Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te dźwięki doskonale znasz, ale czy wiedziałeś w jaki sposób powstały?

161 006  
401   72  
16 Hz do 20 kHz – taka częstotliwość fal akustycznych jest wychwytywana przez ludzkie ucho i konwertowana gdzieś w mózgu na wrażenie, które znamy pod nazwą „dźwięk”.

Z nieskończonej ilości słuchowych bodźców, które codziennie rejestrujemy, istnieje pewna niewielka grupa takich, które od razu budzą w nas bardzo czytelne skojarzenie. Czasem nawet w jakiś synestezyjny sposób z miejsca przywołują nam przed oczami konkretny obraz. Może to być zarówno scena z filmu, jak i znak firmowy czy przedmiot.

Intel

Widzisz znak firmowy Intela i od razu słyszysz ten charakterystyczny "dżingielek". I odwrotnie – gdy w uszach zagra ci znajomy dźwięk, od razu wizualizujesz sobie logo najbardziej znanego na świecie producenta układów scalonych.


Pierwszą korporacją, która zaczęła stosować krótki, dźwiękowy spot jako formę promocji swojej marki była telewizja NBC. Wykupiła ona w latach 50. ubiegłego wieku reklamę w jednej z rozgłośni radiowych.
Dziś większość dużych firm stosuje taki rodzaj multimedialnego znaku towarowego. W 1994 roku szefostwo Intela zleciło stworzenie wpadającego w ucho dźwięku, który towarzyszyć miał każdej emisji logo firmy w reklamach telewizyjnych.

https://www.youtube.com/watch?v=6MHct4wtalg

Zadania podjął się młody kompozytor Walter Werzowa. Zlecenie było o tyle trudne, że artysta musiał się zmieścić w zaledwie trzech sekundach. Szefostwo Intela pragnęło, aby jingiel kojarzył się z technologią, innowacją i umiejętnością prostego rozwiązywania problemów. Te wszystkie cechy Walter upchnął w pięciu nutach (D♭ D♭ G♭ D♭ A♭), a do nagrania tego króciutkiego utworu kompozytor wykorzystał marimbę i ksylofon. Aby osiągnąć odpowiedni efekt, Werzowa potrzebował aż 10 dni!

Miecz świetlny

Bzzzziuuu! Chyba żadna inna filmowa broń nie brzmi tak dobrze, jak zderzające się ze sobą miecze świetlne bohaterów „Gwiezdnych Wojen”. Czymże jest ten pieszczący nasze bębenki dźwięk? Cóż, prawda pewnie niejednego z was mocno zawiedzie.


Bazą do powstania jedynego w swoim rodzaju bzyczenia był szum pracującego projektora filmowego 35 mm oraz nałożonego na to odgłosu kineskopu w starym telewizorze Bena Burtta – reżysera dźwięku, któremu powierzono to zadanie. Cała reszta to już zabawa z przyspieszaniem i zwalnianiem nagrania oraz manipulowanie jego głośnością.

https://www.youtube.com/watch?v=__sDEWIjQ_g

Dzwonek Nokii

Do połowy lat 90. dzwonek telefonu miał tylko jedną funkcję – miał informować jego posiadacza o nadchodzącym połączeniu. Dopiero w 1994 roku jakiś mądry pracownik Nokii - fińskiego giganta branży telekomunikacyjnej - wpadł na pomysł wykorzystania w formie dzwonka specjalnej melodii, która nierozerwanie kojarzyć by się mogła z tą firmą.


Do pracy nie zostali zatrudnieni kompozytorzy ani muzycy. Po prostu sięgnięto po fragment utworu „Gran Vais”, stworzonego przez żyjącego w XIX wieku hiszpańskiego gitarzystę Francisco Tarregę. Melodyjka ustawiona została jako domyślny dzwonek w każdym aparacie Nokii. Pomysł był genialny w swojej prostocie – szacuje się, że każdego dnia na świecie charakterystyczny dźwięk rozbrzmiewa około 1,8 miliarda razy!

https://www.youtube.com/watch?v=ck7g5uu1cMA

Ryk Godzilli

Nie mówimy tu o jakimś tam amerykańskim podrabiańcu, ale oryginalnym monstrum, czyli malutkim Azjacie wepchniętym w gumowy kostium wielkiej gadziny. Kiedy w 1954 roku powstawał pierwszy film z ciągnącej się w nieskończoność serii, reżyser „Godzilli” Ishiro Honda wiedział, że trzeba stworzyć ryk, który z miejsca kojarzyć się będzie tylko i wyłącznie z potworem demolującym Tokio.


Zadanie nie było wcale takie łatwe. Początkowo usiłowano do tego celu wykorzystać instrumenty muzyczne, jednak po serii żmudnych eksperymentów efekt w dalszym ciągu nie spełniał oczekiwań reżysera. W końcu filmowcy sięgnęli po mniej konwencjonalne metody. Zamoczywszy gumową, żaroodporną rękawiczkę w sosnowej żywicy, zaczęto trzeć nią po strunach kontrabasu. Filmowcy zapiszczeli z zachwytu - ten chropowaty, basowy pogłos był właśnie tym, czego szukali!
A i tak podobno główną inspiracją brzmienia ryku wydobywającego się z paszczy Godzilli było irytujące skrzypienie metalowej furtki przy wejściu do wytwórni.

https://www.youtube.com/watch?v=7zhJljblPcY

Motyw z filmu „Piątek, trzynastego”

Horrorów można nie lubić, ale ignorancją by było nie zapoznać z największymi klasykami, które położyły podwaliny pod współczesne kino grozy. Jednym z przykładów przedpotopowej produkcji, która tchnęła w ten gatunek spory powiew świeżości jest oczywiście „Piątek, trzynastego”.


Oprócz całej masy niezapomnianych smaczków, które stały się prawdziwą wizytówką filmowych slasherów, na uwagę zasługuje pewien bardzo specyficzny element ze ścieżki dźwiękowej większości produkcji o psychopatycznym topielcu.
Mowa o dziwnie niepokojących, jednostajnych odgłosach pojawiających się za każdym razem, gdy na ekranie pojawi się tajemniczy morderca szukający kolejnej ofiary, której to by można rozpłatać łeb za pomocą ostrej maczety.
Motyw ten jest dziełem Harry’ego Manfrediniego – autora muzyki do wszystkich odsłon serii o Jasonie Voorheesie (w tym i do wybitnie kiepskiej nowej wersji filmu z 2009 roku).

UWAGA! SPOJLER BĘDZIE!

Co oznaczają charakterystyczne dźwięki (Chi, chi chi... ha, ha, ha)? W pierwszej części tej produkcji osobą, która odpowiada za krwawą masakrę nastolatków wypoczywających na letnim obozie Crystal Lake, jest oszalała z rozpaczy matka chłopca, który utopił się w jeziorze, podczas gdy obozowi opiekunowie oddawali się miłosnym igraszkom.


W jednej ze scen kobieta ta mówi do siebie głosem swego zmarłego syna. Wypowiada wówczas słowa „Kill mama!”. Manfredini wykorzystał te słowa i rozbiwszy je na rytmicznie brzmiące sylaby zrobił z nich dość posępny dźwięk, który z miejsca stał się rozpoznawalnym znakiem całej serii.

https://www.youtube.com/watch?v=QT0cg1eL0AM

Windows 95

Wracamy do świata komputerowej technologii, aby powiedzieć parę słów o kolejnym legendarnym dźwięku. Mowa o wrażeniach słuchowych, które towarzyszyły nam za każdym razem, gdy na ekranach naszych kineskopowych monitorów pojawiał się napis „Windows 95”.


Szefostwo Microsoftu uznało, że za zadaniem stworzenia dźwiękowego znaku firmowego nowego produktu tej firmy musi stać kompozytor światowej sławy. Wybór padł na Briana Eno – angielskiego twórcę muzyki ambient.
Takie zlecenie trafiło się muzykowi w chwili, gdy ten miał swój mały kryzys twórczy. Opis zadania brzmiał tak:
„Chcemy kompozycję, która będzie inspirująca, uniwersalna, bla-bla-bla, sra-ta-ta-ta, optymistyczna, futurystyczna, sentymentalna, emocjonalna”.
Następnie wyszczególnionych zostało jeszcze kilka innych sugestii, a na samym końcu dopisano „no i musi trwać 3,25 sekundy”.


Eno, który specjalizował się w długich, klimatycznych kompozycjach, miał nie lada problem. Jak sam potem wspominał – była to praca przypominająca misterne szlifowanie malutkich diamentów. Kompozytor nagrał 84 różne mikro-utwory, z których Microsoft wybrał ten jeden. To oczywiście ten, który wszyscy dziś znamy.

https://www.youtube.com/watch?v=miZHa7ZC6Z0

Podobno po tym zleceniu Eno zasiadając do pracy nad trzyminutową kompozycją miał wrażenie, że ma do czynienia z prawdziwym oceanem czasu!
A tak przy okazji – ktoś zauważył, że zwolniony 23-krotnie jingiel stworzony przez Briana brzmi jak utwór wyjęty z jego ambientowej dyskografii?

https://youtu.be/fNIfbdi41ho

Źródła:
1, 2, 3, 4
4

Oglądany: 161006x | Komentarzy: 72 | Okejek: 401 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.05

14.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało