Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

7 najgłupszych wpadek i błędnych decyzji w historii człowieka II

165 648  
370   67  
Pomyłki zdarzają się każdemu. Los sprawia jednak, że niektóre niosą za sobą wyjątkowo spektakularne konsekwencje…

#1. Prohibicja w Stanach Zjednoczonych

Istnieje w Polsce „PARPA”, czyli Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, a w Ameryce… też jest zabawnie. Faktem jest, że człowiek z natury lubi się napić - trudno się z tym nie zgodzić. Sensowne wydaje się takie działanie, aby skłonić ludzi do picia rozsądnego, a więc z umiarem i trunków trochę lepszej jakości niż odpady ze szkolnego laboratorium. Uznano jednak, że apelowanie do ludzkiego rozsądku mija się z celem - lepiej znieść alkoholizm ustawą. Skutek? Taki sam jak przy próbach zakazania biedy.

Tzw. szlachetny eksperyment, czyli prohibicję w Stanach Zjednoczonych wprowadzono w życie w styczniu 1920 roku po uchwaleniu przez Kongres, a mimo sprzeciwu urzędującego wówczas prezydenta Wilsona. Postanowiono położyć definitywny kres rozpijaniu się społeczeństwa, czym… wyrządzono zdecydowanie więcej szkody niż pożytku - jedną poprawką zakazując produkcji, sprzedaży i transportu alkoholu.

Ruszyła gigantyczna produkcja domowa wyrobów alkoholowych, niepodlegająca jakiemukolwiek nadzorowi. Rozkwitło podziemie - gangi dotychczas zajmujące się głównie kradzieżami i hazardem, „zainwestowały” w branżę alkoholową. Na masową skalę ruszył przemyt i wszelkiego rodzaju omijanie przepisów. W sklepach pojawiły się koncentraty winogron, na opakowaniach których znajdowały się jasne instrukcje, czego absolutnie nie należy robić, aby przypadkiem nie przerobić koncentratu na wino.

Po 13 latach złudzeń prohibicję zniesiono - ale nie wróciło to życia ponad 10 tysiącom ofiar zatrutego, nielegalnego alkoholu, nie zrekompensowało straconych wpływów do budżetu ani też nie zdusiło rozkwitłego świata przestępczego. Absolutnie nie zmniejszyła się też liczba osób uzależnionych.

#2. Z linijką na Marsa


Gwoli sprawiedliwości przyznać trzeba, że z lądowaniem na Księżycu poszło ludzkości całkiem nieźle. Zdarzały się oczywiście wypadki, którym sprzyjał klimat wzajemnego wyścigu technologicznego pomiędzy naukowcami radzieckimi i amerykańskimi, jednak nie było one szczególnie spektakularne. Z podbojem Czerwonej Planety, mimo upływu lat, idzie nam znacznie gorzej. Lądownik Schiaparelli, rozbity o Marsa w 2016 roku, kontynuuje dobrą tradycję - ale jego wypadek wcale nie był najgłupszym w historii. Miano to należy się bowiem sondzie Mars Climate Orbiter.

Pierwsza sonda - Mars Observer - miała za zadanie wejść na orbitę Marsa i przez marsjański rok fotografować jego powierzchnię. Coś poszło jednak nie tak, z sondą stracono kontakt i słuch po niej zaginął. Kilka lat i kilka sond później wysłano więc kolejną - Mars Climate Orbiter - której dodatkowym zadaniem miało być zlokalizowanie poprzedniej (wtedy już Mars Polar Lander) i sprawdzenie co i dlaczego się wydarzyło. Cel szlachetny i - jak to szlachetne cele mają w zwyczaju - wziął w łeb.

Mars Climate Orbiter, choć może właściwsze byłoby określenie „collider”, zerwał się ze smyczy i wybrał wolność w atmosferze Marsa, gdzie uległ zniszczeniu. Najbardziej nie w smak NASA było przyznanie się co do przyczyny awarii. Okazało się, że oprogramowanie sondy posługiwało się jednostkami metrycznymi - w tym przypadku niutonami. Z kolei baza na Ziemi stosowała jednostki anglosaskie - funty. W efekcie sterowanie sondą okazało się dość kłopotliwe - na tyle, że w 9 miesięcy sonda zboczyła z kursu o 170 kilometrów. I wystarczyło…

#3. W to drugie prawo!


Czym może się skończyć skręcenie w złą stronę? Wydawałoby się, że konsekwencje nie powinny być szczególnie poważne - a jednak. Błąd popełniony przez niejakiego Leopolda Lojkę przyczynił się pośrednio do śmierci milionów ludzi. To jemu właśnie przypisuje się rozpętanie I wojny światowej.

Arcyksiążę Ferdynand już od dłuższego czasu znajdował się na celowniku wynajętych zabójców. Z każdej podjętej próby uchodził jednak obronną ręką. Zabójcy a to nie mieli dobrej okazji, a to odpowiedniej pozycji do strzału, a to nie chcieli zrobić krzywdy nikomu postronnemu. W ostatniej chwili wycofał się też Gavrilo Princip, a kolumna samochodów z Ferdynandem przejechała nieniepokojona. Schował pistolet, poszedł do pobliskiego baru na kanapkę, po czym jeszcze zanim zdołał zrobić kęs, przed oknem baru zatrzymał się sam arcyksiążę.

Kierowca - nieszczęsny Lojka - skręcił w niewłaściwą ulicę, a chcąc naprawić błąd, zahamował gwałtownie, niechcący gasząc przy tym silnik. Zanim udało się ponownie go uruchomić, zabójca wybiegł z baru i oddał dwa precyzyjne strzały, zabijając arcyksięcia Ferdynanda i jego małżonkę. To wydarzenie uznaje się za impuls do rozpoczęcia wojny. Princip też nie miał wiele szczęścia - został zlinczowany przez tłum zanim zdążył połknąć kapsułkę z trucizną.

Wybuchu I wojny światowej zapewne i tak nie udałoby się uniknąć, nie wiadomo jednak kiedy rozpoczęłaby się, gdyby nie drobny błąd książęcego kierowcy. Czy tydzień lub miesiąc zwłoki zmieniłyby cokolwiek? Można tylko zgadywać.

#4. Australia - a co to takiego?


Pierwszym Europejczykiem, który postawił nogę na kontynencie australijskim, był Holender Willem Janszoon. Był rok 1606, Holendrzy poczynali sobie coraz śmielej, eksplorując tę część świata. Odwiedzali wyspy wchodzące w skład dzisiejszej Indonezji, aż wreszcie trafili także do Australii. Janszoon wraz z towarzyszami niejednokrotnie zatrzymywali się w różnych częściach kontynentu, regularnie stykając się z nieprzychylnie nastawioną miejscową ludnością.

Wkrótce Holendrzy doszli do wniosku, że w zasadzie to nie ma tu czego szukać. W głębi pustynia, na brzegu żądni krwi tubylcy. Spakowali manatki i wrócili do domu, donosząc uprzejmie, że wyspa to całkowicie bezwartościowa. Brytyjczycy, przybyli do Australii ponad sto lat później, ośmielili się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. W 1770 roku James Cook założył Nową Południową Walię i objął Australię w posiadanie Anglii.

Nie żeby Brytyjczycy natychmiast zachwycili się pięknem „kraju Kangurów”, co to to nie. Początkowo wykorzystywali wyspę wyłącznie jako miejsce zsyłki szczególnie nielubianych więźniów, których nie chciano trzymać w Anglii.

#5. Szczęśliwy Ptak. Martwy Ptak


Trzynastym władcą imperium Inków został Atahualpa, którego imię tłumaczy się jako „Szczęśliwy Ptak”. Odziedziczył on stosunkowo niewielkie królestwo Quito, reszta imperium trafiła zaś w ręce jego brata, Huascara, z czego ten pierwszy nie był zadowolony. Do tego stopnia, że rozpętał w imperium krwawą wojnę domową - i w 1532 roku objął władzę nad całym państwem Inków, w czym niewątpliwie sprzyjały liczne konflikty rodzące się między społecznościami.

Nie cieszył się władzą długo - wkrótce później, jeszcze w tym samym roku, Atahualpa natknął się na Francisco Pizarro, hiszpańskiego konkwistadora słynącego z brutalności. Trafił swój na swego, można by powiedzieć. Wysłany przez Pizarro duchowny zaproponował Atahualpie przyjęcie chrześcijaństwa, sugerując, że w przeciwnym razie lud Inków uznany zostanie za wrogów Hiszpanii. Indianin na kuszącą propozycję zareagował ciskając Biblią w twarz zakonnika, co najeźdźcy uznali za sygnał do ataku.

168 najeźdźców z dziecinną wręcz łatwością rozstrzelało ponad 5 tysięcy Indian, sam zaś Atahualpa trafił do niewoli. Licząc na uwolnienie, zgodził się przekazać Pizarro ogromne ilości złota. Nie wiedział jednak, że obietnicom żeglarza absolutnie nie wolno ufać. Dla zwieńczenia rzezi Inków uduszono samego wodza. Szczęśliwy Ptak pożegnał się z życiem w wyjątkowo nieszczęśliwych okolicznościach.

#6. Zniszczenie Biblioteki Aleksandryjskiej


Biblioteka Aleksandryjska była największą i najwspanialszą biblioteką świata starożytnego - dopóki kilku ogarniętych wojennym szałem matołów nie postanowiło zniszczyć jej zbiorów. W 642 roku dzieła zniszczenia dopełnić miał kalif Omar, któremu przypisuje się słowa „albo te księgi zawierają to samo co Koran, co oznacza, że są niepotrzebne, albo zawierają coś innego, a zatem są szkodliwe”. To jednak tylko XIII-wieczna legenda, wymyślona w dodatku przez konwertytę z islamu na chrześcijaństwo, który najwyraźniej nie wspominał dobrze swojej pierwszej religii. Już wcześniej aleksandryjskie zbiory były zresztą mocno przetrzebione.

W połowie I wieku p.n.e. Egipt zaatakował Juliusz Cezar. Od płonących strzał ogniem zajęły się najpierw egipskie okręty, a od nich pałac królewski, z którego ogień przeniósł się na bibliotekę. 40 tysięcy bezcennych woluminów zostało bezpowrotnie zniszczonych. Na początku II wieku n.e. w Aleksandrii wybuchło powstanie - zakończone uroczystym niszczeniem miasta dla uczczenia zwycięstwa. Banda chuliganów nie oszczędziła biblioteki.

W 391 roku cesarz Teodozjusz zakazał wyznawania kultów pogańskich, a niezmiernie pomysłowy biskup Teofil wywołał w mieście zamieszki, chcąc zniszczyć pogańskie świątynie. Durnota duchownego poskutkowała masakrą chrześcijan - i prawdopodobnie ostatecznym zniszczeniem pozostałości Biblioteki Aleksandryjskiej.

#7. Sny Cezara żony…


Liczne sygnały i ostrzeżenia, błagania żony, prorocze sny, doświadczenie wodza - nic nie uchroniło Gajusza Juliusza Cezara przed podjęciem decyzji, która ostatecznie kosztowała go życie. Pycha okazała się silniejsza. 15 marca 44 roku p.n.e. Cezar zginął od 23 ciosów sztyletem - dla pewności.

Niewiele brakowało, a plan zamachowców nie powiódłby się. Cezar planował wyprawę na wschód, nie musiał tego dnia udawać się do Senatu. Poprzedzającej nocy żonę Cezara męczyły prorocze koszmary. Błagała ona męża, by pozostał w domu. Niemal skutecznie, bo choć twierdził, że nikt nie poważyłby się dokonać zamachu na Cezara, na dowód czego chodził zwykle bez straży przybocznej, to jednak bliski był ulegnięcia namowom.

Jakkolwiek dziwnie to brzmi, to wysłannicy zamachowców zdołali przekonać go, by jednak stawił się w Senacie. Jak to wyglądało - „no co ty, Cezar, z nami nie pójdziesz?!” - tego nie wiadomo, fakt jednak pozostaje faktem, że w obliczu namowy kolegów błagania żony zeszły na dalszy plan.

Zdradzony przez niegdysiejszych przyjaciół, Cezar padł u stóp posągu Pompejusza. Zamachowcy prawdopodobnie sami nie do końca zdawali sobie sprawę z własnych czynów. Po zabójstwie rozbiegli się w różne strony, nie mając żadnego planu. Z pewnością nie spodziewali się też tak wielkiego gniewu Rzymian, którzy dopilnowali, by żaden z zabójców Cezara nie dożył naturalnej śmierci. Wielu zgładzono, Longinus i Brutus popełnili samobójstwo, chcąc uniknąć trafienia w ręce rozszalałego tłumu. Co było większym błędem - nieposłuchanie żony przez Cezara czy porwanie się na atak przez zamachowców, trudno właściwie powiedzieć.

Uprzejmej uwadze polecam także:
7 najgłupszych wpadek i błędnych decyzji w historii człowieka (cz. 1)

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
20

Oglądany: 165648x | Komentarzy: 67 | Okejek: 370 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało