących, wśród imprezowiczów powodzi, omijam kanarowe ostrowy peronu… czekam na metro w ciszy. I w tej przerywanej pijacką czkawką ciszy… w tej ciszy tak ucho natężam ciekawie, że słyszałbym głos Don Kichotów. Odwróciłem wzrok starając się nie zmienić swojego stanu egzystencji z wertykalnego w horyzontalny i dojrzałem Amigos Hermanos Mariachi Acapulco Gonzales Macarena del Pedro. Z miejsca poznałem, że są z Ameryki Południowej. Tylko tam hoduje się takich brzydkich chłopców. Niskich, grubych, z kulfonowatym nosem i czarnymi loczkami na twarzach, klatach, plecach, w uszach i we wspomnianych wcześniej nosach.

Przypadkowo zdarzyło się, że znam język Mariachi i szybko skonstatowałem, że panny przyklejone do dwóch amigos językiem Cervantesa się nie posługują w żadnej mierze… Cóż… nie ma obowiązku, ale szybko zauważyłem, że ich sposób komunikacji w ogóle nie opiera się na (przyjętym za jedyny właściwy) modelu werbalnym, komunikują się ze sobą bardziej jak rybki gupiki. Pocierają się wzajemnie skórą. A może są wyposażone w te śmieszne wąsy wibrysy, jak koty? Nie wiadomo, ot, taka ciekawostka przyrodnicza – czytała Krystyna Czubówna.

Podjechał wagonik – najpierw weszli Hermanos, potem nasze rodzime Jowity, za nimi potykając się o próg wpadłem jak bomba do piwnicy ja. Zastanawiacie się skąd próg w metrze? Mi to spędza sen z powiek do dziś. Nieważne. Usiadłem i zacząłem wyliczankę. Eme-due-rike-fake-ide-spać-czy-na-nich-patrzę. Mój umysł zaczął pracować tak szybko, że z wyliczanki wyszło mi s.o.s. głupi pies. Uznałem więc, że pewnie dane mi będzie oglądać wyprawiający się kilka siedzeń dalej festiwal żenady.

Moje przypuszczenia okazały się właściwe. Laski znały tylko polski. Mariachi znali tylko hiszpański. Oni byli znudzeni, one w pełni podekscytowane. Poczułem się jak ścianka działowa od kibla na dyskotece, bo tylko ja wiedziałem co odpiernicza się po jednej i po drugiej stronie. Jak pieprzony Kamień z Rosetty, bo tylko ja miałem klucz do zrozumienia każdej ze stron. One między sobą wymieniały uwagi na temat tego jak to będzie dzisiaj w nocy zajebiście i w ogóle jak to wspaniale trafiły na takich Donów Kichotów z Kolumbii na południu Argentyny, blisko Meksyku nad Pacyfikiem. Mariachi natomiast wymieniali między sobą informacje o ogólnym zmęczeniu i nieszczególnie dużym zainteresowaniu spędzeniem kolejnej nocy na ruchaniu kolejnych nieznajomych lasek, no ale jak już są, no to co zrobić… Ogólnie byli mało zainteresowani laskami. One natomiast pękały z przejęcia i dumy i szczęścia, cycki z dekoltów im wyskakiwały, a na siedzeniach zostały po nich mokre plamy.

Panowie de las Palmas, będąc wyjątkowo pewnymi siebie, pozwolili sobie dość dosadnie wyrazić się o inteligencji Polek, obrażając przy okazji dotkliwie swoje towarzyszki (o czym nie mogły wiedzieć). Już miałem unosić się honorem, ale przy pierwszej próbie wstania z miejsca schowana głęboko we mnie treść żołądkowa odrzuciła mój postulat o zmianę miejsca bytowania grożąc mi, że jeśli tylko spróbuję zrobić jej na złość, to bardzo szybko się rozstaniemy, i to w bardzo niemiłych okolicznościach. Posłuchałem tego głosu rozsądku płynącego z mego wnętrza i przemyślałem na chłodno sytuację.

Szybka symulacja – jak by to wyglądało?

Wstaję i mówię:

- Hermanos kurwos macios jeszcze uno słowo i wpierdolontus sakramentus, że celnikos na lotniskos Was nie identifikan w fotos paszportos – vosotros złamanos kutasos. Los vatos locos. Tequila, macarena, Acapulco.
- Jadzie kochane, chłopaki was tak mocno obrażają, bo nawet nie chce im się na ruchańsko was brać i mówią, że jesteście głupie jak żołądki wołowe z platanami.

Czego mógłbym się spodziewać?
- Ty brzydki pijany wredny polaczku-cebulaczku! Do pięt im nie dorastasz luju i menelu! Jesteś zazdrosny, o tak, zazdrosny, bo jesteś nikim, zwykłym cebulakiem menelem, a oni są świat i ludzie, i obyci, i mądrzy.

Tak… dokładnie tak by było.

Podziękowałem treści żołądkowej za utrzymanie mnie na miejscu. Hermanos wyszli biedni i zmęczeni, za nimi szczebioczące Jagny, a ja spokojnie i w smutku doszedłem do tego, że Los Buenos Aires mieli rację. Gdybym był brzydkim Latynosem, to jeździłbym do Polski na sekswakacje, ale to nie tak jak na Seszele, bo tam trzeba bulić niemały hajs, w Europie jest o wiele taniej, a w cholernym Lechistanie to jest już całkiem za darmo.

Ja nie chcę generalizować, bo mamy w tym kraju najwspanialsze kobiety na świecie, ale mamy też cały rząd głupich pind, jak wspomniane Jagody lecące na każdego Wacka, którego kolor skóry choć trochę zmierza w kierunku przysmażonego wołowego mięsa. Jest mi zwyczajnie smutno, żal i wstyd.