Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najdziwniejsze sytuacje z pracy prywatnego detektywa

91 997  
324   20  
Z pracą prywatnego detektywa mamy styczność głównie dzięki telewizji. Czy jest ona równie ciekawa w prawdziwym życiu? Użytkownicy Reddita postanowili rzucić na tę kwestię trochę światła, a poniższe historie tylko potwierdzają, że w tej branży nie można narzekać na nudę...

#1.

Obserwowałem pewną pielęgniarkę. Rzekomo była niepełnosprawna i nie mogła pracować. Pracodawca podejrzewał jednak, że kobieta dorabia gdzieś indziej. Najłatwiejsze zlecenie, jakiego kiedykolwiek się podjąłem. Pojechałem na miejsce. Po 10 minutach wsiadła do auta. Śledziłem ją, bez żadnych komplikacji, do klubu ze striptizem, gdzie robiła swoje. Nie można było nagrywać, więc musiałem pójść tam i pooglądać jak tańczy, abym potem - w razie gdyby sprawa trafiła do sądu - mógł zeznać, że widziałem jak tańczy w klubie.

W ciągu kolejnych kilku dni śledziłem ją do kolejnych trzech klubów i robiłem to samo. W tym miesiącu złożyłem najdziwniejszą deklarację wydatków w całej karierze. Kiedy sędzia zapytał dlaczego rozbiera się w klubie, wzruszyła ramionami i oznajmiła, że zarabia w ten sposób dwa razy więcej niż jako pielęgniarka. Przestano wypłacać jej zasiłek, firma ubezpieczeniowa była zadowolona. Firmowy prawnik dał mi pseudonim "Detektyw Cycki", który się przyjął i mówił tak na mnie każdy prawnik, z którym potem miałem do czynienia.

#2.

Nie jestem prywatnym detektywem, ale kimś, kto miał z jednym do czynienia. Mój współlokator ze studenckich czasów był dziwnym kolesiem. Przyjechał z drugiego końca kraju (jestem z USA). Wychodził nocą o różnych porach, nie pojawiał się na zajęciach, spał w dzień i pił o wiele więcej energy drinków niż powinien. Po kilku tygodniach podszedł do mnie jakiś obcy gość i zapytał, czy możemy pogadać gdzieś na osobności. Byłem zaskoczony i powiedziałem, że możemy rozmawiać tutaj. Wyjaśnił, że jest detektywem wynajętym przez rodziców wspomnianego współlokatora, bo martwią się o swoje dziecko. Chciał podpytać o jego tryb życia w akademiku, więc poszliśmy porozmawiać do pobliskiej kawiarni.

Mój współlokator najwyraźniej lubił chodzić na absurdalnie długie spacery po plaży, przesiadywać godzinami w Steak and Shake grając na telefonie i Nintendo DS, a także chodzić po sklepach z używanymi rzeczami. Powiedziałem gościowi, że koleś po prostu śpi, a w pokoju nie ma nic osobistego poza ubraniami. Razem z detektywem zdaliśmy sobie sprawę, że chłopak nie ma żadnego celu w życiu i motywacji, by robić cokolwiek, a rodzice zwykle po prostu do wszystkiego go zmuszali. Wspomniał też, że to najdziwniejszy wzór zachowań, jakie kiedykolwiek widział.

Uczelnia była jedynym miejscem, w którym chłopak miał czas dla siebie, co tłumaczyłoby jego zachowanie. Rozkoszował się możliwością robienia tego, na co tylko ma ochotę. Było mi go żal, więc trochę mu pomogłem. Zmienił kierunek ze ścisłego na psychologię, bo chciał poznać jak działa umysł, dzięki czemu bardzo zainteresował się studiami. Kiedy zdał sobie sprawę, że uwolnił się spod jarzma rodziców, stał się naprawdę fajnym gościem.

#3.

Jestem prywatnym śledczym do spraw pożarów. Widziałem sporo osób robiących dziwne rzeczy. Jedną z najdziwniejszych zrobił koleś, który był przekonany, że kościół stojący obok sprawił, że jego dom zajął się ogniem. Opowiedział, jak to ludzie modlili się, żeby samochód mu się zepsuł i w końcu tak się stało. Potem modlili się o to, by jego chata poszła z dymem i również to się spełniło. Okazało się, że "kościół" obok to jakaś groźna sekta. Ale to nie oni spalili dom. Zrobiła to porąbana była dziewczyna najemcy. Przez jakiś czas miałem już zamiar przesłuchać członków sekty.

#4.

Klient chciał wiedzieć, dlaczego jego pies strasznie tyje. Okazało się, że był karmiony przez prawie każdego przechodnia, którego napotykał podczas codziennego wałęsania się po dworze.

#5.

Zatrudniono mnie do śledzenia kobiety, która twierdziła, że jest niewidoma (oczywiście pobierała stosowny zasiłek). Jeździłem za nią cały dzień, kiedy PROWADZIŁA kościelnego vana od sklepu do sklepu.

#6.

Najsmutniejsza historia przydarzyła się, gdy oszałamiająca kobieta w wieku 24-26 lat podejrzewała swojego 60-letniego męża o spanie ze swoją sekretarką (która swoją drogą wyglądała jakby była owocem drzewa brzydoty, a spadając na ziemię uderzyła w każdą gałąź na jej drodze). Klientka zatrudniła nas, abyśmy śledzili go wieczorem, kiedy "musiał zostać dłużej w pracy". Razem ze swoją sekretarką wyszli jednak z biura o czasie i poszli do baru. Po kilku drinkach poszli do auta, gdzie nagraliśmy materiał z bzykania na tylnym siedzeniu. Oddaliśmy nagranie i raport klientce, która wybuchła płaczem i zapłaciła 1800 dolarów rachunku.

Najsmutniejsze jest jednak to, że wróciła 4 razy. Za każdym razem przyłapywaliśmy go dosłownie ze spodniami na kostkach. Bzykanie w mieszkaniu sekretarki, bzykanie w aucie, bzykanie w biurze z odsłoniętymi żaluzjami w środku dnia - co tylko zechcecie. Po kilku takich zleceniach i rachunkach na łączną kwotę około 15 tysięcy dolarów usiedliśmy z nią i wyjaśniliśmy, że nie będziemy więcej przyjmować od niej zleceń. Branie od niej pieniędzy, żeby bez końca pokazywać jak jej mąż posuwa swoją paskudną szmatę było zbyt okrutne.

#7.

Małżeństwo się rozwodziło, a żona była przekonana, że mąż wkłada sobie różne rzeczy należące do niej w tyłek. Miała rację.

#8.

Ktoś chciał wiedzieć co porabia ich kot, kiedy oni pracują. Zapłacili, aby go śledzić. Nie lubię tracić czasu, ale czasami akurat nie ma zbyt wielu zleceń. Okazało się, że zwierzak po prostu łazi po ulicach, liże się i łazi po drzewach...

#9.

Mój kolega jest prywatnym detektywem. Okazało się, że kierowcy śmieciarek firmy komunalnej handlują narkotykami. Dyrektorzy firmy usłyszeli o sprawie, ale zanim powiadomili policję, chcieli się upewnić. Zatrudniono go, aby jeździł z rzekomym szefem szajki jako "nowy koleś". Pierwszego dnia pracy jechał sobie na tyle śmieciarki, po czym obudził się w szpitalu z pękniętą czaszką i poważnym wstrząśnieniem mózgu. Rzekomo spadł z platformy, na której stał i uderzył się w głowę. Niczego nie pamiętał. Jest silnym, wysportowanym gościem i nie sądzę, aby tak po prostu się przewrócił. Podejrzewamy, że stało się coś podejrzanego, ale nikt nie był w stanie czegokolwiek udowodnić

Oglądany: 91997x | Komentarzy: 20 | Okejek: 324 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.08

19.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało