Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Amerykanin dzieli się wrażeniami po przeprowadzce do Londynu

134 982  
562   102  
Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię wiele łączy, ale też sporo dzieli. Dla przeciętnego Amerykanina wizyta na starym kontynencie może się okazać dziwnym doznaniem, mimo że posługuje się teoretycznie tym samym językiem. Oto wrażenia jednego z nich, Jamesa Lamona, który przeprowadził się do Londynu.

Życie w Londynie

#1.

Londyn to prawdziwe światowe miasto. Uderzyło mnie to zaraz po wyjściu z samolotu. Nowy Jork może być tyglem narodów, ale nie może się równać z Londynem. Przejście tutejszymi ulicami jest niczym przechadzka po stolicy z Gwiezdnych wojen, pełnej przedstawicieli wszystkich ras.

#2.

Lisy są wszędzie. Błąkają się po ulicach jak zwykłe koty, z tą różnicą, że zdarzało im się atakować dzieci. W Stanach nie byłoby to normalne.


#3.

Nie ma tutaj "właściwej strony chodzenia po chodniku". W Stanach niepisaną zasadą jest to, że trzymasz się prawej strony ulicy, chodnika czy schodów. Mogłoby się wydawać, że skoro w Anglii jeździ się po lewej stronie, to wszyscy będą szli lewą stroną. Z jakiegoś powodu wszyscy jednak chodzą jak im pasuje. Totalny chaos.

#4.

Londyn jest STARY jak cholera. Ten fakt jest dobrze znany, a mimo wszystko i tak mnie zadziwia. Przykład: ktoś mnie zaprosił do baru z ping pongiem. Wchodzę tam i wita mnie napis na drzwiach: "Ping pong został wymyślony i opatentowany dokładnie w tym miejscu w 1901 roku". NO PRZECIEŻ.

#5.

Architektura również ma sporo lat na karku i może się podobać. Żegnajcie postmodernistyczne prostokątne okna! Nie będę za wami tęsknił.


#6.

Możesz pić alkohol gdzie chcesz. Wewnątrz, na zewnątrz, w parkach, na ulicy. Nie można w komunikacji miejskiej, ale ludzie i tak to robią.

#7.

Niedozwolone jest picie piwa na meczach piłki nożnej. To jedno z tych miejsc, gdzie spodziewałem się upić, a tymczasem jest to zakazane.

#8.

Prawnicy i sędziowie noszą tutaj PERUKI. To normalna część stroju służbowego. Peruki robi się z końskich włosów.


#9.

W niedzielę po kolacji nie dzieje się nic. Miasto praktycznie się wyłącza. Bary i restauracje zamykane są ok. 18:00. Jeśli w niedzielę przyjedzie do ciebie kumpel i chcecie się gdzieś zabawić, szybko zorientujecie się, że dosłownie nie ma gdzie pójść.

#10.

W metrze spiker powie ci przez głośnik, że ktoś właśnie rzucił się na tory i będzie opóźnienie. Mieszkający z dala od stacji metra mogą się zdziwić, ale rzucanie się pod pociągi nie jest tu czymś niespotykanym. W głośniku usłyszymy, że nastąpi opóźnienie, bo jakiś człowiek rzucił się pod pociąg, co jest nie do pomyślenia w Nowym Jorku, gdzie spikerzy zachowają takie informacje dla siebie.

#11.

W wagonach występuje zjawisko, które nazwałem "małe nóżki" - odbicie na szybie w drzwiach.


#12.

Pijany facet zasnął kiedyś na torach i opóźnił mój pociąg. Konduktor poinformował nas, że policja musiała go stamtąd ściągać. Nie jest to chyba nietypowa sytuacja. Pasażerowie wokół mnie westchnęli, jakby chcieli powiedzieć "to już drugi raz w tym tygodniu".

#13.

Święta Bożego Narodzenia biorą tu bardzo na poważnie. Całe miasto się wyłącza. Wszystko jest pozamykane. Nawet chińskie restauracje. Myślałem, że na nich zawsze można polegać, ale najwidoczniej nie.

Język angielski

#14.

W Wielkiej Brytanii "pants" oznacza "bieliznę", a "trousers" oznacza spodnie ("pants" po amerykańsku). Może dochodzić do dziwnych sytuacji.

Ja: I like your pants (Podobają mi się twoje spodnie)
Kolega z pracy: ŻE CO?

#15.

Ludzie mówią tu "Let's meet at half six", co oznacza 6:30.
Tymczasem jako Amerykanin myślę sobie "OK, czas dokonać obliczeń. Połowa z sześciu to trzy, więc spotykamy się o 3:00. Kumam. Boże, jacy ci ludzie są mądrzy".

#16.

Jako pozdrowienie wszyscy mówią tutaj "Are you alright?" (Wszystko w porządku?). Kiedy to wymawiają, mają na myśli zwykłe "cześć". Ale za każdym razem jak to słyszę, zastanawiam się, czy wyglądam na smutnego lub złego.

#17.

"Gumowy Johnny" to tutejsze określenie kondoma. No ba.

Jedzenie i picie

#18.

Nikt nie trzyma jajek w lodówce. Po prostu nie. W sklepach leżą normalnie na półkach. Nie wiem, jakim cudem się nie psują.

#19.

Bekon jest tu znacznie większy. W Stanach wygląda jak pasek od spodni, tutaj jak prześcieradło. Patrzcie na to - wygląda jak bekonowy stek:


#20.

Sos HP jest pyszny. Jego pochodzenie to z kolei zagadka. Nikt nie wie, czemu nazywa się "sosem HP", ale nikt też tego nie kwestionuje.

#21.

Sklep "Currys" nie sprzedaje curry, tylko elektronikę. Nie wpisujcie w Google "curry" po zakrapianej nocy z nadzieją, że wskazane Currys zaserwuje wam curry, bo się bardzo rozczarujecie.

#22.

Tutejsze piwo ma mniejszą zawartość alkoholu. Piwna rewolucja w Stanach sprawiła, że idąc do baru mam wiele piw z przedziału 5%-8% do wyboru. Tutaj większość ma 3,5%-5,5%.

#23.

Brytyjczycy dużo piją. Naprawdę dużo.

#24.

Ludzie nie wstydzą się tutaj być pijanym w obecności znajomych, rodziny, współpracowników czy kogokolwiek. W typową piątkową noc zobaczycie w barach mężczyzn i kobiety w średnim wieku, którzy ledwo utrzymują się na nogach. W Stanach uznalibyśmy to za wstydliwe. Tutaj się tego nie stygmatyzuje. Każdy pije tu jak typowy student.

#25.

Brytyjczycy uwielbiają kurczaki, i to bardzo. Nie myślałem, że w jakiejkolwiek kulturze kochają je bardziej niż ci na południu Stanów, ale Brytyjczycy ich przebijają. Kwintesencję słowa "fast food" stanowią tutaj budki z kurczakami.

#26.

Na koniec ten smutny żart: CZTERY PIWA TO NIEWYSTARCZAJĄCA ILOŚĆ NA JAKĄKOLWIEK OKAZJĘ. POTRZEBUJĘ ALBO SZEŚCIOPAKA, ALBO TAKOWYCH KILKA.


Przedmioty i obserwacje

#27.

Numery telefonów nie mają tu żadnego rytmu. W Stanach mamy da-da-da, da-da-da, da-da-da-da. Brytyjczycy tego nie znają. Bardzo ciężko zapamiętać tu jakiś numer, bo ludzie recytują po prostu ciąg cyfr w dowolny sposób: 893249351628.

#28.

Nie ma tu nominałów większych niż 50. Kiedyś musiałem zapłacić czynsz gotówką i mój portfel był tak gruby, że prawie przypominał kostkę.

#29.

Banknoty mają tu plastikowe. Wyglądają, jakby zaprojektowali je obcy z przyszłości. Amerykańskie dolary wyglądają dla mnie teraz niczym forsa z Monopoly.


#30.

Często zdarza się, że nad umywalką są dwa krany. Jeden z gorącą wodą, drugi z zimną. Czyni to znalezienie "tej właściwej temperatury" praktycznie niemożliwym. Można za to jednocześnie zamrozić jedną rękę i stopić skórę na drugiej.

#31.

Faceci nie boją się tutaj chodzić w czerwonych spodniach.

#32.

W Wielkiej Brytanii pralki znajdują się w kuchniach. Nie ma tutaj czegoś takiego jak oddzielna pralnia. Ba, ludzie uważają je za przestarzałe. Tymczasem pranie wieszają na sznurkach, bo suszarki nie są tu zbyt popularne. No tak.

#32.

Niektóre produkty są dla mnie kompletnie bezsensowne:


Woda do żelazka

#33.

Ze względów bezpieczeństwa w łazienkach nie ma typowych włączników światła na ścianach, więc mają takie sznurki wiszące z sufitów. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem.

#34.

Bankowość bywa tu utrapieniem. Musisz zapamiętać kilka kodów i hasło do swojego konta. To skomplikowane. Mają tu nawet małe kalkulatorki, które musisz ze sobą nosić, żeby wygenerowały ci kod dostępu do konta. Serio.

#35.

W łazienkach nie ma tu "przedziałek". Są małe kabiny z toaletą. Mam wrażenie luksusu. W Stanach możesz iść się wysrać w sklepie Gucciego, a i tak będziesz widział czyjeś nogi obok.

Błędne stereotypy

#36.

W Londynie wcale nie pada przez cały czas. Google podpowiedziało mi, że w ciągu roku deszczowych dni jest tutaj średnio mniej (109) niż w Seattle (147), Nowym Jorku (122) czy "słonecznym" Orlando na Florydzie (117). BOOM! Jest tu jednak sporo dni, kiedy występuje zachmurzenie całkowite lub częściowe.


#37.

Brytyjczycy nie są wcale nieuprzejmi i powściągliwi w kontakcie. Wszyscy, jakich spotkałem, byli bardzo mili i przyjaźnie nastawieni.

#38.

Brytyjskie jedzenie nie jest złe. Wręcz przeciwnie, jest całkiem smaczne, nawet to tradycyjne. No chyba że nie lubisz tłustego, to wtedy oddaj mi swoją porcję.

#39.

Brytyjczycy nie mają popsutych, brzydkich zębów. To mit. Nie wiem czemu ciągle funkcjonuje on w Ameryce. To niedorzeczne.

#40.

Na koniec - prowincja jest tutaj piękna i zasługuje na większe uznanie.


Zobacz też wrażenia innego Amerykanina po wizycie w Wielkiej Brytanii.

7

Oglądany: 134982x | Komentarzy: 102 | Okejek: 562 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało