Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Chuck Berry - człowiek, który dał nam rocka!

32 848  
187   25  
Trzy dni temu przez media przetoczyła się smutna wiadomość. Zmarł Chuck Berry. Dla większości z nas to kolejny sędziwy muzyk, o którym śmierć z jakiegoś powodu zapomniała i dopiero teraz postanowiła swoje przeoczenie naprawić. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie Berry, to rock dziś nie istniałby w takiej formie, w jakiej go znamy.

Co autor pierd#li? Rocka wynaleźli Beatlesi! Spierać się tu z nikim nie będziemy. Prawda jest jednak taka, że czwórka grzywaczy z Liverpoolu, podobnie jak młody Mick Jagger i jego kapela, żywcem kopiowali patenty, które parę ładnych lat wcześniej na rock’n’rollową scenę wprowadził właśnie Chuck Berry.

To on dodał do przyjemnych, ugłaskanych brzmień tego gatunku szczyptę szaleństwa, rozpędzonego rytmu i gitarowego rzępolenia wyraźnie wyróżniającego się na tle innych instrumentów. A skoro mowa o szaleństwie, to spokojnie można powiedzieć, że tego nigdy Berry’emu nie brakowało.

70 lat na scenie

Chuck zaczął swoją przygodę z muzyką gdzieś pod koniec lat 40. Grał wówczas bluesa, jednak szybko zaczął eksperymentować z innymi brzmieniami. A to dzięki T-Bone Walkerowi – znajomemu artyście, co to zapisał się w historii jako człowiek, który wprowadził gitarę elektryczną do bluesa. Walker pokazał Berry’emu kilka trików i sprawił, że jego młodszy kolega zupełnie oszalał na punkcie tego instrumentu. Parę lat później Chuck był pierwszym czarnoskórym artystą grającym koncerty w Missouri zdominowanym przez „biały” gatunek muzyki zwany hillbilly. Początkowa niechęć do oglądania Murzyna z gitarą szybko ustąpiła, gdy publiczność zobaczyła co Berry ma do zaoferowania.

Wild Man Berry

Prawdopodobnie gdyby Chuck nie zajął się muzyką, to kontynuowałby karierę rzezimieszka i bandyty. Zatargi z prawem miał już bowiem jako mały gnojek. Pierwszy raz do pierdla trafił jako siedemnastolatek. Razem z kumplami znalazł pistolet na jakimś parkingu i postanowił zrobić z niego użytek. Odbył wtedy tournée po Kansas, napadając na sklepy i przechodniów. Za te rozboje skazano go na 10 lat pobytu w ośrodku poprawczym dla młodych mężczyzn. To właśnie tam małoletni bandyta zaczął rozwijać swój muzyczny talent w jednym z tamtejszych chórów gospel. W wolnych chwilach obijał mordy swoim rówieśnikom podczas nielegalnych walk bokserskich. Robił to pod pseudonimem Wild Man Berry. Ostatecznie wolność odzyskał jako 21-latek.

Kaczy chód

To jeden z tych nierdzewnych elementów rocka, który plasuje się gdzieś pomiędzy machaniem grzywą a skokiem ze sceny wprost na wyciągnięte łapy publiczności. Podobno charakterystyczne dla Berry’ego pląsanie na jednej nodze z drugą sztywno wyciągniętą do przodu narodziło się całkiem przypadkiem, kiedy muzyk podczas występu zobaczył niewyprasowane fałdy na swoich spodniach. Zaczął wówczas podskakiwać licząc na to, że zagniecenia trochę się wygładzą. Widzowie uznali, że to jakiś sceniczny ekscentryzm muzyka i wyraźnie dali upust swojej radości. Chuck zaś widząc, że publiczność się cieszy, postanowił wplatać swój „kaczy chód” do każdego występu na scenie.

Na początku kariery imał się różnych zawodów

Przez pierwszych osiem lat muzycznej kariery artysta ledwo wiązał koniec z końcem i oprócz występów przed publicznością, musiał dorabiać sobie w innych zawodach. Pracował jako pomocnik cieśli, fotograf, cieć, a nawet jako fryzjer. Dopiero w połowie lat 50. zarobki z muzykowania pozwoliły mu odstawić dotychczasowe zajęcia i skupić się już tylko na karierze scenicznej.

Wzorowali się na nim wszyscy. A niektórzy nawet go okradali!

Praktycznie wszyscy wielcy muzycy grający muzykę gitarową inspirowali się dokonaniami awanturniczego, czarnego rock’n’rollowca. I nie było w tym nic złego – Berry wytyczył zupełnie nową ścieżkę, którą w naturalny sposób zaczynali kroczyć inni artyści. O ile jednak czerpanie natchnienia jest dozwolonym, a wręcz pożądanym zabiegiem, to już bezczelne plagiatowanie muzyki to czyn iście karygodny. W 1963 roku kapela The Beach Boys podbiła listy przebojów kawałkiem „Surfin’ USA”. Utwór był niemal identyczny jak nagrana pięć lat wcześniej Chuckowa kompozycja pt. „Sweet Little Sixteen”. Aby uniknąć rozpraw sądowych, artyści uczynili z Berry’ego współautora ich szlagieru.

https://www.youtube.com/watch?v=le51jB37Fro

Lubił podglądać kobiety podczas ich wizyt w ubikacji

W latach 80. muzyk kupił sobie położoną w Wentzville restaurację - The Southern Air. Berry uznał, że to dobra okazja, aby dać upust swoim fetyszom. Zainstalował więc kamery w damskiej ubikacji i regularnie nagrywał korzystające ze świątyni dumania pracownice oraz klientki swojego lokalu. O sprawie zrobiło się głośno, gdy jedna z kucharek odkryła podstęp i wytoczyła artyście proces sądowy. Okazało się, że Chuck zebrał kolekcję nagrań ok. 200 pań załatwiających swoje fizjologiczne potrzeby. Ostatecznie sprawa zakończyła się ugodą po tym, jak muzyk zdecydował się wypłacić każdej z poszkodowanych pieniężną rekompensatę za poniesione szkody moralne.

Nagrywał seks-taśmy zanim to stało się modne

Oprócz rejestrowania klientek swego lokalu podczas ich wizyt w ubikacji, pionier rock’n’rolla korzystał ze zdobyczy techniki, aby dokumentować swoje seksualne fikołki z prostytutkami. Całkiem niedawno jedno z takich nagrań ujrzało światło dzienne i wywołało spory niesmak nie tylko u fanów twórczości artysty, ale i u najbardziej zaprawionych w łóżkowym rzemiośle fetyszystów. Nie powiemy wam czemu. Może któryś kolega opowie…

Wypłatę przyjmował tylko i wyłącznie w gotówce

Berry, podobnie jak chyba każdy biznesmen, nie znosił płacenia podatków. To jeden z powodów, dla którego artysta zawsze domagał się, aby należne mu za występy pieniądze wypłacano w gotówce. Kiedy w 1975 okazało się, że muzyk usiłuje wyjechać z Australii mając za podręczny bagaż walizkę wypełnioną 50 tysiącami dolarów, władze tego państwa wprowadziły ograniczenia walutowe dla wszystkich pasażerów chcących wywozić z kraju pieniądze w gotówce.

Marvin Berry – fikcyjny kuzyn Chucka

„Chuck, Chuck! To ja – twój kuzyn Marvin Berry! Pamiętasz, jak mi mówiłeś, że szukasz nowego brzmienia? To posłuchaj tego!”


Według wizji Roberta Zemeckisa, Chuck nigdy nie wpadłby na pomysł napisania jednego ze swych największych szlagierów - „Johhn B. Goode”, gdyby nie jego kuzyn Marvin, który miał okazję zobaczyć na scenie młodego podróżnika w czasie grającego ten właśnie utwór. Berry miał odsłuchać kompozycję przez słuchawkę telefonu.


To bardzo pomysłowy zabieg – w 1955 roku (bo w tym właśnie czasie ma miejsce akcja pierwszej części „Powrotu do przyszłości”), Chuck dokonuje plagiatu własnego numeru zagranego przez gościa z przyszłości. I faktycznie – kawałek ten wydany został w 1958 roku, ale Berry napisał go dokładnie trzy lata wcześniej!
„Johnny B. Goode” to utwór autobiograficzny opowiadający o młodości artysty i jego drodze do sławy. To też jedna z najczęściej coverowanych kompozycji Chucka. Grali ją zarówno Beatlesi, jak i Jimi Hendrix, Judas Priest, Elton John, Sex Pistols, a nawet AC/DC!

https://www.youtube.com/watch?v=rVT65M4mRnM
2

Oglądany: 32848x | Komentarzy: 25 | Okejek: 187 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało